wtorek, 21 sierpnia 2018

Czym jest ucho igielne?...


Szczęść Boże! Moi Drodzy, pozdrawiam serdecznie Wszystkich i zapowiadam… no, właśnie, nie wiem, jak to zapowiedzieć! Bo zwykle jest to słówko z Syberii, a tym razem – o ile się dobrze orientuję w planach Księdza Marka – chyba słówko z Warszawy… A może – z Białej Podlaskiej?…
W każdym razie: jutro – wreszcie – słówko Księdza Marka!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wtorek 20 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. Piusa X, Papieża,
do czytań: Ez 28,1–10; Mt 19,23–30

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:
Pan skierował do mnie te słowa: „Synu człowieczy, powiedz władcy Tyru: «Tak mówi Pan Bóg: Ponieważ serce twoje stało się wyniosłe, powiedziałeś: Ja jestem Bogiem, ja zasiadam na Boskiej stolicy w sercu mórz, a przecież ty jesteś tylko człowiekiem, a nie Bogiem, i rozum swój chciałeś mieć równy rozumowi Bożemu. Oto jesteś mędrszy od Danela, żadna tajemnica nie jest ukryta przed tobą. Dzięki swej przezorności i sprytowi zdobyłeś sobie majątek, a nagromadziłeś złota i srebra w swoich skarbcach. Dzięki swojej wielkiej przezorności, dzięki swoim zdolnościom kupieckim pomnożyłeś swoje majętności i serce twoje stało się wyniosłe z powodu twego majątku»”.
Dlatego tak mówi Pan Bóg: „Ponieważ rozum swój chciałeś mieć równy rozumowi Bożemu, oto dlatego sprowadzam na ciebie cudzoziemców, najsroższych spośród narodów. Oni dobędą mieczy przeciwko urokowi twojej mądrości i zbezczeszczą twój blask. Zepchną cię do dołu i umrzesz śmiercią nagłą w sercu mórz. Czy będziesz jeszcze mówił: «Ja jestem Bogiem» w obliczu swoich oprawców? Przecież będziesz tylko człowiekiem, a nie Bogiem w ręku tego, który cię będzie zabijał. Umrzesz śmiercią nieobrzezanych, z ręki cudzoziemców, ponieważ Ja to postanowiłem”, mówi Pan Bóg.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”.
Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: „Któż więc może się zbawić?”
Jezus spojrzał na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe”.
Wtedy Piotr rzekł do Niego: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?”
Jezus zaś rzekł do nich: „Zaprawdę powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzyście poszli za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy.
Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.”

