czwartek, 27 lipca 2017

Oto Ja przyjdę do ciebie...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Wojciech Bronisz, zaangażowany w swoim czasie w działalność różnych wspólnot młodzieżowych. Życzę Jubilatowi umiejętności wsłuchiwania się w Boże słowo - o czym więcej dzisiaj w rozważaniu. Zapewniam oczywiście o modlitwie!
      Zapowiadałem na dziś słówko Piotra, ale musicie, moi Drodzy - niestety - zadowolić się moim...
          Dobrego dnia!
                                           Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Czwartek 16 Tygodnia zwykłego, rok I,
do czytań: Wj 19,1–2.9–11.16–20b; Mt 13,10–17

CZYTANIE Z KSIĘGI WYJŚCIA:
Było to w trzecim miesiącu od wyjścia synów Izraela z Egiptu, w tym dniu przybyli Izraelici na pustynię Synaj. Wyruszyli z Refidim, a po przybyciu na pustynię Synaj rozbili obóz na pustyni. Izrael obozował tam naprzeciw góry.
Pan rzekł do Mojżesza: „Oto Ja przyjdę do ciebie w gęstym obłoku, aby lud słyszał, gdy będę rozmawiał z tobą, i uwierzył tobie na zawsze”.
A Mojżesz oznajmił Panu słowa ludu. Pan powiedział do Mojżesza: „Idź do ludu i każ się im przygotować na święto dziś i jutro. Niechaj wypiorą swoje szaty i niech będą gotowi na trzeci dzień, bo dnia trzeciego zstąpi Pan na oczach całego ludu na górę Synaj”.
Trzeciego dnia rano rozległy się grzmoty z błyskawicami, a gęsty obłok rozpostarł się nad górą i rozległ się głos potężnej trąby, tak że cały lud przebywający w obozie drżał ze strachu. Mojżesz wyprowadził lud z obozu naprzeciw Boga i ustawił u stóp góry. Góra zaś Synaj była cała spowita dymem, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu, i uniósł się dym z niej jakby z pieca, i cała góra bardzo się trzęsła. Głos trąby się przeciągał i stawał się coraz donioślejszy.
Mojżesz mówił, a Bóg odpowiadał mu wśród grzmotów. Pan zstąpił na górę Synaj, na jej szczyt. I wezwał Mojżesza na szczyt góry.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Uczniowie przystąpili do Jezusa i zapytali: „Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich?”
On im odpowiedział: „Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza:
«Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił».
Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli”.

Na różne sposoby Bóg objawiał ludziom swoją chwałę, potęgę, moc i mądrość. Czasami obecność Boga oznaczał powiew łagodnego wiatru, a czasami – jak to dzisiaj słyszeliśmy – grzmoty i błyskawice. Jednym razem były to słowa bardzo proste i bezpośrednio skierowane do słuchaczy, innym razem były to przypowieści, mające na celu zmobilizować ich do myślenia, do głębokiej refleksji i wyciągnięcia konkretnych wniosków.
I wreszcie: było to działanie Boże, zaznaczające się w historii ludu wybranego różnymi znakami, mającymi przygotować go na wypełnienie się czasu i pojawienie się Syna Bożego na świecie – a był to również i ten czas, który Jezus opisał dzisiaj słowami: Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.
I można by zapytać: dlaczegóż to jedni doczekali wypełnienia się mesjańskich obietnic Bożych, a inni musieli zadowolić się jedynie zapowiedziami, że taki czas przyjdzie i że znaki, które Bóg daje, jedynie na niego przygotowują? Dlaczego ci Izraelici, których dzisiaj spotykamy na pustyni razem z Mojżeszem, mogli już zasmakować wolności, a tyle pokoleń przed nimi musiało giąć kark przed egipskim ciemiężycielem? I dlaczego dzisiaj słyszymy grzmoty i błyskawice na Synaju, jednocześnie dowiadując się, że to właśnie w taki sposób Bóg przemawia, a kiedy indziej mamy do czynienia z powiewem łagodnego wiatru, albo słowami kojącymi i ciepłymi?…
Mówiąc krótko: dlaczego w tak różny sposób Bóg poprzez wieki objawia i zaznacza swoją obecność, swoją moc, mądrość – a wreszcie także: miłość? Dlaczego?
Zapewne nie znajdziemy pełnej i całkowicie satysfakcjonującej odpowiedzi na te pytania, bo w końcu mówimy o działaniu Bożym, a zatem – działaniu tajemniczym i wynikającym wprost z Bożej troski o człowieka. Ale może właśnie to przeświadczenie będzie również jakimś kluczem do znalezienia odpowiedzi na postawione wyżej pytanie: skoro Bóg najlepiej wie, co jest człowiekowi w danej chwili tak naprawdę potrzebne, to właśnie to daje? I skoro Bóg najlepiej wie, w jaki sposób przemówić do człowieka na konkretnym etapie jego historii, aby ten mógł Boże słowa usłyszeć i w miarę dobrze zrozumieć – to właśnie w taki sposób przemawia?
W tym kontekście zastanawiamy się, jak przemawia On do nas dzisiaj? Jak przemawia do dzisiejszego świata i Kościoła, pojmowanego w wymiarach powszechnych, jak i tej cząstki Kościoła, którą stanowi nasza diecezja i nasza parafia?… Jak wreszcie przemawia do serca każdej i każdego z nas? I czy my to przemawianie słyszymy, czy je rozumiemy? Czy je przyjmujemy?…
A może serce podpowiada nam, że to właśnie Bóg mówi – poprzez taką lub inną, konkretną sytuację, lub poprzez słowa kogoś z naszych bliskich – a my nie chcemy tego przyjąć do wiadomości, bo ciągle wmawiamy sobie, że to taki tylko zbieg okoliczności, że to wcale nic nie musi znaczyć, że nie trzeba wyciągać żadnych wniosków?…
Warto dzisiaj, moi Drodzy, pomyśleć nad tym, czy naprawdę słyszymy przemawianie Boga do nas – czy może potrzeba, ażeby przed nami także rozbłysły błyskawice i zagrzmiały pioruny, byśmy mogli przekonać się, że to naprawdę Bóg przemawia? A może właśnie takim grzmotem, takim mocnym znakiem – jest doświadczenie choroby, lub nawet śmierci kogoś bliskiego, albo inne niepowodzenie, którego doznaliśmy?… Może właśnie w taki „twardy” sposób Bóg próbuje dotrzeć do naszego serca?…
Dużo dzisiaj pytań… Ale każde z nich jest naprawdę bardzo ważne! Bo niezwykle ważnej sprawy dotyczy. Wszystkie zaś one sprowadzają się tak naprawdę do jednego: Czy słyszę głos Boga, przemawiającego bezpośrednio i osobiście do mnie?…

