poniedziałek, 25 września 2017

Aby widzieli światło...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, wczoraj składałem życzenia urodzinowe mojemu Szwagrowi, Kamilowi, kiedy to dowiedziałem się o jeszcze jednych urodzinach, które w tym dniu – od przyszłego roku – będą w rodzinie Niedźwiedzkich obchodzone. Oto bowiem wczoraj, po 7:00 rano, narodził się Tomek Niedźwiedzki. Niech Pan będzie uwielbiony za ten wspaniały dar dla całej naszej Rodziny!
Pozwoliłem sobie zażartować wczoraj, w rozmowie ze szczęśliwymi Rodzicami, że nie wiem, czy najpierw gratulować narodzin Syna, czy ponarzekać na skąpstwo, bo wychodzi na to, że Tato z Synem tak wszystko poustawiali, żeby razem obchodzić urodziny i nie musieć zapraszać gości dwa razy! Oczywiście, to żart, natomiast radość jest ogromna! I dziękczynienie Panu za to, że wszystko przebiegło bez żadnych komplikacji.
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 25 Tygodnia zwykłego, rok I,
Wspomnienie Bł. Władysława z Gielniowa, Kapłana,
do czytań: Ezd 1,1–6; Łk 8,16–18

CZYTANIE Z KSIĘGI EZDRASZA:
Aby się spełniło słowo Pana przepowiedziane przez usta Jeremiasza, pobudził Pan ducha Cyrusa, króla perskiego, w pierwszym roku jego panowania, żeby ogłosił w całym swoim królestwie i wydał na piśmie, co następuje:
Tak mówi Cyrus, król perski: «Wszystkie królestwa ziemi dał mi Pan, Bóg niebios. I On mi rozkazał zbudować Mu dom w Jerozolimie, która jest w Judei. Jeśli z całego ludu Jego jest między wami jeszcze ktoś, to niech Bóg jego będzie z nim; a niech idzie do Jerozolimy w Judei i niech zbuduje dom Pana, Boga Izraela, to jest Boga, który jest w Jerozolimie. A każdego z tych, co przetrwali, współmieszkańcy wszystkich miejscowości, gdzie taki przebywa, mają go wesprzeć srebrem, złotem, sprzętem i bydłem, nadto dobrowolnymi ofiarami dla domu Boga, który jest w Jerozolimie»”.
Wtedy powstali naczelnicy rodów Judy i Beniamina, jak również kapłani i lewici, słowem każdy, którego ducha Bóg pobudził, aby ruszył w drogę zbudować dom Pana znajdujący się w Jerozolimie. A wszyscy sąsiedzi poparli ich wszystkim: srebrem, złotem, sprzętem, bydłem i kosztownościami, oprócz wszystkich darów złożonych dobrowolnie.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus powiedział do tłumów: „Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło.
Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”.