Władca Tyru, o którym mowa dziś w pierwszym czytaniu, rzeczywiście był bardzo zdolnym i skutecznym władcą. Zresztą, potwierdza to sam Bóg, gdy mówi: Oto jesteś mędrszy od Danela, żadna tajemnica nie jest ukryta przed tobą. Dzięki swej przezorności i sprytowi zdobyłeś sobie majątek, a nagromadziłeś złota i srebra w swoich skarbcach. Dzięki swojej wielkiej przezorności, dzięki swoim zdolnościom kupieckim pomnożyłeś swoje majętności…
Jeżeli uznać, że ów wspomniany Danel to opisywany w starożytnych pismach ugaryckich legendarny wielki mędrzec, dobry władca i sprawiedliwy sędzia, a władca Tyru jest mędrszy od Danela, to znaczy, że faktycznie prezentuje wysoki poziom intelektualny i znaczącą zaradność organizacyjną i gospodarczą.
Jednak ostatnie zdanie z tego zacytowanego powyżej fragmentu, które urwaliśmy w połowie, kończy się stwierdzeniem: i serce twoje stało się wyniosłe z powodu twego majątku. Zobaczmy, jakby na jednym tonie, jednym tchem, Bóg przechodzi od pochwały jego zdolności do skrytykowania jego pychy.
W kolejnych zdaniach zaś pojawia się zapowiedź kary za nią, o czym Bóg tak mówi: Ponieważ rozum swój chciałeś mieć równy rozumowi Bożemu, oto dlatego sprowadzam na ciebie cudzoziemców, najsroższych spośród narodów. Oni dobędą mieczy przeciwko urokowi twojej mądrości i zbezczeszczą twój blask. Zepchną cię do dołu i umrzesz śmiercią nagłą w sercu mórz.
W ten sposób – jak zapewne zauważamy – nawet największe zdolności i najbardziej okazałe dokonania króla Tyru zostały zniweczone takąż samą wielką jego pychą, która doprowadziła go do postawienia się na równi z Bogiem. Z tego wyprowadzamy wniosek, iż bardzo ważnym jest, co nosi w swoim sercu człowiek! Nie tyle to, co osiąga na zewnątrz, lub to, czego dokonuje w przestrzeni publicznej – chociaż to przykuwa powszechną uwagę – ile właśnie to, co nosi w swoim sercu.
Jezus w Ewangelii wyraża to bardzo dosadnie, gdy mówi: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego; a następnie: Każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy.
I chociaż w komentarzach biblijnych oraz różnych wypowiedziach można spotkać się z rozbieżnymi opiniami na temat owego ucha igielnego, bo jedni rozumieją to określenie dosłownie, a drudzy widzą tu odniesienie do furtki w jednej z bram świątyni jerozolimskiej, to jednak nie mamy wątpliwości, że Jezus mocno akcentuje potrzebę uwolnienia serca od ziemskich przywiązań i bogactw! I także opuszczenie ojca i matki, braci i sióstr, dzieci lub pól – nie oznacza oderwania się od rodziny, ale poustawianie w swoim sercu i umyśle właściwej hierarchii wartości.
I o tym dzisiaj, moi Drodzy, przede wszystkim mówimy: o właściwej hierarchii wartości, o mentalnym uporządkowaniu najważniejszych spraw. Król Tyru na tym właśnie przegrał, że pomimo swojej zaradności i gospodarności – siebie samego postawił na czele tej hierarchii. I ci, którzy nie potrafili oderwać serca od bogactw doczesnych, i nie potrafili porzucić świata dla Boga – ci pozostali ostatecznie nędzarzami.
A ci, którzy tak poustawiali swoje myślenie i swoje serce, iż byli w stanie przejść przez ucho igielne oraz wszystko porzucić dla Jezusa – ci zyskali wszystko. Czyli największe bogactwo – życie wieczne. Jakże ważna jest, zatem, moi Drodzy, dobrze ustawiona w sercu i umyśle – właściwa hierarchia wartości.
Dobrze to wiedział, wspaniale to pokazywał i innych tego uczył Patron dnia dzisiejszego, Święty Pius X, Papież.
Jako Józef Sarto, urodził się on 2 czerwca 1835 roku, w rodzinie wiejskiego listonosza, we Włoszech, niedaleko Wenecji. Do szkoły podstawowej uczęszczał w swojej miejscowości, a w 1846 roku został przyjęty do gimnazjum w Castelfranco Veneto, dokąd musiał codziennie przebiegać czternaście kilometrów w jedną stronę! A trwało to przez cztery lata!
Za pieniądze kardynała Jakuba Monico, podjął studia w seminarium w Padwie. W trakcie tych studiów zmarł jego ojciec i była obawa, że będzie musiał przerwać studia, aby pomagać matce. Matka jednak zdecydowała się dorabiać krawiectwem, aby synowi nie przerywać studiów. Święcenia kapłańskie otrzymał 18 września 1858 roku.
Już na pierwszej placówce wyróżnił się jako doskonały kaznodzieja. Dlatego zapraszano go chętnie z kazaniami z różnych okazji. Swoje kazania przygotowywał bardzo starannie, każde z nich zapisując! Budował wiernych pobożnością i gorliwością kapłańską. Opiekował się ubogimi. Po dziewięciu latach takiej pracy, w roku 1867, został proboszczem w Salvano. Tu zajął się szczególnie katechizacją dzieci, uczeniem chóru śpiewu liturgicznego i opieką nad biednymi. Sam będąc wiele razy głodny jako chłopiec, umiał zrozumieć głód innych.
Był tak szczodry dla ubogich, że siostra częstokroć z płaczem skarżyła się mu, że nie ma co do garnka włożyć, a wstydzi się brać w sklepie na kredyt. W parafii miał do pomocy dwóch wikariuszy – i to właśnie z nimi codziennie wieczorem omawiał potrzeby parafii.