środa, 26 lipca 2017

A imię ich żyje w pokoleniach...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dni dzisiejszym – z okazji imienin – przesyłam najlepsze życzenia mojej Siostrze, Annie Niedźwiedzkiej, dla której modlę się o to, co oznacza Jej imię, a więc o łaskę Bożą, której owocem będą wszelkie dobre natchnienia, stała pogoda ducha, ale też pomysłowość i zaradność w realizacji powołania małżeńskiego, macierzyńskiego i szeroko rozumianego powołania do świętości. W obecnym czasie modlę się o szczęśliwy poród trzeciego Maleństwa, co ma nastąpić za niecałe dwa miesiące. Przy tej okazji, bardzo serdecznie dziękuję za siostrzaną bliskość, stały kontakt i wszelką pomoc!
Życzliwością i modlitwą ogarniam także inne dzisiejsze Solenizantki i Solenizanta. A są to:
Anna Oleszczuk – Żona mojego Wujka Mirka;
Anna Kołodziejczuk – moja Koleżanka i Fryzjerka;
Anna Włodarczyk – moja Koleżanka, z którą współpracowaliśmy w Liceum w Żelechowie, Nauczycielka języka polskiego;
Siostra Anna Marat – Dyrektor Przedszkola w Tłuszczu;
Siostra Anna Nowakowska – z którą razem uczyliśmy w Tłuszczu, a która obecnie posługuje na misjach;
Doktor Anna Dróżdż z Celestynowa – której pacjentem byłem w swoim czasie;
Anna Strzeżysz – Gospodyni na Plebanii w Celestynowie;
Doktor Anna Słowikowska z Wydziału Prawa na KUL;
Anna Komoszyńska, Anna Mazur, Anna Chodyka, Anna Kępa, Anna Maksymiuk – należące w swoim czasie do różnych Wspólnot młodzieżowych;
Anna Deres i Anna Pawłowska – moje Znajome z Parafii w Trąbkach;
nasze wspaniałe Anny z Blogowej Rodzinki, którym dziękuję za stałą obecność na naszym forum, wyrażaną poprzez modlitwę i mądre komentarze;
Mirosława Pucek z Parafii Świętego Ojca Pio w Warszawie, często także obecna na naszym blogu;
Mirosława Oleszczuk i Mirosława Sierocińska – moje Ciocie.
Imieniny obchdzi dzisiaj także Ksiądz Mirosław Wasiak, Proboszcz Parafii w Celestynowie.
Wszystkim Drogim Solenizantkom i Solenizantowi życzę – i o to się modlę – aby byli tak blisko Jezusa, jak Święci Patronowie dnia dzisiejszego!
Jutro zaś - na naszym forum - dzień "dobrze Strzeżyszony", czyli słówko Piotra.
Życzę Wszystkim błogosławionego dnia!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wspomnienie Św. Jaochima i Anny,
Rodziców Najświętszej Maryi Panny,
do czytań z t VI Lekcjonarza: Syr 44,1.10–15; Mt 13,16–17

CZYTANIE Z KSIĘGI SYRACYDESA:
Wychwalajmy mężów sławnych i ojców naszych według następstwa ich pochodzenia. Ci są mężowie pobożni, których cnoty nie zostały zapomniane, pozostały one z ich potomstwem, dobrym dziedzictwem są ich następcy. Potomstwo to trzyma się Przymierza, a przez nich – ich dzieci. Potomstwo ich trwa na zawsze, a chwała ich nie będzie wymazana.
Ciała ich w pokoju pogrzebano, a imię ich żyje w pokoleniach. Narody opowiadają ich mądrość, a zgromadzenie głosi chwałę.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli”.