Jeżeli słyszymy dzisiaj w pierwszym czytaniu, że do zbudowania świątyni pobudził Pan ducha Cyrusa, króla perskiego, to musimy mieć w świadomości, że Cyrus to tak naprawdę wróg narodu wybranego, okupant, a więc ktoś, kto temuż narodowi odebrał wolność i panował nad nim. Właśnie tego władcę Bóg – sobie tylko znany sposobem – pobudził i zmobilizował, aby ogłosił w całym swoim królestwie i wydał na piśmie, co następuje: „Tak mówi Cyrus, król perski: «Wszystkie królestwa ziemi dał mi Pan, Bóg niebios. I On mi rozkazał zbudować Mu dom w Jerozolimie, która jest w Judei. Jeśli z całego ludu Jego jest między wami jeszcze ktoś, to niech Bóg jego będzie z nim; a niech idzie do Jerozolimy w Judei i niech zbuduje dom Pana, Boga Izraela…»”.
Niezwykła, doprawdy, tajemnica działania Boga, który w ten sposób jasno udowadnia, że dla Jego wszechwładzy i wszechmocy nie ma żadnych ograniczeń i jeżeli chce pokazać, że naprawdę opiekuje się swoim ludem, to jasno i przekonująco to pokaże. Zresztą, nie pierwszy już raz Bóg udowodnił, że jest w stanie zapanować nad tymi, którzy panowali nad Jego ludem – żeby wspomnieć chociażby wyjście z niewoli egipskiej.
Jest to bardzo radosna i optymistyczna wiadomość, chociaż w niejednym sercu może wzbudzić niejaką wątpliwość, że skoro tak, to dlaczego w ogóle Bóg dopuszcza do nieszczęść i konfliktów międzyludzkich, i dlaczego Jego dzieci nieraz doznają cierpień, a przynajmniej trudności i przeciwności?… Jeżeli Bóg jest tak wszechmocny i tak potężny – bo przecież jest – to czemu nie reaguje radykalnie i konkretnie od razu, tylko czeka, aż ciężki los jednak spotka ludzi?… A czasami to jakby w ogóle na to nie reagował…
Oczywiście, dotykamy tutaj wielkiej tajemnicy Bożego działania i nie odkryjemy w całości przyczyn takiego, a nie innego stanu rzeczy. Ale zapewne nie pobłądzimy, jeżeli nasze refleksje skoncentrujemy wokół tematu wolności człowieka i Jego odpowiedzi na Boże zamiary. Dobrze to zresztą obrazuje dzisiejsza Ewangelia.
Mowa w niej o zapalonej lampie, która świecąc nawet bardzo jasnym światłem, niczego nie rozjaśni, jeżeli zostanie przykryta jakimś naczyniem, lub wstawiona pod łóżko. W każdym z tych przypadków światło będzie jaśniało, ale nie będzie niczego rozjaśniało, bo czyjeś nieroztropne działanie sprawi, że zostanie ono przysłonięte.
I tak się zapewne dzieje w naszych relacjach z Bogiem: On chce działać i dokonywać w naszym życiu nawet cudów, ale my to Jego światło, płonące w naszych sercach, trwożliwie chowamy przed światem, a nieraz to nawet przed najbliższym otoczeniem, aby nie za bardzo demonstrować swoją wiarę i modlitwę, a pokazać, że sami sobie poradzimy z problemem.
Tak, moi Drodzy, my naprawdę musimy mocno uwierzyć w moc Bożą i blask Jego światła! I nie wstydzić się swojej wiary, nie wstydzić się gorliwej modlitwy, nie wstydzić się przyznać – nawet publicznie – że sami nie damy rady udźwignąć trudności, które niesie życie… Takie publiczne świadectwo całkowitego polegania na Bogu i powierzania się Mu w modlitwie będzie miało wymiar apostolski, bo wszystkim wokół będzie pokazywało, do kogo należy się zwracać z prośbą o pomoc, a nierzadko także – o ratunek.
Mówiąc wprost: naszą postawą, naszym zaufaniem do Boga i szczerą modlitwą, wytrwale do Niego zanoszoną, mamy pokazać wszystkim wokół, że tylko Boże światło jest w stanie rozjaśnić mroki naszych obaw i zmartwień. I nie chodzi tu bynajmniej o działanie na pokaz – nic z tych rzeczy! Chodzi o działanie wypływające ze szczerego serca, działanie aktywne, radosne i bez kompleksów. I o czytelne świadectwo! Bo przecież – jak mówił dziś Jezus – nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. Otóż, właśnie!
Jeżeli w naszym sercu płonie Boże światło, to nie powinniśmy – a nawet nie możemy – ukrywać go. Bo ono i tak zajaśnieje na zewnątrz. Chyba, że nie jest autentyczne… Jeżeli jest ono tylko pozorne, to spełni się wówczas zapowiedź Jezusa, wyrażona w słowach: Kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma… Oby nam się nigdy nie wydawało, że mamy światło Boże w sobie, ale byśmy je zawsze mieli. I nigdy go przed światem nie ukrywali!
Tak, jak nie ukrywał go Patron dnia dzisiejszego, Błogosławiony Władysław z Gielniowa.
Urodził się w Gielniowie koło Opoczna, około 1440 roku, otrzymując na Chrzcie imiona Marcin Jan. Jego rodzice byli ubogimi mieszczanami. Po ukończeniu szkoły parafialnej, udał się do Krakowa, gdzie kontynuował swoje studia, aż znalazł się na tamtejszym Uniwersytecie w roku 1462.
W Krakowie zapoznał się z zakonem bernardynów, do którego wstąpił w dniu 1 sierpnia tego samego – 1462 roku, przyjmując imię zakonne Władysław. Tu również najprawdopodobniej odbył swoje studia zakonne i otrzymał święcenia kapłańskie. Nie wiadomo, gdzie spędził pierwsze lata w kapłaństwie. Nie są nam także znane urzędy, jakie sprawował w owym czasie w zakonie. Możemy przypuszczać, że pełnił urząd kaznodziei, natomiast wiadomo na pewno, iż po 1487 roku sprawował urząd wikariusza prowincji i prowincjała.
Przez sześć lat czuwał nad ponad dwudziestu domami zakonu w Polsce: odbywając co roku kapituły prowincji, wizytując domy braci i sióstr, troszcząc się o domy formacyjne, uczestnicząc w kapitułach generalnych we Włoszech. Za jego rządów polska prowincja bernardynów powiększyła się o kilka nowych placówek. Dla swojego zakonu Władysław zasłużył się jednak najbardziej tym, że stał się współautorem konstytucji, które zatwierdzone przez kapitułę prowincji i kapitułę generalną, stały się na pewien czas dla prowincji obowiązującym kodeksem postępowania.
Jego życie było przepełnione modlitwą i duchem pokuty. Miał szczególne nabożeństwo do Męki Pańskiej. Sypiał zaledwie kilka godzin na wytartym sienniku, bez poduszki, przykryty jedynie własnym habitem. Często podejmował surowe posty i biczowania. Na modlitwę poświęcał wiele godzin. Chodził zawsze boso, nawet w najsurowsze zimy. Wyróżniał się niezwykłą gorliwością o zbawienie dusz, nie oszczędzając się na ambonie i w konfesjonale.
Pomimo wielkiej surowości dla siebie, był dla swoich podwładnych prawdziwym ojcem. Otaczał szczególną opieką zakonników starszych, spracowanych oraz chorych. W swoich konstytucjach nakładał bardzo surowe kary na tych przełożonych, którzy by zaniedbali opieki nad braćmi chorymi lub starszymi. Zabraniał przełożonym zdobywać dla siebie czegokolwiek, czego by nie dali wcześniej swoim podopiecznym.
Kandydatów do zakonu nakazywał wybierać bardzo starannie. Mistrzów nowicjatu przestrzegał przed zbytnią gorliwością w stosowaniu prób i kar. Gdzie jednak widział nadużycia i świadome rozluźnienie reguły, był nieubłagany i stanowczy. Miał niezwykle czułe serce dla potrzebujących.
Zapamiętano go także jako płomiennego kaznodzieję. Był jednym z pierwszych duchownych, który wprowadził do Kościoła język polski poprzez kazania i poetyckie teksty. Tradycja przypisała mu autorstwo wielu pobożnych pieśni. Sam je układał i uczył wiernych śpiewać. Służyły one pogłębieniu życia duchowego, zapoznaniu się z prawdami wiary i moralności, ukochaniu tajemnic Bożych, zwłaszcza Osoby Jezusa Chrystusa i Jego Matki. Nie tylko sam układał teksty, ale zachęcał do tego także swoich współbraci. Ponadto układał w języku polskim koronki, godzinki i inne nabożeństwa.
Charakterystycznym rysem osobowości Władysława było także jego nabożeństwo do Męki Pańskiej, do Imienia Jezusa oraz do Najświętszej Maryi Panny. W 1504 roku został gwardianem przy kościele Świętej Anny w Warszawie. I tutaj też zmarł w dniu 4 maja 1505 roku, w kilka tygodni po ekstazie, jaką przeżył podczas kazania w Wielki Piątek.
Zaraz po śmierci oddawano Władysławowi cześć należną Świętym. Błogosławionym ogłosił go Benedykt XIV w roku 1750. Natomiast w dniu 19 grudnia 1962 roku, Papież Jan XXIII ogłosił go głównym Patronem Warszawy.
Wpatrzeni w przykład jego świętości, a jednocześnie zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się:
Co robię, aby w moim sercu naprawdę płonęło Boże światło?
Po czym moje otoczenie widzi, że to Boże światło jest we mnie?
Czy moje chrześcijańskie świadectwo jest radykalne, radosne, odważne i pozbawione kompleksów?

