niedziela, 13 sierpnia 2017

Kolanogodziny

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym Pielgrzymi z naszej Diecezji dochodzą do Mirowa, skąd już niemal widać wieżę Jasnogórskiego klasztoru. O godz. 18:00 uroczysta Msza Św. będzie swoistym podsumowaniem tegorocznego pielgrzymowania. Jutro raniutko natomiast - ostatni etap: z Mirowa na Jasną Górę. I we wtorek - suma odpustowa przed Szczytem. 
      Na te uroczystości z Miastkowa wyrusza dzisiaj autokarem silna Ekipa, licząca dwadzieścia pięć Osób, pod kierunkiem Pani Ani Włodarczyk, Nauczycielki języka polskiego, z którą miałem wielką przyjemność współpracować w Liceum Lelewela w Żelechowie. Bardzo jestem wdzięczny Ani, że zgodziła się pokierować całym tym przedsięwzięciem. Chociaż w rozmowie ze mną stwierdziła, że raczej ma doświadczenie w organizowaniu wyjazdw z Młodzieżą, to jednak oboje doszliśmy do wniosku, że nie będzie tu dużej różnicy, bo w końcu na codziennych wieczornych Apelach wszyscy jednym głosem śpiewali: Maryjo, jesteśmy młodzi! Niech Pan sam Ich prowadzi i pozwoli Im - oraz wszystkim Pielgrzymom - szczęśliwie powrócić do domów.
        A w Miastkowie dzisiaj będzie mnie wspierał w posłudze duszpasterskiej Ksiądz Jarosław Rękawek, Kolega jeszcze z czasów seminaryjnych. Już teraz dziękuję Mu za tę pomoc.
      Na głębokie i radosne przeżywanie dnia Pańskiego - niech Was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
                                    Gaudium et spes!  Ks. Jacek

19 Niedziela zwykła, A,
do czytań: 1 Krl 19,9a.11–13; Rz 9,1–5; Mt 14,22–33

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI KRÓLEWSKIEJ:
Gdy Eliasz przybył do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan zwrócił się do niego i przemówił słowami: „Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana”.
A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem. Ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:
Bracia: Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból.
Wolałbym bowiem sam być pod klątwą i odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami. Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.
Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli.
Jezus zaraz przemówił do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.
Na to odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”.
A On rzekł: „Przyjdź”.
Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”.
Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył.
Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.