O naszych dzisiejszych Patronach, a więc Rodzicach Najświętszej Maryi Panny, Ewangelie nie przekazały żadnej wiadomości. W obliczu tego milczenia Biblii znaczenie zyskuje dość bogata literatura apokryficzna. Nawet imiona dzisiejszych Świętych są znane jedynie z apokryfów. Z uwagi jednak na to, że niektóre z tych utworów powstawały w początkach chrześcijaństwa, mogą zawierać ziarna prawdy, zachowanej przez tradycję.
Tak zatem Matka Maryi, Anna, pochodziła z rodziny kapłańskiej z Betlejem. Hebrajskie imię „Anna” w języku polskim znaczy tyle, co „łaska”.
Z kolei Joachim miał pochodzić z zamożnej i znakomitej rodziny. Już samo jego imię miało być prorocze, gdyż oznacza tyle, co przygotowanie Panu”. Miał pochodzić z Galilei. Do wieczności zaś odszedł, kiedy jego Córka, Maryja, była jeszcze dzieckiem. Święci Anna i Joachim są Patronami małżonków i dziadków.
Jeden z apokryfów z II wieku, zatytułowany „Protoewangelia Jakuba”, podaje, że Anna i Joachim byli bezdzietni. Małżonkowie daremnie modlili się i dawali hojne ofiary na świątynię, aby uprosić sobie dziecię. Będący już w podeszłym wieku Joachim udał się na pustkowie i tam przez czterdzieści dni pościł i modlił się, aby uprosić sobie u Pana Boga miłosierdzie. Wtedy zjawił mu się Anioł i zwiastował, że modły jego zostały wysłuchane, gdyż jego małżonka Anna da mu dziecię, które będzie radością ziemi. Tak też się stało.
Nowo narodzonej Córce nadano imię „Maria”, co wśród wielu znaczeń tłumaczy się także jako „pani”. Kiedy miała Ona trzy lata, Rodzice – spełniając uprzednio złożony ślub – oddali Ją do świątyni, gdzie wychowywała się wśród swoich rówieśnic, zajęta modlitwą, śpiewem, czytaniem Pisma Świętego i wyszywaniem szat kapłańskich.
Kult świętych Joachima i Anny był w całym Kościele bardzo dawny i żywy. W miarę, jak rozrastał się kult Matki Chrystusa, wzrastała także publiczna cześć Jej Rodziców.
I oto przed chwilą słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, specjalnie przeznaczonym na dzisiejsze wspomnienie: Wychwalajmy mężów sławnych i ojców naszych według następstwa ich pochodzenia. Ci są mężowie pobożni, których cnoty nie zostały zapomniane, pozostały one z ich potomstwem, dobrym dziedzictwem są ich następcy.
My dzisiaj wszyscy, wraz z całym Kościołem, rzeczywiście wychwalamy Boga za Joachima i Annę, którzy poprzez to, że są Rodzicami Maryi, a Dziadkami Jezusa, są – oczywiście, w porządku wiary – naszymi duchowymi Dziadkami, naszymi duchowymi Przodkami… Dlatego dziękujemy Bogu za tych dwoje Ludzi, o którym – słowami Ewangelii – możemy powiedzieć, że dostąpili tego oto zaszczytu, iż ujrzeli to, na co wielu proroków i sprawiedliwych czekało, aby ujrzeć i usłyszeć, a nie ujrzało i nie usłyszało… A Joachim i Anna doczekali się – tu, na ziemi – wypełnienia odwiecznych Bożych obietnic. Zresztą, mieli Oni w tym swój bardzo konkretny i znaczący udział.
Dlatego my dzisiaj, dziękując za nich, dziękujemy także za naszych Rodziców, Dziadków, Pradziadków, ale też wszystkich, którzy w porządku wiary byli naszymi przewodnikami, poprzednikami, nauczycielami, wychowawcami… Dziękujemy za nich, bo to właśnie z ich duchowego bogactwa czerpiemy, z ich nauk bierzemy pełnymi garściami życiową mądrość, a ich przykład jest dla nas do dzisiaj drogowskazem.
Przeto – rzecz jasna, nie tylko dzisiaj, ale dzisiaj szczególnie gorąco i serdecznie – wychwalajmy mężów sławnych i ojców naszych według następstwa ich pochodzenia. Albowiem ci są mężowie pobożni, których cnoty nie zostały zapomniane, pozostały one z ich potomstwem, dobrym dziedzictwem są ich następcy.
Obyśmy byli dobrym duchowym dziedzictwem naszych Przodków…

wtorek, 25 lipca 2017

Aby życie Jezusa objawiło się w nas...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny obchodzą:
Krzysztof Fabisiak, Moderator naszego bloga;
Ksiądz Krzysztof Garwoliński, mój Kolega kursowy;
Ksiądz Profesor Krzysztof Burczak, Prodziekan Wydziału Prawa na KUL, a mój Kaznodzieja prymicyjny;
Ksiądz Krzysztof Banasiuk, Ksiądz Krzysztof Domański, Ksiądz Krzysztof Piórkowski, Ksiądz Krzysztof Pełka – Kapłani spotkani w różnym czasie i miejscu;
Krzysztof Jaśkowski, mój Brat stryjeczny;
Krzysztof Kula – mój dobry Znajomy i jednocześnie Mechanik, cierpliwie i wytrwale „stawiający do pionu” moje nie najnowsze i czasami trzeszczące autko…;
Krzysztof Jedynak, Krzysztof Bańkowski, Krzysztof Gałązka – moi Znajomi z różnych czasów i miejsc;
Krzysztof Jaworski, Krzysztof Kalbarczyk, Krzysztof Rosłaniec – za moich czasów: Lektorzy z Celestynowa;
Krzysztof Sopyła, Krzysztof Kryczka – dawni Lektorzy z Parafii w Radoryżu Kościelnym;
- Jakub Pałysa - Prezes Służby liturgicznej w Miastkowie.
Niech Im wszystkim Święty Patron wyprosi moc i odwagę do niesienia Chrystusa ludziom!
Dzisiaj także modlitwą otaczamy Kierowców, błogosławiąc w czasie nabożeństw ich samych i ich pojazdy. W większości naszych Parafii takie nabożeństwa się odbędą – jak chociażby w Miastkowie. O tym jest mowa w drugiej części dzisiejszego rozważania. Zachęcam do udziału we wspomnianych nabożeństwach – ze swoimi pojazdami!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Św. Jakuba, Apostoła,
do czytań z t. VI Lekcjonarza: 2 Kor 4,7–15; Mt 20,20–28

CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:
Bracia: Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele. Tak więc działa w nas śmierć, podczas gdy w was – życie.
Cieszę się przeto owym duchem wiary, według którego napisano: „Uwierzyłem, dlatego przemówiłem”; my także wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. Wszystko to bowiem dla was, ażeby w pełni obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła.
On ją zapytał: „Czego pragniesz?”.
Rzekła Mu: „Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie, jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”.
Odpowiadając, Jezus rzekł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?”.
Odpowiedzieli Mu: „Możemy”.
On rzekł do nich: „Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował”.
Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci.
A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.

Wspominany dzisiaj w liturgii Kościoła Święty Jakub, zwany Większym – dla odróżnienia od drugiego Apostoła o tym imieniu – był synem Zebedeusza i bratem Jana Apostoła. Urodził się w Betsaidzie. Był świadkiem głównych cudów Jezusa. Na rozkaz Heroda, został ścięty mieczem około roku 44. Odbiera wielką cześć w Compostelli w Hiszpanii, gdzie się znajduje sławny kościół pod jego wezwaniem.
Ewangelia dzisiejsza przynosi nam zapis bardzo ciekawej rozmowy, jaką na temat swoich synów – w tym także, dzisiejszego Patrona – odbyła z Jezusem ich matka. W swojej prostocie i szczerej trosce o synów, prosiła ona Mistrza, aby „zarezerwował” dla obu braci specjalne miejsca w swoim Królestwie. I w sumie – Jezus to nawet w jakimś sensie obiecał. Tyle tylko, że obraz tegoż Królestwa w oczach matki synów Zebedeusza, a ten, jaki w swoich słowach ukazał Jezus, całkowicie się rozmijał…
Dlatego dokładnie wskazał On, w jaki sposób zdobywa się miejsce w Jego królestwie. Mówił: Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.
My już dzisiaj wiemy, że zarówno Jakub, którego wspominamy w liturgii Kościoła, jak i jego brat Jan, jak i pozostali Apostołowie, dokładnie taką drogą poszli. Każdy z nich mógłby z całym przekonaniem podpisać się pod słowami, skierowanymi dzisiaj przez Apostoła Pawła do wiernych Koryntu – ale i do nas wszystkich – w pierwszym czytaniu: Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele.
Jednak nieco dalej padają takie oto, pełne nadziei słowa: Wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami.
Tak, Jezus przywrócił do życia i stawił przed sobą, a więc dał miejsce w swoim Królestwie zarówno Jakubowi, jak i Janowi, jak i pozostałym Apostołom, w znakomitej większości kończącym życie na tym świecie w sposób męczeński… Bo chociaż doznali cierpień, to nie poddali się zwątpieniu; choć żyli w niedostatku – nie rozpaczali; choć znosili prześladowania – nie czuli się osamotnieni. To właśnie doceniamy i to chcemy naśladować w postawie Apostołów, dzisiaj zaś – w postawie Świętego Jakuba. Niech będzie on dla nas wzorem szczerego i wytrwałego dążenia do tego, by rzeczywiście zdobyć i zająć miejsce w Królestwie Jezusa.
Tego również chcemy się dziś uczyć od drugiego Patrona tego dnia, czyli Świętego Krzysztofa. O nim akurat niezbyt dużo wiemy.
Jego imię wywodzi się od greckiego słowa „Christoforos” i oznacza tyle, co „niosący Chrystusa”. Według niektórych świadectw, opartych na tradycji, miał on pochodzić z Małej Azji, z prowincji rzymskiej Licji. Tam miał ponieść śmierć męczeńską, za panowania cesarza Decjusza, około 250 roku.
Z powodu braku szczegółowych informacji o tym Świętym, w Średniowieczu – na podstawie imienia „niosący Chrystusa” – powstało kilka popularnych legend na jego temat. Według jednej z nich, wyróżniał się on niezwykłą siłą. Postanowił więc oddać się na służbę najpotężniejszemu na ziemi panu.
Szukając tego najpotężniejszego pana, zaczął najpierw służyć królowi swojej krainy. Kiedy przekonał się, że król ten bardzo boi się szatana, zaczął służyć szatanowi. Jednak pewnego dnia przekonał się, że szatan boi się imienia Chrystusa. To wzbudziło w nim ciekawość, kim jest ten Chrystus, którego boi się szatan. Opuścił więc służbę u szatana i zaczął służyć Chrystusowi.
Zapoznał się z nauką chrześcijańską i przyjął Chrzest. Jako pokutę i dla zadośćuczynienia za to, że służył szatanowi, postanowił zamieszkać nad Jordanem – w miejscu, gdzie woda była płytsza – by przenosić na swoich potężnych barkach pielgrzymów, idących ze Wschodu do Ziemi Świętej.
I oto pewnej nocy usłyszał głos Dziecka, które prosiło go o przeniesienie na drugi brzeg. Kiedy Je wziął na ramiona, poczuł ogromny ciężar, który go niemalże przytłaczał. Zdawało mu się nawet, że zapadanie się w ziemię. Zawołał więc: „Kto jesteś, Dziecię?” Otrzymał odpowiedź: „Jam jest Jezus, twój Zbawiciel. Dźwigając Mnie, dźwigasz cały świat”.
Ta właśnie legenda stała się natchnieniem dla niezliczonej liczby malowideł i rzeźb Świętego Krzysztofa. Jest on – między innymi – Patronem chrześcijańskiej młodzieży, kierowców, marynarzy, pielgrzymów, podróżnych, przewoźników, tragarzy, turystów i żeglarzy. Jest także Orędownikiem ludzi, znajdujących się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