Uważajcie więc, jak słuchacie…

niedziela, 24 września 2017

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć...

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Kamil Niedźwiedzki, mój Szwagier. Razem ze swą Żoną, a moją Siostrą Anią oczekują Oni na narodzenie się trzeciego Dzieciątka, co właściwie już powinno nastąpić. Gratulując Im pięknej atmosfery rodzinnej, życzę Jubilatowi – i całej Rodzinie Niedźwiedzkich – Bożej opieki na każdy dzień. I zapewniam o mojej codziennej modlitwie w tej intencji!
A oto dzisiaj, moi Drodzy, do Parafii w Miastkowie przybywa Alumn siedleckiego Seminarium. Będzie to okazją do modlitwy o powołania kapłańskie i zakonne z tej Parafii, bo – niestety – w tej kwestii w Miastkowie od wielu lat panuje jakiś niepokojący zastój…
Na głębokie i radosne przeżywanie dnia Pańskiego – niech Was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek

25 Niedziela zwykła, A,
do czytań: Iz 55,6–9; Flp 1,20–24.27a; Mt 20,1–16a

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko. Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a ten się nad nim zmiłuje i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu.
Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:
Bracia: Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć.
Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, a pozostawać w ciele to bardziej dla was konieczne. Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: «Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam». Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej tak samo uczynił.
Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: «Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?» Odpowiedzieli mu: «Bo nas nikt nie najął». Rzekł im: «Idźcie i wy do winnicy».
A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: «Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych». Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.
Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: «Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty». Na to odrzekł jednemu z nich: «Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?» Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.

