niedziela, 23 kwietnia 2017

Błogosławieni, którzy uwierzyli!

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, chociaż ze względu na niedzielę liturgiczna Uroczystość Świętego Wojciecha została przeniesiona na jutro, to jednak w dniu dzisiejszym imieniny obchodzą:
Ksiądz Wojciech Cholewa – mój Kolega kursowy;
Ksiądz Wojciech Bazan, Ksiądz Wojciech Lipka, Ksiądz Jerzy Duda, Ksiądz Jerzy Banak, Ksiądz Jerzy Przychodzeń – Kapłani z różnych względów mi bliscy i życzliwi;
Wojciech Wałachowski, Wojciech Bronisz, Wojciech Kubiak, Wojciech Sęk, Wojciech Głowienka – których spotkałem na przestrzeni kolejnych lat mojej pracy kapłańskiej jako zaangażowanych w życie Kościoła w różnych Wspólnotach młodzieżowych;
Wojciech Wysocki – z którym stale koresponduję na naszym forum, na stronie: „Napisz do mnie”;
Jerzy Karlewski – z którym miałem przyjemność przez lata współpracować w ramach Pieszej Pielgrzymki Podlaskiej na Jasną Górę;
Jerzy Jaroń – Wójt gminy Miastków Kościelny, a jednocześnie Człowiek bardzo życzliwy i głęboko wierzący.
Urodziny zaś obchodzą:
Ojciec Mariusz Rudzki, Salezjanin, pochodzący z naszej rodzinnej Parafii – z którym przyjaźnimy się już od czasu wspólnej służby lektorskiej;
Piotr Paziewski – należący w swoim czasie do jednej z moich Wspólnot młodzieżowych.
Wszystkim dzisiejszym Solenizantom i Jubilatom życzę, aby tak, jak Tomasz Didymos i jak Siostra Faustyna codziennie odkrywali piękno oblicza Jezusa Miłosiernego! O to będę się dla Nich modlił.
Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym Kościół obdarza nas łaską odpustu zupełnego – pod zwykłymi warunkami – za pobożne odmówienie Koronki do Bożego miłosierdzia przed Najświętszym Sakramentem, zarówno wystawionym, jak i przechowywanym w tabernakulum. W Miastkowie Koronka będzie odmawiana na zakończenie każdej Mszy Świętej.
Dziękujemy Księdzu Markowi za wczorajsze słówko i za piękne świadectwo… Kany Galilejskiej na Syberii! Szkoda, że ta radość zmieszała się ze smutkiem, spowodowanym spaleniem kościoła w Biełastoku… Na ten temat Ksiądz Marek wypowiedział się w jednym z ostatnich numerów Gazety Polskiej. Być może, więcej informacji o całym wydarzeniu pojawi się na naszym forum jutro, kiedy to będzie kolejne słówko z Syberii.
Póki co, proszę o intensywną modlitwę za tę małą wspólnotę katolików, która tak nagle pozbawiona została swojej świątyni. Prośmy dla Nich o szczególne Boże miłosierdzie.
Na głębokie i pobożne przeżywanie Drugiej Niedzieli Wielkanocnej – Święta Bożego miłosierdzia – niech Was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek

2 Niedziela Wielkanocna, A,
do czytań: Dz 2,42–47; 1 P 1,3–9; J 20,19–31

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Bracia trwali w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie.
Bojaźń ogarniała każdego, gdyż apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby.
Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im tych, którzy dostępowali zbawienia.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:
Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą do zbawienia, gotowego na to, aby się objawić w czasie ostatecznym.
Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku przez różnorodne doświadczenia. Przez to wartość waszej wiary okaże się wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy choć nie widzieliście Go, miłujecie Go. Teraz wierzycie w Niego, chociaż nie widzieliście. Natomiast wierząc, ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągnięcie cel waszej wiary: zbawienie dusz.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam, gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!” A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana.
A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.
Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!”.
Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”.
A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”.
Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!”
Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.
I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.

