poniedziałek, 27 marca 2017

Wielki Post - czasem radości!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny - i to w dodatku osiemnaste - przeżywa Ola Szeląg z Celestynowa. Życzę Pani Aleksandrze wytrwałego podążania za Jezusem przez całe dorosłe życie. I o to będę się dla Niej modlił.
   A poza tym - nieustająco łączymy się duchem, sercem i modlitwą z Pielgrzymami fatimskimi!
                                                Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Poniedziałek 4 Tygodnia Wielkiego Postu,
do czytań: Iz 65,17–21; J 4,43–54

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
To mówi Pan: „Oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą.
Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę; bo oto Ja uczynię z Jerozolimy «Wesele» i z jej ludu «Radość». Rozweselę się z Jerozolimy i rozraduję się z jej ludu. Już się nie usłyszy w niej odgłosów płaczu ni krzyku narzekania.
Nie będzie już w niej niemowlęcia, mającego żyć tylko kilka dni, ani starca, który by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat będzie znakiem klątwy. Zbudują domy i mieszkać w nim będą, zasadzą winnice i będą jedli z nich owoce”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus wyszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie. Kiedy jednak przybył do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto.
Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający.
Jezus rzekł do niego: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”.
Powiedział do Niego urzędnik królewski: „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko”.
Rzekł do niego Jezus: „Idź, syn twój żyje”. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem.
A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: „Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka”. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: „Syn twój żyje”. I uwierzył on sam i cała jego rodzina.
Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.

Trzeba przyznać, że dużo radości i optymizmu znajdujemy w dzisiejszych czytaniach mszalnych. Zwłaszcza w Wielkim Poście taki dobór tekstów biblijnych może cokolwiek dziwić, bo bardziej przywykliśmy słyszeć w tym czasie wezwania do nawrócenia, do przemiany, do refleksji, albo nawet surowe napomnienia Boże, których przecież nie brak na kartach Pisma Świętego.
A tu tymczasem, w pierwszym czytaniu słyszymy, iż będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę; bo oto Ja uczynię z Jerozolimy «Wesele» i z jej ludu «Radość». Rozweselę się z Jerozolimy i rozraduję się z jej ludu. Już się nie usłyszy w niej odgłosów płaczu ni krzyku narzekania.
I w ogóle, odnosi się generalne wrażenie, że cały ten tekst wręcz kipi radością i jakimś uniesieniem, ale też jakąś nowością, jakąś świeżością – bijącą zwłaszcza z tych oto słów: Oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą.
Z kolei, w Ewangelii może nie ma takich mocnych stwierdzeń o radości i nie ma jakichś wielkich uniesień, jest natomiast szczęśliwie zakończona historia ciężko chorującego syna urzędnika królewskiego. Na gorącą prośbę ojca, chłopiec odzyskał pełnię zdrowia, ale też chyba możemy dużo dobrego powiedzieć o wierze samego ojca, proszącego najpierw: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko, a następnie rzeczywiście reagującego wiarą na zapewnienie: Idź, syn twój żyje.
I to nawet pomimo dość twardych słów Jezusa, wypowiedzianych nieco wcześniej, a mianowicie: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie… Z pewnością, Jezus powiedział to z pełną świadomością i w jakimś określonym celu, nosząc zapewne w sercu taką właśnie ocenę postawy ludzi ze swego otoczenia. Jednak dokonał uzdrowienia chłopca, co – możemy być tego pewni – wzmocniło wiarę zarówno urzędnika królewskiego, jak i wielu osób postronnych, uczestniczących w tej historii.
Jest zatem dużo radości i takiej ludzkiej pociechy w dzisiejszym Bożym słowie. Dużo optymizmu, dużo nadziei… I domyślamy się, że to nie jest żadna pomyłka, żaden błąd redaktora tekstu biblijnego… Tak, to jest przesłanie wielkopostne: przesłanie nadziei, przesłanie pociechy, podtrzymania na duchu; przesłanie mocy Bożej, działającej w konkrecie życia człowieka.
W tym kontekście, moi Drodzy, wydaje się, że musimy chyba częściej i mocniej akcentować – jak by to niesamowicie nie brzmiało – radosny wymiar Wielkiego Postu! Bo Wielki Post jest czasem bardzo radosnym. I niesie ze sobą przesłanie pełne radości i nadziei. Tylko może nie zawsze jest to tak wprost wyrażone i zaakcentowane, bo za słuszną surowością niektórych wezwań do nawrócenia trudno – być może – dopatrzeć się motywów radości i nadziei…
A przecież, samo przesłanie Wielkiego Posty, czyli wezwanie do nawrócenia, do powrotu do Boga, do prostowania krętych dróg ludzkich – jest przesłaniem na wskroś radosnym! Nie ma bowiem większej radości dla Boga, jako dobrego Ojca, aniżeli ta, gdy Jego dziecko wraca do Niego po takim czy innym czasie błądzenia po bezdrożach. I wielka radość ogarnia także człowieka, kiedy – tak, jak urzędnik królewski i jego syn – doświadczy na sobie wprost i bezpośrednio konkretnego działania Bożego.
Otóż, w Wielkim Poście takiego działania – wprost i bezpośrednio – wszyscy doświadczamy: w Sakramencie Pokuty, w rekolekcjach, w osobistej pracy nad sobą i w realizacji wielkopostnych i rekolekcyjnych postanowień, wspartej Bożą łaską…
Jest zatem, moi Drodzy, Wielki Post czasem na wskroś radosnym! I ogromną radość ze sobą niesie! Obyśmy nigdy nie stracili sprzed oczu tej perspektywy…
Pomyślmy w tym kontekście:
Jak wygląda realizacja mojego wielkopostnego – rekolekcyjnego – postanowienia?
Czy osobiście postrzegam Wielki Post w kategoriach radości i nadziei, czy jednak bardziej pewnej surowości i smutku?
Czym ten czas różni się w moim życiu od pozostałych dni w roku?

I uwierzył on sam i cała jego rodzina…

niedziela, 26 marca 2017

Nie tak człowiek widzi, jak widzi Bóg...

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, pozdrawiam już z Miastkowa. Dobremu Bogu dziękuję za czas rekolekcji w Parafii Świętego Jana Chrzciciela w Mińsku Mazowieckim, za ludzi zasłuchanych i rozmodlonych, skupionych na Bożym słowie i życzliwych w osobistym kontakcie. Ich samych i Ich sprawy często będę polecał w modlitwie.
A oto dzisiaj przeżywamy niedzielę, zwaną – od pierwszego słowa antyfony na wejście ze Mszy Świętej w języku łańskim – „Niedzielą Laetare”, czyli „Niedzielą Radujcie się”. Tak, bo Wielki Post już „przepołowiony” i już zbliża się coraz bardziej radosne Alleluja! Zewnętrznym znakiem tej radości jest różowy kolor, jakiego wolno dziś użyć w liturgii, zamiast fioletowego.
W tę właśnie niedzielę w Miastkowie kończą się rekolekcje wielkopostne, jakie od piątku prowadzi tu Ojciec Kazimierz Morawski, karmelita bosy, posługujący na Białorusi. Niech dobry Bóg da liczne i błogosławione owoce tego czasu łaski wszystkim Uczestnikom.
I niech da jak najliczniejsze i jak najlepsze owoce pielgrzymowania Księdza Marka i Ekipy Surgucko – Fatimskiej. Ciekawe, jakie wrażenia towarzyszą temuż pielgrzymowaniu…
A tak już na marginesie: Czy wszyscy pamiętali dzisiaj o zmianie czasu? Tak, wiem, że nie dla wszystkich była to „zmiana laetare”… Ale już od jutra na pewno wejdziemy w rytm.
Na głębokie i radosne przeżywanie dnia Pańskiego – niech Was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek

4 Niedziela Wielkiego Postu, A,
do czytań: 1 Sm 16,1b.6–7.10–13a; Ef 5,8–14; J 9,1–41

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:
Pan rzekł do Samuela: „Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla”.
Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: „Z pewnością przed Panem jest Jego pomazaniec”. Jednak Pan rzekł do Samuela: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”.
I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: „Nie ich wybrał Pan”. Samuel więc zapytał Jessego: „Czy to już wszyscy młodzieńcy?” Odrzekł: „Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce”. Samuel powiedział do Jessego: „Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie”. Posłał więc i przyprowadzono go: był rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd.
Pan rzekł: „Wstań i namaść go, to ten”.
Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pana opanował Dawida.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie tamtych. O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem.
Dlatego się mówi: „Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus przechodząc ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.
Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?” Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata”.
To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe” – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc.
A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”.
Mówili więc do niego: „Jakżeż oczy ci się otwarły?”
On odpowiedział: „Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: «Idź do sadzawki Siloe i obmyj się». Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem”. Rzekli do niego: „Gdzież On jest?” On odrzekł: „Nie wiem”.
Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A dnia tego, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: „Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”.
Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu”. Inni powiedzieli: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?” I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: „A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy?” Odpowiedział: „To jest prorok”.
Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: „Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi?” Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: „Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie”. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy kto uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wykluczony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: „Ma swoje lata, jego samego zapytajcie”.
Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: „Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem”. Na to odpowiedział: „Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę”. Rzekli więc do niego: „Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?” Odpowiedział im: „Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?”
Wówczas go zelżyli i rzekli: „Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi”.
Na to odpowiedział im ów człowiek: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast wysłuchuje Bóg każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”.
Na to dali mu taką odpowiedź: „Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać?” I precz go wyrzucili.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” On odpowiedział: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Rzekł do niego Jezus: „Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon.
Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: „Czyż i my jesteśmy niewidomi?” Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: «Widzimy», grzech wasz trwa nadal”.

Skierowane do Samuela przez samego Boga słowa: Nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce – kiedyś wybrałem na hasło prowadzonych przez siebie rekolekcji wielkopostnych. I od tamtego czasu słowa te pozostały w mojej pamięci i żyją we mnie, stanowiąc wyjaśnienie wielu różnych sytuacji życiowych, w których chciałoby się zapytać Boga: Dlaczego?… Dlaczego tak rozstrzygnąłeś?… Dlaczego tak postanowiłeś?… Czemu poprowadziłeś sprawy w kierunku, którego nie rozumiem i inni nie rozumieją, a właśnie do mnie, jako do księdza, przychodzą, by o to zapytać?…
Zawsze wtedy odżywają w moim sercu i pamięci te słowa: Nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce…
Samuel usłyszał je w momencie, kiedy jednego z synów Jessego Betlejemity miał namaścić na króla izraelskiego. I chyba sam był zaskoczony, że Bóg nie wybrał żadnego z siedmiu dorodnych, silnych i odważnych w boju młodych ludzi, tylko chłopca pasącego owce, w ogóle nawet nie branego pod uwagę w tym momencie…
Jednak, to on właśnie został królem – i to takim królem, który odcisnął mocny ślad na historii narodu wybranego, ale też na historii zbawienia. W ten sposób wszyscy przekonali się, że faktycznie – Bóg inaczej widzi, niż widzi człowiek, bo Bóg patrzy w serce… Nie ulega żadnym pozorom ani pozom, ale patrzy w serce człowieka. I właśnie w sercu młodego Dawida rozpoznał wówczas bardzo dobre nastawienie i ogromną pokorę, i wielką miłość, i całkowite otwarcie na wszystko, co On sam, Bóg, będzie mu chciał zaproponować.
A w tym zewnętrznym wymiarze – wszystko wyglądało zupełnie inaczej: to starsi bracia Dawida wydawali się bardziej zdatni do przyjęcia królewskiej korony. Wszak Izrael potrzebował króla silnego, zdecydowanego, prowadzącego go odważnie prostą drogą do wielkości i wysokiej pozycji. Czy mógł tego dokonać skromny pasterz owiec?… Z ludzkiej perspektywy – to niemożliwe. Ale z Bożej?… Właśnie…
Boże spojrzenie tak bardzo różni się od ludzkiego. Mocno zarysowany został – w omawianym wydarzeniu – kontrast, zachodzący pomiędzy jednym i drugim. Jeszcze mocniej jednak ów kontrast widać w wydarzeniu, opisanym w dzisiejszej Ewangelii. Mamy tu bowiem do czynienia ze zderzeniem ślepoty fizycznej ze ślepotą duchową. A to już jest niesamowicie mocne zderzenie.
Oto Jezus pokonał fizyczną ślepotę człowieka, uzdrawiając go definitywnie z jego dolegliwości. Gest ten spowodował jednak totalną dezorientację całej gromady duchowych ślepców, czyli faryzeuszy, którzy popadli wręcz w panikę i niemalże po omacku szukali wyjścia z zaistniałej sytuacji. Ich chaotyczne działania mogą wręcz wywoływać wesołość, podobnie jak ich nieporadne dociekania, kto uzdrowił niewidomego, w jaki sposób to zrobił, a dlaczego akurat w szabat?…
Naprawdę, trudno się nie uśmiechnąć szczerze, widząc te wszystkie dociekania, nerwy, wręcz zagubienie, panikę… Oni zupełnie nie wiedzieli, co się tak naprawdę stało! Jezus bowiem, okazując swoją uzdrawiającą moc, jednocześnie dość płynnie przeszedł od wymiaru fizycznego ludzkiego widzenia i niewidzenia – do wymiaru duchowego. Dlatego powiedział: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi.
Jak się wydaje, faryzeusze – przynajmniej niektórzy – dobrze zrozumieli, o co chodzi, bo zapytali: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Odpowiedź Jezusa pokazała, że – faktycznie – raczej zrozumieli właściwie. Jezus bowiem odpowiedział im: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: «Widzimy», grzech wasz trwa nadal. Czyli gdyby nie mieli tej wiedzy i tej orientacji w sprawach wiary i kultu, jaką mają, to nie mieliby grzechu, błądząc ewentualnie na tej drodze.
Ale ponieważ ową orientację mają, a do tego jeszcze to podkreślają, chwalą się tym, wynoszą się nad innych, mówiąc: Widzimy, pouczając ich i strofując, przeto biorą na siebie odpowiedzialność za swoją postawę. Skoro bowiem „widzą”, to dlatego postępują tak, jakby nic nie widzieli, nic nie rozumieli, w niczym się nie orientowali?…
W tym kontekście wydaje się oczywistym, że ślepota duchowa jest o wiele groźniejsza od tej fizycznej. Bo fizyczna powoduje jedynie czasową nieporadność człowieka w codziennym funkcjonowaniu w świecie. Tak, czasową, bo przecież wiemy, że osoby niewidome radzą sobie z czasem coraz lepiej i w końcu naprawdę bardzo dobrze funkcjonują. I – co najważniejsze – brak wzroku w tym wymiarze fizycznym nie stanowi żadnego zagrożenia dla ich życia wiecznego, a wręcz można powiedzieć, że w jego osiągnięciu może pomóc, bo człowiek niewidomy więcej widzi swoim sercem, więcej widzi w sferze wewnętrznej…
Natomiast duchowa ślepota faktycznie prowadzi na manowce grzechu, wiedzie do totalnego pogubienia – aż do ostatecznej klęski i wiecznego potępienia.
Bardzo dobrym komentarzem do tego, o czym tu sobie mówimy, są słowa Apostoła Pawła, skierowane do wiernych Efezu, ale i do nas wszystkich – w drugim dzisiejszym czytaniu: Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie tamtych. O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem.
A zatem: czyny światłości i czyny ciemności, jasne spojrzenie i ślepota, widzenie fizyczne i widzenie duchowe, ślepota fizyczna i ślepota duchowa – w tym obszarze pojęciowym, moi Drodzy, dzisiaj się obracamy. Dostrzegamy, że ów wymiar fizyczny, ów wymiar zewnętrzny – jest tutaj jedynie pretekstem do podkreślenia i naświetlenia problemów wewnętrznych, problemów duchowych…
Posługując się tymi właśnie obrazami i pojęciami, Jezus chce nas nauczyć i przekonać, że nie tak […] człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I teraz chodzi o to, aby człowiek także zmieniał swoje spojrzenie z tego ziemskiego, płytkiego, ograniczonego, jedynie zewnętrznego – na mądre, głębokie, pełne, wewnętrzne, duchowe… Po prostu – na spojrzenie Boże.
Tak, moi Drodzy, nie bójmy się tego wprost powiedzieć: my mamy patrzeć na ludzi i na świat oczami Bożymi, czyli tak, jak widzi Bóg. A zatem, mamy starać się dostrzegać to, co nie jest może od razu widoczne dla oka… I nie zatrzymywać swego spojrzenia tylko na zewnętrznych pozorach. Ani nie sprowadzać go jedynie do jakiegoś wąskiego zakresu, ograniczonego schematami i konwenansami.
Boże spojrzenie jest jasne i czyste, Boże spojrzenie jest szerokie i głębokie, Boże spojrzenie jest mądre i pełne. I takie ma się stawać spojrzenie człowieka. Oczywiście, ono nigdy nie będzie w pełni takie, jak to Boże. Ale ma się do niego coraz bardziej upodabniać.
Dlatego potrzeba przetarcia oczu, a wręcz swoistego przebudzenia – zgodnie z tym, co dzisiaj Paweł Apostoł mówi w drugim czytaniu: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus. Co to konkretnie oznacza? Powiedzmy to sobie jasno, bo możemy tu tworzyć przepiękne obrazy i stosować kunsztowne, wyszukane porównania, ale co one konkretnie oznaczają?
Boże spojrzenie – jasne i czyste; szerokie i głębokie; mądre i pełne – to takie, które widzi człowieka w całym jego wewnętrznym bogactwie, a nie jedynie w zewnętrznych pozorach. Jeżeli więc dany człowiek jest wewnętrznie ubogi i pusty, a cały swój prestiż buduje jedynie na pozorach, to Boże spojrzenie od razu to dostrzega.
Ponadto, Boże spojrzenie precyzyjnie odróżnia dobro od zła, szczerość od fałszu, pokorę od pozy, rzeczy i sprawy najważniejsze od tych zupełnie nieważnych, chociaż udających ważne…
I wreszcie, Boże spojrzenie widzi jasno prawdziwy cel i sens życia człowieka, a więc pełne zjednoczenie z Bogiem, w odróżnieniu od „bezowocnych czynów ciemności”, w których lubują się wszyscy mający spojrzenie tylko ziemskie i czysto ludzkie…
Potrzeba zatem, moi Drodzy, ciągłego naszego przecierania oczu; potrzeba ciągłego przemywania oczu; a niekiedy wręcz – totalnego uzdrowienia z duchowej ślepoty. Tego wszystkiego jest w stanie dokonać Jezus. Musimy tylko – jak ów uzdrowiony z dzisiejszej Ewangelii – mieć odwagę powiedzieć: Wierzę, Panie!
Tak, wierzymy, że Ty jesteś w stanie tego dokonać! I – co chyba ważniejsze – że jest nam to potrzebne. Bo może nam się wydaje, że jesteśmy tak doskonali, iż wszystko wiemy i rozumiemy, wszystko doskonale widzimy i odczytujemy, że wcale nie potrzebuję żadnego uzdrawiania spojrzenia.
Jeżeli tak rzeczywiście myślimy, to tym bardziej i tym usilniej trzeba nam prosić Pana, aby otworzył nam oczy, byśmy mogli zobaczyć, jak bardzo jesteśmy ślepi!

