niedziela, 28 maja 2017

Dana Mi jest wszelka władza!

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, przeżywamy dzisiaj Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Od 2004 roku jest ona przeniesiona z czwartku szóstego Tygodnia Wielkanocnego na siódmą Niedzielę Wielkanocną. 
      A trzydzieści sześć lat temu, również w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego - tyle, że w czwartek - odszedł do Domu Ojca Prymas Tysiąclecia, Stefan Kardynał Wyszyński, wielki Pasterz i Ojciec Ojczyzny. Podziękujmy dziś za Jego świetlaną posługę i za bezmiar dobra, które nam wszystkim pozostawił, a jednocześnie pomódlmy się o Jego rychłą Beatyfikację. I pomódlmy się, aby Pan dał naszej Ojczyźnie - na obecne, trudne czasy - kogoś o podobnym duchowym formacie. Bo bardzo nam kogoś takiego obecnie potrzeba: zarówno w Kościele w Polsce, jak i Ojczyźnie.
         W Miastkowie dzisiaj - odpust parafialny. Wypada on dokładnie 31 maja, w Święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, ale uroczyście obchodzony jest w poprzedzającą ten dzień niedzielę. Sumę odpustową odprawi i homilię wygłosi Ksiądz Doktor Adam Kulik, z którym miałem przyjemność współpracować w Żelechowie, a który obecnie jest Wykładowcą w siedleckim Seminarium Duchownym.
         Jutro zaś na naszym forum - słówko Piotra. Czyli - poniedziałek dobrze Strzeżyszony!
       Na głębokie i radosne przeżywanie dzisiejszej niedzieli - niech Was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
                    Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, A,
do czytań: Dz 1,1–11; Ef 1,17–23; Mt 28,16–20

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Pierwszą książkę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym.
A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówił:
Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”.
Zapytywali Go zebrani: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?” Odpowiedział im: „Nie wasza to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.
Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego, to znaczy światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących na podstawie działania Jego potęgi i siły, z jaką dokona dzieła w Chrystusie, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką zwierzchnością i władzą, i mocą, i panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym.
I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią tego, który napełnia wszystko na wszelki sposób.