Czy zastanawialiśmy się kiedyś, dlaczego w Drugą Niedzielę Wielkanocy, czyli w Święto Miłosierdzia Bożego, Kościół czyta nam właśnie tę Ewangelię, którą przed chwilą usłyszeliśmy? A warto tu zauważyć, że pomimo tego, iż czytania niedzielne ułożone są w lekcjonarzu w cyklu trzyletnim i w związku z tym konkretny zestaw czytań powtarza się właśnie co trzy lata, to jednak akurat ta Ewangelia oparła się tej prawidłowości i jest ta sama co roku, w Drugą Niedzielę Wielkanocy. Zmieniają się pierwsze czytania, zmieniają się drugie czytania, a Ewangelia jest dokładnie ta sama. Co Kościół chce nam przez ten fakt powiedzieć?
Myślę, że łatwiej będzie to zrozumieć i na to pytanie odpowiedzieć, jeżeli spojrzymy na obraz Jezusa Miłosiernego. Wydaje się bowiem, że Apostołowie, zgromadzeni w jednym miejscu, a szczególnie Tomasz Didymos, patrzyli na to samo Oblicze, w które dziewiętnaście wieków później wpatrywała się Siostra Faustyna Kowalska, a wraz z nią – wszyscy, którzy wpatrywali się i wciąż wpatrują z miłością w obraz Jezusa Miłosiernego, namalowany według jej wizji. I także rany, które na Ciele swego Mistrza widzieli Apostołowie, a Tomasz Didymos dotykał, to są te same rany „jaśniejące chwałą” (jak je określamy w liturgii Wigilii Paschalnej), które promieniują na wspomnianym obrazie.
I wreszcie, przesłanie pokoju, z jakim wówczas Jezus przyszedł do swoich uczniów, to jest to samo przesłanie, z jakim zwrócił się do Siostry Faustyny, co ona zresztą skrzętnie spisała w swoim „Dzienniczku”… Spotykając się z Apostołami, Jezus dał im władzę odpuszczania grzechów. Siostra Faustyna zaś została wezwana, aby prowadziła ludzi do źródeł Bożego miłosierdzia…
Z tych wszystkich powodów pewnie nie będziemy się aż tak bardzo dziwić, że akurat ta właśnie Ewangelia jest dzisiaj czytana. I nie nie będzie dla nas żadnym zaskoczeniem, że w pierwszym czytaniu otrzymujemy świadectwo atmosfery, panującej we wspólnocie młodego Kościoła.
Co do pierwszych czytań, jakie odnajdujemy w poszczególnych zestawach, przeznaczonych na dzisiejszą niedzielę, to choć są nimi – w przeciwieństwie do Ewangelii – różne teksty, zaczerpnięte z Księgi Dziejów Apostolskich, to jednak są one bardzo podobne w treści. W dwóch przypadkach – między innymi dzisiaj – są to tak zwane „summaria”, a więc takie małe streszczenia, w których Autor Księgi Dziejów Apostolskich dokonuje właśnie pewnego podsumowania tego, o czym pisze i w których daje nam całościowe spojrzenie na atmosferę, panującą w młodym Kościele.
Nie dokonamy zapewne wielkiego odkrycia, jeśli powiemy, że są to opisy bardzo optymistyczne, podnoszące na duchu, niezwykle budujące i pokazujące ogromny dynamizm, z jakim Kościół wówczas się rozwijał.
W drugim zaś czytaniu, Piotr Apostoł spina swoistą klamrą pierwsze czytanie i Ewangelię, pisząc: Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei!
Po czym zwraca uwagę, że świadectwo, dawane Chrystusowi, będzie się wiązało z pewnym poświęceniem, a nawet cierpieniem, tak o tym pisząc: Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku przez różnorodne doświadczenia. Przez to wartość waszej wiary okaże się wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy choć nie widzieliście Go, miłujecie Go. Teraz wierzycie w Niego, chociaż nie widzieliście. Natomiast wierząc, ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągnięcie cel waszej wiary: zbawienie dusz.
Szczególnie zwraca uwagę to zdanie: Wy choć nie widzieliście Go, miłujecie Go. Trudno nie dopatrzeć się w nim nawiązania do słów Jezusa, skierowanych do Tomasza Didymosa: Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
Znamienną w tym kontekście wydaje się wola Jezusa, aby w naszych czasach jednak objawić ponownie swoje Oblicze i raz jeszcze pokazać ludziom swoje rany – właśnie na obrazie, namalowanym według wizji, danej Siostrze Faustynie. Obraz ten jest jedną z pięciu form realizacji kultu Bożego miłosierdzia, obok: Koronki do Bożego miłosierdzia, Godziny miłosierdzia, Święta miłosierdzia, oraz szerzenia czci Bożego miłosierdzia. Jezus chciał – wśród tych pięciu znaków – dać nam ponownie obraz swego Oblicza i swoich ran… Dlaczego?
Czy nie dlatego, że żyjemy w czasach, w których nie tylko błogosławieni są ci, co nie ujrzeli, a uwierzyli, ale też coraz bardziej błogosławieni są ci, co ujrzeli i uwierzyli, bo wielu spośród tych, którzy ujrzeli – nie uwierzyło?…
Pierwsze czytanie pokazuje nam wspólnotę młodego Kościoła, w której już nie było Jezusa na sposób widzialny, na sposób fizyczny, na sposób „dotykalny” – czyli taki, który Tomaszowi Didymosowi pozwolił doświadczyć Jezusowej obecności ponad wszelką wątpliwość. Po Wniebowstąpieniu, już w ten sposób Jezusa nie oglądano. Ale czy chociażby z tego opisu, którego wysłuchaliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu, nie da się odnieść wrażenia, że Jezus był tam naprawdę obecny? I to bardzo, ale to bardzo realnie?
Przecież tam każdy gest, każdy czyn, każde słowo – dosłownie wszystko – potwierdzało Jego obecność! Członkowie wspólnoty młodego Kościoła funkcjonowali tak, jak gdyby On był z nimi fizycznie, namacalnie! Bo faktycznie był – tyle, że duchowo…
Tak samo dzisiaj jest obecny wśród nas: w Sakramentach , w swoim Słowie… Ale też – w swoim obrazie i w całej idei swego miłosierdzia, którą to ideę zechciał przypomnieć światu i raz jeszcze bardzo wypromować przez posługę skromnej Zakonnicy z Polski…
Zatem, Jezus naprawdę jest wśród nas! I tak, jak do swoich Apostołów, i jak do Siostry Faustyny, tak i do nas wychodzi, aby powiedzieć: Pokój Wam! A nie tylko powiedzieć, ale i obdarzyć swoich pokojem – aby okazać swoje niezmierzone miłosierdzie. A my – cóż na to?…
Chociaż kult Bożego miłosierdzia jest wśród nas dość mocno rozpowszechniony, tak że chyba nie ma domu, w którym nie byłoby choćby małego obrazka Jezusa miłosiernego i chyba nie ma osoby wierzącej, która nie umiałaby odmawiać Koronki do Bożego miłosierdzia – to jednak byłoby dobrze, abyśmy dzisiaj raz jeszcze głęboko przejęli się zaproszeniem Jezusa i zapragnęli jeszcze mocniej i bardziej gorliwie modlić się o miłosierdzie dla nas i całego świata. Ale też – abyśmy chcieli to Boże miłosierdzie nieść innym; okazywać je innym, okazywać je sobie nawzajem. Tak, jak członkowie wspólnoty młodego Kościoła!
Szczególnie w naszych czasach, w których tak wielu widzi, a nie wierzy – widzi konkretne znaki działania Jezusa w Kościele i przez Kościół, a ciągle jeszcze nie daje się przekonać i nie chce za Tomaszem Didymosem powtórzyć: Pan mój i Bóg mój!
Właśnie w tych naszych, tak bardzo trudnych czasach potrzeba, by Boże miłosierdzie jaśniało nie tylko z obrazu, namalowanego według wskazań Siostry Faustyny, i nie tylko ze słów jej „Dzienniczka”, i nie tylko z realizacji pozostałych form kultu tegoż miłosierdzia – ale z konkretnych postaw ludzi wierzących! Z naszych konkretnych postaw! Z naszych postaw i zachowań – pełnych miłosierdzia!

sobota, 22 kwietnia 2017

Przemiana słabiaków w mocarzy

 
Kilka zdjęć ze ślubu w Uraju
 (Dz 4,13-21)
Przełożeni i starsi, i uczeni widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich też towarzyszy Jezusa. A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi. Kazali więc im wyjść z sali Rady i naradzili się: Co mamy zrobić z tymi ludźmi? - mówili jeden do drugiego - bo dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jerozolimy. Przecież temu nie możemy zaprzeczyć. Aby jednak nie rozpowszechniało się to wśród ludu, zabrońmy im surowo przemawiać do kogokolwiek w to imię. Przywołali ich potem i zakazali im w ogóle przemawiać, i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli. Oni zaś ponowili groźby, a nie znajdując żadnej podstawy do wymierzenia im kary, wypuścili ich ze względu na lud, bo wszyscy wielbili Boga z powodu tego, co się stało.

(Mk 16,9-15)
Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć. Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pozdrawiam serdecznie z Syberii, z miasta Uraj, 720 km. od Surgutu, ale z mojej parafii.

Głosimy Jezusa Zmartwychwstałego, zgodnie z tym o co Jezus dziś prosi - po całej Ziemi. I tak, w niedziele pojechaliśmy na północ, do miast Nojabrsk i Gubkinskij, zrobiliśmy jakieś 1200 km. wróciliśmy we wtorek, i w czwartek pojechaliśmy na południowy zachód, 720 w jedną stronę, odwiedzając miasta Uraj i Chanty-Mansyjsk. Szkoda ze nie udało się odwiedzić jeszcze kilku miast, a nawet nie przesadzę jeśli powiem - kilkunastu miast. Ale to jeszcze przed nami. I to wszystko w obrębie jednej parafii, i nie są to wcale najbardziej oddalone punkty na terenie parafii.