sobota, 25 marca 2017

Abyście żyli...

Szczęść Boże! Pozdrawiam po raz ostatni z Mińska Mazowieckiego. Dzisiaj kończymy rekolekcje. Jutro już w Miastkowie, gdzie rekolekcje kończą się w niedzielę...
                        Gaudium et spes!  Ks. Jacek

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – DZIEŃ 4
W Uroczystość Zwiastowania Pańskiego,
do czytań z t. VI Lekcjonarza: Iz 7,10–14; Hbr 10,4–10; Łk 1,26–38

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
Pan przemówił do Achaza tymi słowami: „Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Otchłani, czy to wysoko w górze”.
Lecz Achaz odpowiedział: „Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę”.
Wtedy rzekł Izajasz: „Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi syna, i nazwie go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami”.

CZYTANIE Z LISTU DO HEBRAJCZYKÓW:
Bracia: Niemożliwe jest to, aby krew cielców i kozłów usuwała grzechy. Przeto Chrystus przychodząc na świat, mówi: „Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: «Oto idę, w zwoju księgi napisano o Mnie, abym spełniał wolę Twoją, Boże»”.
Wyżej powiedział: „Ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzechy nie chciałeś, i nie podobały się Tobie”, choć składa się je na podstawie Prawa. Następnie powiedział: „Oto idę, abym spełniał wolę Twoją”. Usuwa jedną ofiarę, aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.
Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.
Lecz Anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.
Na to Maryja rzekła do Anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”
Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna, i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.
Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej Anioł.