My dzisiaj, zjednoczeni w naszej parafialnej świątyni, chcemy modlić się przez jego wstawiennictwo, jako Patrona kierowców i podróżujących ufając, że nie będzie potrzeba jednocześnie wzywać go jako Patrona ludzi, znajdujących się w śmiertelnym niebezpieczeństwie! Bo jeszcze ciągle nazbyt często, jak się wydaje, Święty Krzysztof musi łączyć przed Bogiem oba te wymiary swojego wstawiennictwa – a to z powodu kierowców, którzy tak poruszają się po drogach, iż takie właśnie niebezpieczeństwo fundują sobie samym, ale także innym podróżującym.
Stąd też dzisiaj nasza obecność w kościele i nasza modlitwa, aby wszyscy uczestnicy ruchu kierowali się – w trakcie kierowania pojazdem – przykazaniem miłości bliźniego i zdrowym rozsądkiem! Modlimy się o to, aby każda podróż dobiegła do szczęśliwego końca i aby była zarówno dla kierowców, jak i ich pasażerów, czasem dobrym i pożytecznym. O to się dzisiaj modlimy, w tej intencji na początku każdej podróży czynimy znak Krzyża, za to też dzisiaj wypada nam podziękować Bogu!
Bo chyba za mało pamiętamy o potrzebie takiego podziękowania – i ja tutaj także szczerze się do tego przyznaję… Zwłaszcza, że dość dużo podróżuję… Przecież każda taka szczęśliwie ukończona podróż to bardzo konkretny znak Bożej opieki nad nami – zwłaszcza, jeśli się weźmie pod uwagę to wszystko, co dzieje się na naszych drogach…
Właśnie, o tym też trzeba nam dziś wspomnieć – o tym, że nie każda podróż kończy się szczęśliwie. I że w przytłaczającej większości jest to spowodowane nie tyle nieszczęśliwym splotem wydarzeń, u których źródeł leżą okoliczności pogodowe lub inne nieprzewidziane zdarzenia, ile skandaliczną głupotą, lekkomyślnością, a dokładniej bezmyślnością niektórych uczestników ruchów! Nie bójmy się powiedzieć, że są to prawdziwi zabójcy na drogach!
Mamy tu na myśli – rzecz jasna – wszystkich, którzy kierują pojazdem pod wpływem alkoholu. I tu uściślijmy, że chodzi o każdy pojazd, a więc także rower – i chodzi o każdą ilość alkoholu, nawet niewielką. Podstawowe poczucie odpowiedzialności za siebie samego i za innych nakazuje, by zamierzając prowadzić w najbliższym czasie pojazd, w ogóle zrezygnować z picia alkoholu!
Mamy tu na myśli także tych wszystkich, którzy swoją brawurą, chęcią wyżycia się lub rozładowania nadmiaru energii, albo głupiego zaimponowania innym i popisania się przed innymi, powodują tak wiele nieszczęść na drogach. Modlimy się dla nich o rozum! I może to zabrzmi brutalnie, ale mówię to z całym przekonaniem: modlimy się dla nich o to, by do końca swego życia mieli przed oczami obrazy nieszczęść, które spowodowali na drogach; aby cały czas odzywał się w nich wyrzut sumienia i aby ciągle widzieli łzy ludzi, których pozbawili ich najbliższych.
Naprawdę, nie chodzi tu o zemstę i chęć odegrania się, ale o to, aby tacy nierozsądni ludzie wyciągnęli raz na zawsze właściwe wnioski na przyszłość – i żeby innych jeszcze ostrzegali przed niewłaściwym zachowaniem, nauczeni własnym doświadczeniem.
A skoro mówimy o całym tym bezmiarze nieszczęść, który niestety dokonuje się na naszych drogach, to modlimy się także właśnie za tych, których owe nieszczęścia dotknęły: za poszkodowanych w wypadkach drogowych, szczególnie zaś za tych, którzy ich doświadczyli w sposób przez siebie nie zawiniony, aby wszystkim, którym udało się przeżyć, Pan dał łaskę powrotu do pełnego zdrowia i sprawności, lub też siłę do dźwigania krzyża cierpienia, a zabitych na drogach – przyjął do społeczności zbawionych.
Mając na uwadze te i wiele jeszcze innych wymiarów dzisiejszego wspomnienia Patrona kierowców i podróżujących, pobłogosławimy za chwilę wszystkie przyprowadzone na tę Mszę Świętą pojazdy, aby służyły dobru – a nigdy nieszczęściu! To jednak – jak ciągle podkreślamy – nie zależy już od samych pojazdów, tylko od kierujących nimi. Przeto obrzęd błogosławieństwa i pokropienia święconą wodą nie ma charakteru magicznego, ale jest powierzeniem się Bogu przez nas, Kierowców, abyśmy poprzez nasze podróżowanie zanosili – zawozili – samego Jezusa do tych, do których będziemy podróżowali.
Niech nas w tym wspiera zarówno Święty Jakub, Apostoł, jak i Święty Krzysztof – Christoforos – czyli „niosący Chrystusa”…

poniedziałek, 24 lipca 2017

Znaki i sygnały od Boga

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Kinga Kaltenberg, należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach. Życzę Solenizantce, aby we wszystkim naśladowała swoją Patronkę. Zapewniam o modlitwie!
   Wszystkich serdecznie pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia i tygodnia! Niech będzie to czas, w którym rozpoznamy i docenimy wszystkie znaki, jakie ciągle daje nam Pan. Więcej o tym - w rozważaniu...
                                     Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Poniedziałek 16 Tygodnia zwykłego, rok I,
Wspomnienie Św. Kingi, Dziewicy,
do czytań: Wj 14,5–9a.10–18; Mt 12,38–42