Wczoraj w Uraju był ślub a potem byliśmy na weselu. Ślub dość ciekawy - bardzo pobożna katoliczka i chłopak z tatarskiej rodziny, nieochrzczony, przyznający się do islamu, choć niewiele o nim wie. Jednak samo przygotowanie do ślubu i ślub przeżywał pięknie. Ślub był w restauracji ormiańskiej gdzie potem było wesele. Pierwszy raz w takich warunkach błogosławiłem związek małżeński. Szczególnie ciekawie brzmiała tam Ewangelia o Kanie Galilejskiej, bo przecież Jezus tam też nie przyszedł do kościoła ale na sale weselną. Piękna, bardzo rodzinna atmosfera tego ślubu i wielkie zainteresowanie kilku osób, które były na ślubie, ale nie są katolikami.

Proszę o modlitwę za tę nowa rodzinę, zwłaszcza o dar wiary w Jezusa dla pana młodego.

To takie nasze paschalne radości.

A jest i nie radość.

W wiosce Biełostok w tomskiej oblasci, gdzie prawie 5 lat posługiwałem, dokąd dojeżdżałem, w nocy z wtorku na środę, spłonął doszczętnie drewniany kościół z 1908 roku. W moim sercu pozostało wiele wspomnień związanych z tym miejscem. Szkoda...

A co dziś w Bożym słowie?

Dzisiejszy fragment Ewangelii pokazuje słabość wiary uczniów Jezusa, Apostołów. Nie chcieli wierzyć... Jak refren powtarza się dziś - nie dali temu wiary..., im też nie uwierzyli... A potem Jezus przychodzi do nich i... „wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego.”

Upór w braku wiary... wyrzucał im, że nie uwierzyli..

Jak czasem trudno jest uwierzyć... Jak trudno na poważnie przyjąć Jezusa, to że On żyje, że kocha, że troszczy się o nas.

piątek, 21 kwietnia 2017

To jest Pan!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, pozdrawiam serdecznie z Miastkowa, gdzie dzisiaj kończy się już nabożeństwo czterdziestogodzinne. Zapewniam, że w jego trakcie - szczególnie w trakcie cichej adoracji Najświętszego Sakramentu - codziennie modlę się za Was! 
    Przypominam ponadto, że dzisiaj nie obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych. Natomiast jutro będzie na naszym forum obowiązywała wstrzemięźliwość od mojego pisania, bo pojawi się - słówko z Syberii!
          Dobrego dnia Wszystkim życzę!
                                        Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Piątek w Oktawie Wielkanocy,
do czytań: Dz 4,1–12; J 21,1–14

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Gdy Piotr i Jan przemawiali do ludu, po uzdrowieniu chromego, podeszli do nich kapłani i dowódca straży świątynnej oraz saduceusze oburzeni, że nauczają lud i głoszą zmartwychwstanie umarłych w Jezusie. Zatrzymali ich i oddali pod straż aż do następnego dnia, bo już był wieczór. A wielu z tych, którzy słyszeli naukę, uwierzyło. Liczba mężczyzn dosięgała około pięciu tysięcy.
Następnego dnia zebrali się ich przełożeni i starsi, i uczeni w Jerozolimie: arcykapłan Annasz, Kajfasz, Jan, Aleksander i ilu ich było z rodu arcykapłańskiego. Postawili ich w środku i pytali: „Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to?”
Wtedy Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział do nich: „Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych, że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy.
On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się kamieniem węgielnym. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus znowu ukazał się nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób:
Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: „Idę łowić ryby”. Odpowiedzieli mu: „Idziemy i my z tobą”. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili.
A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus.
A Jezus rzekł do nich: „Dzieci, czy nie macie nic do jedzenia?”
Odpowiedzieli Mu: „Nie”.
On rzekł do nich: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć.
Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: „To jest Pan!” Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę, był bowiem prawie nagi, i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko, tylko około dwustu łokci.
A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: „Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili”. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: „Chodźcie, posilcie się!” Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: „Kto Ty jesteś?”, bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im, podobnie i rybę.
To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.