I tak oto, moi Drodzy, z wielkiej Bożej łaskawości dane nam jest dojść do ostatniego dnia naszych wielkopostnych rekolekcji. Jednak koniec rekolekcji – to nie koniec pracy nad sobą. Wprost przeciwnie! Rekolekcje są bowiem zawsze takim punktem zwrotnym, takim momentem zatrzymania i „ładowania akumulatorów”, aby potem jeszcze bardziej jasno i wyraźnie świecić dobrym przykładem i pięknem swojej chrześcijańskiej postawy.
Właśnie w takim duchu i w takim celu prowadzimy wszyscy razem, wspólnie, rekolekcyjną pracę. A wspieramy ją serdeczną i gorącą modlitwą, którą zanosimy w sposób, jaki każdy uznaje za właściwy i jaki najbardziej lubi. Natomiast dla zaznaczenia jedności całej naszej parafialnej i rekolekcyjnej wspólnoty, ustalamy sobie jedną modlitwę – taką samą dla wszystkich – którą w dany dzień w naszych domach odmawiamy.
Czy to indywidualnie, czy w gronie całej rodziny (co szczególnie jest godne polecenia); czy to w domu, czy na spacerze, czy w drodze do pracy, lub z pracy – odmawiamy jedną, taką samą modlitwę jako jedna parafialna rodzina. W ten sposób także w innych miejscach, niż tylko w kościele, przeżywamy wielkopostne rekolekcje. Przypomnę, że wczoraj była gorąca prośba o odmówienie – w taki właśnie sposób – Koronki do miłosierdzia Bożego. Jak się nam to udało?
Niezwykle ciepło i serdecznie dziękuję tym, którym się udało. A jeżeli komuś się nie udało, jednak chciałby włączyć się we wspólne modlitewne dzieło, niech dzisiaj odmówi Koronkę, ale też część bolesną Różańca Świętego, którą odmawialiśmy w dwóch pierwszych dniach. Będzie to na pewno dla nas wszystkich bardzo cennym darem i wsparciem.
Dzisiaj natomiast wspólną naszą modlitwą, odmawianą poza kościołem, będzie Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny. Tak, ta właśnie najlepiej znana, najbardziej popularna i przez wielu – najbardziej ulubiona. Odmówmy ją właśnie dzisiaj, kiedy rozważamy tak piękną postawę Maryi, jaką przyjęła wobec Boga – postawę zasłuchania w Jego głos i posłuszeństwa Jego prośbie.
Zarówno tę wyznaczoną modlitwę, jak i wszystkie inne modlitwy, jakie w intencji rekolekcji odmawiamy czy to w kościele, czy poza nim, ofiarujemy za siebie nawzajem: o dobre owoce tego czasu, o podjęcie konkretnych postanowień i ich dokładną realizację. Modlimy się za Księży Spowiedników, którzy tak ofiarnie służą nam w Sakramencie Pokuty i Pojednania, aby wystarczyło im siły i zapału na cały Wielki Post, kiedy tej pracy mają naprawdę dużo. I ja także, w mojej posłudze rekolekcyjnej, powierzam się Waszym modlitwom.
Nie zapominamy również o tych, którzy nie zdecydowali się tu przybyć, a może nawet w ogóle nie mieli takiego zamiaru, chociaż mogą i nie mają żadnych zewnętrznych przeszkód. Modlimy się dla nich o to, aby się zdecydowali. W każdej właściwie chwili mają możliwość do Boga się zwrócić, pojednać się z Nim i już dalej iść z Nim przez życie.
I wreszcie, nieustająco modlimy się za tych, którzy chociaż bardzo chcieliby, to jednak nie mogą być tutaj z nami, bo uniemożliwia im to ogrom zajęć, które na nich ciążą, a których nie mogą zostawić, albo też ciężar choroby, słabości, samotności… Wczoraj tym naszym Chorym, którzy byli w kościele, udzieliliśmy Sakramentu Namaszczenia, natomiast dzisiaj, po raz kolejny, pozdrawiamy wszystkich Chorych, zapewniamy ich o naszej modlitwie i ponownie prosimy, aby choć cząstkę swoich cierpień ofiarowali w intencji tych rekolekcji. Bo chociaż z pewnego oddalenia, to są oni jednak pełnoprawnymi członkami naszej rekolekcyjnej wspólnoty, dlatego mają prawo do naszej modlitwy i naszego wsparcia. I także – do naszej wdzięczności.
Moi Drodzy, te wszystkie modlitwy, o jakich mówimy sobie, a jakie tak wytrwale zanosimy, towarzyszą naszej rekolekcyjnej refleksji, która koncentruje się wokół tematu słuchania Boga. Hasłem zaś naszej refleksji są następujące słowa z pierwszego czytania, z ostatniej środy: TERAZ […] SŁUCHAJ PRAW I NAKAZÓW, KTÓRE UCZĘ WAS WYPEŁNIAĆ, ABYŚCIE ŻYLI…
I tak oto, w pierwszym dniu rekolekcji, właśnie w środę, koncentrowaliśmy się na słowie: TERAZ, mówiąc sobie, że we wszelkich sprawach Bożych, ale też przy podejmowaniu jakiegokolwiek, nawet najbardziej zwyczajnego, codziennego dobra, winniśmy działać zdecydowanie, odważnie i właśnie TERAZ, a więc natychmiast, jak najszybciej, a nie jutro, za miesiąc, czy za rok, co w konsekwencji może spowodować w ogóle rezygnację z tego dobrego działania.
W drugim dniu zwróciliśmy uwagę na słowo: SŁUCHAJ, mówiąc sobie, że słuchanie zarówno Boga, jak i drugiego człowieka, jawi się dziś jako naprawdę wielka sztuka i duża umiejętność, z którą coraz więcej ludzi ma coraz większe problemy. Bo ludzie dzisiaj bardziej wolą mówić, niż słuchać. Tymczasem, słuchanie Boga i drugiego człowieka – z uwagą, skupieniem i miłością – naprawdę pomaga w układaniu jak najlepszych wzajemnych relacji. I w ogóle – pomaga w wielu sprawach.
Wczoraj zaś skoncentrowaliśmy się na trzeciej części rekolekcyjnego hasła, a więc SŁUCHAJ PRAW I NAKAZÓW, KTÓRE UCZĘ WAS WYPEŁNIAĆ, mówiąc sobie, że mamy przestrzegać praw i nakazów, a więc jasnych i konkretnych poleceń, jakie Bóg wydał w trosce o nasze dobro. Mamy tych norm przestrzegać, a nie z nimi dyskutować. I mamy przestrzegać tych i takich norm, które Bóg ustalił, a nie takich, jakie sami sobie ustaliliśmy.
Dzisiaj natomiast bierzemy na warsztat naszej duchowej pracy ostatnią część rekolekcyjnego hasła, a więc słowa: ABYŚCIE ŻYLI… Bardzo szczególnie brzmią one właśnie dzisiaj, kiedy wraz z całym Kościołem przeżywamy Uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Przecież w momencie – tak dokładnie opisanym przez Ewangelistę Łukasza – kiedy to Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi i poczęła z Ducha Świętego; właśnie w tym momencie rozpoczęło się w Niej nowe życie. I to jakie życie! Życie Jej Syna – a jednocześnie Syna Bożego!
Dlatego dzisiejszy dzień jest w Kościele traktowany jako dzień świętości życia ludzkiego; czyli dzień, w którym szczególnie intensywnie modlimy się o ochronę każdego ludzkiego życia od poczęcia, aż do naturalnej śmierci. W tym dniu również promuje się dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego.
I właśnie w tym dniu nam, w ramach tych rekolekcji, wypada pochylić się nad słowami: ABYŚCIE ŻYLI… Naprawdę nie było to jakoś pod tym kątem dopasowywane: po prostu, te słowa znajdują się w zdaniu, które jest hasłem naszych rekolekcji i tak się złożyło, że nad tymi słowami zatrzymujemy się właśnie dzisiaj. Zbieg okoliczności – ale jakże piękny i budujący.
ABYŚCIE ŻYLI… Po to właśnie słuchamy Boga, po to uczymy się od Niego przestrzegania praw i nakazów, które On sam ustanowił, abyśmy żyli… Najbardziej ten związek pomiędzy słuchaniem Boga a powstaniem życia widać właśnie w wydarzeniu, które dziś wspominamy, a które opisał Ewangelista Łukasz. Właśnie wtedy, kiedy Maryja posłuchała Boga i powiedziała: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa, nowe Życie poczęło się pod Jej sercem.
A zatem, bezpośredni związek słuchania Boga i powstawania życia. Całe to wydarzenie na osiem wieków wcześniej opisał Prorok Izajasz, w słowach, które odnajdujemy w dzisiejszym pierwszym czytaniu: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi syna, i nazwie go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami.
A tenże Emmanuel przyszedł na świat także po to, aby słuchać Boga, swego Ojca i Jego wolę wypełnić. Tak o tym mówi Autor Listu do Hebrajczyków w drugim dzisiejszym czytaniu: Chrystus przychodząc na świat, mówi: „Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: «Oto idę, w zwoju księgi napisano o Mnie, abym spełniał wolę Twoją, Boże»”.
Zatem, słuchanie Boga, wypełnianie Jego woli, niesie życie – nowe życie. Najpierw było to życie Jezusa jako Człowieka, a kiedy On przyszedł i słuchając we wszystkim Boga, swego Ojca, Jego wolę do końca wypełnił – przyniósł nowe życie nam wszystkim. Dlatego i my mamy słuchać praw i nakazów, które Bóg nam daje, abyśmy żyli! Tak – żyli na wieki. Bo życie wieczne w szczęśliwości niebieskiej stanie się naszym udziałem wtedy – i tylko wtedy – kiedy będziemy słuchać Boga, wypełniać Jego wolę, przestrzegać praw i nakazów, których sam nas nauczył, oraz iść prostą drogą, którą nam wytyczył i wskazał. To jest jedyny sposób na to, abyśmy osiągnęli życie wieczne.
Jednak nie musimy aż tak długo czekać, aby mogły się okazać dobroczynne skutki naszego słuchania Boga. Bo nie tylko to życie wieczne będzie nam dzięki temu dane – chociaż ono jest w tym wszystkim najważniejsze – ale także życie doczesne nabierze pełniejszych barw, nowego entuzjazmu, jakiegoś nowego, głębokiego sensu i jasnego celu, a do tego: może nie będzie nas aż tak męczyć, jak czasami męczy…