Na którym etapie życia najlepiej odpowiedzieć na Boże wezwanie? Zwykliśmy uważać, że chyba najwięcej duchowych korzyści odnosi człowiek, kiedy już od pierwszych chwil życia jest włączony do Kościoła i korzysta z bezmiaru łask Bożych. I tak jest w istocie, jednak dzisiejsza Ewangelia może wprowadzać nieco zamieszania w takim pojmowaniu sprawy.
Oto bowiem robotnicy z przypowieści Jezusa byli powoływani o różnych porach dnia, a wynagrodzeni zostali tak samo. Jak to zatem rozumieć? Czy warto odpowiadać na wezwanie Jezusa tak wcześnie, kiedy można to uczynić znacznie później i też się – potocznie mówiąc – wyjdzie „na swoje”?
Jeśliby chcieć tak bardzo dosłownie rozumieć dzisiejszy przekaz ewangeliczny, to rzeczywiście – tak należałoby to pojmować. Ale dobrze wiemy, że każde pouczenie Jezusa staramy się rozumieć i widzieć w kontekście całego Jego nauczania, a nie tylko wybiórczo, niejako na wyrywki. Gdybyśmy bowiem dzisiejszą Ewangelię rozumieli dosłownie, literalnie, i w oderwaniu od całego Pisma Świętego, to doszlibyśmy do absurdu.
Okazałoby się bowiem, że Jezus zachęca do niesprawiedliwości, do cwaniactwa i wyzysku, do niesprawiedliwego traktowania pracownika, do zalegania z wypłaceniem mu należności – i tak dalej. Okazałoby się zatem niespodziewanie, że cała nauka społeczna Kościoła, która od ponad stu lat niezwykle mocno akcentuje potrzebę sprawiedliwości i uczciwości w relacjach pracodawcy do pracownika i odwrotnie – to jakaś wielka pomyłka, a nauczanie ostatnich Papieży Jana Pawła II, którzy na tym odcinku powiedzieli i napisali ogromnie dużo, i bardzo jednoznacznie dopominali się o tę sprawiedliwość – jest tylko sztuką dla sztuki.
Tak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, ale tak na szczęście nie jest, bo wystarczy tylko dobrze przeczytać wszystkie teksty dzisiejszej liturgii Słowa, aby zobaczyć, że jednak o co innego w tym wszystkim chodzi. Skoro bowiem nawet z przypowieści Jezusa mogłoby wynikać, że właściwie nie ma znaczenia, kiedy odpowie się na wezwanie Boże, o tyle już Prorok Izajasz stwierdza bardzo mocno i jednoznacznie: Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko. Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. A zatem nie można – nie powinno się – zwlekać z nawróceniem, nie powinno się zwlekać z pozytywną odpowiedzią na Boże wezwanie.
Prorokowi zdaje się wtórować Święty Paweł, który do Filipian, ale i do nas wszystkich mówi w drugim czytaniu o rozterkach wewnętrznych, jakich doznaje, nie wiedząc, co ma zrobić: czy poświęcić swoje życie i złożyć je w ofierze Bogu? Tak może byłoby lepiej dla niego, bo przecież pewien był Bożej nagrody i pragnął całkowitej bliskości Chrystusa. Wiedział jednak, że żyjąc na świecie i znosząc wiele trudów i przeciwności, przyda się młodemu Kościołowi, może w nim jeszcze wiele zdziałać i wesprzeć chrześcijan.
Dlatego pisze o tym, że z dwóch stron doznaje nalegania, nie ma jednak wątpliwości, iż tego wyboru musi dokonać, a już teraz Chrystus jest całym jego życiem. Chce on zatem w pełni podobać się Chrystusowi i jak najszybciej zdecydować o tym, co czynić, aby wolę Bożą wypełniać. Nie czeka jednak z założonymi rękami, aż sytuacja sama jakoś się rozwiąże, ale stara się swoim życiem już teraz odpowiadać na Boże wezwanie. Do tego zresztą zachęca Filipian: Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej.
Myślę zatem, że odpowiedzią na pytania dotyczące należytego rozumienia dzisiejszej Ewangelii są ostatnie dwa zdania z dzisiejszego pierwszego czytania: Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi.
Właśnie, Boża ekonomia inna jest niż ludzka i Boża sprawiedliwość, pełna miłosierdzia, inna jest niż ludzka sprawiedliwość. Dlatego dzisiejsza Ewangelia nie jest fragmentem podręcznika do ekonomii czy socjologii, ale świadectwem o Bożym miłosierdziu.
Dzisiejsze słowo Boże nie zachęca do tego, aby zwlekać z odpowiedzią na Boże wezwanie, wręcz przeciwnie słowa z pierwszego czytania cały czas obowiązują: Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko. Gdyby jednak zdarzyło się, że człowiek błądzi gdzieś po bezdrożach grzechu; gdyby się okazało, że tak a nie inaczej został wychowany, gdyby się okazało, że nie pokazano mu od razu drogi do Boga, tylko jakieś inne drogi – błędne, kręte – to dzisiejsze słowo Boże jest podstawą do nadziei i jednocześnie zachętą, aby zwrócił się do Pana bez względu na to, jakie ma życiowe doświadczenia i na którym etapie życia dochodzi do tego spotkania.
I taka – jak możemy odczytywać – jest zasadnicza myśl dzisiejszej Ewangelii i całej liturgii Słowa: Jesteśmy zachęceni do jak najszybszego i zdecydowanego opowiedzenia się po stronie Boga, gdybyśmy się jednak zdecydowali na to później, gdyby życiowe drogi dopiero później doprowadziły nas do Boga, to również nie będziemy odrzuceni, a wręcz przeciwnie – jeżeli szczerym sercem zwrócimy się do Pana, jeżeli odnajdziemy Go nawet później, ale całym sobą otworzymy się na Niego, to możemy liczyć na pełną nagrodę.
Takimi to zasadami kieruje się Bóg, a my nie mamy wątpliwości, że bardzo te zasady są inne od tych ludzkich. Rzeczywiście, drogi Boże i myśli Boże nie przypominają tych ludzkich. Bo ludzie dawno już takiego człowieka potępiliby, zresztą – niejednokrotnie potępiają. Bóg natomiast nie potępia. Bóg zaprasza. Bóg czeka. Bóg daje szansę – do końca.
Jeszcze raz podkreślmy: nie oznacza to dowolności i jakiejś swoistej kapryśności ze strony człowieka, albo próby jakiegokolwiek „cwaniakowania” – na zasadzie, że na Pana Boga i na Jego sprawy będzie jeszcze czas, bo teraz mam sprawy, które dotyczą mojej codzienności, mojego „tu i teraz”. A Pan Bóg – to jakaś mglista przyszłość, dlatego spróbuję jakoś się z Nim dogadać, jak już będę na emeryturze. Teraz muszę się zająć sprawami „ważniejszymi”. Nie, to nie tak!
O wszystkim decyduje prawdziwe, wewnętrzne nastawienie człowieka. Jeżeli człowiek rzeczywiście – z różnych powodów, o których długo by tu mówić – pogubił się na życiowych drogach, ale jednak chce wrócić i pragnie szczerze służyć Panu, to ma szansę i na pewno nie będzie odrzucony. Jeżeli jednak będzie chciał zwodzić Boga, obchodzić Jego Prawo z taką oto myślą, że jeszcze zdąży z Bogiem załatwić sprawę i że Boga oszuka – niech wie, że oszuka tylko i wyłącznie samego siebie.

sobota, 23 września 2017

Abyś zachował przykazanie nieskalane...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym moje myśli i serce biegną do Parafii Ojca Pio na warszawskim Gocławiu, gdzie przez rok miałem radość posługiwać, a gdzie dzisiaj – i w ogóle, w tych dniach – świętują „imieniny” Parafii. W swoich modlitwach wyrażam dziękczynienie Panu za dar swej posługi w tejże Parafii, powierzając jednocześnie Wszystkich, których tam spotkałem, szczególnie zaś tych, z którymi zachowuję stały kontakt.
Niech Ojciec Pio wyprasza każdemu z nas – bez wyjątku – moc Bożego błogosławieństwa!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 24 Tygodnia zwykłego, rok I,
Wspomnienie Św. Pio z Pietrelciny, Kapłana,
do czytań: 1 Tm 6,13–16; Łk 8,4–15