W 1884 roku, Papież Leon XIII mianował Księdza Józefa Sarto Biskupem Mantui i sam udzielił mu sakry. Jako Pasterz diecezji, umiał być Biskup Józef kochającym i życzliwym dla wszystkich ojcem, ale bywał także stanowczy, kiedy tego wymagała potrzeba. Sam dawał swojemu duchowieństwu przykład modlitwy, ubóstwa i gorliwości kapłańskiej. Baczną uwagę zwrócił na seminarium duchowne, by mogli stąd wychodzić odpowiednio przygotowani do przyszłej misji kapłani.
Osobiście zwizytował wszystkie kościoły i parafie diecezji, by się przekonać naocznie o ich potrzebach materialnych i duchowych. Na zakończenie wizytacji, w 1888 roku, zwołał synod diecezjalny, którego nie było w tej diecezji od dwustu pięćdziesięciu lat!
Tymczasem, w 1892 roku, zmarł Patriarcha Wenecji, kardynał Dominik Agostini. Leon XIII wyznaczył na jego miejsce biskupa Józefa Sarto, mianując go jednocześnie kardynałem. Całe swoje doświadczenie i gorliwość nowy Patriarcha oddał nowej archidiecezji. Rozwinął katechizację, by ją postawić na jak najwyższym poziomie i ożywić ją we wszystkich parafiach swojej metropolii. W seminarium, oprócz teologii dogmatycznej i moralnej, wprowadził studia biblijne, historię Kościoła i ekonomię społeczną. Rozpoczął akcję oczyszczania muzyki kościelnej z elementów świeckich, jakie powszechnie wówczas wdzierały się do liturgii.
A do swoich kapłanów nieraz mawiał: „Głosicie wiele i dobrych kazań. Niektóre zdradzają ogień najcudowniejszej wymowy i przewyższają nawet aktorów gestami i grą twarzy. Ale bądźmy szczerzy: Co mają z tego nasi biedni rybacy? Ile z tego rozumieją służące, robotnicy portowi i tragarze? Można dostać zawrotu głowy od tych hamletycznych salw huraganowych, ale serce, bracia, serce pozostaje puste! Proszę was, bracia, mówcie prosto i zwyczajnie, żeby i najprostszy człowiek was zrozumiał. Mówcie z dobrego i pobożnego serca, wtedy traficie nie tylko do uszu, ale i do duszy waszych słuchaczy.”
W 1903 roku zmarł Papież Leon XIII. W jego miejsce, w dniu 3 sierpnia, został wybrany właśnie nasz dzisiejszy Patron. Już w dwa miesiące później, 4 października 1903 roku, wydał swą pierwszą encyklikę, w której wyłożył program swojego pontyfikatu: Odnowić wszystko w Chrystusie”. W 1906 roku, wydał drugą encyklikę, dotyczącą reformy duchowieństwa. W 1908 roku przeprowadził reformę Kurii papieskiej i zmiany w przebiegu konklawe. Rozpoczął reformę prawa kanonicznego.
W 1905 roku ukazał się Katechizm Piusa X” najpierw dla Diecezji rzymskiej, potem dla całego Kościoła, z instrukcją o nauczaniu dzieci prawd wiary. W tym też czasie przeprowadził reformę muzyki kościelnej i zreformował Brewiarz. Zniósł konieczność przystępowania do Spowiedzi przed każdym przyjęciem Komunii świętej i obniżył wiek dzieci mogących ją przyjąć.
Z całą energią zwalczał współczesne błędy. Największym niebezpieczeństwem był modernizm – prąd, który obalał niemal wszystkie dogmaty. W encyklice Pascendi dominici gregis” z 8 września 1907 roku, modernizm został uroczyście potępiony, a kapłani zostali zobowiązani do składania antymodernistycznej przysięgi. Dla podniesienia wagi nauk biblijnych i dla przeciwstawienia się szerzonym błędom racjonalistycznym, Pius X ustanowił Papieski Instytut Biblijny – istniejącą do dziś najwyższą szkołę biblijną.
Z całą stanowczością stawał w obronie Kościoła. Na tym tle doszło do gwałtownego zatargu z rządem francuskim, który w roku 1905 samowolnie zerwał konkordat z roku 1801 i usiłował narzucić Kościołowi ograniczające jego wolność prawa. Wtedy właśnie wypędzono z Francji zakonników i zlikwidowano niemal wszystkie klasztory. Papież mianował czterdziestu biskupów na nie obsadzonych dotąd diecezjach, nie pytając rządu o żadną zgodę.
Pius X bywał też nazywany Papieżem dzieci. Kochał je i pragnął, by jak najwcześniej spotkały się z Jezusem, zanim szatan zajmie Jego miejsce w ich sercach. Po wydaniu dekretu o wczesnej Komunii Świętej, otrzymał bardzo wiele listów od dzieci. Pan Bóg obdarzył go także wieloma innymi niezwykłymi darami, między innymi – darem uzdrawiania chorych.
Ze wszystkich sił starał się powstrzymać wybuch pierwszej wojny światowej, ale – niestety – nie udało mu się to. Wojna wybuchał 28 lipca 1914 roku. W niecały miesiąc potem, w dniu 21 sierpnia 1914 roku, Papież Pius X zmarł. Kanonizował go w dniu 29 maja 1954 roku, Papież Pius XII.
Wpatrując się we wzór świętości dzisiejszego Patrona, a jednocześnie wsłuchując się w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się raz jeszcze, czy zawsze staramy się o ustawienie w sercu i w umyśle właściwej hierarchii wartości? I czy nie zaburzają jej lub nie przesłaniają nawet bardzo znaczące osiągnięcia zewnętrzne, lub – tym bardziej – bogactwa materialne?… Słowem: czy zawsze w swoim życiu stawiamy przede wszystkim na to, co wewnętrzne?…