CZYTANIE Z KSIĘGI WYJŚCIA:
Gdy doniesiono królowi egipskiemu o ucieczce ludu, zmieniło się usposobienie faraona i jego sług względem niego i rzekli: „Cóżeśmy uczynili pozwalając Izraelowi opuścić naszą służbę?” Rozkazał wówczas faraon zaprzęgać swoje rydwany i zabrał ludzi swoich z sobą. Wziął sześćset rydwanów wyborowych oraz wszystkie inne rydwany egipskie, a na każdym z nich byli dzielni wojownicy.
Pan uczynił upartym serce faraona, króla egipskiego, który ruszył w pościg za synami Izraela. Ci jednak wyszli z podniesioną ręką. Egipcjanie więc ścigali ich i dopędzili obozujących nad morzem.
A gdy się zbliżył faraon, synowie Izraela podnieśli oczy, a ujrzawszy, że Egipcjanie ciągną za nimi, ogromnie się przerazili. Synowie Izraela podnieśli głośne wołanie do Pana. Rzekli do Mojżesza: „Czyż brakowało grobów w Egipcie, że nas tu przyprowadziłeś, abyśmy pomarli na pustyni? Cóż za usługę wyświadczyłeś nam przez to, że wyprowadziłeś nas z Egiptu? Czyż nie mówiliśmy ci wyraźnie w Egipcie: «Zostaw nas w spokoju, chcemy służyć Egipcjanom»?. Lepiej bowiem nam było służyć im, niż umierać na tej pustyni”.
Mojżesz odpowiedział ludowi: „Nie bójcie się! Pozostańcie na swoim miejscu, a zobaczycie zbawienie Pana, które zgotuje nam dzisiaj. Egipcjan, których widzicie teraz, nie będziecie już nigdy oglądać. Pan będzie walczył za was, a wy będziecie spokojni”.
Pan rzekł do Mojżesza: „Czemu głośno wołasz do Mnie? Powiedz synom Izraela, niech ruszają w drogę. Ty zaś podnieś swą laskę i wyciągnij rękę nad morze i rozdziel je na dwoje, a wejdą synowie Izraela w środek na suchą ziemię. Ja natomiast uczynię upartymi serca Egipcjan, że pójdą za nimi. Wtedy okażę moją potęgę wobec faraona, całego wojska jego, rydwanów i jeźdźców, wtedy poznają Egipcjanie, że Ja jestem Panem”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: „Nauczycielu, chcieliśmy jakiś znak widzieć od Ciebie”. Lecz On im odpowiedział:
Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.
Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.
Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon”.