Niektórzy mówią – i chyba słusznie – że w tym stwierdzeniu Piotra: Idę łowić ryby, oraz w odpowiedzi pozostałych Apostołów: Idziemy i my z tobą, brzmi cały dramat ludzi totalnie zawiedzionych sytuacją, której doświadczyli. Przez całe bowiem życie byli oni rybakami i spokojnie zajmowali się swoją pracą, w czym zresztą byli coraz lepsi – bo musieli być coraz lepsi, żeby jakoś utrzymać siebie i swoje rodziny. Pewnie, że nie zawsze wszystko zależało od ich fachowości, bo jeśli idzie o łowienie ryb, to jeszcze inne okoliczności – zupełnie niezależne od umiejętności rybaków – trzeba brać pod uwagę, niemniej jednak spokojnie wykonywali swoje zajęcie i tak zasadniczo mogło być przez całe życie…
Jednakże w którymś momencie na ich drodze stanął ów tajemniczy, niezwykły Nauczyciel, który zaprosił ich do współpracy, roztaczając przed ich oczami szerokie perspektywy zdobywania całego świata, łowienia ludzkich serc, co więcej: porwał ich wręcz do tej swojej idei, zachwycił nią, pokazał wiele cudownych wydarzeń – jakże więc mieli Mu nie uwierzyć? Jak mieli nie dać się porwać?
Dlatego pozostawili swoje łodzie, pozostawili swoje rodziny i poszli za Nim. I oto nagle – jeden wielki krach! Wszystko się skończyło! Ich Mistrz – przegrał! Został zabity – i to jeszcze w jaki sposób! A razem z Nim upadły wszystkie plany na przyszłość, wszystkie marzenia o duchowym podboju świata, o łowieniu ludzkich serc – to wszystko runęło z wielkim hukiem razem ze śmiercią tego niepoprawnego Idealisty…
Cóż więc pozostało biednym, zawiedzionym, wręcz oszukanym uczniom?… Jedynie – powrócić do swojego poprzedniego fachu; zająć się tym, na czym dobrze się znali i z czego mieli chleb powszedni – skoro eksperyment z Jezusem się nie udał… Właśnie z takim nastawieniem Piotr wypowiedział dzisiaj owo zdanie: Idę łowić ryby, z takim samym nastawieniem pozostali mu przyklasnęli i postanowili zrobić to samo.
Zdanie to można więc rozszerzyć w ten sposób: „Idę łowić ryby, bo cóż innego mam robić?”… „Idę łowić ryby, bo z czegoś w końcu trzeba żyć!” Albo: „Idę łowić ryby, bo już dość tego bujania w obłokach i podążania za jakimiś baśniami. Trzeba twardo stąpać po ziemi i zawalczyć o swój byt! W końcu, trzy lata zostały pod tym względem zmarnowane, trzeba zadbać o swoje rodziny”…
Kochani, to właśnie takie nastawienie pobrzmiewało w tym krótkim zdaniu Apostoła Piotra i pozostałych Apostołów: poczucie dojmującej życiowej klęski, całkowitego zawodu, totalnego rozczarowania… Jak słyszymy w dzisiejszej Ewangelii: Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. Koszmar więc się tylko jeszcze pogłębiał!
Ale oto pojawił się na brzegu jakiś tajemniczy Osobnik, który – jakby na złość dosłownie – ośmielił się zapytać, czy nie mają czegoś do jedzenia. Ewangelista relacjonuje nam, że odpowiedź była krótka: Nie, ale wydaje się, że było to słowo wypowiedziane przez zaciśnięte zęby i wargi. A tajemniczy Przybysz – jak gdyby nigdy nic – kazał im zarzucić z drugiej strony łodzi.
I tutaj Ewangelista kwituje wszystko jednym zdaniem: Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Czy to wszystko jednak naprawdę odbyło się – ot, tak – zwyczajnie i po prostu? Być może… Być może, Apostołowie byli już tak zdruzgotani całą sytuacją, a do tego jeszcze podrażnieni i wykończeni tą zmarnowaną nocą i nieudanym połowem, że już im było wszystko jedno, czy tę sieć zarzucić, czy nie – i gdzie ją zarzucić. Już może nawet nie chciało się im dyskutować z owym Człowiekiem i tłumaczyć Mu, że przecież łowili, że zarzucali z tej i z tamtej strony, że niczego innego przez całą noc nie robili…
Nie było sensu, a może i siły tego wszystkiego tłumaczyć, skoro więc ów Człowiek tak powiedział, to postanowili zarzucić po prawej stronie łodzi… Dla tak zwanego „świętego spokoju”… I tak nie mieli nic do stracenia
Jednak kiedy to uczynili, stało się coś, co można porównać tylko do gromu z jasnego nieba! Sieć napełniła się takim mnóstwem ryb, że nie mogli jej wyciągnąć! To się stało tak szybko i tak niespodziewanie, że potrząsnęło tymi załamanymi i zawiedzionymi, a do tego totalnie przemęczonymi ludźmi – i postawiło ich na nogi. I to dosłownie, w sensie fizycznym, bo musieli mocno się sprężyć, żeby przepełnioną sieć jakoś wciągnąć do łodzi.
Ale też postawiło ich na nogi w sensie duchowym, w sensie moralnym, bo pokazało, że całe to załamanie, całe to rozczarowanie, całe to poczucie zawodu i oszukania – to wszystko za wcześnie, za szybko. Okazało się, że Wielki Piątek to nie był ostatni akord pięknej, ale – jak mogło się wydawać – utopijnej historii Jezusa z Nazaretu. Okazało się, że Wielki Piątek nie był Jego ostatnim słowem. Jako żywo bowiem – to On przed nimi teraz stanął. On – Jezus Chrystus!
Ten, któremu zaufali, któremu dali się porwać, dla którego zostawili rodziny i całe dotychczasowe życie, dla którego zostawili swój wyuczony fach. Jasno okazało się w tym momencie, że On jednak nie oszukał, jednak nie zawiódł, jednak nie przegrał! Wprost przeciwnie: On wygrał! On zwyciężył! On zmartwychwstał! A zaproszenie do współpracy, które trzy lata wcześniej do nich skierował, okazało się aktualne. Czyli, że jednak będą łowić ludzkie serca – już nie ryby, ale ludzkie serca! We współpracy z Jezusem.
Symbolicznym znakiem tego było niezwykłe śniadanie, na które ich w tym momencie zaprosił. Zauważmy, kiedy pojawił się na brzegu, pytał ich, czy nie mają czegoś do jedzenia, co oznaczałoby, że sam nie miał niczego. Ale kiedy oni podeszli do Niego, wyciągając na brzeg sieć pełną ryb, zobaczyli, że jednak Jezus już coś przygotował, już rozłożył na rozżarzonych węglach chleb i rybę, a im, swoim uczniom, kazał tylko dołożyć ryb, które przed chwilą ułowili, czego zresztą także dokonali dzięki Jego interwencji.
Ten epizod, moi Drodzy, doskonale pokazuje proporcje wkładu i zaangażowania, jakie zachodzą w przypadku współpracy człowieka z łaską Bożą: to Bóg jest Inicjatorem tej współpracy i to On okazuje swoją łaskę, obdarowuje człowieka licznymi dobrami, liczy jednak na to, że człowiek „dołoży” coś od siebie, przy czym to, co człowiek „dołoży”, to też będzie uzyskane dzięki Bożej pomocy i łasce. Tak to w dużym skrócie wygląda.
Pomimo tego jednak – Bóg bardzo liczy na ten wkład człowieka, uważa go wręcz za konieczny! Tak, jak Jezus uznał za konieczny wkład Apostołów do śniadania, które mieli za chwilę wspólnie spożyć. Wszystko to zaś – nie straćmy tego sprzed oczu – dokonało się w sytuacji po ludzku wręcz beznadziejnej, w sytuacji totalnego rozczarowania i poczucia zupełnego zawodu… To właśnie w takiej sytuacji Jezus przyszedł do swoich uczniów, to właśnie wtedy pokazał się im i poratował, odnowił w nich nadzieję.
Potem jeszcze wielokrotnie mieli się znaleźć w sytuacji trudnej – chociażby takiej, jak ta, opisana w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Ale żadne z prześladowań, którym mieli zostać poddani, nie mogło zachwiać już ich wewnętrzną, duchową konstrukcją, bo została ona zbudowana na tak bardzo mocnym fundamencie, na nienaruszalnym fundamencie – na Jezusowym Zmartwychwstaniu!
Skoro bowiem przekonali się, że ich Mistrz jednak nie zawiódł, nie wyprowadził w pole, nie oszukał, a tak bezapelacyjnie zwyciężył – to cóż mogło ich załamać, cóż mogło nimi zachwiać, cóż mogło odebrać im nadzieję, zapał i tę wielką odwagę, z jaką byli w stanie powiedzieć prosto w oczy arcykapłanom i przywódcom narodu: Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych!
Moi Drodzy, my sobie chyba nawet nie zdajemy sprawy, ile trzeba było mieć odwagi, aby powiedzieć ówczesnej elicie duchowej, a jednocześnie politycznej to, co dziś powiedzieli Apostołowie. Przecież Jezus został skazany na śmierć właśnie za to, że uznawał siebie za Syna Bożego. A oto Apostołowie, uwięzieni przecież i postawieni przed sądem ludzi, mogących zrobić z nimi dosłownie wszystko – oczywiście, w tym wymiarze fizycznym – jak gdyby nigdy nic mówią im prosto w oczy, że to właśnie oni, przywódcy ludu, ukrzyżowali Jezusa, a Bóg wskrzesił Go z martwych!
I tak wiele razy Apostołowie i inni wyznawcy Mistrza z Nazaretu dawali – i do dziś dają – odważne świadectwo o swojej wierze w Niego, o swojej miłości do Niego. A dlaczego dają? Bo przekonali się, że On ich jednak nie oszukał, jednak ich nie zawiódł, jednak ich nie rozczarował, nie zostawił samymi. Oni wszyscy po wielekroć przekonali się, że Jezus zmartwychwstał właśnie dla nich i napełnił ich serca mocą i odwagą. Zaprosił do współpracy ze sobą, dając jednocześnie potrzebne natchnienia i siły do podjęcia tej współpracy.
Jeżeli zatem dzisiaj, w kolejnym dniu Oktawy Uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego, pytamy: Jak rozpoznać Zmartwychwstałego? Gdzie go spotkać? – to w świetle dzisiejszego Bożego słowa odpowiadamy, że Jezus zmartwychwstały przychodzi zawsze i wszędzie tam, gdzie człowiekowi jest szczególnie ciężko, gdzie człowiek traci nadzieję i sens życia, gdzie czuje się oszukany przez życie i opuszczony przez ludzi, gdzie palą na panewce wszystkie jego życiowe plany, a misternie budowane wizje przyszłości rozpadają się niczym domek z kart…
Zawsze wtedy Jezus zmartwychwstały pojawia się gdzieś w pobliżu, aby zaproponować zarzucenie sieci jeszcze raz – pomimo tego, że już tyle razy była ona zarzucana i nic to nie dało… Jeszcze raz, z innej strony, w inny sposób, ale koniecznie – tak, jak powie On, Jezus. I na Jego polecenie. I pod Jego okiem. A wtedy problemy, które wydawały się górą lodową nie do pokonania i przepaścią nie do przebycia – mogą prysnąć w jednym momencie.
Trzeba tylko posłuchać Jezusa, trzeba zaufać Jezusowi, przyjąć Jego rozwiązania, podjąć z Nim współpracę… I to tak na sto procent, bez cienia wahania, bez najmniejszych obaw. Bo ludzie nieraz zawiedli i ludzkie przyjaźnie okazywały się nietrwałe, a ludzkie wsparcie – zawodne. I nieraz jeszcze, niestety, z całą pewnością tak właśnie będzie. Jezus natomiast nigdy nas nie zawiódł – i z całą pewnością nigdy nas nie zawiedzie! Możemy być tego całkowicie pewni…
W tym kontekście pomyślmy w chwili ciszy:
Czy jestem tak wewnętrznie szczerze przekonany, że Jezus jest w stanie rozwiązać każdy mój problem?
Czy nie obrażam się na Jezusa, kiedy okazuje się, że działa On w moim życiu niezupełnie po mojej myśli?
Czy zbyt łatwo nie załamuję się i nie poddaję pod wpływem trudniejszych życiowych sytuacji i doświadczeń?