ZAKOŃCZENIE EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami:
Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Dana mi jest wszelka władza w Niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.
Te słowa Jezus skierował do Jedenastu swoich najbliższych współpracowników – do Apostołów. Wszyscy dobrze wiemy, że są to ostatnie słowa Jezusa, wypowiedziane na ziemi, w czasie Jego ziemskiej działalności. Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu – jak relacjonuje to Święty Łukasz, Autor Księgi Dziejów Apostolskich, w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Warto na słowa te zwrócić szczególną uwagę, ponieważ tchną one jakąś ogromną mocą i optymizmem, jakimś ogromnym zasobem radości i nadziei, jakimś bardzo jasnym blaskiem.
Oto bowiem w obliczu rozlicznych machinacji ludzkich, w obliczu najrozmaitszych zabiegów władców tego świata w stosunku do Apostołów, w obliczu najrozmaitszych zabiegów władców tego świata w stosunku do chrześcijan także w obecnym czasie – Jezus mówi bardzo jasno: Dana mi jest wszelka władza w Niebie i na ziemi.
To dlatego właśnie zwykło się uważać, że chrześcijanin to człowiek nadziei, że dla chrześcijanina nie ma sytuacji bez wyjścia, że prawdziwy chrześcijanin nigdy nie może mówić o rozpaczy – dlatego, że nawet kiedy stanie „oko w oko” z trudnościami, z przeszkodami, z niechętnym czy nawet wrogim nastawieniem ze strony swego otoczenia, to zawsze jednak będzie pamiętał, że tak naprawdę – Jezus jest ponad tym wszystkim! Gdyż tylko On ma rzeczywistą i pełną władzę w Niebie i na ziemi. Inni, którzy tę władzę spełniają na ziemi, muszą pamiętać, że spełniają ją w Bożym imieniu – i że ta ich władza nie jest nieskończona ani nieograniczona.
Stąd też widzimy, że poszczególne urzędy i wysokie stanowiska dzisiaj zajmują jedni, a jutro następni, zaś o tych pierwszych wkrótce się już nie pamięta. Tylko do czasu liczą się znajomości i układy, po czym w jednej chwili wszystko się zmienia. Bo wyłącznie Jezus ma pełną władzę w Niebie i na ziemi.
Dlatego trudno tak naprawdę znaleźć uzasadnienie dla lekceważącego traktowania drugiego człowieka przez tego, kto zajmuje jakieś stanowisko – i to tylko z tego powodu, że je zajmuje. Ten pewien odcinek władzy, jaki danemu człowiekowi został na jakiś czas powierzony, naprawdę nie może być potraktowany jako okazja do pokazania swojej wyższości, a przy okazji – niejednokrotnie – do szybkiego wzbogacenia się.
Bo z tej władzy – jaka by ona nie była: w gminie, w urzędzie, w zakładzie pracy, na wiosce, a nawet: władzy ojca czy matki w rodzinie – kiedyś na Sądzie Jezus będzie rozliczał! Także nas kapłanów – z naszej władzy duchowej. Każdy z tych, którym dzisiaj powierzona została odpowiedzialność za drugiego człowieka, będzie musiał zdać sprawę Bogu – jak tę odpowiedzialność pojmował i jak ją realizował? Czy jako służbę – czy może jako panowanie nad innymi i podkreślanie wyższości?
Dana Mi jest wszelka władza w Niebie i na ziemi – mówi Jezus. A my to dzisiaj rozumiemy tak bardzo konkretnie, w odniesieniu do naszych nawet najdrobniejszych różnych sytuacji, jak też – bardzo szeroko, w odniesieniu do całego świata, dlatego wierzymy, że rozwiązanie różnych problemów świata, a szczególnie konfliktów zbrojnych, może przyjść jedynie z pomocą Jezusa. Ale aby się to mogło stać, potrzeba, by chrześcijanie usłyszeli – jako skierowane do siebie – dalsze słowa przesłania, zawartego w dzisiejszej Ewangelii: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem.
To polecenie, skierowane przez Mistrza do Apostołów, objęło swym zasięgiem cały świat. To zrozumiałe, bo zadaniem Apostołów było właśnie zaniesienie Dobrej Nowiny całemu światu. My pewnie nie będziemy nauczać całego świata, ale przecież każdy z nas może – i powinien – być świadkiem wobec swoich najbliższych, a więc wobec tej cząstki świata, w której żyje.
I niemożliwe jest raczej, abyśmy kogoś ochrzcili, poza szczególnymi przypadkami, kiedy sytuacja tego wymaga. A jednak, ten nakaz Chrystusa odnosi się także do nas: jako ludzie ochrzczeni, mamy swoim przykładem przypominać – sobie i innym – że przecież jesteśmy uczniami i wyznawcami Chrystusa, a to do czegoś zobowiązuje! Mamy w różnych sytuacjach odnawiać w sobie łaskę Chrztu Świętego, ciągle od nowa nią żyć. Nie wolno nam zapomnieć nigdy o wielkiej godności dziecka Bożego, jaką otrzymaliśmy we Chrzcie, nie wolno nam profanować tej godności przez grzech.
Dlatego mamy sami zachowywać – jak mówi Jezus – wszystko, co On nam przykazał. To jest bardzo ważne: wszystko! Nie tylko wybrane i pojedyncze, bardziej „pasujące” przykazania. Albo jakieś łatwiejsze. Uczcie je zachowywać wszystko… – słowa Jezusa nie pozostawiają wątpliwości. Zachowywać wszystko!
A zatem, chodzi tu o powierzenie Bogu pierwszego miejsca w swoim życiu: przed wszystkim – i przed wszystkimi. Chodzi tu o poszanowanie imienia Bożego, bez wypowiadania go „nadaremno”, z czym niestety mamy spory problem… Chodzi tu o poszanowanie dnia świętego, co się wyrazi udziałem we Mszy Świętej w każdą niedzielę i obowiązujące święto, a także powstrzymaniem się od prac niekoniecznych, oraz przed robieniem zakupów w niedzielę!
Chodzi tu szacunek do swoich rodziców, żyjących lub zmarłych – w dzieciństwie: poprzez posłuszeństwo, a potem przez pomoc, a zawsze przez modlitwę. Chodzi tu o poszanowanie życia i zdrowia swego i innych. A szczególnie, w tym miejscu właśnie, trzeba postawić kwestię nałogów: alkoholu, papierosów i – niestety, coraz częściej – narkotyków, ale także kwestię prowadzenia wszelkiego niezdrowego trybu życia i niewłaściwego prowadzenia samochodu lub jazdę rowerem bez światełek odblaskowych…
Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. Chodzi tu – idąc dalej – o poszanowanie czystości, zwłaszcza przedmałżeńskiej, ale także w małżeństwie – poprzez kierowanie się Ewangelią przy spełnianiu aktów małżeńskich i unikanie wszystkiego, co się sprzeciwia zasadom ewangelicznym. Chodzi tu następnie o poszanowanie czyjejś własności, także – własności publicznej, państwowej. Ciągle bowiem funkcjonuje takie przekonanie, że co państwowe, to niczyje. To także mądre używanie rzeczy materialnych, rzeczy doczesnych, aby nie zagradzały one drogi do Boga i do drugiego człowieka…
Poza tym – chodzi tu o szczerość, prawdomówność, uczciwość osobistą i umiejętność przyznania się do błędu; o odwagę wzięcia na siebie odpowiedzialności za swoje działanie, także – za swoje własne zdanie, za swoją opinię.
Po co o tym dzisiaj mówimy – właśnie dzisiaj, w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego? Otóż dlatego, że Jezus, wstępując do Nieba, zostawił nam bardzo konkretny program pracy. I my dzisiaj zastanawiamy się, jak go należycie i w pełni zrealizować.
Przypominamy sobie Dekalog i jasno uświadamiamy sobie, że wszystko, co jest tam zawarte, w dalszym ciągu obowiązuje, bo choć przykazania te Bóg ogłosił Mojżeszowi na górze Synaj, to jednak Jezus nic nie zmienił w tym Prawie, a wręcz przeciwnie – „podpisał się” pod tym, co Bóg ustanowił w Starym Przymierzu. Stąd też polecając nam zachowywać wszystko, co nam przykazał, przede wszystkim miał na myśli Dekalog. A w sposób szczególny: najważniejsze z przykazań, przykazanie miłości Boga i bliźniego, także – miłości nieprzyjaciół!
Kochani, oto jest program naszej pracy. Mamy co robić. I – co jest bardzo ważne – musimy się do tej pracy konkretnie zabrać. Nie wolno nam – jak to uczynili Apostołowie po Wniebowstąpieniu Jezusa – biernie wpatrywać się w Niebo, bo i do nas, podobnie jak do nich, zostanie skierowane upomnienie: Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w Niebo? Ten Jezus, wzięty od was do Nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do Nieba.
Te słowa muszą i nas dotknąć: dlaczego wpatrujecie się w Niebo, dlaczego czekacie aż się zmieni sytuacja polityczna, społeczna, rodzinna, a nic w tym kierunku nie robicie. Na co czekacie? Przecież – jak mówi w drugim czytaniu Święty Paweł – Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego, to znaczy światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem was wierzących…
Właśnie – wszyscy mamy ducha mądrości, światłe oczy serca. Przecież od dzieciństwa jesteśmy wychowywani w tym duchu, modlimy się, czytamy Pismo Święte lub go słuchamy, rozważamy je, znamy wolę Bożą, powtarzamy tak często Dziesięć Przykazań, powtarzamy przykazania kościelne… Słuchamy tak wielu homilii… To wszystko sprawia, że Bóg do nas mówi i On sam daje nam ducha mądrości oraz „światłe oczy serca”.
Dlatego nic nie usprawiedliwia naszej bezczynności i oczekiwania, aż się zmieni sytuacja i zmienią się ludzie. Sytuacja zmieni się i ludzie się zmienią, o ile to my zaczniemy zmieniać samych siebie i sytuację we własnym domu i w swoim otoczeniu. I to już dzisiaj – zaraz po powrocie z kościoła!
Nie wolno nam bezczynnie wpatrywać się w Niebo, oczekując, aż spadnie stamtąd jakaś „gwiazdka na szczęście”. Jeżeli wpatrujemy się w Niebo, to jedynie po to, aby tam widzieć kierunek. Bo rzeczywiście – wszyscy tam zmierzamy, to jest cel naszych dążeń. Wolno nam zatem wpatrywać się w Niebo, ale nie bezczynnie! My mamy każdą chwilą życia: każdą swoją myślą, każdym swoim słowem i każdym swoim dobrym czynem zdobywać Niebo!
Zatem, Kochani, bierzmy się wszyscy do roboty! Natychmiast i konkretnie! Już dość katolików, którzy tylko ziewają i czekają, aż samo się wszystko zrobi! Już dość katolików, którzy jedynie wiecznie biadolą, narzekają, oglądają się na innych i mają ciągle jakieś pretensje, albo stawiają wymagania wszystkim wokół, tylko nie sobie. Już dość katolików zastraszonych, zakompleksionych, którzy ciągle „przepraszają, że żyją” i obawiają się, czy aby ludzie nie „zaczną gadać” i czy się nie będą „nabijać”. Już dość tego!
Ludzie mogą mówić, co im się żywnie podoba. I cały świat może nawet na głowie stawać – zresztą i tak już staje… Dla nas to nie ma żadnego znaczenia, skoro Jezus Chrystus, w którego wierzymy i za którym idziemy, powiedział wyraźnie: Dana Mi jest wszelka władza w Niebie i na ziemi; i tak konkretnie zapewnił: Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata!

sobota, 27 maja 2017

Zaczął odważnie przemawiać...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Ksiądz Prałat Mieczysław Lipniacki, Założyciel i pierwszy Proboszcz mojej Parafii rodzinnej – Chrystusa Miłosiernego w Białej Podlaskiej. Osobiście, często określam Księdza Prałata moim „rodzonym” Proboszczem, bo był nim od mojej Pierwszej Komunii Świętej do kapłańskiej Prymicji i jeszcze dłużej, stąd też pozostawałem pod Jego duchową opieką przez tak wiele lat. Życzę Czcigodnemu Jubilatowi, kończącemu dziś osiemdziesiąt jeden lat, a czującemu się duchowo tak, jakby czytał tę liczbę od końca – aby tak było nadal: aby był zawsze młody duchem i zapalony do inicjowania i realizowania wszelakiego dobra. Zapewniam o modlitwie!
Z pewnym poślizgiem czasowym, spowodowanym wspomnianymi wczoraj trudnościami technicznymi na blogu, dowiedziałem się o urodzinach Dominiki Borek, obecnej ponownie na naszym blogu, a także naszej M., również włączającej się w nasze dyskusje. Życzę obu Jubilatkom codziennej ścisłej współpracy z Jezusem – na każdym odcinku codzienności. I oto także będę się dla Nich modlił.
Niech ten dzisiejszy dzień będzie dla nas wszystkich okazją do podjęcia i zrealizowania współpracy z Jezusem, oraz pomiędzy sobą – w Jego imię!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 6 Tygodnia Wielkanocy,
do czytań: Dz 18,23–28; J 16,23b–28

