poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Nauczycielu, co dobrego mam czynić?...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, witam z samego rana, bo za chwilę wyruszam z Lublina do Białej Podlaskiej, do rodzinnego Domu, skąd z Rodzicami i Markiem wyjeżdżamy dziś na tydzień do Szklarskiej Poręby. To taki doroczny rodzinny wyjazd, w czasie urlopu Marka. Zapewniam o modlitwie za Was, w czasie wędrówek po górach, i nie tylko... Zamierzam też uzupełnić w tych dniach blogową korespondencję, którą nieco zaniedbałem z powodu natłoku zajęć, kiedy sam czuwałem nad Parafią...
          Dobrego i błogosławionego dnia!
                                    Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Poniedziałek 20 Tygodnia zwykłego, rok I,
Wspomnienie Św. Piusa X, Papieża,
do czytań: Sdz 2,11–19; Mt 19,16–22

CZYTANIE Z KSIĘGI SĘDZIÓW:
Synowie Izraela czynili to, co złe w oczach Pana i służyli Baalom. Opuścili Boga swoich ojców, Pana, który ich wyprowadził z ziemi egipskiej, i poszli za cudzymi bogami, którzy należeli do ludów sąsiedzkich. Oddawali im pokłon i drażnili Pana. Opuścili Pana i służyli Baalowi i Asztarcie.
Wówczas zapłonął gniew Pana przeciwko Izraelitom, tak że wydał ich w ręce ciemięzców, którzy ich złupili, wydał ich na łup nieprzyjaciół, którzy ich otaczali, tak że nie mogli się oprzeć. We wszystkich ich poczynaniach ręka Pana była przeciwko nim na ich nieszczęście, jak to Pan przedtem im zapowiedział i jak im poprzysiągł. I tak spadł na nich ucisk ogromny.
Wówczas Pan wzbudził sędziów i wybawił Izraelitów z ręki tych, którzy ich uciskali. Ale i sędziów swoich nie słuchali, gdyż uprawiali nierząd z innymi bogami, oddawali im pokłon. Zboczyli szybko z drogi, po której kroczyli ich przodkowie, którzy słuchali przykazań Pana: ci tak nie postępowali.
Kiedy zaś Pan wzbudził sędziów dla nich, Pan był z sędzią i wybawiał ich z ręki nieprzyjaciół, póki żył sędzia, bo Pan litował się, gdy jęczeli pod jarzmem swoich ciemięzców i prześladowców. Lecz po śmierci sędziego odwracali się i czynili jeszcze gorzej niż ich przodkowie. Szli za cudzymi bogami, służyli im i pokłon im oddawali, nie odchodząc w niczym od swoich czynów i od drogi zatwardziałości.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i zapytał: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?”
Odpowiedział mu: „Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania”.
Zapytał Go: „Które?”
Jezus odpowiedział: „Oto te: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego jak siebie samego”.
Odrzekł Mu młodzieniec: „Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?”
Jezus mu odpowiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”.
Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Trzeba przyznać, że wręcz strasznie brzmią te słowa: We wszystkich ich poczynaniach ręka Pana była przeciwko nim na ich nieszczęście, jak to Pan przedtem im zapowiedział i jak im poprzysiągł. I tak spadł na nich ucisk ogromny. Cóż może być gorszego od sytuacji, w której to Bóg tak zdecydowanie odwraca się od człowieka i występuje przeciwko niemu?…
Czy jednak możemy powiedzieć, że naprawdę Bóg był przeciwko swojemu narodowi? Czy naprawdę chciał mu zaszkodzić lub go zniszczyć? Przecież już w następnych zdaniach – po tych, zacytowanych przed chwilą – słyszymy, że posyłał sędziów, poprzez których przestrzegał swój lud i naprowadzał go na dobrą drogę.
Zatem, Bóg nie tyle swój lud doświadczał, czy występował przeciwko niemu, ile raczej czuwał nad nim, aby ten nawracał się i słuchał Bożego głosu. W tym celu właśnie posyłani byli sędziowie, a więc ludzie, których zadaniem było nie tylko – w sensie ścisłym – rozsądzanie sporów pomiędzy ludźmi, ile faktyczne przewodzenie narodowi wybranemu w imieniu Boga.
O tym, że Bóg wspierał działania sędziów i sam przez nich działał, słyszymy dzisiaj bardzo wyraźnie w tych oto słowach: Kiedy zaś Pan wzbudził sędziów dla nich, Pan był z sędzią i wybawiał ich z ręki nieprzyjaciół, póki żył sędzia, bo Pan litował się, gdy jęczeli pod jarzmem swoich ciemięzców i prześladowców. Lecz po śmierci sędziego odwracali się i czynili jeszcze gorzej niż ich przodkowie. Szli za cudzymi bogami, służyli im i pokłon im oddawali, nie odchodząc w niczym od swoich czynów i od drogi zatwardziałości.