Oto bowiem każdy z nas, jak tu jesteśmy, boryka się z takimi, czy innymi problemami. Różne są to problemy: a to w rodzinie, a to w sąsiedztwie, a to w miejscu pracy, a to w relacjach ze znajomymi, a to wreszcie problemy z samym sobą… Poza tym, żyjemy w niesamowitym tempie – niestety, coraz szybszym, coraz bardziej zwariowanym, wręcz morderczym… To wszystko sprawia, że czasami – mówiąc tyle kolokwialnie, co brutalnie – żyć się po prostu odechciewa…
A skoro tak, to poszukujemy jakiegoś rozwiązania całego tego ambarasu. I tu – znowu – różne są propozycje, różne recepty na zaradzenie problemowi… Politycy przywołają swoje polityczne programy, specjaliści z różnych dziedzin postawią swoje diagnozy ze wskazaniem, co należy zrobić, żeby wszystkie problemy rozwiązać… A twórcy telewizyjnych reklam od rana do wieczora będą nas przekonywać, że pełnię szczęścia posiądziemy zaraz potem, jak użyjemy proponowanej przez nich pasty do zębów, czy papieru toaletowego.
Jednak, moi Drodzy, wydaje się, a nawet możemy stwierdzić z całą pewnością, że to wszystko żadnych problemów nie rozwiązuje. I życia nie czyni łatwiejszym. A wręcz przeciwnie, w całym tym medialnym i ogólnym hałasie tracimy powoli orientację. I pomimo że pracujemy coraz więcej i coraz szybciej, i nawet może nieźle zarabiamy, to jednak czujemy, że… to jeszcze nie wszystko. To jednak nie jest to, czego byśmy na pewno i za wszelką cenę pragnęli. To wszystko nie czyni naszego życia lepszym, mądrzejszym, sensowniejszym, bardziej ukierunkowanym…
Gdyby bowiem tak było, to ludzie dobrze materialnie i życiowo ustawieni nie brnęliby w alkoholizm, ani nie targaliby się na swoje życie… Przecież w grupie ludzi, którzy się na to porywają, często są właśnie ci, którzy tak po ludzku mają wszystko! Dobrze ustawieni, bogaci, z perspektywami na przyszłość. A jednak – tak często nieszczęśliwi, w jakiś sposób samotni… Czego im więc brakuje? Gwiazdki z nieba? A może – kogo im brakuje?…
A kogo lub czego brakuje tym małżonkom, którzy nie dochowują sobie wierności, popadają w konflikty, wynikiem czego następuje rozwód, który z kolei powoduje wielkie nieszczęście dziecka, stającego się kartą przetargową dla rodziców, przeciągających go na jedną lub drugą stronę swojego konfliktu…
Wiecie, moi Drodzy, bardzo często zastanawiałem się, będąc przez kilka lat sędzią w Sądzie Biskupim i zajmując się stwierdzaniem ważności, lub nieważności małżeństw, dlaczego tyle małżeństw, które tak od ludzkiej strony patrząc powinny być najszczęśliwsze na świecie, ostatecznie się rozpadło – dlaczego? Nie mam wątpliwości: Boga im zabrakło! Tak – Boga!
I we wszystkich tych wspomnianych wcześniej sytuacjach, w których ludzie mają wszystko, a tak naprawdę nic nie mają, bo nie widzą sensu i celu swego życia – brakuje Boga! Ludzie nie słuchają Jego praw i nakazów, po swojemu kształtują swoje życie małżeńskie i przedmałżeńskie, pomijając przy tym zupełnie normy moralne, przez Boga ustanowione. Próbują sobie ułatwić życie, bo przecież te Boże wymagania są takie surowe, takie ciężkie…
Tyle, że wynikiem owego „ułatwiania” jest doprowadzenie do tego, że życie w końcu staje się zupełnie nieznośne. I to – co gorsze – nie tylko swoje własne życie, ale też życie chociażby własnych dzieci, które czyni się nieszczęśliwym i pogmatwanym przez własną głupotę.
A cóż powiedzieć o całej sferze życia politycznego i to zarówno na przestrzeni krajowej, jak i europejskiej, czy wreszcie światowej? Czy nie mamy wrażenia, że coś naprawdę niedobrego się dzieje wokół nas, bo Europa na naszych oczach się sypie, a świat coraz szybciej, niczym po równi pochyłej, zmierza wręcz do samozagłady?
Oto zamach goni zamach, katastrofa katastrofę, jedna wojna rozpętuje następną wojnę, a politycy jeżdżą swoimi eleganckimi limuzynami, zjeżdżają się na różne szczyty i spotkania w wytwornych rezydencjach i pałacach, gdzie ględzą bez końca i bez sensu, zaklinając rzeczywistość i zapewniając buńczucznie, że oni się nie dadzą żadnym terrorystom, nie dadzą się zastraszyć, nigdy nie zrezygnują z europejskich wartości (żeby tylko jeszcze ktoś określił, jakie to wartości), a w czasie, kiedy ta cała „szopka” się dzieje, terroryści – śmiejąc się im niemal w oczy – planują i bez przeszkód realizują następne zamachy… Dlaczego tak się dzieje?
Przecież to oczywiste: bo dzisiejsi wielcy tego świata odwrócili się od Boga, zrezygnowali z Niego, postanowili tworzyć szczęśliwy świat bez Boga. A więc mają to, co mają. A przez nich – i my mamy…
Tymczasem, Bóg mówi wciąż i niezmiennie: TERAZ […] SŁUCHAJ PRAW I NAKAZÓW, KTÓRE UCZĘ WAS WYPEŁNIAĆ, ABYŚCIE ŻYLI… Mówi to także do nas w trakcie tych rekolekcji. I my się, moi Drodzy, naprawdę musimy tymi słowami przejąć – wziąć je głęboko do serca.
Bo może zastanawiamy się, cóż my, prości ludzie, żyjący tu, w Mińsku Mazowieckim, pracujący od rana do nocy, borykający się z takimi prozaicznymi problemami, możemy poradzić na problemy światowej polityki?… A cóż możemy poradzić na różne ludzkie problemy, jakie obserwujemy wokół siebie, albo nawet we własnym domu, we własnej rodzinie?… Czy coś możemy w ogóle zrobić?
No, cóż… Pewnie na żaden europejski szczyt przywódców nas nie zaproszą… Ale to może i dobrze. To jednak nie znaczy, że nic nie możemy zrobić. Możemy. I to naprawdę dużo. Przecież Kościół oddaje cześć wielu Świętym, pojedynczym osobom, żyjącym w swoim małym świecie, którzy swoją postawą zawojowali wielki świat i cały wielki świat ich dzisiaj zna, a nawet ich podziwia i wzoruje się na nich. A zatem, możemy coś zrobić. Cóż takiego?
Po pierwsze – bardzo intensywnie się modlić. Modlić się i prowadzić regularne życie sakramentalne, a więc zachowywać stały stan łaski uświęcającej, systematycznie się spowiadać, stale przyjmować Komunię Świętą… I możemy ciągle korygować swoją własną postawę, aby była ona coraz doskonalsza i stawała się coraz jaśniejszym wzorem dla wszystkich wokół. I temu właśnie, aby nasza postawa taką była, będzie służyło nasze rekolekcyjne postanowienie.
Prosiłem, aby w ramach pracy domowej pomyśleć nad tym, jakie to będzie postanowienie. Mam nadzieję, że wszyscy zastanowili się, nie będę teraz tego sprawdzał, bo każdy sam za chwilę będzie miał możliwość wypowiedzenia tegoż postanowienia, w swoim sercu, przed Bogiem. W związku z tym dzisiejsza pracą domową będzie – oprócz odmówienia Litanii do Matki Bożej – rozpoczęcie realizacji tegoż postanowienia już od dzisiaj! Jest to – rzecz jasna – praca domowa nie na najbliższy dzień, ale na dłuższy czas. I to już każdy sam w swoim sumieniu, przed Bogiem, oceni, na ile tę pracę domową wykonał.
Podejmiemy więc za chwilę owe postanowienia. Jakie mają one być? Jak wspomniałem wczoraj, mają dotknąć tej sfery naszego życia, z którą mamy najwięcej problemów. Nie chodzi zatem o niejedzenie cukierków, czy kolacji. Chyba, że ktoś uważa obżarstwo za swój najważniejszy życiowy problem… Natomiast jeżeli nie, to postanowienie powinno dotyczyć tej sfery, która takim problemem jest.
Tym problemem mogą to więc być nieczyste myśli, albo nieczyste zachowania, może to być coś ze sfery grzechów języka, albo coś z zakresu organizacji czasu… Chodzi tu o taką naszą słabość, z którą nam samym najciężej żyć – i ludziom z nami najciężej żyć. Postanowienie ma być lekarstwem na tę chorobę. Ma być więc ono odważne, dotykające śmiało tej bolesnej sfery – nie odkładajmy rozwiązania swoich najważniejszych problemów na później, na kiedyś tam. Trzeba to zrobić właśnie TERAZ.
W tym celu podejmujemy postanowienie jedno i konkretne, bardzo dokładnie określone, a więc nie pięć rzeczy naraz, tylko jedną; i nie na zasadzie: „Będę lepszy”, „Poprawię się”, „Coś tam z sobą zrobię”, ale dokładnie i konkretnie: Co zrobię? Co poprawię?
Moi Drodzy, to postanowienie zapewne nie od razu uda się w pełni zrealizować, będą z tym jakieś trudności i będą niepowodzenia. Nie możemy się nimi zrażać, a wprost przeciwnie: ciągle zaczynać od nowa jego realizację. Oczywiście, trzeba też modlić się o siły do jego wypełnienia i wspominać o nim przy kolejnych Spowiedziach, mówiąc, co się udało z niego zrealizować, a co się jeszcze nie udało.
Jeżeli tak podejdziemy do tego tematu, to na pewno z czasem tę sferę naszego życia, której będzie dotyczyło postanowienie, uda się uporządkować. Najważniejsze jednak, żeby się nie poddać, nie zrezygnować.
A zatem, postawmy sobie owo pytanie. Dzisiaj będzie tylko to jedno, ale bardzo ważne:
Jakie będzie moje osobiste, konkretne postanowienie z tych rekolekcji?