On rzekł do nich: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: „To jest Pan!”

czwartek, 20 kwietnia 2017

Przeżywać Zmartwychwstanie - w Kościele!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Agnieszka Chmielewska, z którą miałem przyjemność poznać się już na pierwszym moim wikariacie, w Radoryżu Kościelnym, oraz Agnieszka Szeląg, z którą z kolei poznałem się w Celestynowie. W czasie mojej posługi w tychże Parafiach zarówno jedna, jak i druga Solenizantka - bardzo mnie wspierały. I do dziś utrzymujemy łączność. Dziękując za wszelką życzliwość, życzę odwagi w codziennym świadczeniu swoim życiem o Chrystusowym Zmartwychwstaniu! O to będę się dla obu Pań modlił.
     Pozdrawiam Wszystkich z Miastkowa, gdzie dzisiaj drugi dzień nabożeństwa czterdziestogodzinnego. Frekwencja - fatalna! Ale - cóż... Każdy musi już sobie sam te sprawy jakoś "ustawić" w sercu...
                                 Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Czwartek w Oktawie Wielkanocy,
do czytań: Dz 3,11–26; Łk 24,35–48

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Gdy chromy, uzdrowiony, trzymał się Piotra i Jana, cały lud zdumiony zbiegł się do nich w krużganku, który zwano Salomonowym.
Na ten widok Piotr przemówił do ludu: „Mężowie izraelscy! Dlaczego dziwicie się temu? I dlaczego także patrzycie na nas, jakbyśmy własną mocą lub pobożnością sprawili, że on chodzi? Bóg naszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba wsławił Sługę swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się świętego i sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami.
I przez wiarę w Jego imię temu człowiekowi, którego widzicie i którego znacie, Imię to przywróciło siły. Wiara wzbudzona przez niego dała mu tę pełnię sił, którą wszyscy widzicie.
Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak przełożeni wasi. A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał. Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, którego niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy, co od wieków przepowiedział Bóg przez usta swoich świętych proroków.
Powiedział przecież Mojżesz: «Proroka jak ja wzbudzi wam Pan, Bóg nasz, spośród braci waszych. Słuchajcie Go we wszystkim, co wam powie. A każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu». Zapowiadali te dni także pozostali prorocy, którzy przemawiali od czasów Samuela i jego następców.
Wy jesteście synami proroków i przymierza, które Bóg zawarł z waszymi ojcami, kiedy rzekł do Abrahama: «Błogosławione będą w potomstwie twoim wszystkie narody ziemi». Dla was w pierwszym rzędzie wskrzesił Bóg Sługę swego i posłał Go, aby błogosławił wam w sprawie odwrócenia się każdego z was od swoich grzechów”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba.
A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam”.
Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.
Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?” Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec wszystkich.
Potem rzekł do nich: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma.
I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego”.