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Paweł zabawił w Antiochii pewien czas i wyruszył, aby obejść kolejno krainę galacką i Frygię, umacniając wszystkich uczniów.
Pewien Żyd, imieniem Apollos, rodem z Aleksandrii, człowiek uczony i znający świetnie Pisma, przybył do Efezu. Znał on już drogę Pańską, przemawiał z wielkim zapałem i nauczał dokładnie tego, co dotyczyło Jezusa, znając tylko chrzest Janowy. Zaczął on odważnie przemawiać w synagodze. Gdy go Pryscylla i Akwila usłyszeli, zabrali go z sobą i wyłożyli mu dokładniej drogę Bożą.
A kiedy chciał wyruszyć do Achai, bracia napisali list do uczniów z poleceniem, aby go przyjęli. Gdy przybył, pomagał bardzo za łaską Bożą tym, co uwierzyli. Dzielnie uchylał twierdzenia Żydów, wykazując publicznie z Pism, że Jezus jest Mesjaszem.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna.
Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga.
Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca”.

Wspaniałą lekcję otrzymujemy dzisiaj w pierwszym czytaniu: lekcję zaangażowania, współpracy, otwartości i pokory. A dają nam ją wszystkie osoby, o których jest tam mowa. Przyjrzyjmy się temu uważniej.
Najpierw Apollos – Żyd, […] rodem z Aleksandrii, człowiek uczony i znający świetnie Pismazaczął nauczać o Jezusie. Czynił to – jak słyszymy – z wielkim zapałem i nauczał dokładnie tego, co dotyczyło Jezusa. Z pewnością, korzystał przy tym ze swojej doskonałej znajomości Pism, dlatego jego głoszenie miało dużą wartość. Zwłaszcza, jeśli się weźmie pod uwagę, że z własnej woli, wyszedł z taką inicjatywą i sam chciał włączyć się w dobre dzieło. A do tego – jak czytamy dalej – zaczął […] odważnie przemawiać w synagodze. Trzeba to docenić!
Niestety, nie miał pełnej wiedzy na temat orędzia, które głosił, bowiem opierał się w swym nauczaniu na tym, co usłyszał od Jana Chrzciciela i jego uczniów. Możemy zatem powiedzieć, że miał dużo dobrej woli i odwagi, chciał się zaangażować, ale nie miał pełnego przygotowania.
I tutaj włączyli się w całą sprawę współpracownicy Pawła. Jak nam relacjonuje Autor natchniony, gdy go Pryscylla i Akwila usłyszeli, zabrali go z sobą i wyłożyli mu dokładniej drogę Bożą. Myślę, że tych dwoje ludzi możemy pochwalić za to, że Apollosa nie „zgasili” na samym starcie, ale wysłuchali do końca tego, co głosił, po czym dyskretnie, na uboczu, poprawili jego błędy. Zatem, nie było w nich jakiejś zazdrości czy niezdrowego współzawodnictwa, ale mądre spojrzenie na całe dzieło – spojrzenie, które zaowocowało właśnie tą wspomnianą wyrozumiałością, a także swego rodzaju wspaniałomyślnością.
A w tym momencie z kolei trzeba nam docenić ponownie Apollosa – za to, że te uwagi przyjął, a otrzymawszy listy polecające do Achai, udał się tam i pomagał bardzo za łaską Bożą tym, co uwierzyli. Dzielnie uchylał twierdzenia Żydów, wykazując publicznie z Pism, że Jezus jest Mesjaszem. Nie uniósł się zatem honorem, nie wykłócał z Pryscyllą i Akwilą, że przecież na tyle dobrze zna Pisma, że nie muszą go oni pouczać, bo wszystko dobrze wie – nie, nic z tych rzeczy! Dał sobie pewne sprawy wytłumaczyć, poprawił błędy, po czym z jeszcze większa gorliwością, odwagą i skutecznością dawał świadectwo o mesjańskim posłannictwie Jezusa Chrystusa! Piękny przykład pokory i otwartości.
Moi Drodzy, jakże nie docenić tak wspaniałych, wzajemnych relacji, panujących w młodym Kościele! A jednocześnie, jak tu nie zauważyć, że – niestety – nie są one zbyt częstym zjawiskiem w dzisiejszych realiach zarówno Kościoła, jak i świata. Bo chociaż nie brakuje takich i podobnych im postaw, to jednak niemało jest także egoizmu, przerośniętych ambicji i zazdrości, a taka „mieszanka wybuchowa” rozsadza od środka niejedno dobre dzieło. Szczególnie jest to przykre i bolesne, jeżeli mówimy o dziele Chrystusowym, niweczonym niejednokrotnie – a przynajmniej osłabianym – przez takie właśnie niedobre ludzkie postawy i zachowania.
A przecież wszyscy, którzy podejmują się realizacji jakiegokolwiek dobra, a już szczególnie tego, które jest związane z Jezusem i Jego Kościołem, powinni swoje wzajemne relacje układać według najdoskonalszego i najpiękniejszego wzoru wzajemnych relacji, jaki daje sam Jezus poprzez odniesienie do swojego Ojca. Bardzo wyraźnie mówi o tym w dzisiejszej Ewangelii.
To jest wzór, w który wszyscy powinniśmy się wpatrywać i z którego winniśmy czerpać – jak również i z tego, jaki dają nam ludzie, którym udało się wiernie naśladować Jezusa, a wśród nich Apollos oraz Pryscylla i Akwila.
W tym kontekście pomyślmy:
Czy realizując jakiekolwiek dobro, kieruję się najczystszymi intencjami i względem na Jezusa, czy chcę pokazać innym, że jestem od nich lepszy?
Jak walczę z pokusą zazdrości wobec sukcesów innych osób?
Czy potrafię się szczerze cieszyć z sukcesów innych osób, czy chętnie włączam się we współpracę z nimi?

Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca…

piątek, 26 maja 2017

Przestań się lękać, bo Ja jestem z tobą!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, dzisiaj przeżywamy Dzień Matki. Z tej okazji naszej Mamie, Danucie Jaśkowskiej, dziękujemy za wspaniałą atmosferę rodzinnego Domu i za serdeczne wspieranie całej naszej Trójki na wszystkich polach naszego codziennego zaangażowania. Życzymy, aby każdego dnia słyszała i brała sobie do serca te słowa, które Jezus dzisiaj wypowiedział do Pawła, a które umieszczone zostały w tytule: „Przestań się lękać, bo Ja jestem z tobą”. Nasza Mama nigdy nie należała do ludzi lękliwych, ale dzisiaj życzymy, aby te słowa Jezusa raz jeszcze, z nową mocą, wybrzmiały w Jej sercu. Zapewniamy o naszej modlitwie – także o powrót do pełnego zdrowia!
Imieniny zaś przeżywa dzisiaj Ewelina Lisiewicz, należąca do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach.
Z kolei wczoraj urodziny obchodziła Pani Elżbieta Kowalska, moja dobra Znajoma z Parafii w Trąbkach, której dziękuję za przykład pięknej postawy Żony i Matki, a do tego - Osoby niezwykle zaangażowanej w życie Parafii.
Imieniny natomiast przeżywała wczoraj Magda Martyniuk, należąca przed laty do Wspólnoty młodzieżowej w Białej Podlaskiej, oraz Grzegorz Pałyska, ze Wspólnoty w Trąbkach.
Świętujących wczoraj i dzisiaj ogarniam modlitwą: Niech Pan ma Ich zawsze w swojej opiece! I modlę się także za moją młodszą Siostrzenicę, Emilkę Niedźwiedzką, z okazji przypadającej wczoraj trzeciej rocznicy Jej Chrztu Świętego.
Moi Drodzy, serdecznie dziękujemy Księdzu Markowi za wczorajsze słówko z Syberii. Cieszę się z dyskusji, którą ono sprowokowało. Rzeczywiście, poruszony temat jest bardzo ważny. Mam nadzieję, że jeszcze inne Osoby zechcą podzielić się z nami swymi refleksjami w tej kwestii. W innych zresztą też.
Podpisuję się pod prośbą Księdza Marka o modlitwę. Zwłaszcza, jeśli w surguckiej Parafii mają mieć miejsce tak znaczące wydarzenia – z udziałem i pod przewodnictwem Biskupa diecezjalnego. Prośmy, aby zaowocowały one pogłębieniem wiary w sercach tamtych Ludzi.
I jeszcze jedna kwestia – techniczna. Otóż od jakiegoś czasu - jak się niespodziewanie okazało - nie działa tu, na blogu, funkcja „Napisz do mnie”. Dlatego jeśli w ciągu tychże ostatnich dni coś do mnie pisaliście, to wiadomości te po prostu nie dotarły. Moderator już nad tym pracuje. Mam nadzieję, że uda się zaradzić tej biedzie…
Tymczasem, jeżeli ktoś chce napisać do mnie prywatnie, może to uczynić na mój adres mailowy: gaudiumetspes3@wp.pl
Błogosławionego dnia!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 6 Tygodnia Wielkanocy,
Wspomnienie Św. Filipa Nereusza, Kapłana,
do czytań: Dz 18,9–18; J 16,20–23a

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Kiedy Paweł przebywał w Koryncie, w nocy Pan przemówił do niego w widzeniu: „Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić, dlatego że wiele ludu mam w tym mieście”. Pozostał więc i głosił im słowo Boże przez rok i sześć miesięcy.
Kiedy Gallio został prokonsulem Achai, Żydzi jednomyślnie wystąpili przeciw Pawłowi i przyprowadzili go przed sąd. Powiedzieli: „Ten namawia ludzi, aby czcili Boga niezgodnie z Prawem”.
Gdy Paweł miał już usta otworzyć, Gallio przemówił do Żydów: „Gdyby tu chodziło o jakieś przestępstwo albo zły czyn, zająłbym się wami, Żydzi, jak należy, ale gdy spór toczy się o słowa i nazwy, i o wasze Prawo, rozpatrzcie to sami. Ja nie chcę być sędzią w tych sprawach”. I wypędził ich z sądu.
A wszyscy Grecy, schwyciwszy przewodniczącego synagogi, Sostenesa, bili go przed sądem, lecz Gallio wcale o to nie dbał.
Paweł pozostał jeszcze przez dłuższy czas, potem pożegnał się z braćmi i popłynął do Syrii, a z nim Pryscylla i Akwila. W Kenchrach ostrzygł głowę, bo złożył taki ślub.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość.
Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat.
Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać”.