TERAZ […] SŁUCHAJ PRAW I NAKAZÓW, KTÓRE UCZĘ WAS WYPEŁNIAĆ, ABYŚCIE ŻYLI. Słuchaj ich i wypełniaj – TERAZ… I w ogóle – SŁUCHAJ… Po prostu – SŁUCHAJ… I wypełniaj wszystkie prawa i nakazy, których Cię uczę… Wszystkie… Po to, abyś żył. Abyś żył Ty sam – i żebyś innym dał żyć.

TERAZ […] SŁUCHAJ PRAW I NAKAZÓW, KTÓRE UCZĘ WAS WYPEŁNIAĆ, ABYŚCIE ŻYLI. Amen.

piątek, 24 marca 2017

Słuchaj praw i nakazów...

Szczęść Boże! Serdecznie pozdrawiam z Mińska Mazowieckiego, z rekolekcji. Mam nadzieję, że pamiętacie o mnie w modlitwie, bo ja o Was codziennie... A razem pamiętamy o Księdzu Marku i Ekipie Surgucko - Fatimskiej. Mam nadzieję, bo pewności żadnej, gdyż nikt nic nie pisze...
                  Wszystkiego dobrego!
                                       Gaudium et spes!  Ks. Jacek

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – DZIEŃ 3
W piątek 3 Tygodnia Wielkiego Postu,
do czytań: Oz 14,2–10; Mk 12,28b–34