Obraz, który maluje dziś przed naszymi oczami Autor biblijny w pierwszym czytaniu, z Pierwszej Księgi Królewskiej, a więc obraz Boga, przychodzącego w powiewie łagodnego wiatru, jakoś mocno współgra z obrazem Jezusa, ukazanym w dzisiejszej Ewangelii. Słyszymy w niej, że gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.
I w jednym, i w drugim przypadku widzimy – słyszymy – wielką ciszę, odczuwamy jakąś niezwykłą delikatność, swoistą intymność, w której Bóg spotyka się z człowiekiem. Żeby jednak tego doświadczyć, Eliasz musiał najpierw zobaczyć „gwałtowną wichurę, rozwalającą góry i druzgocącą skały”, potem trzęsienie ziemi, następnie ogień, aby wreszcie doczekać się „szmeru łagodnego powiewu”, w którym był Bóg.
Jezus, chcąc wyjść na górę, aby się modlić, najpierw nakarmił tłum, rozmnażając chleb, potem odesłał uczniów, aby odpłynęli na drugi brzeg, aby wreszcie pozostać samemu i wtedy doświadczyć bliskości Ojca, spotkać się z Nim w najgłębszej ciszy.
A po tym spotkaniu dokonało się znowu coś znaczącego, bo oto Jezus przyszedł do swoich uczniów, zmagających się z silnym, przeciwnym wiatrem. Piotr zapragnął wyjść Mu na spotkanie, krocząc tak samo po wodzie, jak Jezus kroczył. I początkowo udawało mu się to, jednak widząc silniejszy podmuch wiatru zwątpił – i zaczął tonąć. Na szczęście, Jezus był blisko, więc Piotr otrzymał pomocną dłoń. Po czym Obaj wsiedli do łodzi i wiatr się uciszył.
Nasuwa się takie oto skojarzenie, że Jezus, doświadczywszy intymnego spotkania z Ojcem w najgłębszej ciszy, tę swoją ciszę wniósł – i to tak fizycznie, namacalnie – do grona swoich uczniów. Ale też wniósł ją do ich serc, bo przecież wlał w te ich skołatane i przestraszone serca pewność, że jest z nimi, a jeżeli jest z nimi, to znaczy, że nic tak naprawdę złego nie może ich spotkać. Jego słowa: Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!, to chyba najbardziej znaczące i najbardziej optymistyczne słowa, jakie kiedykolwiek Bóg mógł skierować do człowieka.
Świadomość obecności Boga ma odtąd napełniać ludzkie serca odwagą i wyciszać lęki, obawy, stresy i kompleksy. Słowem – Jezus wnosi w życie człowieka pokój i harmonię, które sam nosi w sobie, które ciągle kształtował i umacniał w intymnych spotkaniach z Ojcem, dokonujących się w wielkiej ciszy… Takie samo uspokojenie i wyciszenie zapanowało w sercu Proroka Eliasza, kiedy doświadczył obecności Boga w powiewie łagodnego wiatru…
Bardzo natomiast owego wyciszenia i uspokojenia potrzebował Święty Paweł, a to w obliczu tego, że – jak dzisiaj stwierdził – w sercu swoim [odczuwał] wielki smutek i nieprzerwany ból. Z kontekstu wiemy, że ów ból był on spowodowany niewiarą Izraelitów w Jezusa jako Syna Bożego i Zbawiciela. Dla ukojenia tegoż smutku i bólu, a jednocześnie dla doprowadzenia Izraelitów do zbawienia, Paweł jest w stanie poświęcić nawet swoją osobistą więź z Jezusem. Pisze tak: Wolałbym bowiem sam być pod klątwą i odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami.
My dzisiaj mamy świadomość, że tak sprawy nigdy nie wolno stawiać. Nigdy nie wolno kłaść na szali – w zamian za cokolwiek – własnego zbawienia! I Paweł także go nie kładł, bo nawet w tym samym Liście do Rzymian, tylko we wcześniejszych wersach, pisał z wielkim przekonaniem, że nikt i nic nie zdoła go odłączyć od miłości Chrystusowej. Czy zatem nagle zmieniłby zdanie i przestałoby mu na tym zależeć, oby tylko Izraelici uznali w Jezusie Syna Bożego?
Nie, na pewno nie zrezygnowałby ze swojej przyjaźni z Jezusem i nie poświęciłby swego zbawienia. Natomiast wyrażając się w ten sposób, chciał bardzo mocno wyakcentować i podkreślić swoją miłość do Żydów, swoich rodaków, i swą nadzwyczajną troskę o nich. W ten hiperboliczny sposób – tak częsty w Biblii – chciał pokazać, że naprawdę wszystko jest w stanie oddać za to, by tylko Izrael uznał w Jezusie swego Zbawiciela i dzięki temu osiągnął zbawienie.