Chciałoby się zapewne usłyszeć – skierowane indywidualnie do siebie – te słowa Jezusa, które dzisiaj usłyszał Paweł: Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić… Takie i podobne słowa były zresztą dość często kierowane do Apostoła, aby go podtrzymać na duchu, szczególnie w trudnych momentach.
Jak Paweł te słowa słyszał, w jaki sposób były mu one przekazywane – tego nie wiemy. Skoro jednak Święty Łukasz, Autor Dziejów Apostolskich, o tym napisał, to znaczy, że nie była to tylko jakaś wewnętrzna i osobista sprawa Pawła, ale wiedziała o tym cała wspólnota ówczesnego Kościoła. O czym wiedziała?
A właśnie o tym, że Jezus bardzo dosłownie i bardzo konkretnie czuwa nad apostolskimi poczynaniami – i że tak naprawdę to On sam kieruje swoim Kościołem: bądź to przez tego typu wskazówki, bądź przez natchnienia Ducha Świętego, który szczegółowo poleca podejmowanie pewnych działań, a znowu innych – zabrania.
W dzisiejszym natomiast czytaniu mamy dwa konkretne znaki owego czuwania Jezusa nad Kościołem i nad dziełem apostolskim: pierwszy to wspomniane słowa, skierowane do Pawła, a drugie – to wydarzenie, mające miejsce przed sądem prokonsula Achai. Bardzo znamiennym jest tutaj fakt, że Paweł nawet nie zdążył ust otworzyć, aby powiedzieć cokolwiek w swojej obronie, bo sprawy jakby „same” potoczyły się w takim kierunku, że już żadna obrona nie była potrzebna.
I tylko można uśmiechnąć się szczerze, kiedy się słyszy zdanie: I wypędził ich z sądu. W taki to sposób prokonsul Gallio potraktował skargę, wniesioną przez Żydów przeciwko Pawłowi. Bynajmniej nie dlatego, że był jakimś wielkim przyjacielem chrześcijan, albo samego Pawła, ale dlatego, że uznał, iż sprawa nie jest w jego kompetencji. A może dokładniej: że nie musi się za nią zabierać, bo nie dotyczy porządku publicznego, a raczej trudno podejrzewać, że rzymski urzędnik, wysłany na prowincję, będzie się jakoś bardzo angażował w sprawy, w które angażować się nie musi.
Dlatego dzisiaj – mówiąc kolokwialnie – Pawłowi się „upiekło”. Ale to tylko potwierdza, że było w tym wszystkim jakieś dyskretne działanie „z góry”… Jezus w tym momencie udowodnił, że Paweł naprawdę nie musi się lękać. I choć nie zawsze wszystko tak dobrze się kończyło i niejednokrotnie tak Paweł, jak i inni wyznawcy Chrystusa doznawali rozmaitych przeciwności, cierpień, a nawet byli pozbawiani życia, to jednak Jezus na każdym kroku pokazywał i udowadniał, że o wszystkim wie, wszystko widzi – i że to wszystko nie idzie na marne.
Zresztą, w dzisiejszej Ewangelii zapowiedział to w słowach: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. […] Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać.
Owszem, kiedy przyjdą zapowiedziane cierpienia, nieraz zapewne padną pytania, kierowane do Jezusa: Dlaczego?… Dlaczego właśnie tak?… Dlaczego aż tak?… Jednak w dniu, o którym tu mowa, żadne pytania nie będą już potrzebne, a radości zwycięskich uczniów nikt i nic nie odbierze. Teraz natomiast, na ziemi, ta radość bardziej rozwija się na płaszczyźnie wewnętrznej. Chociaż i zewnętrznych momentów radości i rozprężenia nie brakuje – jak chociażby ten, o którym dzisiaj mowa, w sądzie Galliona…
Tak właśnie Jezus czuwał – i wciąż czuwa – nad swoim Kościołem. Prowadzi swoich uczniów drogą może nie zawsze łatwą, ale na pewno prostą i prowadzącą wprost do zbawienia. Niektórym się wydaje, że może są inne drogi – prostsze, mniej kosztowne – dlatego może nie trzeba aż tak kurczowo trzymać się Jezusa, a zwłaszcza Jego niezmiennych i bezkompromisowych zasad… Gdyby tak się dało trochę je „poluzować”, to może i świat patrzyłby życzliwiej, i w życiu byłoby łatwiej…
Czy jednak na pewno? Czy chociażby nasze życiowe doświadczenie podpowiada nam, że jest to rzeczywiście lepsze rozwiązanie, a taka droga przez życie – naprawdę łatwiejsza?…
Zawsze można się przekonać. Tylko czy faktycznie warto? A może jednak lepiej będzie usłyszeć i wziąć sobie głęboko do serca słowa Jezusa: Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą – i trzymać się Go, bez względu na wszystko…
Jak to zrobić w praktyce codziennego życia, z pewnością pokaże nam swoją postawą Patron dnia dzisiejszego, Święty Filip Nereusz, Kapłan.
Urodził się we Florencji, 21 lipca 1515 roku. Na Chrzcie Świętym otrzymał imiona: Filip Romulus. Od dziecka był człowiekiem o wysokiej kulturze i ogładzie. Wyróżniał się poczuciem humoru i talentem jednania sobie ludzi.
Po przedwczesnej śmierci matki i starszego brata, kiedy pogorszyły się znacznie warunki majątkowe ojca, Filip udał się do wuja w San Germano koło Monte Cassino, by pomóc mu w pracy, a docelowo – odziedziczyć po nim znaczną fortunę. Miał wówczas siedemnaście lat. Zrezygnował jednak dość szybko z tej tak przecież pomyślnej dla siebie okazji i udał się do Rzymu, gdzie miał pozostać do końca swego życia – a więc ponad sześćdziesiąt lat.
Tam rozpoczął studia filozofii i teologii. Jednocześnie był wychowawcą dwóch synów w domu zamożnego Florentczyka w Rzymie. Prowadził życie modlitwy i umartwienia. W wolnym czasie nawiedzał kościoły, sanktuaria i zabytki Wiecznego Miasta. A natchniony wewnętrznym, ekstatycznym objawieniem, założył towarzystwo religijne pod nazwą „Bractwa Trójcy Świętej” do obsługi pielgrzymów i chorych. Widział bowiem, jak te wielkie rzesze pątników potrzebowały pomocy duchowej, a często i materialnej. Był to rok 1548. Przez tę posługę zyskał sobie miano „Apostoła Rzymu”.
Momentem przełomowym w życiu Filipa był rok 1551, kiedy to za namową spowiednika przyjął święcenia kapłańskie. Miał już wtedy trzydzieści sześć lat. Mieszkając w konwikcie Świętego Hieronima, w centrum Rzymu, założył Oratorium. Początkowo w ciasnej izbie swojego pokoju, potem w kaplicy konwiktu, Filip zaczął gromadzić kapłanów, zakonników, mieszczan, kupców, artystów. Wspólna modlitwa, spotkania i rozmowy osobiste, Spowiedź, czytanie duchowe, konferencje i dyskusje na tematy aktualne, rekolekcje – stanowiły program tych spotkań. Oratorium było otwarte dla wszystkich ludzi dobrej woli.
Z czasem zebrała się pewna liczba uczniów, których Filip zaprawiał do zjednoczenia z Bogiem, do cnót chrześcijańskich i do uczynków miłosierdzia. Na placach bawił się z dziećmi, by je potem gromadami prowadzić do kościoła. Był to dotąd zupełnie nieznany styl apostołowania i prowadzenia duszpasterstwa. Do Oratorium spieszyła cała elita duchowa Rzymu. A do grona przyjaciół Filipa należeli – między innymi – Święty Franciszek Salezy, Święty Ignacy Loyola i wielu innych.
W roku 1564 Florentczycy oddali Filipowi w zarząd swój kościół Świętego Jana. Tu właśnie pozostali przy nim jego duchowi synowie, zwani potem oratorianami czy też filipinami. Prowadzili życie wspólne, nie związani wszakże żadnymi ślubami. Ta swoboda pozostała do dzisiaj cechą charakterystyczną oratorianów. Filip zaś umiał swych synów duchowych zainteresować nie tylko sprawami religijnymi i duchowymi, ale także nauką i kulturą. W jego domu odbywały się więc koncerty muzyczne, prelekcje o sztuce, archeologii i historii.
Niestety, wkrótce pojawili się też przeciwnicy poczynań Filipa. Oskarżyli go o to, że sprzyja „nowinkom” religijnym. Doszło do tego, że surowy Papież Paweł IV zakazał mu na pewien czas działalności. Kuria Rzymska odebrała mu nawet prawo do spowiadania, co równało się z karą kościelnej suspensy. Kolejni Papieże obdarzyli go jednak ponownie zrozumieniem i odwołali wszelkie zakazy.
I tak też nasz Patron – doradca Papieży, kierownik duchowy wielu dostojników, a jednocześnie: jeden z najbardziej wesołych Świętych – zmarł wyczerpany pracą na rękach swych duchowych synów, 26 maja 1595 roku. Przekonanie o jego świętości było tak powszechne, że chociaż w owych czasach zaczęto wprowadzać do procesów kanonicznych coraz surowsze wymagania, jego Beatyfikacja odbyła się już w piętnaście lat po jego śmierci. Dokonał jej w roku 1610 Papież Paweł V. Dwanaście lat potem, w roku 1622, Papież Grzegorz XV dokonał jego Kanonizacji.
Wpatrzeni w świetlany przykład świętości dzisiejszego Patrona, oraz wsłuchani w Boże słowo, zastanówmy się w chwili skupienia:
Czego, lub o co najbardziej się lękam, gdy idzie o moje chrześcijańskie świadectwo?
Czy nie ulegam niekiedy pokusie poszukiwania „łatwiejszych” dróg przez życie, niż ta, wskazana przez Chrystusa?
Czy dostrzegam mające miejsce w mojej codzienności drobne „uśmiechy losu”, będące w rzeczywistości uśmiechami samego Boga?

Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą!

czwartek, 25 maja 2017

Duchu Święty ożywiaj!

Nojabrsk, kilka dni temu, po godz. 21.

(Dz 18,1-8)
Potem opuścił Ateny i przybył do Koryntu. Znalazł tam pewnego Żyda, imieniem Akwila, rodem z Pontu, który z żoną Pryscyllą przybył niedawno z Italii, ponieważ Klaudiusz wysiedlił z Rzymu wszystkich Żydów. Przyszedł do nich, a ponieważ znał to samo rzemiosło, zamieszkał u nich i pracował; zajmowali się wyrobem namiotów. A co szabat rozprawiał w synagodze i przekonywał tak Żydów, jak i Greków. Kiedy Sylas i Tymoteusz przyszli z Macedonii, Paweł oddał się wyłącznie nauczaniu i udowadniał Żydom, że Jezus jest Mesjaszem. A kiedy się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnął swe szaty i powiedział do nich: Krew wasza na waszą głowę, jam nie winien. Od tej chwili pójdę do pogan. Odszedł stamtąd i poszedł do domu pewnego "czciciela Boga", imieniem Tycjusz Justus. Dom ten przylegał do synagogi. Przełożony synagogi, Kryspus, uwierzył w Pana z całym swym domem, wielu też słuchaczy korynckich uwierzyło i przyjmowało wiarę i chrzest.

(J 16,16-20)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie. Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: Co to znaczy, co nam mówi: Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie; oraz: Idę do Ojca? Powiedzieli więc: Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi. Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość.

Chrystus Zmartwychwstał!

Pozdrawiam serdecznie z Syberii, z Sugutu. Coś wiosna nie może się do nas przebić, jeszcze wczoraj padał śnieg, ale dziś już słońce i obiecujące prognozy. Może i u nas się zazieleni. Tak by się już chciało...