Zatem, nie przeciwko sędziemu – temu lub innemu – buntowali się Izraelici, ale przeciwko Bogu! To trzeba jasno stwierdzić! I to w sposób permanentny, kiedy bowiem Bóg litował się nad nimi i okazywał im swą życzliwość, ci ponownie odwracali się od Niego, postępując jeszcze gorzej, niż postępowali ich przodkowie. Dlatego trudno się dziwić, że Bóg nie mógł zaakceptować takiego postępowania i stąd dzisiaj mówimy, że był przeciw swemu narodowi. Tak to mogło wyglądać z zewnątrz.
Natomiast w istocie – i to musimy podkreślić – mamy do czynienia z sytuacją dokładnie odwrotną. O tym zresztą przed chwilą sobie mówiliśmy: to nie Bóg jest przeciwko człowiekowi. To człowiek ciągle stawał w opozycji do swego Boga, to człowiek lekceważył Boże prawa i nakazy, to człowiek próbował sobie radzić w życiu bez Boga. I jeżeli na tej drodze doświadczał jakichś życiowych komplikacji, to tylko dlatego, że ponosił oczywiste skutki swojego własnego postępowania.
Tak, jak młody człowiek z dzisiejszej Ewangelii. W zewnętrznym oglądzie – bardzo poprawny, sumiennie spełniał Boże nakazy. A jednak, w jego życiu, w jego sercu, było to „coś”, co mąciło ów piękny obraz; na tym wizerunku była poważna rysa. Było to przywiązanie do dóbr materialnych, do posiadanych majętności. I to właśnie dzisiaj Jezus w jego postawie zdemaskował. Pokazał, że choć ów młody człowiek jest blisko Boga – przynajmniej, wiele na to wskazuje – to jednak nie stać go uczynienie tego jednego, zasadniczego kroku i oderwanie się od przywiązania do spraw doczesnych, szczególnie materialnych.
I znowu, to nie Jezus zamknął przed nim drogę do pełni szczęścia – to on sam, ów młody człowiek, nie odważył się zrobić zasadniczego kroku w stronę Jezusa! To w nim, w owym młodym człowieku, była bariera, przeszkoda – nie zaś w rzekomo negatywnym nastawieniu Jezusa! Chociaż na zewnątrz tak to mogło wyglądać…
Stąd też, moi Drodzy, kiedy będziemy kiedykolwiek o coś prosić Jezusa, albo nawet się z Nim o jakieś rzeczy spierać, lub zgłaszać pretensje, że nie daje nam tego lub owego, albo że nie czyni naszego życia szczęśliwym, to zastanówmy się głęboko w ciszy i skupieniu, czy aby powód takiego stanu rzeczy nie tkwi w naszym sercu i w naszej postawie…
A pomocą w tej refleksji może być dzisiaj spojrzenie na przykład pełnej otwartości serca na głos Boży, jaki daje nam swoim świętym życiem Patron dnia dzisiejszego, Papież Pius X.
Józef Sarto, urodził się 2 czerwca 1835 roku, w rodzinie wiejskiego listonosza, we Włoszech, niedaleko Wenecji. Do szkoły podstawowej uczęszczał w swojej miejscowości, a w 1846 roku został przyjęty do gimnazjum w Castelfranco Veneto, dokąd musiał codziennie przebiegać czternaście kilometrów w jedną stronę! A trwało to przez cztery lata!
Za pieniądze kardynała Jakuba Monico Józef podjął studia w seminarium w Padwie. W trakcie tych studiów zmarł jego ojciec i była obawa, że będzie musiał przerwać studia, aby pomagać matce. Matka jednak zdecydowała się dorabiać krawiectwem, aby synowi nie przerywać studiów. Święcenia kapłańskie otrzymał 18 września 1858 roku.
Już na pierwszej placówce wyróżnił się jako doskonały kaznodzieja. Dlatego zapraszano go chętnie z kazaniami z różnych okazji. Swoje kazania przygotowywał bardzo starannie, każde z nich zapisując! Budował wiernych pobożnością i gorliwością kapłańską. Opiekował się ubogimi. Po dziewięciu latach takiej pracy, w roku 1867, został proboszczem w Salvano. Tu zajął się szczególnie katechizacją dzieci, uczeniem chóru śpiewu liturgicznego i opieką nad biednymi. Sam będąc wiele razy głodny jako chłopiec, umiał zrozumieć głód innych.
Był tak szczodry dla ubogich, że siostra częstokroć z płaczem skarżyła się mu, że nie ma co do garnka włożyć, a wstydzi się brać w sklepie na kredyt. W parafii miał do pomocy dwóch wikariuszy – i to właśnie z nimi codziennie wieczorem omawiał potrzeby parafii.
W 1884 roku, Papież Leon XIII mianował Księdza Józefa Sarto biskupem Mantui i sam udzielił mu sakry. Jako Pasterz diecezji, umiał być Biskup Józef kochającym i życzliwym dla wszystkich ojcem, ale bywał także stanowczy, kiedy tego wymagała potrzeba. Sam dawał swojemu duchowieństwu przykład modlitwy, ubóstwa i gorliwości kapłańskiej. Baczną uwagę zwrócił na seminarium duchowne, by mogli stąd wychodzić odpowiednio przygotowani do przyszłej misji kapłani. Osobiście zwizytował wszystkie kościoły i parafie diecezji, by się przekonać naocznie o ich potrzebach materialnych i duchowych. Na zakończenie wizytacji, w 1888 roku, zwołał synod diecezjalny, którego nie było w tej diecezji od dwustu pięćdziesięciu lat!