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Totalnie i radykalnie!


Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa przeżywają Katarzyna i Rafał Szewczakowie, mieszkający obecnie w Warszawie, natomiast Rafała miałem przyjemność poznać jako Lektora na moim pierwszym wikariacie, w Radoryżu Kościelnym. Niech Pan błogosławi Drogim Jubilatom w codziennej realizacji programu, zawartego w małżeńskiej przysiędze, którą sobie przed siedmiu laty nawzajem złożyli.
Z kolei urodziny przeżywa dziś Ewa Olender, niezwykle mi życzliwa i bliska Osoba z Parafii w Celestynowie, wspaniała Żona i Matka, a tak w ogóle: Osoba głęboko wierząca i bardzo pogodna. Niech Pan obdarzy Ją wszystkimi łaskami i udzieli swoich darów!
Wszystkich dziś świętujących zapewniam o mojej modlitwie!
A ja znowu zostaję sam na Parafii – w sensie kadry duszpasterskiej – bo Ksiądz Proboszcz na dziesięć dni wybywa. I znowu to dręczące pytanie, czy będzie miał do czego wracać?…
Dobrego dnia!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 20 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. Bernarda, Opata i Doktora Kościoła,
do czytań: Ez 24,15–24; Mt 19,16–22

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:
Pan skierował do mnie te słowa: „Synu człowieczy, oto zabieram ci nagle radość twych oczu, ale nie lamentuj ani nie płacz, ani nie pozwól, by ci płynęły łzy. Wzdychaj w milczeniu, nie przybieraj żałoby jakby po umarłym, zawiąż sobie zawój dokoła głowy, sandały włóż na nogi, nie przysłaniaj brody, nie spożywaj chleba żałoby”.
Mówiłem do ludu mego rano, a wieczorem umarła mi żona, i uczyniłem rano tak, jak mi rozkazano.
A lud mówił do mnie: „Czy nie wyjaśnisz nam, co znaczy dla nas to, co czynisz?”
Wówczas powiedziałem do nich: „Pan skierował do mnie te słowa: «Powiedz domowi Izraela: To mówi Pan Bóg: Oto Ja pozwalam bezcześcić świątynię moją, dumę waszej potęgi, radość waszych oczu, tęsknotę waszych serc. Synowie wasi i córki wasze, których opuściliście, od miecza poginą. Wy zaś tak uczynicie, jak Ja uczyniłem: brody nie będziecie przysłaniać, nie będziecie spożywać chleba żałoby, ale mając zawoje na głowach i sandały na nogach, nie będziecie narzekać ani płakać. Będziecie schnąć z powodu nieprawości waszych i będziecie wzdychać jeden przed drugim. Ezechiel będzie dla was znakiem. To, co on uczynił, będziecie i wy czynili, gdy to nastąpi. I poznacie, że Ja jestem Panem»”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i zapytał: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?”
Odpowiedział mu: „Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania”.
Zapytał Go: „Które?”
Jezus odpowiedział: „Oto te: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego jak siebie samego”.
Odrzekł Mu młodzieniec: „Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?”
Jezus mu odpowiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”.
Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Niejednokrotnie już zwracaliśmy uwagę na to, że Bóg, chcąc wyrazić jakąś istotną prawdę, zasygnalizować jakąś ważną sytuację, posługiwał się Prorokiem – w tym sensie, że kazał mu wykonywać jakieś dziwne gesty lub tajemnicze czynności, które miały zmobilizować obserwujących go ludzi do myślenia, do wyciągnięcia wniosków z ich niewłaściwej najczęściej postawy.
Dzisiaj mamy do czynienia z podobną sytuacją, tyle że dzisiaj działanie Boga dotyka Proroka w sposób bardzo bolesny: umiera jego żona, o której sam Bóg powiedział: Synu człowieczy, oto zabieram ci nagle radość twych oczu. Tak, żona Ezechiela to radość jego oczu, radość jego serca. I została mu tak nagle zabrana, a do tego jeszcze Bóg zażądał: Nie lamentuj ani nie płacz, ani nie pozwól, by ci płynęły łzy. Wzdychaj w milczeniu, nie przybieraj żałoby jakby po umarłym, zawiąż sobie zawój dokoła głowy, sandały włóż na nogi, nie przysłaniaj brody, nie spożywaj chleba żałobychociaż te wszystkie czynności były nakazane prawem i obyczajem.
W ten sposób Bóg zapowiada zbezczeszczenie świątyni jerozolimskiej, która dla Izraelitów także była – zgodnie ze stwierdzeniem samego Boga – dumą ich potęgi i radością ich oczu. Ma się to stać na tyle gwałtownie i nagle, że nawet nie będzie czasu na żadne rytualne oznaki żałoby. A poza tym – wszystkie obrzędy żałobne, o których tu dzisiaj mowa, z reguły służyły temu, aby człowiek obył się jakoś z bólem po stracie bliskiej osoby, pogodził się z tą stratą i żył dalej, na ile się da normalnie.
Tymczasem upadek i zburzenie zarówno świątyni jerozolimskiej, jak i całej Jerozolimy, nie mogą – ot, tak sobie – przejść bez echa, by ludzie po prostu wrócili do swoich zajęć i jakoś tam w miarę normalnie żyli, godząc się z czasem ze stratą miejsca kultu. Oni muszą zrozumieć, że to jest karą za ich grzechy, za ich nieustanne odwracanie się od Boga, przeto nie mogą nad tym przejść do porządku dziennego, jak gdyby nigdy nic. Nie! Oni muszą ten mocny i bolesny znak dokładnie odczytać i wziąć sobie do serca! Dlatego nie ma mowy o żadnych obrzędach żałobnych, kojących cierpienie.
I dlatego Prorok, skoro miał to zapowiedzieć swojemu ludowi, także został ich pozbawiony. Bardzo to wyjątkowa i specyficzna misja. Możemy powiedzieć, że Bóg nie oszczędza swoich posłańców. Ale chciał w ten sposób – nawet tak drastyczny – jakoś dotrzeć do ludzi i poruszyć ich serca, zmobilizować do nawrócenia, do zmiany myślenia i postępowania. Prorok – chociaż niewinnie – odczuł to bardzo boleśnie. Czy równie boleśnie – a przez to skutecznie – odczuli to ludzie, do których przekaz ten był adresowany?
Owszem, nieraz lamentowali nad zbezczeszczeniem świątyni i zburzeniem Jerozolimy, na wygnaniu wznosili ręce do Boga i wołali o zmiłowanie! Czemuż takiej refleksji nie było, zanim nastąpiły te straszne wydarzenia? I czemu – kiedy już nastąpiły – też nie w każdym sercu spowodowały właściwy, a do tego – długotrwały skutek?