Wiemy, że tak naprawdę do dziś się to jeszcze nie dokonało. Ale chyba i sam Paweł wiedział, że nie od razu jego plan się powiedzie, a jednak tak usilnie starał się kształtować wiarę w sercach swoich rodaków. I z pewnością, wspomniany wcześniej ból i smutek znacząco ucichłby, gdyby Izraelici nie ranili jego serca swoim oporem…
Ale czyż ludzie, wśród których żył i nauczał Jezus, także nie zasmucali Go swoim brakiem wiary? Nawet Apostołowie mieli sobie w tej sprawie sporo do zarzucenia… Dlatego tak bardzo zależało Jezusowi, tak bardzo zależało Pawłowi, tak bardzo zależało Prorokowi Eliaszowi, aby jak najwięcej tego pokoju, który nosili w sercu, i tego duchowego bogactwa, które sami czerpali z intymnego kontaktu z Bogiem, dać swoim uczniom, wychowankom, podopiecznym, którzy ciągle jeszcze żyli w wielkim hałasie i bałaganie, łódka ich życia ciągle miotana była przeciwnymi wiatrami, przez ich życie przetaczały się prawdziwe nawałnice, burze z piorunami, ogień i trzęsienia ziemi.
Tylko Bóg mógł temu zaradzić. Tylko Jego pokój mógł uspokoić te napięcia. Jednakże ten pokój mogli dać tylko ci, którzy sami mieli go w sercu. Którzy go sobie wyprosili na długich godzinach modlitwy w ciszy… Którzy szukali osobistego, intymnego kontaktu z Bogiem, przychodzącym do nich w szmerze łagodnego powiewu, w szepcie cichej modlitwy…
Moi Drodzy, drugiemu można dać tylko to, co się samemu posiada. To jest tak bardzo oczywista oczywistość, że właściwie w ogóle nie powinno się o niej mówić. A jednak – jak pokazuje życie – wcale ta oczywistość nie jest taka oczywista, skoro tak wielu mędrców tego świata dużo mówi i poucza innych, nie mając tak naprawdę nic sensownego do powiedzenia. Jako żywo, widzimy w ich postawie zaprzeczenie ludowej prawdzie, wyrażonej w powiedzeniu, że „z pustego to i Salomon nie naleje”. Otóż, niektórzy usiłują nalewać z pustego, kompromitując się tylko w ten sposób.
Jeżeli zatem my chcemy sami żyć mądrze i sensownie, i jeszcze innym pomóc w takim właśnie kształtowaniu ich życia – a przecież często chcemy innym pomóc, coś dobrego im doradzić w różnych kłopotach, które przeżywają – to musimy sobie uświadomić, że życiowej mądrości i najgłębszej treści i sensu życia nie da się nauczyć, kupić, czy – tym bardziej – ukraść komuś, lub wydrzeć z ręki. Nie przychodzi ona ani z najbardziej nawet wysokimi tytułami naukowymi, ani z najbardziej nawet rozległą wiedzą w różnych dziedzinach, ani z najbardziej nawet eksponowanymi stanowiskami w hierarchii społecznej czy politycznej. Ona przychodzi na modlitwie, w osobistym, najbardziej intymnym kontakcie z Bogiem.
Tak, moi Drodzy, akurat w tej kwestii nic nie zastąpi owych – jak to ktoś kiedyś ciekawie określił – „kolanogodzin”, przetrwanych przed Bogiem. Tych minut, a nawet godzin, przetrwanych na modlitwie – nie zawsze koniecznie na kolanach, bo nie zawsze stan zdrowia na to pozwala. Nic nie zastąpi tego czasu, który trzeba przetrwać przed Bogiem, aby w ciszy intymnego kontaktu z Nim nasze serce mogło się stopniowo napełnić.
Warto, moi Drodzy, jeszcze dzisiaj pomyśleć, jak wyglądają moje osobiste kontakty z Bogiem i czy już wypracowałem swój indywidualny, najbardziej mi odpowiadający styl tych kontaktów, mój osobisty sposób modlitwy… To jest naprawdę bardzo ważne. I niezmiernie konieczne…
Bo – jako rzekliśmy – rozległą wiedzę można zdobyć dzięki wytrwałej nauce, doświadczenie w jakiejś dziedzinie można zdobyć poprzez systematyczną praktykę, sprawność fizyczną i sportową można zdobyć poprzez cierpliwe i konsekwentne ćwiczenie, wysokie stanowisko można zdobyć poprzez wygranie wyborów czy uznanie u przełożonych, natomiast życiową mądrość, najgłębszy sens życia i właściwy jego kierunek – można sobie jedynie wymodlić.