Jak rozpoznać Zmartwychwstałego? – zastanawiamy się w kolejnych dniach Oktawy Uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego. Śledząc kolejne spotkania Jezusa ze swoimi najbliższymi, w sumie chyba nie dziwimy się ich zaskoczeniu, ich niedowierzaniu, ich konsternacji, bo i sami zapewne nie reagowalibyśmy inaczej, gdyby człowiek, którego śmierć widzieliśmy, nagle stanął przed nami żywy i w zupełnie dobrej formie. A o takiej sytuacji w tych dniach słyszymy.
Oba dzisiejsze czytania stanowią dalszy ciąg historii, opisanych w czytaniach wczorajszych, przynosząc jednocześnie nowe fakty. W pierwszym czytaniu, z Księgi Dziejów Apostolskich, słyszymy Apostoła Piotra, jak wykorzystując poruszenie, wywołane uzdrowieniem chromego, wskazuje na Zmartwychwstanie Jezusa, jako źródło mocy do dokonania owego niezwykłego czynu. Tak, to nie swoją własną mocą, ale mocą Jezusa Zmartwychwstałego Apostołowie dokonali cudownego uzdrowienia.
Święty Piotr mówi o tym w dość obszernej katechezie – jednej z wielu, jakie w tym okresie wygłasza – w której dokładnie relacjonuje okoliczności skazania Jezusa i doprowadzenia Go aż na krzyż, nie łagodząc tychże okoliczności, ale precyzyjnie je określając i szczegółowo przypominając. Co ciekawe, pomimo pojednawczego tonu całej katechezy i wyraźnego wyakcentowania zwycięstwa Jezusa, Piotr nie waha się wskazać na odpowiedzialność Żydów za Jego skazanie, nawet stawiając jakby w lepszym świetle Piłata, usiłującego Jezusa uwolnić, aniżeli Żydów, dążących za wszelką cenę do Jego zgładzenia.
Druga część katechezy, a zwłaszcza jej końcówka, już wyraźnie wskazuje na to, że zarówno uzdrowienie, które się przed chwilą dokonało, jak i Zmartwychwstanie Jezusa, którego mocą to uzdrowienie się dokonało – to wszystko stało się nie po to, aby ludzi zaskoczyć, zachwycić, bądź wzruszyć, tylko po to, aby mocą tych niezwykłych tajemnic dokonało się prawdziwe nawrócenie ludzkich serc! Piotr tak o tym mówi do swoich żydowskich słuchaczy: Dla was w pierwszym rzędzie wskrzesił Bóg Sługę swego i posłał Go, aby błogosławił wam w sprawie odwrócenia się każdego z was od swoich grzechów.
Z kolei dzisiejsza Ewangelia to dalszy ciąg tej pięknej historii, którą słyszeliśmy wczoraj: historii spotkania w drodze do Emaus i w samym Emaus. Słyszymy w niej, że dwaj rozmówcy Jezusa powrócili do Jerozolimy i z przejęciem opowiadali, czegóż to doświadczyli, ale zbyt dużo opowiadać nie musieli, oto bowiem sam Jezus stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam”. Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. A kiedy dalej nie mogli uwierzyć, poprosił o coś do jedzenia i – rzeczywiście – jadł wobec wszystkich. Czyli jednak nie był duchem, bo duchy raczej nie jadają…
Przy czym te wszystkie doświadczenia – jeśli tak można je nazwać – fizyczne ze spotkania z Jezusem, nie były ostatecznym argumentem, potwierdzającym fakt Zmartwychwstania. Mówiąc jeszcze inaczej, Jezus nie poprzestał na tym, że pokazał się uczniom, pozwalając się zobaczyć, a nawet dotknąć, czy też spożywając posiłek wobec wszystkich… On jeszcze chciał, aby do Jego uczniów dotarły argumenty rozumowe, by nie tylko na płaszczyźnie zewnętrznego, łatwego zachwytu rozpatrywali fakt Zmartwychwstania, ale także starali się zrozumieć, co i dlaczego się stało.
Naturalnie, pełne zrozumienie tego wszystkiego ludzkimi siłami intelektualnymi nie jest możliwe, natomiast jakieś zrozumienie – przynajmniej jego próba – z całą pewnością tak. Dlatego właśnie Jezus tłumaczy: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego”.
Widzimy zatem, moi Drodzy, że Jezus zmartwychwstały dzisiaj już tak oficjalnie i wprost przedstawia się swojemu Kościołowi, a dokładnie: jego przyszłym Pasterzom. Staje wobec nich, pokazuje się im, aby nie mieli wątpliwości, że naprawdę żyje; tłumaczy im, co się tak naprawdę stało, wskazując jednocześnie na starotestamentalny kontekst, po czym stwierdza: Wy jesteście świadkami tego! Czyli – pierwszy akt posłania. Pierwszy, bo ten zasadniczy będzie miał miejsce w chwili Wniebowstąpienia.
Wypełniając ów akt posłania, Apostołowie – na czele z Piotrem – intensywnie, odważnie, pracowicie i wytrwale obwieszczali wszystkim wokół radosną nowinę o Zmartwychwstaniu swego Mistrza. Jedną z takich sytuacji dzisiaj zobaczyliśmy, słuchając pierwszego czytania.
Po wysłuchaniu zaś całej dzisiejszej liturgii Słowa, możemy spróbować odpowiedzieć na to pytanie, które towarzyszy nam w kolejnych dniach Oktawy: Jak rozpoznać Zmartwychwstałego? Jak więc możemy Go rozpoznać? Gdzie?
Oczywiście – w Jego Kościele. Oba teksty biblijne, dzisiaj odczytane, pokazują to bardzo wyraźnie i bardzo dobitnie, że Jezus zmartwychwstał – jeśli tak można powiedzieć – w Kościele. Dla Kościoła. W kontekście Kościoła. A to konkretnie oznacza, że nie można Zmartwychwstania rozpatrywać jako wydarzenia samego w sobie, bez odniesienia do Kościoła. Nie! Właśnie to wydarzenie ma szczególnie mocno służyć Kościołowi, ma go wręcz tworzyć, budować, wzmacniać!
A w związku z tym – idąc konsekwentnie tym tokiem rozumowania – poza Kościołem nie da się Zmartwychwstania doświadczyć, nie da się go poza Kościołem w żaden sposób zrozumieć, ani umiejscowić w jakimś kontekście; a wreszcie: nie da się poza Kościołem w Zmartwychwstanie uwierzyć! Bo poza Kościołem, w oderwaniu od Kościoła – Zmartwychwstanie okaże się czymś nielogicznym, a jednocześnie zupełnie niepotrzebnym. Ot, taką sobie fajną „sztuczką”, potrzebną tylko dla zabawienia tłumów, albo dla zaszokowania politycznych przeciwników.
Natomiast w Kościele wydarzenie to zyskuje właściwe sobie miejsce i należytą rangę: staje się źródłem zbawienia każdego z wierzących.
Dlatego też, Kochani, jeżeli chcemy doświadczyć mocy Zmartwychwstania Pańskiego, jeżeli chcemy, aby niosło ono wszelkie Boże łaski dla naszego życia osobistego, rodzinnego, czy społecznego, musimy żyć intensywnie życiem Kościoła. A to oznacza konkretnie, że mamy głęboko przeżywać każde spotkanie z Jezusem zmartwychwstałym – tak, jak głęboko przeżywali je Apostołowie.
Mamy słuchać, jak On sam Pisma nam wyjaśnia i przyjmować Chleb, który dla nas łamie. I mamy być świadkami tego! Nie wystarczy zatem sama formalna przynależność do Kościoła, zapisana jedynie na metryce chrzcielnej, czy określana kolejnymi zaświadczeniami z kancelarii parafialnej. I nie wystarczy zwyczajowe i dla zachowania dorocznej tradycji wyspowiadanie się raz, albo dwa razy w roku, w ostatnim dniu przed Świętami. Żeby doświadczyć mocy Chrystusowego Zmartwychwstania i żeby swoje życie móc rozjaśnić blaskiem tegoż Zmartwychwstania, trzeba ten niezwykły Fakt intensywnie przeżywać w Kościele i razem z całym Kościołem.
Trzeba uważnie słuchać Bożego słowa, trzeba systematycznie się spowiadać, w każdą niedzielę i święto uczestniczyć we Mszy Świętej, na każdej Mszy Świętej przyjmować Komunię Świętą.
I trzeba wreszcie całe swoje życie układać według tego, co się w Kościele przeżyło i usłyszało – i to zarówno w tym Kościele pisanym przez wielkie „K” i tym, pisanym przez małe „K”. Tak, Kochani, powiedzmy to sobie – już nie pierwszy raz – bardzo jasno i wyraźnie: trzeba swoje życie, a więc konkretnie: swoje poglądy, swoje przekonania, swoje postawy, zwyczaje i zachowania – dopasować do tego, czego autorytatywnie naucza Kościół! I trzeba w pełni korzystać z duchowych darów, którymi Kościół swoich wiernych obdarza.
Tylko w ten sposób – podkreślmy to jeszcze raz bardzo mocno: tylko w ten sposób! – można doświadczyć Chrystusowego Zmartwychwstania. I tylko w ten sposób Zmartwychwstanie to nie będzie jedynie dorocznym świętem (nawet nie bardzo wiadomo, jakim świętem) i nie sprowadzi się jedynie do świątecznej widokówki z kurczaczkiem i jajeczkiem. Zmartwychwstanie, jeżeli ma poruszyć nasze serca i przemienić – stale przemieniać – nasze życie, musi być przeżywane w Kościele. Tylko tam możemy doświadczyć prawdziwej obecności Zmartwychwstałego!
W tym kontekście zastanówmy się:
Czy chętnie i „pełnymi garściami” korzystam z duchowych darów – a więc słowa Bożego i Sakramentów – którymi obdarza mnie Kościół?
Czy słucham uważnie oficjalnego nauczania Papieża i Pasterzy Kościoła?
Czy żyję życiem Kościoła, czy interesuję się sprawami Kościoła powszechnego, diecezjalnego, także – sprawami mojej Parafii?

Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego!

środa, 19 kwietnia 2017

Jak rozpoznać Zmartwychwstałego?...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ksiądz Leon Bobrowski, mój Kolega kursowy, Proboszcz Parafii w Wargocinie, gdzie prowadziłem ostatnie rekolekcje. Dziękując Solenizantowi za życzliwość, pomoc, niejedną dobrą rozmowę i Spowiedź, życzę mocy i mądrości Bożej w pełnieniu posługi kapłańskiej, w tym szczególnie - posługi proboszczowskiej. Zapewniam o modlitwie! A swoje życzenia osobiście złożę w najbliższą niedzielę, kiedy to właśnie w Wargocinie odbędzie się imieninowe spotkanie kursowe.
    Dzisiaj także mamy dwunastą rocznicę wyboru Benedykta XVI. Pomódlmy się o siły, by ten wielki Kapłan, Pasterz i Mędrzec mógł jeszcze długo służyć Kościołowi. A jednocześnie, nieustannie dziękujmy Bogu za światły Pontyfikat tego wspaniałego Papieża!
        Moi Drodzy, od dzisiaj do piątku będę prowadził w Miastkowie doroczne nabożeństwo czterdziestogodzinne. Już trzeci raz będę je prowadził. Będę się w jego trakcie posługiwał zwyczajnymi rozważaniami, zamieszczanymi tu na blogu - nawet bez specjalnych odniesień do faktu tego nabożeństwa. Niestety bowiem, co roku uczestniczy w nim garstka ludzi, dlatego nie chcę robić koło tego jakiegoś wielkiego "szumu", natomiast chciałbym skoncentrować się na tym, co jest istotą tego nabożeństwa, a więc - na adoracji Najświętszego Sakramentu. 
         Bo to właśnie ta adoracja wypełni czas między pierwszą Mszą Świętą o godzinie 9.00 a drugą, o godzinie 18.00, zaś w jej trakcie: w południe będzie modlitwa Regina Caeli, połączona z Litanią Narodu Polskiego i innymi modlitwami w intencji Ojczyzny, zaś o 15.00 - śpiewana Koronka do Bożego miłosierdzia, przeplatana fragmentami "Dzienniczka" Siostry Faustyny - o miłosierdzie Boże dla Parafii i całego świata. 
          Obiecuję pamiętać w modlitwie także o Was!
                                   Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Środa w Oktawie Wielkanocy,
do czytań: Dz 3,1–10; Łk 24,13–35