Pewien człowiek – jak bohatera dzisiejszej Ewangelii określa Święty Mateusz – czynił zasadniczo rzeczy dobre, bo przestrzegał przykazań i wypełniał wolę Bożą. A jednak – nie czuł się do końca spełniony, czegoś mu jeszcze brakowało… Trzeba było zrobić jeszcze jeden wyraźny krok! Niestety, w tym momencie nie był na to gotów. Za bardzo był przywiązany do swoich bogactw. Dlatego odszedł od Jezusa zasmucony… Przynajmniej w tamtej chwili. Może potem wrócił – nie wiemy. Ale w tamtej chwili, niestety, odszedł…
Moi Drodzy, Jezus i od nas oczekuje radykalizmu w postawie i w opowiadaniu się po stronie najwyższych wartości. Obie opisane dzisiaj sytuacje – zarówno ta, z Prorokiem Ezechielem w roli głównej, jak i ta z bogatym młodym człowiekiem – pokazują, że Bóg nie godzi się na żadną połowiczność, fragmentaryczność, częściowość… Bóg w swojej miłości do człowieka jest radykalny i totalny – i takiej samej postawy oczekuje od nas. Radykalnej i totalnej!
Stać nas na nią?
Z pewnością, na tak postawione pytanie rzetelnie i uczciwie odpowiedział sobie Patron dnia dzisiejszego, Święty Bernard.
Urodził się we Francji, pod Dijon, w rycerskim rodzie burgundzkim, w 1090 roku. Jego ojciec należał do miejscowej arystokracji, matka zaś była córką hrabiego. Jako chłopiec, uczęszczał do szkoły prowadzonej przez kanoników diecezjalnych. Ojciec planował dla niego wielką karierę na dworze księcia Burgundii. Jednak w pewne Boże Narodzenie, Bernardowi miało się objawić Dzieciątko Jezus i zachęcać go, aby poświęcił się służbie Bożej.
W roku 1107, kiedy Bernard miał siedemnaście lat, zmarła mu matka. Zwrócił się wówczas do Maryi, by mu zastąpiła matkę ziemską. Zapewne ten fakt zaowocował jednym z bardziej charakterystycznych rysów jego duchowości, jakim było tkliwe nabożeństwo do Bożej Matki.
Kiedy miał lat dwadzieścia dwa, wstąpił do surowego opactwa cystersów w Citeaux, pociągając za sobą trzydziestu towarzyszy młodości! Niedługo potem również jego ojciec wstąpił do tego opactwa. Żywoty Bernarda podają nawet, że wśród miejscowych kobiet i dziewcząt powstała wręcz panika, iż nie będą miały mężów, bo wszystko, co było najszlachetniejsze z „męskiego rodu”, Bernard zabrał do zakonu! Oczywiście, to przekaz może nieco anegdotyczny, ale swego powołania nasz Patron nie traktował w sposób lekki czy swobodny. Wprost przeciwnie!
Nadmierne pokuty, jakie zaczął sobie zadawać, tak dalece zrujnowały jego organizm, że był już bliski śmierci. Kiedy wiec tylko poczuł się nieco lepiej, otrzymał możliwość „wykazania” się przed Bogiem w nieco inny sposób. Oto bowiem, wraz z dwunastu towarzyszami, został wysłany przez swego opata, Świętego Stefana, do założenia nowego opactwa w diecezji Langres. Miejscu, w którym się znalazł, od znajdującej się tam pięknej kotliny, nadał nazwę: „Jasna Dolina”, co po łacinie przetłumaczymy na: „Clara Valais” – i stąd obecna nazwa: Clairvaux. Jako pierwszy opat tegoż klasztoru, otrzymał święcenia kapłańskie. Miał wówczas dwadzieścia pięć lat.
W założonym przez siebie klasztorze pozostał przez trzydzieści osiem lat jako opat. Z tego miejsca też rozpowszechniał zakon cysterski, zakładając sześćdziesiąt osiem nowych opactw, toteż z czasem nadano mu tytuł współzałożyciela zakonu cystersów! Bernard nadał mu bowiem niebywały dotąd rozwój w całej Europie. Co więcej, oprócz nowych kandydatów w szeregi jego synów duchowych zaczęli się zaciągać także zwolennicy reformy z wielu opactw benedyktyńskich.
Jednak Bernard był nie tylko gorliwym opatem swojej rodziny zakonnej. Zasłynął również jako myśliciel, teolog i mistyk. Umiał łączyć życie czynne z kontemplacją. Mając w ciągu dnia tak mało czasu na rozmowę z Bogiem, poświęcał na nią długie godziny w nocy. Założył około trzystu fundacji zakonnych, w tym także cysterską fundację w Jędrzejowie.
Całym swoim pracowitym życiem, przy pomocy łaski Bożej, wywarł znaczący wpływ na życie Kościoła swej epoki. Był jedną z największych postaci XII wieku. Nazywano go „wyrocznią Europy”. Był obrońcą Papieża Innocentego II. Położył kres schizmie Anakleta w Rzymie. Napisał regułę templariuszy – zakonu powołanego w 1118 roku do ochrony pielgrzymów od napadów i stania na straży Grobu Chrystusa. Wyjednał także u Papieża jej zatwierdzenie.
W sposób jasny i energiczny bronił czystości wiary. Wystąpił przeciwko tezom Abelarda – człowieka bardzo awanturniczego i traktującego prawdy wiary w sposób przesadnie intelektualny. Skłonił go nawet do pojednania z Kościołem!
Jednak w sposób zasadniczy zasłynął Bernard swymi pismami. Jest ich wiele: od drobnych rozpraw teologicznych, poprzez utwory ascetyczne, modlitwy, kończąc na listach i kazaniach. Spośród ułożonych przezeń modlitw wszyscy chyba najbardziej znamy tę do Matki Bożej, zaczynającą się od słów: „Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo…”. Wśród listów, zachował się – między innymi – list do Biskupa krakowskiego.
Ponadto, wyróżniał się nasz Święty wielkim nabożeństwem do Męki Pańskiej: widok krzyża wywoływał u niego szczere łzy, a bracia zakonni widzieli nieraz, jak ciepło i serdecznie rozmawiał z Chrystusem Ukrzyżowanym. Nadzwyczajny dar wymowy zjednał mu tytuł „doktora miodopłynnego”.
Zmarł w Clairvaux, w dniu 20 sierpnia 1153 roku. W roku 1174 kanonizował go Papież Aleksander III, zaś papież Pius VIII w 1830 roku ogłosił go Doktorem Kościoła.
Wpatrując się w jego chrześcijański, apostolski i zakonny radykalizm i totalne oddanie się Jezusowi i Jego Matce, raz jeszcze zapytajmy samych siebie – w kontekście dzisiejszego słowa – czy nasza postawa chrześcijańska jest także totalna i radykalna?