Dziś wieczorem spodziewamy się gości – przyjeżdża nasz Biskup Józef Wert z Nowosybirska, o. Iwan, obecnie ekonom diecezjalny i s. Tatiana z tzw. Telewizji Kana, diecezjalna tv, oczywiście tylko w internecie możemy znaleźć jakieś ich nagrania.

Jutro jedziemy do Kogałymu, potem z Kogałymy do Nojabrska, tam w sobotę będzie poświęcenie kaplicy. Wracamy do Surgutu i w niedzielę Msza św. i bierzmowanie.

Takie to u nas plany, co będzie i jak, zdam relacje po. Jak zawsze proszę Was o modlitwę za swoją parafię, teraz zwłaszcza za kandydatów do bierzmowania, i o to, żeby ta wizyta Pasterza diecezji była ożywieniem naszej parafii.

U nas dziś w liturgii Wniebowstapienie Pańskie, w Polsce przeniesione na niedzielę. Dlatego rozważanie będzie dotyczyło czytań liturgicznych jakie są w Polsce.

Co tam czytamy...

I czytanie, jak zwykle w Okresie Wielkanocnym z Dziejów Apostolskich (do znudzenia zachęcam do czytania w całości tej księgi, jest ona pięknym obrazem życia i entuzjazmu pierwotnego Kościoła, pierwszych chrześcijan).

Dzisiejsze czytanie pokazuje działalnść Pawła, który jakby w pewnym momencie traci cierpliwość do swoich słuchaczy, Żydów i decyduje się iść z Dobrą Nowiną do pogan.

środa, 24 maja 2017

Niektórzy jednak uwierzyli...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, dzisiejszy dzień niesie ze sobą kilka różnych świąt i rocznic, które chciałbym tu przywołać, a Osoby je przeżywające – otoczyć modlitwą.
I tak oto modlę się o wszelkie moce Boże i światła dla KSIĘDZA BISKUPA KAZIMIERZA GURDY, Pasterza Kościoła Siedleckiego, w rocznicę Ingresu do Katedry Siedleckiej. Niech Maryja, Wspomożycielka Wiernych, wyprasza Księdzu Biskupowi siłę i zapał do budowania w naszej Diecezji atmosfery prawdziwej wspólnoty.
Pani Doktor JOANNIE BOROWICZ – naszej Drogiej J.B. – z okazji imienin życzę nieustannego entuzjazmu, mocy i mądrości Bożej w pracy katechetycznej i naukowej. Dziękując za wszelką życzliwość, pomoc i współpracę, wyrażam nadzieję, że to wielkie dobro, jakie na co dzień realizuje, będzie kontynuowane! Także to dobro, czynione na naszym blogu.
Ojcu MARIUSZOWI RUDZKIEMU, salezjaninowi, mojemu Przyjacielowi z rodzinnej Parafii, w kolejną rocznicę Święceń kapłańskich życzę, aby nigdy się nie wypalił, a coraz bardziej pogłębiał swoje zjednoczenie z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem - na wzór Założyciela swego Zgromadzenia, Świętego Jana Bosco.
Państwu AGNIESZCE i MARIUSZOWI CHMIELEWSKIM, w rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa, życzę stałego odkrywania piękna życia małżeńskiego i rodzinnego.
I wreszcie, Członkom moich Wspólnot młodzieżowych: JOANNIE ZAWADCE i ZUZANNIE ZAGUBIEŃ – w dniu imienin, oraz KRZYSZTOFOWI SOPYLE – w dniu urodzin, życzę mocy i mądrości Bożej, oraz wszelkich dobrych natchnień.
Wszystkich Świętujących dzisiaj ogarniam swoją modlitwą!
Dobrego i błogosławionego dnia! Jutrzejszy zaś dzień przyniesie nam - słówko z Syberii!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 6 Tygodnia Wielkanocy,
Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny,
Wspomożycielki Wiernych,
do czytań: Dz 17,15.22–18,1; J 16,12–15

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
W owych dniach ci, którzy towarzyszyli Pawłowi, zaprowadzili go aż do Aten i powrócili, otrzymawszy polecenie dla Sylasa i Tymoteusza, aby czym prędzej przyszli do niego.
Stanąwszy w środku Areopagu Paweł przemówił: „Mężowie ateńscy, widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem: «Nieznanemu Bogu». Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając. Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko. On z jednego człowieka wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił właściwe czasy i granice ich zamieszkania, aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: «Jesteśmy bowiem z Jego rodu». Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka. Nie zważając na czasy nieświadomości, wzywa Bóg teraz wszędzie i wszystkich ludzi do nawrócenia, dlatego że wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych”.
Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: „Posłuchamy cię o tym innym razem”. Tak Paweł ich opuścił. Niektórzy jednak przyłączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni.
Potem opuścił Ateny i przybył do Koryntu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.
Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi”.