10 komentarzy:

  1. W wizerunku Matki Bożej Licheńskiej, też jesteś Matką Nieustającej Pomocy, Matką Wspomożenia, Matką Strapionych, bo gdziekolwiek jesteś troszczysz się o swoje dzieci. Dziś właśnie w Sanktuarium Licheńskim , u Twoich stóp modlić się będę pod przewodnictwem Nuncjusza Apostolskiego w Polsce, co w sercu zabieram, co w sercu noszę, o sprawy duże i małe, o osobiste, narodowe i społeczne. Maryjo,Polski Królowo i nasza wysłuchaj nas, Maryjo pomagaj, Maryjo, módl się za nami i z nami pielgrzymami, tej polskiej ziemi. Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wieczorem Nabożeństwo fatimskie, bo dziś 13ty.

      Usuń
    2. Spróbowałam raczej "kolanominut", bo tyle trwało przejście za ołtarzem Matki Bożej Licheńskiej. Maryjo, mówiłam Ci że to już ostatni raz... ale poprzednio też mówiłam że ostatni... Spraw aby to nie był ostatni raz. Przymierzam się, na razie duchowo, mentalnie do pielgrzymki ludzi pracy w ostatnią niedziele sierpnia. Wczoraj było również poświęcenie pomnika, spotkania żołnierza napoleońskiego Tomasza Kłossowskiego po bitwie pod Lipskiem w 1813 roku z Tobą Maryjo. Ty wychodzisz na przeciw potrzebom ludzkim, dlatego tak się do garniemy. Wspomagaj nas nieustannie, Maryjo.

      Usuń
    3. Kolanogodziny - czy kolanominuty - nie muszą oznaczać faktycznego, fizycznego klęczenia. Bardziej tu chodzi o trwanie przed Bogiem w postawie duchowego uniżenia, w postawie miłości...
      xJ

      Usuń
  2. Najmilsza modlitwa
    S. Maria Natalia: Kiedyś podczas pokutnej modlitwy Nieprzyjaciel powiedział mi w duszy:
    „Twoje modlitwy nie mają żadnej wartości przed Bogiem. Szkoda na nie czasu”.
    Powiedział to tonem tak spokojnym i tak cichym, że byłabym pomyliła jego głos z głosem Jezusa. Zwróciłam się zaraz do Jezusa:
    „Panie, kiedy moja modlitwa jest dla Ciebie miła?”
    Odpowiedział:
    „Najmilsza jest wtedy, gdy we mnie odpoczywasz, kiedy milczysz, nie troszcząc się o to, co dzieje się wokół ciebie.”
    Zapytałam jeszcze: „Kiedy w Tobie odpoczywałam?”
    Powiedział:
    „Kiedy Moja obecność tak cię świadomie przenika, że twoje ciało jakby zasypia, a twój duch jest we mnie, całkowicie obudzony.”

    ZWYCIESKA KRÓLOWA ŚWIATA
    http://www.ksiegarnialumen.pl/maryja-zwycieska-krolowa-swiata.html

    Dasiek

    OdpowiedzUsuń
  3. Odnośnie Słowa Bożego, wczoraj zwróciłam moją uwagę, że Pana nie było w mocnych wydarzeniach "...Pan nie był w wichurze. A po wichurze trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu." Również sama doświadczyłam Jego delikatnego dotyku w Sakramencie Pokuty, w spotkaniu w Komunii z Nim, ale najbardziej dał się mi poznać na modlitwie indywidualnej po zakończonej Eucharystii, gdy odmawiałam "pokutę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci, którzy trwają przy Panu każdego dnia, objawia się On w "cichym powiewie" modlitwy, Mszy Świętej, Sakramentu Pokuty i innych Sakramentów... Nie zmienia to faktu, że niektórym przydałyby się gromy i trzęsienie ziemi!
      Ks. Jacek

      Usuń
    2. Jestem tego świadoma, żyję w śród ludzi.

      Usuń