Tymczasem, w 1892 roku, zmarł Patriarcha Wenecji, kardynał Dominik Agostini. Leon XIII wyznaczył na jego miejsce biskupa Józefa Sarto, mianując go jednocześnie kardynałem. Całe swoje doświadczenie i gorliwość nowy Patriarcha oddał swej archidiecezji. Rozwinął katechizację, by ją postawić na jak najwyższym poziomie i ożywić ją we wszystkich parafiach swojej metropolii. W seminarium, oprócz teologii dogmatycznej i moralnej, wprowadził studia biblijne, historię Kościoła i ekonomię społeczną. Rozpoczął akcję oczyszczania muzyki kościelnej z elementów świeckich, jakie powszechnie wówczas wdzierały się do liturgii.
A do swoich kapłanów nieraz mawiał: „Głosicie wiele i dobrych kazań. Niektóre zdradzają ogień najcudowniejszej wymowy i przewyższają nawet aktorów gestami i grą twarzy. Ale bądźmy szczerzy: Co mają z tego nasi biedni rybacy? Ile z tego rozumieją służące, robotnicy portowi i tragarze? Można dostać zawrotu głowy od tych hamletycznych salw huraganowych, ale serce, bracia, serce pozostaje puste! Proszę was, bracia, mówcie prosto i zwyczajnie, żeby i najprostszy człowiek was zrozumiał. Mówcie z dobrego i pobożnego serca, wtedy traficie nie tylko do uszu, ale i do duszy waszych słuchaczy.”
W 1903 roku zmarł Papież Leon XIII. W jego miejsce, w dniu 3 sierpnia, został wybrany właśnie nasz dzisiejszy Patron. Już w dwa miesiące później, 4 października 1903 roku, wydał swą pierwszą encyklikę, w której wyłożył program swojego pontyfikatu: Odnowić wszystko w Chrystusie”. W 1906 roku, wydał drugą encyklikę, dotyczącą reformy duchowieństwa. W 1908 roku przeprowadził reformę Kurii papieskiej i zmiany do konklawe. Rozpoczął reformę prawa kanonicznego.
W 1905 roku ukazał się Katechizm Piusa X” najpierw dla diecezji rzymskiej, potem dla całego Kościoła, z instrukcją o nauczaniu dzieci prawd wiary. W tym też czasie przeprowadził reformę muzyki kościelnej i zreformował brewiarz. Zniósł konieczność przystępowania do Spowiedzi przed każdym przyjęciem Komunii świętej i obniżył wiek dzieci mogących ją przyjąć.
Z całą energią zwalczał współczesne błędy. Największym niebezpieczeństwem był modernizm – prąd, który obalał niemal wszystkie dogmaty. W encyklice Pascendi dominici gregis” z 8 września 1907 roku, modernizm został uroczyście potępiony, a kapłani zostali zobowiązani do składania antymodernistycznej przysięgi. Dla podniesienia wagi nauk biblijnych i dla przeciwstawienia się szerzonym błędom racjonalistycznym Pius X ustanowił Papieski Instytut Biblijny – istniejącą do dziś najwyższą szkołę biblijną.
Z całą stanowczością stawał w obronie Kościoła. Na tym tle doszło do gwałtownego zatargu z rządem francuskim, który w roku 1905 samowolnie zerwał konkordat z roku 1801 i usiłował narzucić Kościołowi ograniczające jego wolność prawa. Wtedy właśnie wypędzono z Francji zakonników i zlikwidowano niemal wszystkie klasztory. Papież mianował czterdziestu biskupów na nie obsadzonych dotąd diecezjach, nie pytając rządu o żadną zgodę.
Pius X bywał też nazywany Papieżem dzieci. Kochał je i pragnął, by jak najwcześniej spotkały się z Jezusem, zanim szatan zajmie Jego miejsce w ich sercach. Po wydaniu dekretu o wczesnej Komunii Świętej, otrzymał bardzo wiele listów od dzieci. Pan Bóg obdarzył go także wieloma innymi niezwykłymi darami, między innymi – darem uzdrawiania chorych.
Ze wszystkich sił starał się powstrzymać wybuch pierwszej wojny światowej, ale – niestety – nie udało mu się to. Wojna wybuchał 28 lipca 1914 roku. W niecały miesiąc potem, w dniu 21 sierpnia 1914 roku, Papież Pius X zmarł. Kanonizował go w dniu 29 maja 1954 roku, Papież Pius XII.
Wpatrując się we wzór świętości dzisiejszego Patrona, a jednocześnie wsłuchując się w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się:
Co w moim sercu, w mojej postawie, jest największą przeszkodą, stojącą na mojej drodze do Boga?
Co konkretnie robię, aby tę przeszkodę pokonać?
Czy nie uciekam przed poznaniem pełnej prawdy o sobie?

Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną…

21 komentarzy:

  1. Życzę dobrego odpoczynku w gronie rodzinnym. Niech Bóg błogosławi wczasowiczom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby Chrystus używał tylu słów co ksiądz, po miesiącu uśpił by wszystkich potencjalnych słuchaczy.Na szczęście, mówił treściwie dlatego mnie jeszcze nie zmęczył w przeciwieństwie do księdza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I gdyby tak zjednywał do swej nauki, do dziś chodziłby po Galilei w poszukiwaniu "tego trzeciego"...

      Usuń
    2. Z Jezusem, można by jeszcze pogadać o robieniu stołów, może krzeseł o czym jakoś niewiele biblia wspomina ...Można by pogadać nie tylko o zbawieniu bo co za dużo....

      Usuń
    3. To proszę tu nie zaglądać i nie czytać! Po co się tak męczyć?
      Ks. Jacek

      Usuń
    4. Właśnie, po co się męczyć. Fochy u księdza? Jak u panienki...ja nie jestem złośliwa. Pozory mylą. Przyszło mi na myśl, teraz, że ksiądz tak przejęty tym co chce powiedzieć ,że zapomina o tych do których to mówi . Napisałam o korycie, na początku moich odwiedzin, pamięta ksiądz?...ale co tam jakaś prostytutka może mieć do powiedzenia- prawda?...Swego czasu rozmawiałam z proboszczem, który narzekał na samotność. Zapytałam, ile razy wziął piwo albo ciastka jakieś i poszedł do kogoś, pogadać....-ale co ludzie powiedzą-odrzekł...ludzie zawsze coś mówią...tak już jest.Jeśli ksiądz wierzy w to co pisze, i w to jak to robi, proszę robić to nadal nie przejmując się takimi jak ja ale też proszę nie pisać takich odpowiedzi. Po co się męczyć...a po co ksiądz się tak męczy. Jeśli się męczy ...? Fruktus...owoc ze słuchanego przeze mnie różańca po łacinie...niewiele więcej rozumiem...ale chyba nie tylko ja. Szczęść Boże.