niedziela, 19 sierpnia 2018

Mądrość zbudowała sobie dom...


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, życzę Wszystkim pięknej niedzieli! Na jej przeżywanie – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen.
Gaudium et spes! Ks. Jacek

20 Niedziela zwykła, B,
do czytań: Prz 9,1–6; Ef 5,15–20; J 6,51–58

CZYTANIE Z KSIĘGI PRZYSŁÓW:
Mądrość zbudowała sobie dom i wyciosała siedem kolumn, nabiła zwierząt, namieszała wina i stół zastawiła. Służące wysłała, by wołały z wyżynnych miejsc miasta: „Prostaczek niech do mnie tu przyjdzie”.
Do tego, komu brak mądrości, mówiła: „Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie głupotę i żyjcie, chodźcie drogą rozwagi”.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Baczcie pilnie, bracia, jak postępujecie: nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana.
A nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach. Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus powiedział do tłumów: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”.
Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?”
Rzekł do nich Jezus:
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywać ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.
Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie.
To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.

Różnie jest kojarzona i pojmowana uosobiona Mądrość, ukazana w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Z tego, co słyszeliśmy, może wynikać, iż jest to właśnie ktoś bardzo konkretny, jakaś postać, która podejmuje określone działania. Aczkolwiek – jak również słyszeliśmy – Autor biblijny stwierdza także: Do tego, komu brak mądrości, mówiła… Mądrość – ta uosobiona – mówiła do tego, komu brak mądrości, czyli określonej ludzkiej postawy, ludzkiej dyspozycji, którą określamy jako mądrość.
Pewnie to trochę zawiłe, ale możemy chyba tak to rozróżnić, że owa Mądrość uosobiona, która podejmuje różne działania i coś mówi, to znak i forma działania Boga, a ta druga, czyli mądrość pisana przez małe „m” – to postawa człowieka.
My dzisiaj dobrze wiemy, że ta nasza ludzka i nieporadna mądrość, tak mało ma wspólnego – a często w ogóle nie ma – z Bożą mądrością. I już nawet nie chodzi tu o postawę takich zwyczajnych cwaniaków, których zwykliśmy określać mianem ludzi „głupio – mądrych”, a więc takich, którzy na wszystkim najlepiej się znają, wszystko najlepiej wiedzą, wszystko w życiu widzieli i słyszeli, na każdy temat mają jedyne i nieomylne zdanie, i znają odpowiedzi na wszystkie życiowe pytania. Kojarzymy na pewno takich ludzi, mamy z nimi nieraz do czynienia, często nas irytują, jeszcze częściej śmieszą… Ale nie o nich tu mowa.
Mowa tu – w pewnym sensie – o nas wszystkich, którzy w miarę nabierania życiowego doświadczenia, w miarę przybywania nam lat, wypracowujemy sobie pewną filozofię życia, pewien sposób na życie, poglądy w różnych sprawach i na różne tematy. To jest ta nasza życiowa mądrość. Ludzka, osobista, prywatna mądrość. Nie jest ona tym samym, co wykształcenie czy tytuły naukowe przed nazwiskiem.
Mądrość ta rozumiana jest właśnie jako sposób życia, umiejętność życia, pewna filozofia własnego życia… Każdy ją sobie na bieżąco wypracowuje – przez kolejne lata. I dzisiaj stawiamy pytanie, ile ma ona wspólnego z Bożą mądrością, z Bożym poglądem na świat, na życie – na nasze życie?… I co zrobić, aby miała jak najwięcej?
Bardzo konkretną radę daje w tej kwestii Paweł Apostoł w drugim czytaniu, gdy do Efezjan, ale i do nas wszystkich mówi: Baczcie pilnie, bracia, jak postępujecie: nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana.
Na tym właśnie polega owa prawdziwa życiowa mądrość: Usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana. Poznać, co jest wolą Pana – i to wypełniać. Cierpliwie, wytrwale, konsekwentnie – każdego dnia. Oto prawdziwa życiowa mądrość! Nie zależy ona – jeszcze raz jasno to sobie powiedzmy – ani od wykształcenia, ani od pozycji społecznej, ani od żadnych znajomości. Zależy od nastawienia serca człowieka, od otwartości tego serca. Od tego, na ile człowiek jest w stanie zjednoczyć się z Jezusem.
A Jezus dzisiaj w Ewangelii wskazuje najbardziej niezawodny i pewny sposób najpełniejszego zjednoczenia się z Nim, czyli karmienie się Jego Ciałem – Chlebem eucharystycznym. Jasno mówi o tym do swoich Apostołów i wszystkich tam wówczas zgromadzonych – zdumionych, a niekiedy nawet zgorszonych tym, co mówi. Naucza ich tak: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.