Dzisiejsze pierwsze czytanie to taki dość ciekawy obraz zmienności ludzkich nastrojów, decyzji i rozstrzygnięć. Oto już w pierwszym zdaniu Autor biblijny informuje nas: Gdy doniesiono królowi egipskiemu o ucieczce ludu, zmieniło się usposobienie faraona i jego sług względem niego i rzekli: „Cóżeśmy uczynili pozwalając Izraelowi opuścić naszą służbę?” Wynikiem tego swoistego „odkrycia” był pościg za Izraelitami – aż do brzegów Morza Czerwonego.
Warto jednak mieć w tym momencie na uwadze fakt, że decyzja, z której faraon próbuje się dziś wycofać, a więc ta, dotycząca wypuszczenia ludu wybranego z niewoli egipskiej, też nie była pierwszą decyzją w całej tej sprawie. Oto bowiem wcześniej Mojżesz – w imieniu Boga – prowadził z władcą Egiptu długi spór o to, by ten wreszcie uwolnił naród. I kiedy wskutek bardzo mocnego znaku, jakiego dokonał Bóg w noc paschalną, wydawało się, że faraon już zrozumiał, iż z Bogiem nie może się mierzyć i że wreszcie podjął w tej kwestii właściwą, ostateczną decyzję, to jednak w dzisiaj słyszymy, że nie do końca… Dziwna zmienność nastawienia – nawet w obliczu tak ewidentnych znaków od Boga…
I kiedy ruszył w pościg za Izraelitami, tak że dopędził ich nad Morzem Czerwonym, wtedy to oni z kolei pokazali swoją chwiejność i wewnętrzną słabość. Pomimo bowiem tego, że doświadczyli tak bardzo wyraźnych znaków Bożej opieki, czego dowodem był dokładnie to wydarzenie, w którym aktualnie uczestniczyli, czyli faktyczne wyjście z niewoli egipskiej, to w obliczu pierwszej trudności, pojawiającej się na horyzoncie, stwierdzili, a wręcz – jak można się domyślać – wykrzyczeli Mojżeszowi prosto w oczy: Czyż brakowało grobów w Egipcie, że nas tu przyprowadziłeś, abyśmy pomarli na pustyni? Cóż za usługę wyświadczyłeś nam przez to, że wyprowadziłeś nas z Egiptu? Czyż nie mówiliśmy ci wyraźnie w Egipcie: «Zostaw nas w spokoju, chcemy służyć Egipcjanom»?. Lepiej bowiem nam było służyć im, niż umierać na tej pustyni.
I chyba tylko na chwilę uspokoiły ich zapewnienia Mojżesza, że Bóg i z tą sytuacją sobie poradzi, tak jak poradził sobie z poprzednimi. Dopiero przejście – znowu: cudowne i niezwykłe – przez Morze Czerwone uświadomiło im po raz kolejny, że warto bezgranicznie ufać Bogu, bo On zawsze zwycięża. Czy jednak rzeczywiście Izraelici, po tych wszystkich cudownych doświadczeniach, w pełni zaufali Bogu? Dobrze wiemy, że nie… Oto cała moralna zmienność i duchowa chwiejność człowieka…
A do tego – jeśli wziąć pod uwagę przekaz dzisiejszej Ewangelii – także kapryśność. Tam to bowiem słyszymy informację, że niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: „Nauczycielu, chcieliśmy jakiś znak widzieć od Ciebie”. Chyba – jeśli się możemy domyślać – na zasadzie: „Proszę nas zabawić!”. „Pokaż nam, co potrafisz!”.
Dlatego trudno się dziwić, że odpowiedź Jezusa mogła być tylko jedna: Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. […] Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Otóż, właśnie!
Znaków było i ciągle jest bardzo dużo, i są one mocne i wyraźne, ale ludzie nie chcą się na nie otworzyć. Albo traktują je jako błyskotki, którymi ojciec ma zabawić swoje rozkapryszone dzieci.
Tymczasem wszystkie one są wyraźnymi sygnałami od Boga i drogowskazami na drodze do zbawienia. I tak należy je traktować. Bo tak traktuje je Bóg, kiedy je człowiekowi daje z miłością. Niestety, człowiek – z powodu swojej moralnej zmienności i duchowej chwiejności – nie potrafi tego docenić, ani nawet dostrzec.
Dlatego naszym zadaniem, moi Drodzy, jest kształtowanie w sobie postawy stałej i konsekwentnej, abyśmy nie zachowywali się przed Bogiem jak owe rozpieszczone dzieci, ale abyśmy byli stali w swoim posłuszeństwie Bożym nakazom i wdzięczni za każdy znak, jaki Bóg nam da, powodowany swą bezgraniczną miłością do nas.
Z pewnością, przykładem takiej właśnie stałości i konsekwencji może być postawa Patroni dnia dzisiejszego, Świętej Kingi, Dziewicy.
Kinga, a inaczej: Kunegunda, urodziła się w 1234 roku, jako córka Beli IV, króla węgierskiego. Była siostrą Świętej Małgorzaty Węgierskiej oraz Błogosławionej Jolanty. O latach młodości Kingi nie wiemy nic poza tym, że była trzecią z kolei córką i że do piątego roku życia przebywała na dworze królewskim. Miała dwóch braci i pięć sióstr. Możemy przypuszczać, że otrzymała głębokie wychowanie religijne i pełne – jak na owe czasy – wykształcenie.
Około roku 1247 poślubiła Bolesława, ówczesnego władcę księstwa krakowsko – sandomierskiego. A ponieważ był to czas najazdów Tatarów i wieści o ich barbarzyńskich mordach dochodziły do Polski coraz częściej, Bolesław z Kingą opuścili Sandomierz i udali się do Krakowa, a następnie uciekli na Węgry w nadziei, że tam będzie bezpieczniej. Jednak i tu nie znaleźli spokoju. Wojska węgierskie bowiem, w 1241 roku, poniosły klęskę. Dlatego Kinga uciekła z Bolesławem na Morawy. Powrócili do Polski w 1243 roku, zatrzymując się w Nowym Korczynie.
I to właśnie tam Kinga nakłoniła swego męża do zachowania dozgonnej czystości, którą ślubowali oboje na ręce biskupa krakowskiego Prandoty. Dlatego historia nadała Bolesławowi przydomek „Wstydliwy”. Wtedy także zapewne Kinga wpisała się do III Zakonu Świętego Franciszka jako tercjarka. I w tej formie czystości małżeńskiej przeżyła z Bolesławem czterdzieści lat.