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA OZEASZA:
To mówi Pan: „Wróć, Izraelu, do Pana Boga twojego, upadłeś bowiem przez własną twą winę! Zabierzcie ze sobą słowa i nawróćcie się do Pana. Mówcie do Niego: «Przebacz nam całą naszą winę, w ten sposób otrzymamy dobro za owoc naszych warg. Asyria nie może nas zbawić, nie chcemy już wsiadać na konie ani też mówić „nasz Boże” do dzieła rąk naszych. U Ciebie bowiem znajdzie litość sierota».
Uleczę ich niewierność i umiłuję z serca, bo gniew mój odwrócił się od nich. Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak że rozkwitnie jak lilia i jak topola rozpuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu.
I wrócą znowu, by usiąść w mym cieniu, a zboża uprawiać będą, winnice sadzić, których sława będzie tak wielka jak wina libańskiego. Co ma jeszcze Efraim wspólnego z bożkami? Ja go wysłuchuję i Ja nań spoglądam. Ja jestem jak cyprys zielony i Mnie zawdzięcza swój owoc. Któż jest tak mądry, aby to pojął, i tak rozumny, aby to rozważył? Bo drogi Pana są proste: kroczą nimi sprawiedliwi, lecz potykają się na nich grzesznicy”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?”
Jezus odpowiedział: „Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». Drugie jest to: «Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego». Nie ma innego przykazania większego od tych”.
Rzekł Mu uczony w Piśmie: „Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary”.
Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego”. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Wielką moją radością, moi Drodzy, jest możliwość spotkania się z Wami w kolejnym dniu naszych parafialnych rekolekcji. Dziękuję za Waszą obecność i zapraszam do wspólnej, rekolekcyjnej pracy. Zgodnie bowiem z obietnicą, daną wczoraj i przedwczoraj, przypominam dziś – i jeszcze raz przypomnę to jutro, aż do znudzenia – że rekolekcje to nie są tylko przemowy księdza z ambony, ale to wspólna praca. Tak, wspólna praca wszystkich bez wyjątku, począwszy od samego rekolekcjonisty.
Bo rekolekcjonista to nie jest jakiś mędrzec światowej sławy, który przyjechał do parafii po to, by – przepraszam za to wyrażenie – pouczyć „ciemny lud”, ale po to, by potraktować parafię jako wspólnotę modlitwy i duchowej pracy, wspólnotę miłości, w którą się włącza. I ja tak właśnie widzę swoje miejsce i swoją rolę wśród Was. Oczywiście, moją rolą jest tę naszą wspólną pracę ukierunkować i postawić pewne zagadnienia do refleksji, ale ja także tę refleksję podejmuję. Wszystko to zaś dzieje się – jak wierzymy – pod Bożym przewodnictwem i dzięki Bożej łasce.
Dlatego o tę pomoc Bożą dla siebie nawzajem się modlimy. Posługujemy się przy tym wszystkimi modlitwami, które najbardziej lubimy odmawiać i które najczęściej odmawiamy, ale przypomnę, że jako wspólnota rekolekcyjna i wspólnota parafialna codziennie odmawiamy jedną, taką samą, ustaloną na dany dzień modlitwę. Właśnie po to, aby mocno podkreślić to, że jesteśmy wspólnotą.
I tak oto wczoraj umówiliśmy się, że odmówimy w naszych domach, w gronie rodziny, albo indywidualnie, trzy dziesiątki Różańca Świętego, części bolesnej, a konkretnie: tajemnicę trzecią, czwartą i piątą. Czy udało nam się tę modlitwę odmówić?
Bardzo serdecznie dziękuję i za te trzy dziesiątki, i za dwa pierwsze dziesiątki, które mieliśmy odmówić poprzedniego dnia, natomiast dzisiaj zechciejmy – w ramach tej naszej modlitewnej jedności – odmówić Koronkę do Bożego miłosierdzia. Odmówmy ją albo w domu – indywidualnie lub razem z całą rodziną – albo w innym miejscu, w każdym razie poza kościołem, bo chodzi o to, aby z tymi naszymi rekolekcji wyjść poza drzwi kościoła i aby w jakiś sposób żyć nimi w swojej codzienności.
A modlimy się, moi Drodzy, za siebie nawzajem: o dobre duchowe owoce tych rekolekcji. Modlimy się za naszych Księży Spowiedników – o siły duchowe, intelektualne, ale też fizyczne do tej wzmożonej pracy, jaką mają w Wielkim Poście, a szczególnie do tej posługi, jaką wykonują wśród nas. I ja również polecam się Waszym modlitwom, moi Drodzy, z moją posługą rekolekcjonisty.
Ponadto, modlimy się za tych, którzy na Pana Boga „jeszcze mają czas”, którym na tych sprawach w tej chwili nie zależy, bo mają „ważniejsze” sprawy – aby zrozumieli, że nie ma ważniejszej sprawy ponad sprawę własnego zbawienia. Dlatego modlimy się dla nich o to, aby na zaproszenie, które Pan sam do nich kieruje, odpowiedzieli jak najszybciej.
I wreszcie, modlimy się za tych, którzy bardzo chcieliby razem z nami w tych rekolekcjach uczestniczyć, ale nie mogą, bo nie pozwala im na to praca zawodowa, lub inne zajęcia, których nie mogą zostawić. Ale też w tej grupie osób modlimy się za wszystkich Chorych, lub Osoby osłabione podeszłym wiekiem…
Moi Drodzy, mówiłem w poprzednich dniach – a dzisiaj podkreślam to wyjątkowo mocno – że Osoby chore, cierpiące, starsze, naznaczone jakimkolwiek doświadczeniem, a włączające się w nasze rekolekcje poprzez swoje modlitwy i swoje cierpienie, są pełnoprawnymi uczestnikami tychże rekolekcji. Pomimo, że nie są obecne razem z nami w kościele, to jednak poprzez tę duchową łączność – w inny sposób są tutaj obecne. I bardzo im za tę obecność dziękujemy! Serdecznie ich pozdrawiamy i prosimy, aby chociaż cząstkę swoich cierpień, swego codziennego krzyża, ofiarowali w intencji naszych rekolekcji.
A mówimy o tym właśnie dzisiaj, w piątek, kiedy odprawiana jest Droga Krzyżowa. Trudno w tym kontekście nie pomyśleć o ich codziennej, trwającej nieraz już tak wiele lat, drodze krzyżowej… Podkreślamy to szczególnie mocno w dniu dzisiejszym także dlatego, że oto dzisiaj, na Mszy Świętej porannej, część tych właśnie Osób – dzięki pomocy tych, którzy się nimi opiekują – dotarła do kościoła, aby choć tę jedną Mszę Świętą wspólnie przeżyć i przyjąć Sakrament Namaszczenia Chorych.
Przy tej okazji, chcę powiedzieć bardzo jednoznacznie i wyraźnie wszystkim Osobom chorym, starszym, osłabionym, w jakikolwiek sposób cierpiącym: Kochani, jesteście dla nas bardzo, ale to bardzo ważni! Jesteście nam bardzo potrzebni! Jesteście naszym skarbem! Jesteście skarbem całego Kościoła! A dlaczego?
A dlatego, że sami macie w swym ręku wielki skarb: swoje cierpienie. Ja wiem, że to brzmi może dziwacznie, a może niewiarygodnie – zwłaszcza w ustach człowieka, któremu nie dolegają żadne choroby. Ale taka jest prawda: Wasze cierpienie jest wielkim skarbem Kościoła. Bo Wy te swoje cierpienie możecie każdego dnia ofiarować w jakiejś konkretnej intencji. Każdego dnia!
Możecie, na przykład, odmawiając wieczorną modlitwę, dodać taki osobisty akt: „Panie Jezu, ofiaruję Ci w tej chwili wszystkie bóle, cierpienia, trudności i dolegliwości, jakie dziś przeżyłem – w intencji” takiej a takiej. Kochani, jakże wiele możecie w ten sposób osiągnąć! Jakże wiele możecie w ten sposób dokonać! Modlitwa w jakiejś intencji, połączona z cierpieniem, ofiarowanym właśnie w tej intencji, ma ogromną wartość w oczach Bożych! Pamiętajcie o tym codziennie!
Pamiętajcie, że nawet nie ruszając się z domu, a nawet nie wstając z łóżka czy wózka, możecie dokonywać wielkich rzeczy! Tak, wielkich rzeczy – poprzez ofiarowanie swego cierpienia w określonych intencjach. Bardzo Wam za to dzisiaj dziękujemy i otaczamy Was naszą modlitwą!
Moi Drodzy, refleksję rekolekcyjną, jaką codziennie podejmujemy, koncentrujemy wokół głównej myśli, głównego hasła, które wyprowadziliśmy – co oczywiste – z Bożego słowa! Bo to Boże słowo jest wyznacznikiem tego wszystkiego, co dzieje się w ramach rekolekcji. A ponieważ Boże słowo w tych dniach zwraca nam szczególną uwagę na problem słuchania Boga, przeto właśnie owo słuchanie Boga jest taką główną myślą naszych rekolekcji, zaś hasłem są słowa z pierwszego czytania, z ostatniej środy: TERAZ […] SŁUCHAJ PRAW I NAKAZÓW, KTÓRE UCZĘ WAS WYPEŁNIAĆ, ABYŚCIE ŻYLI.
I tak oto pierwszego dnia zatrzymaliśmy się nad słowem TERAZ, mówiąc sobie, że w sprawach Bożych, w sprawach wiary, ale także w sprawach czynienia jakiegokolwiek codziennego, zwyczajnego dobra, musimy być zdecydowani i działać konkretnie, a nie odkładać tego na jakąś bliżej nie określoną przyszłość, co z reguły prowadzi do tego, że wielu dobrych rzeczy nie udaje się wypełnić.
A wczoraj zatrzymaliśmy się przez chwilę nad samym słowem – wezwaniem: SŁUCHAJ. I mówiliśmy sobie, że jest to naprawdę trudna sztuka: zarówno słuchanie Boga, jak i słuchanie drugiego człowieka. Bo my dzisiaj bardziej chcemy mówić, a mniej chcemy słuchać. Albo w ogóle nie chcemy słuchać… Przeto musimy się tej sztuki ciągle uczyć. Jest to naprawdę bardzo ważna i potrzebna umiejętność.
Jak bardzo ważna, to pokazuje chociażby dzisiejsza Ewangelia. Obiecałem wczoraj, że zwrócę na to uwagę. Oto na pytanie: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?, Jezus odpowiada: Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». A zatem, które przykazanie jest pierwsze? Wydaje się oczywiste, że to: Będziesz miłował Pana, Boga swego…