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO TYMOTEUSZA:
Najmilszy: Nakazuję w obliczu Boga, który ożywia wszystko, i Chrystusa Jezusa, Tego, który złożył dobre wyznanie za Poncjusza Piłata, ażebyś zachował przykazanie nieskalane, bez zarzutu aż do objawienia się naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Ukaże je we właściwym czasie błogosławiony i jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, jedyny, mający nieśmiertelność, który zamieszkuje światłość niedostępną, którego żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć. Jemu cześć i moc wiekuista. Amen.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Gdy zebrał się wielki tłum i z miast przychodzili do Jezusa, rzekł w przypowieści: „Siewca wyszedł siać ziarno. A gdy siał, jedno padło na drogę i zostało podeptane, a ptaki powietrzne wydziobały je. Inne padło na skałę i gdy wzeszło, uschło, bo nie miało wilgoci. Inne znowu padło między ciernie, a ciernie razem z nim wyrosły i zagłuszyły je. Inne w końcu padło na ziemię żyzną i gdy wzrosło, wydało plon stokrotny”.
Przy tych słowach wołał: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Wtedy pytali Go Jego uczniowie, co znaczy ta przypowieść.
On rzekł: „Wam dano poznać tajemnice królestwa Bożego, innym zaś w przypowieściach, aby patrząc nie widzieli i słuchając nie rozumieli.
Takie jest znaczenie przypowieści: Ziarnem jest słowo Boże. Tymi na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni. Na skałę pada u tych, którzy gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują. To, co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie wydają owocu.
W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość”.

To bardzo ważne przesłanie, z jakim do Tymoteusza zwraca się jego duchowy Mistrz, Święty Paweł: Nakazuję w obliczu Boga, […] ażebyś zachował przykazanie nieskalane, bez zarzutu aż do objawienia się naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Czasami zapewne słyszeliśmy podobne zalecenia, także wypowiadane przez Świętego Pawła, aby ten, do kogo się zwraca, ustrzegł skarbu wiary, aby przechował duchowy depozyt… Dzisiaj natomiast – wprost i bezpośrednio – słyszymy mocne polecenie, wyrażone stwierdzeniem: nakazuję w obliczu Boga, co oznacza, że jest to polecenie bezapelacyjne, którego wypełnienie jest po prostu konieczne.
Potwierdzeniem zaś słuszności takiego polecenia ze strony Apostoła i konieczności zachowania przykazania w formie nienaruszonej i niezmienionej, jest zapowiedź, iż ostatecznie to Bóg sam potwierdzi słuszność i prawdziwość swojej woli. Jak zapowiada Paweł, owo nieskalane przykazanie ukaże […] we właściwym czasie błogosławiony i jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, jedyny, mający nieśmiertelność, który zamieszkuje światłość niedostępną, którego żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć.
Można zatem powiedzieć, że z tychże słów wyłania się obraz jasnej i prostej drogi, którą – w zakresie swojej doktryny – zmierza rodzący się Kościół. I choć ta doktryna właśnie wtedy się kształtowała – także poprzez pisma Świętego Pawła, chociażby do Tymoteusza – to jednak kwestie fundamentalne już wtedy były jasne, jednolite i niezmienne. I to – jak się wydaje – było i jest wielkim skarbem Kościoła: ów jasny przekaz, jednoznaczne i konkretne zasady, konsekwentne i czytelne nauczanie.
Bo właśnie Słowo Boże, zasady Boże, przykazania Boże – to fundament, na którym Kościół buduje swoją tożsamość od dwóch tysięcy lat. A tak konkretnie, to budują ją ci ludzie, których serce jest żyzną glebą, na której ziarno Bożego słowa przynosi plon stokrotny. My dzisiaj w Ewangelii słyszymy – z ust Jezusa – o innych jeszcze sposobach odbioru tegoż Słowa, przy czym tylko ten jeden, zakładający pełną żyzność gleby, jest tym pożądanym. Wszystkie inne – niestety – nie są tymi, o które by nam chodziło…
Oto bowiem Kościół Boży na mocnym fundamencie Bożego słowa budują ci, którzy tym Słowem tak naprawdę żyją! A nie tylko mówią, że żyją, albo obiecują, że kiedyś będą…
Dobrze to rozumiał i dlatego tak pięknie przeżył swoje życie doczesne – czyniąc je całkowitym darem dla Boga – Patron dnia dzisiejszego, Święty Ojciec Pio z Pietrelciny.
Francesco Forgione, późniejszy Ojciec Pio, urodził się na południu Włoch, w Pietrelcinie, 25 maja 1887 roku. Już w dzieciństwie szukał samotności i często oddawał się modlitwie i rozmyślaniu. Kiedy miał pięć lat, objawił mu się po raz pierwszy Jezus. W wieku lat szesnastu Franciszek przyjął habit kapucyński i otrzymał zakonne imię Pio. Rok później złożył śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzno – teologiczne. W roku 1910 przyjął święcenia kapłańskie.
Od samego początku miał poważne problemy ze zdrowiem. Po kilku latach kapłaństwa został powołany do wojska. Służbę jednak musiał przerwać właśnie ze względu na zły stan zdrowia. Pod koniec lipca 1916 roku przybył do San Giovanni Rotondo – i tam już pozostał aż do śmierci. Był kierownikiem duchowym młodych zakonników.
20 września 1918 roku, podczas modlitwy przed wizerunkiem Chrystusa ukrzyżowanego, otrzymał stygmaty. Na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się otwarte rany – znaki męki Jezusa. Wkrótce do San Giovanni Rotondo zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów i dziennikarzy, którzy chcieli zobaczyć niezwykłego Kapucyna. Stygmaty i mistyczne doświadczenia Ojca Pio były także przedmiotem wnikliwych badań ze strony Kościoła.
W związku z nimi, Ojciec Pio na dwa lata otrzymał zakaz publicznego sprawowania Eucharystii i spowiadania wiernych. Przyjął tę decyzję z wielkim spokojem i w duchu absolutnego posłuszeństwa. Po wydaniu autorytatywnej opinii przez lekarzy, którzy uznali, iż stygmatyczne rany nie są wytłumaczalne z punktu widzenia nauki, nasz Święty Zakonnik mógł ponownie publicznie celebrować Mszę Świętą i sprawować Sakramenty.
Ojciec Pio był mistykiem. Często surowo pokutował, bardzo dużo czasu poświęcał na modlitwę. Wielokrotnie przeżywał ekstazy, miał wizje Maryi, Jezusa i swojego Anioła Stróża. Bóg obdarzył go również darem bilokacji, a więc znajdowania się jednocześnie w dwóch miejscach. Ponadto, Ojciec Pio niezwykłą czcią darzył Eucharystię. Przez długie godziny przygotowywał się do niej, trwając na modlitwie, i długo dziękował Bogu po jej odprawieniu. Odprawiane przezeń Msze Święte trwały nieraz nawet dwie godziny! Ich uczestnicy opowiadali, że Ojciec Pio w ich trakcie – zwłaszcza w momencie Przeistoczenia – w widoczny sposób bardzo cierpiał fizycznie. Kapucyn z Pietrelciny nie rozstawał się również z różańcem.
W roku 1922 powstała inicjatywa wybudowania szpitala w San Giovanni Rotondo. Ojciec Pio gorąco ten pomysł poparł. Szpital szybko się rozrastał, a problemy finansowe przy jego budowie udawało się szczęśliwie rozwiązać. „Dom Ulgi w Cierpieniu” – jak nazwano i jak do dziś nazywa się ten szpital – otwarto w maju 1956 roku. Kroniki zaczęły się zapełniać kolejnymi świadectwami cudownych uzdrowień dzięki wstawienniczej modlitwie Ojca Założyciela.
A jego samego powoli zaczęły opuszczać siły, coraz częściej podupadał na zdrowiu. Zmarł w swoim klasztorze, w swojej zakonnej celi, w dniu 23 września 1968 roku. Na kilka dni przed śmiercią – po pięćdziesięciu latach istnienia – stygmaty zagoiły się. W 1983 roku rozpoczął się proces informacyjny, dotyczący życia i świętości Ojca Pio, w 1997 roku ogłoszono dekret o heroiczności jego cnót, zaś rok później – dekret stwierdzający cud uzdrowienia za jego wstawiennictwem. Beatyfikacji niezwykłego Zakonnika dokonał Jan Paweł II w dniu 2 maja 1999 roku, zaś 16 czerwca 2002 roku, tenże Papież dokonał jego Kanonizacji.
Mając na uwadze niezwykłe świadectwo wiary i owocowania słowa Bożego w życiu Ojca Pio, ale też wsłuchując się uważnie w czytania mszalne dzisiejszej liturgii, pomyślmy:
Czy w moim osobistym przekonaniu wszystkie – bez wyjątku – przykazania Boże są niezmienne?
Jak bardzo słowo Boże jest obecne w mojej codzienności?
Czy moja codzienna chrześcijańska postawa jest tak jednoznaczna i wyrazista, jak postawa Pawła, Tymoteusza i Ojca Pio?