W tym czasie także zapewne kilka razy odwiedzała rodzinne Węgry. Sprowadziła stamtąd do Polski górników, którzy dokonali pierwszego odkrycia złoży soli w Bochni. Stąd to powstała piękna legenda o cudownym odkryciu soli. Aby dopomóc w odbudowie zniszczonego przez Tatarów kraju, Kinga ofiarowała Bolesławowi część swojego ogromnego posagu. Bolesław za to – przywilejem z 2 marca 1252 roku – oddał jej w wieczyste posiadanie ziemię sądecką.
Pomagała ona Bolesławowi w rządach nad obu księstwami: krakowskim i sandomierskim. Wskazuje na to spora liczba wystawionych przez oboje małżonków dokumentów. Hojnie wspierała katedrę krakowską, klasztory benedyktyńskie, cysterskie i franciszkańskie. Ufundowała wiele nowych kościołów i klasztorów. W sposób istotny przyczyniła się do przeprowadzenia kanonizacji Biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Miało to miejsce w roku 1253. To ona właśnie miała wysłać do Rzymu poselstwo w tej sprawie i pokryć koszty związane z tą misją.
W dniu 7 grudnia 1279 roku umarł w Krakowie książę Bolesław Wstydliwy. Długosz wspomina, że biskup krakowski Paweł i niektórzy z panów zaofiarowali Kindze rządy. Ta jednak, kiedy poczuła się wolna, postanowiła zrezygnować z władzy i oddać się wyłącznie sprawie zbawienia własnej duszy. Upatrzyła sobie klaryski ze Starego Sącza jako zakon dla siebie najodpowiedniejszy – i do niego od razu po śmierci męża wstąpiła. Prawdopodobnie nie zajmowała w nim żadnych urzędów. Jej staraniem była natomiast rozbudowa i troska o byt materialny klasztoru.
Przeżyła tam dwanaście lat, poddając się we wszystkim surowej regule. Tam też zmarła w dniu 24 lipca 1292 roku. Beatyfikacja nastąpiła dopiero 10 czerwca 1690 roku. A chociaż dekrety, wydane przez Papieża Urbana VIII, zalecały w sprawach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych jak najdalej posuniętą ostrożność i surowość, to jednak kult świątobliwej Księżnej trwał od wieków. Sam fakt porzucenia przez nią świata i jego rozkoszy, oraz fakt wstąpienia do najsurowszego zakonu żeńskiego był dowodem heroicznej świętości Kingi.
Pamięć dzieł miłosierdzia chrześcijańskiego, jak również instytucji pobożnych, których była fundatorką, były bodźcem tegoż kultu, który po Beatyfikacji jeszcze wzrósł. Była powszechnie czczona przez okoliczny lud jako jego szczególna Patronka. Do jej grobu napływali nieustannie pielgrzymi. Dlatego w 1999 roku Papież Jan Paweł II ogłosił Kingę Świętą.
A oto fragment zachowanego dokumentu fundacyjnego klasztoru klarysek w Starym Sączu: „Nie znająca granic ludzka przewrotność często obala to, co uczyniono dla dobra śmiertelnych, a nawet i dzieła powstałe na chwałę i cześć wiekuistego i żywego Boga. Aby zapobiec tak niecnemu postępowaniu, stwierdzamy na piśmie i wobec świadków ku wiecznej pamiątce tak współczesnych, jak i potomnych:
My Kunegunda, pani i właścicielka Sącza, wdowa po świętej pamięci Bolesławie, księciu Krakowa i Sandomierza, pobożnie i dogłębnie rozważywszy, że w dniu zdania ostatecznego i szczegółowego rachunku tylko czyny miłosierdzia będą mogły przebłagać i zjednać surowego Sędziego – Tego, który daje życie sprawiedliwym, a na śmierć wieczną wydaje bezbożnych, i że tylko miłosiernym zostaną otwarte wrota wiekuistej szczęśliwości, postanawiamy: we wspomnianej wyżej miejscowości Sącz ma być założony i wzniesiony klasztor Panien zakonu świętej Klary, ku chwale Boga i świętej Bogarodzicy Maryi oraz ku czci chwalebnego wyznawcy, Błogosławionego Franciszka, dla wzmocnienia naszej świętej wiary i dla zbawienia duszy naszego małżonka i naszej własnej.
W tym domu mają zamieszkać ksieni i wspólnota sióstr tego zakonu i służyć Panu w bojaźni dniem i nocą, a wyzbywszy się woli własnej, niech wyrzekną się siebie i swego mienia i kroczą przed Bogiem w świętości i sprawiedliwości, postanowiwszy wejść do życia idąc ciasną drogą i wąskim przejściem.
Słusznie trzeba je wesprzeć w ich doczesnych potrzebach, bo w ten sposób w pokoju i z oddaniem będą służyły Panu, otrzymają nagrodę pobożnego życia, a bliźnim przyniosą owoce modlitw i dobry przykład. Chcemy zatem, by nie cierpiały niedostatku, a natomiast postępowały w życiu duchowym. Dlatego zapisujemy im i przekazujemy na własność i na zawsze – wyżej wymienioną miejscowość Sącz wraz ze wszystkimi dochodami, oddając je w ręce czcigodnego nam ojca w Chrystusie, brata Mikołaja, prowincjała, który je przyjmuje w imieniu konwentu tychże Panien Zakonu Świętej Klary powagą wielebnego Macieja, kardynała, protektora wyżej wymienionego zakonu Świętego Franciszka.
W dowód czego poleciliśmy spisać niniejszy akt i opatrzyć go naszą pieczęcią, Roku Pańskiego 1280, w oktawie świętych Apostołów, w obecności księcia Leszka, władcy Krakowa, Sandomierza i Sieradza, który publicznie potwierdził niniejszą darowiznę i przyłożył na niej swą pieczęć.”
Tyle z dokumentu fundacyjnego, wydanego przez naszą dzisiejszą Patronkę. Wpatrzeni w jej postawę wierności Bogu i konsekwencji w pełnieniu Jego woli, a także zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się:
Czy staram się dostrzegać i doceniać wszystkie, nawet najdrobniejsze znaki i sygnały, które mi daje Pan?
Czy nie zachowuję się przed Bogiem jak rozkapryszone dziecko, które nie widzi tego, co otrzymuje, tylko ciągle chce czegoś innego?
Czy staram się dokładnie wypełniać wszystkie postanowienia i obietnice, dawane Bogu?

Nie bójcie się! Pozostańcie na swoim miejscu, a zobaczycie zbawienie Pana, które zgotuje nam dzisiaj!