      Usuń
    5. Będę pisał takie rozważania i takie odpowiedzi, na jakie tylko będę miał ochotę. To jest sfera mojej wolności, do której nic nikomu. I nie o fochy tu chodzi, tylko o zwykłą - z jednej strony - ludzką kulturę, a z drugą: o jasność wzajemnych relacji. Po prostu - szanujmy się nawzajem. I tyle!
      Dla mnie nie jest Pani żadną prostytutką i nigdy tak o Pani nie myślałem. Natomiast z Pani wypowiedzi rysuje mi się obraz kogoś, kto za wszelką cenę chce na siebie zwrócić uwagę... Stąd te komentarze, w których z jednej strony demonstracyjnie zaprzecza Pani wielu wypowiedziom i refleksjom moim i Czytelników, kiedy indziej nas Pani poucza, wyraźnie dążąc do tego, aby - nie wiem - wzbudzić zainteresowanie sobą, może współczucie... Zaintrygować? Podrażnić?...
      Mi akurat taki styl specjalnie nie imponuje, ani nie uważam go za szczególnie oryginalny. Dlatego napisałem, że jeśli się Pani nie podoba - to niech Pani nie czyta. I tyle. Nic więcej. Bez rozczulania się nad sobą.
      A jeżeli jest Pani z nami - do czego oczywiście zachęcam - to proszę o odrobinę szacunku, który sam także staram się okazywać.
      Ks. Jacek

      Usuń
    6. Oczywiście, że będzie ksiądz pisał rzeczy na jakie ma ochotę . Zaspakaja wszak tym jakieś swoje potrzeby . Może swój egoizm. Nie wiem, strzelam. Ja zostałam poddana ocenie, Wcześniej oceniłam księdza. Jesteśmy kwita.
      Oczywiście jest lepiej stworzyć sobie w necie adwersarza z którym jest nam po drodze. Oczywiście lepiej bym nie była prostytutką bo przed taką ...czasem jak w konfesjonale . ludzie się obnażają, może nawet w bardziej obsceniczny sposób i nie ma ochrony ze strony Boga Ojca, czy Ducha Świętego, który by nas od tego brudu oddalał.
      Wspomniał ksiądz, że "oczekuje bym zaimponowała"...oczywiście, zmieniam sens i robię to świadomie.Kim jest ksiądz bym miała mieć potrzebę zaimponowania mu...zaintrygowania....podrażnienia...
      Mam swoisty sposób na otwieranie ludzi. Szukanie ciekawych dla mnie, wartych zatrzymania się na dłużej.
      Jesteśmy w na jednym wielkim wysypisku śmieci. Ksiądz, ja wszyscy w necie....nie udawajmy że to rajski ogród . Są miejsca trochę mniej poukładane, czasem trochę bardziej ale to wciąż śmietnik.
      Oczekuje ksiądz szacunku?...mi go okazuje ?...Nie dostrzegam. Widać nie umie ksiądz ,tego mi pokazać.

      Usuń
    7. Nie mam pojęcia, o co Pani chodzi. Na siłę szuka Pani we mnie wroga - Pani sprawa. Nic na to nie poradzę. Uważam tylko, że jeżeli ktoś męczy się czytaniem byle jakich rozważań, czy ma tyle zastrzeżeń do autora, to najsensowniejszym rozwiązaniem problemu jest nie zaglądać, nie czytać - i nie denerwować się. I tyle.
      Ks. Jacek

      Usuń
    8. A główny problem w tym, że ludziom nie chce się czytać, uczyć, a przede wszystkim statać się zrozumieć :). Łatwiej jest syworzyć sobie swój świat a na resztę się wypiąć :)

      Usuń
    9. Nie wydaje mi się,że łatwiej stwarza się swój świat raczej trudno z niego wyjść po prostu☺.M

      Usuń
    10. No ale najpierw trzeba było go sobie stworzyć...

      Usuń
    11. No ale najpierw trzeba było go sobie stworzyć...

      Usuń
    12. No tak,ale możesz mi wierzyć bądź nie swojego świata nie tworzy się z dnia na dzień I nawet jak się bo stworzy to nie dlatego że tak jest lepiej tylko po prostu tak czasem się dzieje.A wyjście z niego wcale a wcale nie jest łatwe i nie piszę tego aby obronić kloszarda ale sama mam swój świat i wiem jak ciężko mi wyjść z niego.M

      Usuń
    13. Każdy ma swój świat - to naturalne. Sęk w tym, aby ten "swój świat" otwierać na Boga i ludzi, aby nie był hermetycznie zamkniętą kapsułą...
      Ks. Jacek

      Usuń
  3. Udanego urlopu☺.Pozdrawiam M

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko prawda was wyzwoli"... - Nieprawdaż? Tyle,że prawda boli.. - Prawda?

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście - czasami prawda boli, ale mimo wszystko - nawet najboleśniejsza prawda ma moc wyzwolić człowieka i z całą pewnością jest lepsza niż byle jakie kłamstwo.
    Pozdrawiam serdecznie.
    J.B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod wypowiedzią J.B., za którą także dziękuję!
      xJ

      Usuń