W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość… 

piątek, 22 września 2017

W Nim zespalana cała budowla...

Moi Drodzy, w dniu wczorajszym ważne dla siebie dni przeżywały bliskie mi Osoby
Imieniny, czyli święto Patrona, przeżywały:
Ojciec Mateusz Fleiszerowicz – Franciszkanin, mój Kolega ze studiów prawa kanonicznego na KUL;
Mateusz Grzyb – za czasów mojego wikariatu: Lektor w Parafii w Żelechowie;
Mateusz Sitek – za czasów mojego wikariatu: członek Wspólnoty młodzieżowej w Celestynowie;
Mateusz Maksymiuk – należący w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Białej Podlaskiej;
Mateusz Mochnacz – mój Znajomy z Białej Podlaskiej;
Mateusz Śledziewski – za czasów mojego wikariatu: Lektor w Parafii w Tłuszczu;
Mateusz Sętorek – należący niegdyś do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach;
Mateusz Rutkowski, mój był Uczeń z Żelechowa.
Urodziny natomiast obchodził Bartłomiej Górski, należący ongiś do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach.
Dzisiaj zaś imieniny przeżywa Ksiądz Tomasz Oponowicz, z którym miałem przyjemność współpracować w ramach Pieszej Pielgrzymki Podlaskiej.
Życzę Wszystkim dziś świętującym bardzo intensywnej więzi z Jezusem i nieustannego czynienia swego serca Jego świątynią. I o to będę się dla nich modlił.
Moi Drodzy, serdecznie dziękujemy Księdzu Markowi za wczorajsze słówko z Syberii. Jak zawsze – wiele intrygujących i mobilizujących do myślenia treści, i jak zawsze: mało komentarzy… Myślę, że warto podjąć z Księdzem Markiem dialog i dyskusję w sprawach tak bardzo ważnych. Zwłaszcza, że wiem – skądinąd – że wielu z Was uważa słówka z Syberii za wielką wartość tego bloga. I słusznie! Tylko teraz trzeba się „dołożyć” do pomnażania tej wartości. Zachęcam!
W dniu dzisiejszym w liturgii mamy dzień powszedni, jednak w Diecezji siedleckiej przeżywamy Święto Rocznicy poświęcenia Katedry siedleckiej. I tego właśnie dotyczy poniższe rozważanie.
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Rocznicy poświęcenia Katedry siedleckiej,
do czytań z t. VI Lekcjonarza:
2 Krn 5,6–8.9b.10.13–6,2 albo: Ef 2,19–22; Łk 19,1–10

CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI KRONIK:
Król Salomon i cała społeczność Izraela, zgromadzona przy nim przed Arką, składali na ofiarę owce i woły, których nie rachowano i nie obliczono z powodu wielkiej ilości.
Następnie kapłani wprowadzili Arkę Przymierza Pana na jej miejsce do sanktuarium świątyni, to jest do Świętego Świętych, pod skrzydła cherubów, a cheruby miały tak rozpostarte skrzydła nad miejscem Arki, że okrywały Arkę i jej drążki z wierzchu. Pozostają one tam aż do dnia dzisiejszego. W Arce zaś nie było nic oprócz dwóch tablic, tablic Przymierza, które Mojżesz tam złożył pod Horebem, gdy Pan zawarł przymierze z synami Izraela w czasie ich wyjścia z Egiptu.
Kiedy tak zgodnie, jak jeden, trąbili i śpiewali, tak iż słychać było tylko jeden głos wysławiający majestat Pana, kiedy podnieśli głos wysoko przy wtórze trąb, cymbałów i instrumentów muzycznych przy wychwalaniu Pana, że jest dobry i że na wieki Jego łaskawość, świątynia napełniła się obłokiem chwały Pana, tak iż nie mogli kapłani tam pozostać i pełnić swej służby z powodu tego obłoku, bo chwała Pana wypełniła świątynię Bożą.
Wtedy przemówił Salomon: „Pan powiedział, że będzie mieszkać w chmurze, a ja Tobie, Panie, wybudowałem dom na mieszkanie, miejsce przebywania Twego na wieki”.

ALBO:

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”.
Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”.
Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.
Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.

Katedra pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Siedlcach, której rocznicę poświęcenia dziś obchodzimy, została wybudowana w latach 1906–1912, w stylu neogotyckim, na planie krzyża łacińskiego. W dniu 22 września 1913 roku została konsekrowana przez Biskupa lubelskiego, Franciszka Jaczewskiego. Od 1924 roku, jest katedrą Diecezji siedleckiej. Budowę ostatecznie zakończono w 1928 roku.
Przy okazji, warto nadmienić, iż Diecezja siedlecka wywodzi się z Diecezji podlaskiej, którą utworzył Pius VII bullą „Ex imposita Nobis” z dnia 30 czerwca 1818 roku. Diecezja podlaska, z siedzibą w Janowie, odegrała ważną rolę w historii polskiego Kościoła, między innymi ze względu na obecność na jej terenie Unitów Podlaskich.
W sierpniu 1923 roku, w Janowie odbył się Synod diecezjalny. W jego wyniku Pius XI, bullą „Pro recto et utili”, z dnia 25 stycznia 1924 roku, przeniósł stolicę Diecezji do Siedlec, wynosząc kościół parafialny pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny do godności katedry i nadając Diecezji nazwę siedleckiej, czyli podlaskiej”. Jej pierwszym Pasterzem został Biskup Henryk Przeździecki.
Święty Jan Paweł II, bullą Totus Tuus Poloniae Populus” z dnia 25 marca 1992 roku, zreorganizował strukturę Kościoła w Polsce. Zmniejszyło się terytorium Diecezji siedleckiej i została ona włączona do Metropolii lubelskiej. Od tego czasu określa się ją jako: Diecezja siedlecka”, bez: „podlaska”.
Do najważniejszych wydarzeń w dziejach Diecezji zalicza się Beatyfikację Wincentego Lewoniuka i Dwunastu Towarzyszy – Unitów Podlaskich, dokonaną w Rzymie, w dniu 6 październiku 1996 roku; a także wizytę Jana Pawła II w Siedlcach, w dniu 10 czerwca 1999 roku.
Obecnie Pasterzem Kościoła siedleckiego jest Biskup Kazimierz Gurda, którego w posłudze pasterskiej wspiera Biskup pomocniczy Piotr Sawczuk. Diecezja siedlecka obejmuje dwieście czterdzieści pięć parafii, podzielonych na dwadzieścia pięć dekanatów. Pracuje w niej około sześciuset osiemdziesięciu kapłanów diecezjalnych i około siedemdziesięciu kapłanów zakonnych. Patronami diecezji są Święci Apostołowie Szymon i Juda Tadeusz oraz Święty Jozafat Kuncewicz.
Oddajemy zatem dzisiaj cześć Chrystusowi Panu za świątynię – za to szczególne miejsce, w którym spotyka się z człowiekiem zarówno w Sakramentach, które się tam sprawuje, jak i w cichej obecności w tabernakulum, gdzie oczekuje na serca gorące, gotowe trwać w głębokiej jedności z Nim. Spośród zaś wielu różnych świątyń – biskupia katedra zajmuje miejsce wyjątkowe. Jako serce i centrum konkretnej diecezji, jako miejsce sprawowania urzędu i pasterskiej posługi przez biskupa diecezjalnego, jawi się jako rzeczywisty znak jedności Kościoła na tym skrawku ziemi, jakim jest diecezja – a także jedności całego Kościoła powszechnego.
Dlatego dobrze, że przynajmniej raz do roku – chociaż nie musi to być jedynie raz do roku – każda diecezja może Chrystusowi, Najwyższemu i Jedynemu Pasterzowi, podziękować za takie miejsce, święte miejsce, w którym On sam dokonuje znaków swego pasterskiego działania.
W tej wyjątkowej świątyni – jak w każdej świątyni zresztą – schodzą się te wszystkie wymiary pojęcia „świątynia”, jakie dzisiaj zarysowuje przed nami liturgia słowa Bożego: zarówno wymiar materialny monumentalnej budowli, jak ta, wybudowana i poświęcona przez króla Salomona; jak też ów wymiar wspólnotowy, według którego świątynia symbolizuje jedność pomiędzy uczniami Chrystusa, o czym Paweł Apostoł mówi do Efezjan w drugim czytaniu; jak wreszcie wymiar jednostkowy, gdzie świątynią jest serce człowieka – na co z kolei zwraca naszą uwagę wydarzenie, opisane w Ewangelii.
Wszystkie te wymiary widzimy w każdej świątyni: budowli, oraz znaku jedności gromadzącej się w nim wspólnoty i miejscu, gdzie serce każdego poszczególnego człowieka napełnia się Bożą obecnością, stając się tym samym żywą świątynią.
Dzisiaj te wszystkie wymiary odnosimy do kościoła katedralnego, a konkretnie: do Katedry siedleckiej, gdzie od roku 1924 Chrystus, Najwyższy Pasterz, dokonuje tak wiele dobra i rozdziela tak hojne dary ludowi ziemi podlaskiej – jak ją od zawsze tradycyjnie nazywano. To właśnie ze świątyni katedralnej On sam posłał temuż ludowi tak wielu kapłanów, oraz kilku biskupów, aby byli dobrymi pasterzami powierzonej sobie Wspólnoty.
Doprawdy, trudno nawet zliczyć ilość znamiennych wydarzeń, jakie w Katedrze siedleckiej na przestrzeni lat się dokonały dla dobra całej Diecezji! Za to wszystko dzisiaj dziękujemy Bogu! I prosimy, aby nadal to święte miejsce, ta bardzo wyjątkowa duchowo – i wizualnie piękna – świątynia promieniowała mocą i miłością, Bożą łaską i błogosławieństwem, darem jedności i trwałego pokoju, a to wszystko: dla budowania i umacniania duchowych świątyń w sercach ludu podlaskiego, oraz wszystkich, którzy progi tej świątyni kiedykolwiek przekroczą…