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Kładziono go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby wstępujących do świątyni prosił o jałmużnę. Ten, zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę.
Lecz Piotr wraz z Janem przypatrzywszy mu się powiedzieli: „Spójrz na nas”. A on patrzył na nich, oczekując od nich jałmużny. Piotr powiedział: „Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!” I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go. Natychmiast też odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, skacząc i wielbiąc Boga.
A cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga. I rozpoznawali w nim tego człowieka, który siadał przy Pięknej Bramie świątyni, aby żebrać, i ogarnęło ich zdumienie i zachwyt z powodu tego, co go spotkało.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali.
On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?” Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”.
Zapytał ich: „Cóż takiego?”
Odpowiedzieli Mu: „To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: Były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”.
Na to On rzekł do nich: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?” I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”
W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? Pytanie dwóch uczniów, wypowiedziane w chwili, w której rozpoznali w tajemniczym Rozmówcy, towarzyszącym im w drodze do Emaus, swego zmartwychwstałego Mistrza – może właściwie postawić każdy z nas. Szczególnie wtedy, kiedy się okazuje, że Jezus jest tak bardzo intensywnie obecny w naszym życiu, mówi do nas, udziela swoich darów – a my Go nie zauważamy!
Kolejne dni Oktawy Uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego pokazują nam spotkania Jezusa z kolejnymi osobami – często w sytuacjach dla nich zupełnie zaskakujących – czemu towarzyszy wielka radość, połączona z nie mniejszym zmieszaniem, zadziwieniem, nierzadko także – niedowierzaniem… Wszystkie te wydarzenia dają nam asumpt do tego, aby w tych dniach częściej podejmować refleksję nad pytaniem: Jak mamy rozpoznać Zmartwychwstałego? Jak mamy przekonać się o tym, że On naprawdę żyje – chociaż kilka dni wcześniej naprawdę oddał życie?…
Uczniowie zmierzający do Emaus w ogóle Go nie rozpoznali, kiedy niepostrzeżenie dołączył do nich i przez całą drogę rozmawiał z nimi, wyjaśniając Pisma… Nam z pewnością bardzo trudno to zrozumieć – nie tylko to dzisiejsze wydarzenie, ale także każde inne, o którym w tych dniach słyszymy, kiedy to uczniowie byli tak blisko Jezusa zmartwychwstałego, widzieli Go i słyszeli – a nie poznawali. Dlaczego nie poznawali?
Uważa się, że dlatego, iż ciało Jezusa, jakkolwiek bardzo realne i materialne, było już ciałem uwielbionym, a więc w jakiś sposób innym, niż to, którym Jezus posługiwał się, zanim oddał swoje życie. Nie jesteśmy w stanie określić, na czym dokładnie polegała różnica, ale właśnie owa tajemnicza przemiana spowodowała wspomniane trudności w rozpoznaniu Jezusa.
Natomiast drugim powodem – jak się wydaje – takiego stanu rzeczy był ten, że uczniowie i przyjaciele Jezusa chyba tak naprawdę nie wzięli sobie do serca Jego zapowiedzi, że po trzech dniach zmartwychwstanie… Owszem, oni ją słyszeli, przyklaskiwali jej; może nawet w tamtej chwili, kiedy Jezus to mówił, wierzyli w to szczerym sercem, ale wydarzenia Wielkiego Piątku tak ich przytłoczyły, tak ich zdruzgotały, że nawet jeżeli przypominali sobie, iż była jakaś tam mowa o powstaniu z martwych, to jednak w obliczu tego, co się stało, z pewnością uznali, że nie jest to już aktualne…
Mówiąc inaczej: uczniowie i przyjaciele Jezusa w ogóle nie byli wewnętrznie nastawieni na fakt Jego zmartwychwstania. I chyba się go nawet nie spodziewali… A czego się spodziewali? To akurat dzisiaj usłyszeliśmy bardzo wyraźnie – żeby nie powiedzieć: brutalnie wyraźnie!
Dowiadujemy się tego z ich wypowiedzi, dotyczącej wszystkiego, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i […] przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. I tutaj właśnie pada owo dramatyczne zdanie: A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Przekazane im natomiast przez niewiasty pierwsze wiadomości o pustym grobie i o tym, że Jezus chyba jednak naprawdę żyje – uznali za przerażające!
I to wszystko z rozbrajającą wręcz szczerością mówili właśnie Temu, którego cała sprawa dotyczyła, o którym rozmawiali! Nie poznali Go – pomimo że „rozmawiał z nimi w drodze i Pisma im wyjaśniał”… A to znaczy, że do ich serc nie dotarły nie tylko zapewnienia Jego samego, Jezusa, że zmartwychwstanie, ale też zupełnie nie wzięli sobie do serca tak wielu zapowiedzi, dotyczących Jezusa jako Mesjasza, a zawartych w Pismach Mojżesza i Proroków!
Poznali zaś Go dopiero po łamaniu chleba, a więc po tym geście, który nie tak dawno widzieli i który teraz poruszył ich serca na tyle skutecznie, że otwarły się ich oczy… Możemy nawet powiedzieć, że cała droga i spotkanie w Emaus – to była druga Msza Święta, w której uczestniczyli. Pierwsza była w Wielki Czwartek, druga zaś – była właśnie tego dnia, kiedy szli do Emaus: najpierw długa liturgia Słowa w drodze, a potem, już na miejscu, liturgia eucharystyczna.
Wydaje się, że pierwsza Msza Święta, sprawowana tam, w Wieczerniku, była na tyle mocnym przeżyciem, że kiedy znowu się dokonała, wywołała podobne poruszenie i pozwoliła poznać Jezusa. Dlaczego zaś nie poznali Go wcześniej?
Myślę, że możemy to już jednoznacznie stwierdzić: bo w ogóle nie spodziewali się Go zobaczyć! Oni się nie spodziewali, że zmartwychwstanie, jak nie spodziewali się, że w taki właśnie sposób będzie wypełniał swoje posłannictwo, w jaki je wypełniał. Oni spodziewali się zupełnie innego stylu, innego sposobu działania, innego rozwiązania problemów, jakie nurtowały naród. Oni się czego innego spodziewali… Natomiast na pewno nie spodziewali się, że będzie odrzucony, że będzie cierpiał, że odda życie… I – już konsekwentnie – nie spodziewali się, że zmartwychwstanie…
Podobnie, jak chromy od urodzenia, żebrzący od lat przy Bramie Pięknej jerozolimskiej świątyni nie spodziewał się otrzymać to, co otrzymał. On liczył na skromną jałmużnę – to po to właśnie wyciągał ręce w kierunku Apostołów. Otrzymał coś zupełnie innego! Doświadczył na sobie bezpośrednio mocy zmartwychwstałego Jezusa! Tego się na pewno nie spodziewał.
Kochani, kiedy my dzisiaj słuchamy tych właśnie czytań mszalnych, a zachowujemy w pamięci wielkie wydarzenia Świętego Triduum Paschalnego, także musimy sobie jasno odpowiedzieć na pytanie, dotyczące może nawet nie tego, gdzie i kiedy Jezusa zmartwychwstałego spotykamy, ile tego, gdzie my się Go spodziewamy spotkać?
Czy nie jest tak, że do wielu spotkań nie dochodzi dlatego, że my się właśnie nie spodziewamy, iż to Jezus może mówić do nas, kiedy mówią do nas najbliżsi: współmałżonek, dzieci, rodzice, inni domownicy?… I może nie spodziewamy się, że to właśnie Jezus mówi do nas i wiele spraw nam wyjaśnia, kiedy zwraca się do nas sąsiad, znajomy, przyjaciel?… I może nie spodziewamy się, że to właśnie Jezus mówi do nas i pokazuje nam jasne i konkretne rozwiązania problemów, kiedy mówi do nas przełożony w pracy, albo nauczyciel w szkole, albo też i ksiądz, przemawiający w homilii, w trakcie Spowiedzi, albo w osobistej rozmowie?…
I może wreszcie nie spodziewamy się – choć to wydaje się wręcz niewiarygodne – że to właśnie Jezus zwraca się do nas, kiedy sprawowana jest Msza Święta: kiedy czytane jest i wyjaśniane Pismo Święte, oraz kiedy łamany jest Chleb życia?… Tak, to bardzo dziwne stwierdzenie, bo przecież idąc na Mszę Świętą, powinniśmy zawsze iść z nastawieniem, że idziemy spotkać się z Jezusem. Tak przynajmniej jest w teorii. Czy jednak praktyka nadąża za teorią?
Moi Drodzy, odpowiedzmy sobie jasno, czy idąc na Mszę Świętą na pewno i zawsze myślimy o tym, że chcemy tam słuchać samego Jezusa, że chcemy przyjąć do serca Ciało Jezusa, że chcemy swoje życie ofiarować Jezusowi, że chcemy szczerze porozmawiać z Jezusem?… Czy naprawdę tak myślimy? Czy my się tak wewnętrznie, szczerze spodziewamy, że Go tam spotkamy?…
I żeby nie było, że się tu kogoś czepiam, albo wynajduję problemy na siłę, to odważę się szczerze postawić i takie pytanie: Czy ja, ksiądz, zawsze spodziewam się spotkać Jezusa, kiedy rozpoczynam sprawowanie Mszy Świętej? Czy tylko zamierzam tę Mszę Świętą „odprawić” – żeby nie powiedzieć: „odbębnić”?…
Tak, moi Drodzy, źródłem wielu problemów, jakie napotykamy na drodze naszego spotykania się z Jezusem, jest to, że my się tak naprawdę nie spodziewamy Go spotkać w tym czasie i w tym miejscu, w którym On wychodzi na spotkanie z nami…
W tym kontekście zastanówmy się:
Czy każdą Mszę Świętą staram się traktować jako prawdziwe spotkanie z żywym Jezusem?
Czy w – skierowanych do mnie – życzliwych, a nawet ostrych słowach swoich najbliższych rozpoznaję zatroskanego o mnie Jezusa?
Czy stać mnie na to, by dostrzegać obecność i działanie Jezusa w codziennych, zwyczajnych, najbardziej prozaicznych sytuacjach?

Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go…