Tymczasem jednak, posłuchamy jeszcze raz: Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego» Pierwsze jest: SŁUCHAJ… Zanim jeszcze: Będziesz miłował, to pierwsze jest: SŁUCHAJ… Jakże zatem ważna jest ta sprawa w oczach Bożych – sprawa słuchania. Umiejętność słuchania…
Słuchamy zatem Bożego słowa i w tym duchu podejmujemy dzisiaj refleksję nad trzecią częścią naszego hasła, a konkretnie nad słowami: SŁUCHAJ PRAW I NAKAZÓW, KTÓRE UCZĘ WAS WYPEŁNIAĆ. A jakie są te prawa i nakazy, których Bóg uczy człowieka? Najważniejszym – na równi ze: SŁUCHAJ – jest: «Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». Drugie jest to: «Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego». Nie ma innego przykazania większego od tych. Tak mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii.
A Bóg w Proroctwie Ozeasza, w pierwszym dzisiejszym czytaniu, mówi: Wróć, Izraelu, do Pana Boga twojego, upadłeś bowiem przez własną twą winę! Zabierzcie ze sobą słowa i nawróćcie się do Pana. Widzimy zatem, że prawa i nakazy, których Bóg uczy człowieka wypełniać, są nastawione tylko i wyłącznie na dobro człowieka. To nie są jakieś prawa i nakazy, których celem byłoby poniżanie człowieka, ograniczanie go, a już tym bardziej – zniewalanie. Wszystkie prawa i nakazy, jakie Bóg daje i jakich uczy wypełniać, są nastawione na dobro człowieka, na jego zbawienie.
Bo jakże inaczej widzieć przykazanie miłości? Jakże inaczej widzieć wszystkie nauki Jezusa i wskazania, jakie dawał? Jak inaczej pojmować chociażby Osiem Błogosławieństw? A jak pojmować Dekalog? Jak pojmować to, co słyszeliśmy dzisiaj, a więc wezwanie do nawrócenia? Czyż te wszystkie prawa i nakazy, jakie Bóg daje i jakich uczy człowieka, nie są nakierowane na jego dobro?
Oczywiście, że są. Natomiast musimy zauważyć i jasno to sobie powiedzieć, że jednak są to prawa i nakazy. A zatem, nie są to jakieś propozycje do przemyślenia. I nie są to jakieś zagadnienia do dyskusji. I nie są to jakieś zachęty do ewentualnego uwzględnienia. Nie! To są prawa i nakazy!
I tutaj zaczynają się – jak mawiają niektórzy – tak zwane „schody”, bo oto dzisiaj niechętnie mówi się o nakazach, niechętnie mówi się o obowiązkach… Jak ognia unika się też jednoznacznych rozróżnień pomiędzy „tak”, a „nie”; pomiędzy czarnym, a białym; pomiędzy dobrem, a złem… Teraz nad wszystkim się dyskutuje, o wszystkim się debatuje, ostre granice coraz chętniej się zaciera, a wyraziste kształty coraz bardziej się rozmywa…
Stąd też na pytanie, czy coś jest dobre, czy jest złe, czy coś jest „tak”, czy coś jest „nie”, najczęściej słyszymy odpowiedź: „A to zależy”… Zależy od wielu różnych „widzimisię” człowieka, nie wyłączając także jego humoru, jaki ma w danym momencie. Tak trudno powiedzieć jednoznacznie: to jest dobre, a to jest złe. To jest czarne, a to jest białe. Łatwiej powiedzieć: „A to zależy”, jak się na to spojrzy, jak się o tym pomyśli…
Tymczasem Bóg daje nam prawa i nakazy – jasne i konkretne. Jednoznaczne i wyraźnie określone. Nie mówi: „No, wiesz, może byś poszedł tą drogą, ale jak Ci nie pasuje, to pójdź sobie tamtą, albo jeszcze inną – i też w sumie będzie dobrze. Bo nie ma aż takiego znaczenia, jaką drogą pójdziesz, bo każda jest dobra”. Otóż, nie! Bóg nigdy tak nie mówi. Bóg wyraźnie i bardzo precyzyjnie wskazuje jedną drogą i mówi: Idź tą – i żadną inną. Dokładnie tę drogę określa. Wyraźnie ją wskazuje. Daje prawa i nakazy.
I nie zmienia tego swego stylu pomimo tego, że dzisiaj ludzie nie lubią, jeśli się im coś wskazuje, czegoś się od nich wymaga, coś nakazuje. Dzisiaj często ludzie mówią – albo swoją postawą pokazują – takie oto nastawienie, że „ja przecież jestem wolny, co mi tu ktoś będzie nakazywał! Ja jestem wolny!”
Pewnie, że jesteś wolny! Nikt Ci Twojej wolności nie zabiera. I Bóg Ci jej nie zabiera. Ale jeżeli wybierasz Boga, to wybierasz również Jego zasady. Jeżeli wybierasz przynależność Kościoła, to akceptujesz jego reguły – tak, powiedzmy to jasno: jego prawa i nakazy! Jakby to niemodnie nie brzmiało. Tak samo, jak wyjeżdżasz samochodem na drogę i musisz przestrzegać przepisów drogowych, a nie jeździsz, gdzie i jak Ci się podoba, bo inaczej zaraz spowodowałbyś wypadek. I kiedy zatrudniasz się w jakiejś firmie, to – chcąc nie chcąc – akceptujesz jej zasady. A jeżeli nie akceptujesz, to albo sam odchodzisz, albo Ci w tym pomogą…
Zatem, jeżeli jesteś w Kościele, to uznajesz zasady, wyznawane i głoszone w Kościele, a nie tworzysz swojego własnego, prywatnego Kościoła. Nie da się bowiem być w Kościele i jednocześnie wyznawać zasad, zupełnie sprzecznych z Ewangelią. Nie da się iść do zbawienia dwiema drogami, prowadzącymi w dwóch, zupełnie przeciwnych kierunkach, bo to jest wręcz nielogiczne.
Przeto, jeżeli ktoś otwarcie, a nawet publicznie wyznaje zasady sprzeczne z nauczaniem Kościoła, to musi zwyczajnie przyznać, że do Kościoła nie należy. Jeżeli ktoś odrzuca naukę Jezusa i samego Jezusa, musi mieć odwagę powiedzieć, że jest niewierzący. I to nie ma nic wspólnego z ograniczaniem czyjejś wolności. Przecież nikt nikogo nie zmusza do bycia w Kościele. Jezus też nie zmusza. Owszem, zaprasza, ale nigdy nie zmusza. Ale jeżeli ktoś jest, to idzie tą drogą, którą wskazuje Kościół. Jeżeli ktoś pragnie zbawienia, to przestrzega praw i nakazów, które daje Bóg.
Bo nie da się wszystkich poglądów, wyznawanych i głoszonych przez ludzi – poglądów często sprzecznych ze sobą i sprzecznych z Ewangelią – jakoś tam „upychać” w Kościele, na zasadzie, że Kościół jest „otwarty” i „tolerancyjny”, więc wszystkie poglądy się w nim „zmieszczą”. Otóż, nie zmieszczą się.
Są poglądy zgodne z nauczaniem Kościoła i są poglądy zupełnie niezgodne. Każdy ma prawo – w imię osobistej wolności – wyznawać takie, jakie chce. Ale niech nie zmusza Kościoła do akceptowania jego poglądów, niezgodnych z Ewangelią.
A mówimy tu, moi Drodzy, o takiej zwyczajnej, oczywistej i logicznej odpowiedzialności, którą musi się charakteryzować każdy dojrzały człowiek. Nie tylko zresztą w kwestiach wiary. Ale w nich także. Bo Bóg bardzo liczy na naszą dojrzałość i odpowiedzialność. On nas traktuje poważnie i liczy na to, że i my także Jego poważnie potraktujemy. On z wielkiej miłości do nas wskazuje nam prostą drogę, precyzyjnie określoną, z jasno wyznaczonym celem.
Właśnie dlatego, że nas kocha, wskazuje prostą i konkretną drogę, stawiając też jasne, proste i konkretne wymagania. Określa jasne zasady, mówi, co jest dobre, a co złe. Nie rozmywa tych zasad, nie mąci nam w głowach, ale właśnie pokazuje jasną i prostą drogę. Daje nam prawa i nakazy, których jednocześnie uczy wypełniać.
A naszym zadaniem jest słuchać Boga. Słuchać, a nie ciągle dyskutować, zaprzeczać, czy tworzyć własne teorie. Bóg w swoim odniesieniu do człowieka, w swoim nauczaniu i działaniu jest bardzo konkretny i jasno określony. I takiej samej postawy oczekuje od swoich uczniów i wyznawców. Prawdziwy uczeń Boga słucha Jego nakazów, przestrzega Jego praw, idzie prostą drogą; czarne nazywa czarnym, a białe nazywa białym, unikając wszelkich odcieni szarości… Dobro nazywa dobrem, a zło odważnie nazywa złem, a nie mówi ciągle: „Być może”, lub: „A to zależy”…
Kochani, szczególnie nasze czasy – te, w których żyjemy – potrzebują chrześcijan odważnych i konkretnych, o poglądach wyrazistych, jasno określonych i precyzyjnie zarysowanych, a nie rozmytych, mglistych, mętnych i wątpliwych; czy też takich chrześcijan, którzy chcieliby się wszystkim na siłę podobać, czy wszystkim za wszelką cenę dogodzić…
I w tym kontekście – praca domowa na dziś. Przypomnę, że wczoraj było zadane czytanie – i słuchanie – Pisma Świętego przynajmniej przez dziesięć minut, indywidualnie lub we wspólnocie. Jak nam się to udało?…
Bardzo dziękuję tym, którym się udało. Natomiast dzisiaj pierwszą częścią pracy domowej jest Koronka do miłosierdzia Bożego. Drugą natomiast będzie chwila osobistej refleksji, podjętej gdzieś w zaciszu domowym, albo na jakimś spacerze, aby przygotować sobie na jutro bardzo konkretne i precyzyjne postanowienie.
Ja jeszcze jutro parę słów na ten temat powiem, ale dobrze byłoby, abyśmy już dzisiaj, tak na spokojnie, pomyśleli sobie, co nam najgorzej wychodzi, jeśli idzie o naszą ludzką i chrześcijańską postawę; z czym sobie najmniej radzimy, w czym najczęściej błądzimy i grzeszymy, co jest źródłem innych potknięć i grzechów. I właśnie w tej sferze trzeba nam podjąć bardzo konkretne, precyzyjne postanowienie. Zastanówmy się nad tym dzisiaj, żeby jutro, kiedy padnie pytanie w tej sprawie, nie być zaskoczonym.
Teraz natomiast zastanówmy się w chwili ciszy:
Czy przestrzegam wszystkich Bożych praw i nakazów, czy tylko tych, które mi bardziej pasują?
Czy kieruję się nauką Kościoła we wszystkich moich wyborach moralnych i także politycznych?
Czy w pełni akceptuję wszystkie normy moralne, których naucza Kościół – chociażby w kwestii pełnej ochrony życia nienarodzonych, czy czystości przedmałżeńskiej?


TERAZ […] SŁUCHAJ PRAW I NAKAZÓW, KTÓRE UCZĘ WAS WYPEŁNIAĆ, ABYŚCIE ŻYLI. Słuchaj ich i wypełniaj – TERAZ… I w ogóle – SŁUCHAJ… Po prostu – SŁUCHAJ… I wypełniaj wszystkie prawa i nakazy, których Cię uczę… Wszystkie…