Trzeba naprawdę doceniać, a nawet podziwiać odwagę Pawła, iż zdecydował się głosić Dobrą Nowinę o Zmartwychwstaniu Pana mieszkańcom Aten. Bo – zaiste – trudno nawet stwierdzić, co jest większym utrudzeniem i większą uciążliwością: głosić słowo Boże wrogom, którzy mogą zareagować nawet agresją, czy ludowi tak bardzo próżniaczemu i znudzonemu wszystkim, jak lud ateński?…
Do tekstu dzisiejszego czytania nie zostało włączone zdanie, które w Księdze Dziejów Apostolskich niejako wprowadza do odczytanego przed chwilą fragmentu, a w którym to zdaniu Autor natchniony informuje nas, iż wszyscy Ateńczycy i mieszkający tam przybysze poświęcają czas jedynie bądź na omawianie, bądź na wysłuchiwanie czegoś nowego. Zapewne bowiem nic innego nie mieli do roboty, dlatego prowadzili takie właśnie „smętne” życie, polegające na poszukiwaniu jakichś nowych rozrywek lub wrażeń.
Kiedy zatem pojawił się ktoś, kto mógłby – jak sądzili – wnieść coś nowego do tej ich nudnej i próżnej codzienności, to wykazali jakieś tam zainteresowanie. I za to właśnie należy podziwiać Apostoła, że zdecydował się – wiedząc, do kogo mówi i jak może być odebrany – potraktować ich jednak poważnie i zachęcić ich do wiary w Jedynego Boga i w Jego Syna, Jezusa Chrystusa, który zmartwychwstał.
Tym bardziej, że wcześniej, chodząc ulicami Aten, burzył się Paweł wewnętrznie na wielość bóstw, którym ów próżniaczy lud oddawał cześć. O tym też dzisiaj nie słyszymy, natomiast jest to zapisane w Księdze Dziejów Apostolskich. Słyszymy za to o jednym z ołtarzy, poświęconym Nieznanemu Bogu. Jest to o tyle ciekawe, że ołtarz ten nie służył okazaniu prawdziwej czci Bogu, którego Ateńczycy chcieliby uczcić, ale nie mieli o Nim zbyt wielu informacji.
Ten ołtarz ustawiony tam został niejako „na wszelki wypadek”, a dokładniej w celu swoistego zabezpieczenia się przez Ateńczyków przed możliwością narażenia się jakiemuś bóstwu, które być może istnieje, ale oni nie wiedzą o jego istnieniu i dlatego przeoczyli go w swoim panteonie. Aby zatem nie narazić się temuż domniemanemu bóstwu, wystawili taki właśnie ołtarz: Nieznanemu Bogu.
Paweł postanowił wykorzystać to do wygłoszenia katechezy o prawdziwym Bogu, którego oni rzeczywiście nie znali i którego pomnika na pewno nie mieli w swoich zbiorach. Zresztą, trzeba powiedzieć, że Paweł wykorzystał wszystko, co mógł wykorzystać, aby do serc tegoż – jako rzekliśmy – próżniaczego ludu dotrzeć z Dobrą Nowiną.
Dlatego właśnie nawiązał do wspomnianego ołtarza, dedykowanego Nieznanemu Bogu; dlatego odpowiedział pozytywnie na chwilowe zainteresowanie Ateńczyków i na to, że przez jakiś czas jednak go słuchali, wreszcie – skorzystał także ze swojego wykształcenia i szerokiej erudycji, która pozwoliła mu nawiązywać nawet do dzieł ich poetów! I wszystko to na nic!
Oto bowiem gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: „Posłuchamy cię o tym innym razem”. Czyli – mówiąc wprost – nigdy. Trudno zatem mówić o jakimś szczególnym apostolskim „sukcesie”. Ale też nie była to zupełna porażka Świętego Pawła, gdyż – jak słyszeliśmy – niektórzy […] przyłączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni.
Natomiast niewątpliwie sam fakt głoszenia Dobrej Nowiny takim słuchaczom, w takim kontekście i w takich okolicznościach, potwierdzał niezwykłą odwagę i zapał Apostoła. Że też mu się tak chciało… A jednak!
Niewątpliwie, całe to wydarzenie raz jeszcze dobitnie pokazuje nam, że aby Ewangelia mogła być skutecznie głoszona, to znaczy: aby jej głoszenie przyniosło dobre owoce w naszych sercach, jest potrzebne otwarcie tych serc. Nie da się bowiem niczego zrobić na siłę, nie da się nikogo do niczego na siłę przekonać. Musi być chociaż odrobina dobrej woli i szczerego zainteresowania. Niezwykle zaś trudno jest dotrzeć do serc próżnych i znudzonych, przesyconych nadmiarem różnych mało istotnych nowinek, wyłapywanych jedynie dla zabicia czasu i zaradzenia wszechogarniającej nudzie.
W tym kontekście dość mocno i wyraziście brzmią słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Zapewne z takim właśnie przekonaniem Paweł opuszczał Ateny. Pewnie w głębi serca wierzył, że i do tych ludzi dotrze światło Ewangelii, i oni także swoje serca otworzą. Ale to jeszcze nie ten moment. Bo Słowo zostało im przekazane, ale oni „jeszcze znieść nie mogli”, nie byli w stanie go przyjąć.
Widzimy zatem, Moi Drodzy, jak ważna jest dobra wola z naszej strony, jak ważne jest, abyśmy się ciągle uwalniali od uprzedzeń, od przyjętych z góry założeń, które mogłyby utrudnić nam usłyszenie i zaakceptowanie wskazań ewangelicznych.
Mówiąc wprost: do serca zamkniętego, ale też do serca znudzonego, przesyconego, ociężałego – nie dotrze ani jedno słowo, wypowiedziane i podarowane przez Jezusa. Żeby je przyjąć, trzeba serce uwolnić od tych wszystkich obciążeń – i szeroko otworzyć!
Dokładnie tak, jak uczyniła to Matka Najświętsza, którą dziś wspominamy w liturgii jako Wspomożycielkę Wiernych. Nabożeństwo to sięga początków chrześcijaństwa. Kiedy tylko zaczął rozwijać się wśród wiernych kult Matki Zbawiciela, równocześnie ufność w Jej przemożne wstawiennictwo u Boskiego Syna nakazywała zwracać się do Niej we wszystkich potrzebach życia. Przeto tytuł Wspomożycielki Wiernych zawiera w sobie wszystkie wezwania, w których Kościół wyrażał Najświętszej Maryi Pannie potrzeby i troski swoich dzieci.
Pierwszym, który w historii Kościoła użył tego określenia, był żyjący w IV wielu Święty Efrem, Diakon i największy poeta syryjski, Doktor Kościoła. Napisał on, że „Maryja jest Orędowniczką i Wspomożycielką dla grzeszników i nieszczęśliwych”. W tym samym czasie Święty Grzegorz z Nazjanzu, Patriarcha Konstantynopola i Doktor Kościoła, nazywa Maryję Wspomożycielką rodzaju ludzkiego. Z treści pism Doktorów Kościoła wynika, że przez słowo „Wspomożycielka” rozumieli oni wszelkie formy pomocy, jakich nam Matka Boża może udzielić.
Tak więc pierwotne nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki zawierało w sobie przekonanie wiernych o wszechpośrednictwie łaski, to znaczy, że Maryja jest Szafarką Bożych łask. 7 października 1571 roku, pod Lepanto, oręż chrześcijański odniósł decydujące zwycięstwo nad flotą turecką, która zagrażała bezpośrednio Italii. Na pamiątkę tego zwycięstwa Święty Papież Pius V włączył do Litanii Loretańskiej nowe wezwanie: „Wspomożenie Wiernych, módl się za nami”.
Z kolei, 12 września 1683 roku, król Jan III Sobieski rozgromił pod Wiedniem Turków. Na podziękowanie Matce Bożej za to zwycięstwo, Błogosławiony Papież Innocenty XI, w roku 1684, zatwierdził w Monachium, przy kościele Świętego Piotra, bractwo Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych. Wreszcie, w roku 1816, tytuł Matki Bożej Wspomożenia Wiernych wchodzi urzędowo do liturgii Kościoła, kiedy Papież Pius VII ustanawia Święto Matki Bożej pod tym wezwaniem na dzień 24 maja, jako podziękowanie Matce Bożej, że właśnie tego dnia, uwolniony z niewoli Napoleona, mógł szczęśliwie powrócić na osieroconą przez szereg lat Stolicę rzymską.
W Polsce wielkim czcicielem Matki Bożej Wspomożycielki był – między innymi – Prymas Polski, Stefan Kardynał Wyszyński. I to dzięki jego staraniom, w dniu 5 września 1958 roku, Episkopat Polski wniósł do Stolicy Apostolskiej prośbę o wprowadzenie Święta Maryi Wspomożycielki Wiernych do liturgicznego kalendarza polskiego. Pasterze Kościoła w naszej Ojczyźnie chcieli w ten sposób podkreślić, że naród nasz nie tylko wyróżniał się wśród innych narodów wielkim nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny, ale że może wymienić wiele dat, w których doznał Jej szczególniejszej opieki.
I oto dzisiaj przyzywamy wstawiennictwa Maryi, prosząc Ją, aby wyjednała nam u Tronu Bożego umiejętność słuchania i przyjmowania Dobrej Nowiny o zbawieniu – sercem otwartym, czystym i chłonnym.
W tym kontekście zastanówmy się:
Czy słuchając Bożego słowa, nie wychodzę z założenia, że „już to słyszałem” – czy staram się wyprowadzić z niego jakieś konkretne wskazania dla siebie?
Czy w ogóle czytam na bieżąco Boże słowo?
Czy nie wybieram sobie tylko tego Słowa, które mi z różnych względów „bardziej pasuje”?

Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy…

wtorek, 23 maja 2017

Zachwiały się fundamenty więzienia!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Iwona Zagubień, moja dobra Znajoma z czasów, kiedy posługiwałem w Celestynowie. Dziękując za życzliwość i pomoc, życzę, aby - jak dotychczas - wprowadzała dobrego ducha do swojej Rodziny i zarażała wszystkich wokół swoją pogodą ducha. I aby tę pogodę ducha stale czerpała od Ducha - oczywiście: Świętego. Zapewniam o modlitwie.
      I cóż, moi Drodzy, znowu od rana słyszmy o zamachu, tym razem w Wielkiej Brytanii... Kiedy świat wreszcie zmądrzeje? Kiedy zmądrzeje Europa? Czy w ogóle?...
       Ja nadziei nie tracę. Wierzę, że przesłanie Fatimy trafi do serc ludzkich. Natomiast modlę się - a będę to czynił jeszcze intensywniej - o jak najszybszy rozpad Unii Europejskiej, która jako żywo przypomina mi owo więzienie z dzisiejszego pierwszego czytania. Mam nadzieję, że taki sam los spotka to więzienie, które coraz bardziej krępuje, a wręcz zwalcza chrześcijańską Europę.
                                     Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Wtorek 6 Tygodnia Wielkanocy,
do czytań: Dz 16,22–34; J 16,5–11

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Tłum Filipian zwrócił się przeciwko Pawłowi i Sylasowi, a pretorzy kazali zedrzeć z nich szaty i siec ich rózgami. Po wymierzeniu wielu razów wtrącili ich do więzienia, przykazując strażnikowi, aby ich dobrze pilnował. Otrzymawszy taki rozkaz, wtrącił ich do wewnętrznego lochu i dla bezpieczeństwa zakuł im nogi w dyby.
O północy Paweł i Sylas modlili się śpiewając hymny Bogu. A więźniowie im się przysłuchiwali. Nagle powstało silne trzęsienie ziemi, tak że zachwiały się fundamenty więzienia. Natychmiast otwarły się wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany. Gdy strażnik zerwał się ze snu i zobaczył drzwi więzienia otwarte, dobył miecza i chciał się zabić, sądząc, że więźniowie uciekli. „Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy!” – krzyknął Paweł na cały głos.
Wtedy tamten zażądał światła, wskoczył do lochu i przypadł drżący do stóp Pawła i Sylasa. A wyprowadziwszy ich na zewnątrz rzekł: „Panowie, co mam czynić, aby się zbawić?” Odpowiedzieli mu: „Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i dom swój”.
Opowiedzieli więc naukę Pana jemu i wszystkim jego domownikom. Tej samej godziny w nocy wziął ich z sobą, obmył rany i natychmiast przyjął chrzest wraz z całym swym domem. Wprowadził ich też do swego mieszkania, zastawił stół i razem z całym domem cieszył się bardzo, że uwierzył Bogu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Teraz idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: «Dokąd idziesz?» Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was.
On zaś gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu, bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś, bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie, bo władca tego świata został osądzony”.

Niestety, w całym pięknym dziele ewangelizacyjnym, dokonującym się w młodym Kościele – którego Księga Dziejów Apostolskich jest jednym wielkim świadectwem – oprócz ewidentnych „sukcesów”, odnoszonych na tym polu, nie brakowało także takich sytuacji, jak ta opisana dzisiaj, kiedy to tłum Filipian zwrócił się przeciwko Pawłowi i Sylasowi, a pretorzy kazali zedrzeć z nich szaty i siec ich rózgami. Po wymierzeniu wielu razów wtrącili ich do więzienia, przykazując strażnikowi, aby ich dobrze pilnował. Otrzymawszy taki rozkaz, wtrącił ich do wewnętrznego lochu i dla bezpieczeństwa zakuł im nogi w dyby.
A wiemy, że ten i wszystkie inne trudne momenty, opisane we wspomnianej Księdze, to tylko zaledwie początek całego potężnego martyrologium świadków Chrystusa, dokonującego się na przestrzeni dwóch tysięcy lat, a z wyjątkowo wzmożoną intensywnością dokonującego się w naszych czasach. Obecnie bowiem znowu musimy mówić o szczególnie brutalnych i naznaczonych wyjątkowo absurdalną wściekłością atakach na Chrystusa, Jego Kościół, Jego zasady i Jego wyznawców. Zwłaszcza tych bezkompromisowych.
Jednakże omawiane tu dzisiejsze czytanie pokazuje nam – jak w soczewce – procesy, dokonujące się w kontekście wspomnianych prześladowań na przestrzeni wieków. To znaczy, cała sekwencja wydarzeń, o jakich dziś słyszymy, to takie „streszczenie” wydarzeń, o jakich później wiele razy będzie mówiła historia Kościoła. O co dokładnie chodzi?
Przyjrzyjmy się dokładnie: Oto Apostołowie stali się celem wzmożonego ataku ze strony „tłumu Filipian”, a następnie – z polecenia pretorów – zostali ubiczowani i wtrąceni do więzienia, gdzie nie tylko zamknięto ich w celach, ale jeszcze zakuto nogi w dyby i postawiono straże. Mamy tu więc zapowiedź takich, lub jeszcze bardziej brutalnych prześladowań, jakie przez kolejne wieki spotykały uczniów Chrystusa, kiedy to nie tylko ich bito i więziono, ale wręcz zabijano.
Jednak dzisiaj słyszymy, że kiedy Apostołowie nie zlękli się tego, co ich spotkało i co jeszcze ewentualnie miało spotkać, a bezgranicznie zaufali Panu, czego wyraźnym znakiem był ich śpiew w celi, wtedy Bóg sam upomniał się o nich. Jak to przed chwilą usłyszeliśmy: Nagle powstało silne trzęsienie ziemi, tak że zachwiały się fundamenty więzienia. Natychmiast otwarły się wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany.
I to również, Kochani, jest bardzo symboliczne, bo jest to zapowiedzią tego, co w historii Kościoła i świata ciągle się dokonywało i dokonuje, a mianowicie: tak, jak zachwiały się fundamenty więzienia, tak chwieją się fundamenty wszystkich więzień, a dokładniej: wszystkich potęg tego świata, sprzeciwiających się Chrystusowi i Jego wyznawcom. I choć chrześcijanie płacili i wciąż płacą krwawą cenę za wyznawanie swojej wiary, to jednak Kościół wciąż trwa i trwać będzie, podczas gdy tyle już potęg i imperiów, walczącym z nim na przestrzeni wieków, rozpadło się hukiem – i ślad po nich zaginął.
I te, które dzisiaj z nim walczą, tak samo upadną! Tak, zachwieją się fundamenty więzień, otworzą się drzwi, opadną kajdany. Chrystus po raz kolejny zwycięży – w bezkompromisowym bohaterstwie swoich wyznawców. W ten sposób spełnia się Jego zapowiedź, jaką skierował do nas w dzisiejszej Ewangelii, iż ześle Pocieszyciela, który gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. […] Bo władca tego świata został osądzony.
Władca tego świata – pisany małą literą, a więc szatan, czyli ten, który uzurpuje sobie władzę nad światem – został ostatecznie osądzony. I poniósł dziejową klęskę. Teraz natomiast musi ją ponosić codziennie, w życiu każdej i każdego z nas.
Ale to już zależy od nas – czy całą naszą ufność złożymy w Jezusie i tak będziemy z Nim zjednoczeni, że będzie On mógł kruszyć fundamenty więzień i uwalniać nas od kajdan, które nas zniewalają – czy może jest nam tak dobrze w naszych więzieniach i z kajdanami naszych zniewoleń, że wcale nie upieramy się aż tak bardzo, żeby Jezus je kruszył i zwyciężał… To naprawdę zależy od nas.
Jeżeli natomiast naprawdę tego chcemy – zwycięstwo nad złym duchem i jego knowaniami mamy gwarantowane!
Pomyślmy:
Czy nie stwierdzam w sobie choćby podświadomego przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet powszedniego?
Jak walczę ze swoją wadą główną?
Czy w obliczu trudności, jakie na co dzień spotykają mnie z powodu wyznawanej wiary, nie załamuję się, lub trwożliwie nie ukrywam swoich przekonań?

Mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was…