czwartek, 21 września 2017

Moja "komora celna"

Nasze siostry, myślą, że ich nie widać...
Święto św. Mateusza, Apostoła i Ewangelisty

(Ef 4,1-7.11-13)
Zatem zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa.

(Mt 9,9-13)
Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pozdrawiam serdecznie z Surgutu, z Syberii.

Dawno mnie już tu nie było, ale to raczej niewielka strata.

Dziś obchodzimy święto św. Mateusza, Apostoła i Ewangelisty.

Jest to postać znana z kart Ewangelii i to nie tylko z tego że on napisał Ewangelię, ale również o nim, o jego spotkaniu z Jezusem jest napisane w Ewangelii. Bardzo ciekawe, wyraziste spotkanie.

Spróbujmy się dziś temu spotkaniu przyjrzeć, o nim porozmyślać.

Spróbujmy spojrzeć na to spotkanie z dwóch stron, od strony Mateusza i od strony Jezusa.

Jak się czuł Mateusz w swojej komorze celnej? Oczywiście tu możemy się tylko domyślać, ale... Jeśli tak szybko i tak łatwo z niej wyszedł, to zapene najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi w niej nie był. Może miał tam, tak po ludzku, dobrze, miał pozycje, miał pieniądze, miał wszystko co człowiekowi do życia potrzebne. Powinien więc być szczęśliwym. Jednak kiedy człowiek ma już wszystko, zauważa, że to wcale nie o to chodzi, wcale nie na tym polega szczęście.

Miał jakichś swoich przyjaciół, takich jak on, których potem spotykamy w jego domu, na przyjęciu z Jezusem. Jednak większość ludzi, zwykli ludzie uważali go za złodzieja i przedstawiciela okupanta, przedstawiciela znienawidzonej władzy, człowieka, który ich okradał, żył i bogacił się ich kosztem. Trudno więc takiego człowieka lubić. Myślę, że jeśli mamy jakichkolwiek ludzi, o których wiemy, że nas nie lubią, to nam jest z tym trudno. A jeśli takich ludzi jest dużo?

Przypuszczalnie, choć Mateusz umiał sobie to wytłumaczyć, miał „przyjaciół”, którzy pomagali mu sobie z tym poradzić, to jednak gdzieś głęboko, w sumieniu, nie był z tym spokojny i nie był z tym szczęśliwy.

A czy my nie mamy takich swoich komór celnych? Takich miejsc, przestrzeni życiowych, gdzie po ludzku jest nam dobrze, przyzwyczailiśmy się w nich żyć i funkcjonować, ciągle to samo, może nie do końca dobrze i uczciwie, ale jakoś się toczy... Czasem ogarnia nas tam, w tej komorze celnej naszego życia jakaś handra, czasem dopada depresja, a czasem po prostu mechanicznie wykonujemy to co trzeba, bez większego zaangażowania, emocji, entuzajzmu... Ale cóż, tak trzeba, nie ma wyjścia, jakoś trzeba żyć.

Spróbujmy znaleźć w swoim życiu taką „komorę celną”. Taką właśnie przestrzeń życia, miejsce, stan...

I oto w najmniej oczekiwanym momencie zjawia się tam Jezus, który chce nas porwać, wyprowadzić, który patrzy na nas z miłością, który tchnie w nas nadzieję, ma dla nas nową propozycję...

Pójdź za Mną!