Moi Drodzy, nie ma – naprawdę nie ma – lepszego i bardziej skutecznego sposobu na mądre i piękne życie, jak totalna jedność z Jezusem! To On jest Gwarantem prawdziwej mądrości. Widzimy na co dzień, co osiągają i do czego dochodzą – i co innym dają – ci, którzy żyją tylko według zasad swojej własnej, prywatnej, ludzkiej i ulotnej mądrości. Ile ta ich mądrość kosztuje ludzi wokół… Warto mieć to na uwadze i tak totalnie postawić na Bożą mądrość – na Bożą mądrość w swoim życiu. Nie kombinować jedynie po ludzku, ale postawić na prawdziwą i trwałą mądrość.
W tym celu trzeba stale przyjmować Komunię Świętą – karmić się Ciałem Chrystusa w Eucharystii; ale także: słuchać Jego słowa i wprowadzać je w życie; trzeba uzgadniać z Jezusem wszystkie swoje plany i działania. Bo to jest jedyna i pewna droga do prawdziwej mądrości. Nasze życie będzie bardziej sensowne i owocne, jeżeli kierować się w nim będziemy Bożą, a nie ludzką mądrością.
To jednak wymaga odwagi – odwagi, by zaufać bezgranicznie Jezusowi! Zaufać, że On naprawdę wie, co dla nas jest najlepsze – i pójść za Jego propozycjami! Wypełnić Jego wolę bez żadnych zastrzeżeń! Nam jest łatwiej postąpić po swojemu, dlatego często nawet nie pytamy Jezusa, co w danej sytuacji mielibyśmy zrobić – co On zrobiłby na naszym miejscu?… A to właśnie jest receptą na prawdziwą mądrość: przeżywanie wszystkiego, co się w naszym życiu dzieje – całego naszego życia – z Jezusem. I po Jego myśli!
Moi Drodzy, jakże by nasza rzeczywistość inaczej wyglądała, gdybyśmy wszyscy na co dzień kierowali się zachętą Świętego Pawła z dzisiejszego drugiego czytania: Baczcie pilnie, […], jak postępujecie: nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana.
Warto też wziąć sobie do serca następne zdanie z tegoż czytania: A nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości. Akurat ta porada jest w wielu przypadkach do natychmiastowego zastosowania – i nie tylko w odniesieniu do wina, ale do innych, szczególnie tych mocniejszych trunków. Ale to już uwaga nieco na marginesie…
Jak natomiast uzasadnia swoje stanowisko Święty Paweł? Pisze: Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. To bardzo ważne spostrzeżenie: bo dni są złe… A czy nasze dni, moi Drodzy – te obecne – są dobre, czy złe? Czy ostrzeżenie Apostoła sprzed dwóch tysięcy lat, jest aktualne dzisiaj? Jakie są te obecne dni, obecne czasy?… Dobre, czy złe?
Zapewne, są argumenty tak za jedną, jak i za drugą opcją. Pewnie są i takie, i takie. Tak było przed dwoma tysiącami lat, tak było w ciągu tych dwóch tysięcy lat – i tak jest dzisiaj. Czy obecne czasy są w jakikolwiek sposób gorsze od poprzednich? Na pewno są inne. A w ogóle – są takie, jacy są ludzie, którzy je tworzą. Bo to nie czasy same z siebie – jako jakieś odrębne, samoistne byty – są dobre lub złe. To ludzie czynią je takimi, lub innymi.
Mówimy tu o oczywistej oczywistości, ale może warto to sobie co i raz uświadamiać. I pytać samych siebie, jakie to czasy my sami tworzymy w swojej rodzinie, w swoim własnym domu, w swoim sąsiedztwie. Apostoł Paweł stwierdził w drugim czytaniu, że dni są złe. A w naszym domu – jakie są dni? Też złe? A może jednak dobre?…
A jakie są te obecne dni w naszej miejscowości? Czy może z nostalgią wspominamy, że „kiedyś – to były czasy”! Ludzie się dogadywali, spotykali się, potrafili razem coś zrobić, zmobilizować się do dobrego działania. A dzisiaj to każdy zamyka się w swoich czterech ścianach i nic go nie obchodzi, z „nosem w telewizorze”, albo w komputerze… Jak trzeba coś wspólnie zrobić, to jeden ogląda się na drugiego, a sam za nic się nie weźmie. Najwyżej potem skrytykuje. Takie to dzisiaj czasy – powiemy. Ale kto jest takimi czyni? Kto je tworzy w taki, a nie inny sposób?…
A jakie czasy, moi Drodzy, i jakie dni są obecnie w naszej Gminie i w naszej Parafii? Zapytajmy wprost: jakimi my te czasy tworzymy? Czy kierujemy się Bożą mądrością przy ich tworzeniu, czy jedynie własną, wyliczoną tylko na swoją korzyść lub wygodę? Jakie dni są obecnie w naszej lokalnej społeczności – w Parafii, w Gminie: dobre, czy złe? Jakimi my je na co dzień tworzymy? Na ile solidnie się do tego przykładamy? Zależy nam na tym w ogóle, czy nie za bardzo?…
Moi Drodzy, podkreślmy to jeszcze raz: czasy są takie, jacy są ludzie, którzy je tworzą. Czyli: takie są czasy, taka jest atmosfera w naszej rodzinie, w naszym otoczeniu, w naszej lokalnej społeczności i w naszej Ojczyźnie – jakie nastawienie my sami sobą prezentujemy. Dokładnie takie są nasze czasy! I nasze dni!
Oczywistym jest, że im więcej w nich jest Bożej mądrości, czyli umiejętności układania swego życia po myśli Bożej, tym te nasze czasy będą lepsze. A im więcej naszego tylko działania, nastawionego egoistycznie na nas samych, a więc według zasad jedynie ludzkiej mądrości, tym będą gorsze… Logiczne to – i oczywiste.
Dlatego trzeba, żeby teraz każdy zapytał sam siebie – w ciszy własnego serca: Jakimi ja sam czynię te dni, te czasy, w których żyję?…

sobota, 18 sierpnia 2018

Odwdzięcz się Bogu!


Szczęść Boże! Moi Drodzy, serdecznie dziękuję Wszystkim, którzy tu, na blogu, oraz w czasie osobistych spotkań, lub też drogą telefoniczną, smsową i mailową, składali mi życzenia, zapewniająd o modlitwie. Jedynym, czym mogę się odwdzięczyć, to moja modlitwa, dlatego wczoraj i dzisiaj sprawuję Msze Święte w intencji Tych wszystkich, którzy tyle serca i życzliwości mi okazują – nie tylko wypowiadając słowa pięknych życzeń, ale poprzez taką zwyczajną, codzienną bliskość serca. To dla mnie naprawdę bardzo ważne…
Niech Wam wszystkim Bóg błogosławi!
A dzisiaj – sobota, więc kolejny dar z serca płynący: z dobrego serca Jakuba, który dzieli się z nami swoim przeżywaniem Bożego słowa. Wrócił właśnie z Pielgrzymki, więc to słowo jest także ubogacone nowymi przeżyciami. Bardzo Mu dziękuję za wierność podjętemu zobowiązaniu – i za solidność.
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 19 Tygodnia zwykłego, rok II,
do czytań: Ez 18,1–10.13b.30–32; Mt 19,13–15

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:
Pan skierował do mnie te słowa: „Z jakiego powodu powtarzacie między sobą tę przypowieść o ziemi izraelskiej: «Ojcowie jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom?»
Na moje życie, mówi Pan Bóg. Nie będziecie więcej powtarzali tej przypowieści w Izraelu. Oto wszystkie osoby są moje: tak osoba ojca, jak osoba syna. Są moje. Umrze tylko ta osoba, która zgrzeszyła.
Ktokolwiek jest sprawiedliwy i przestrzega prawa i sprawiedliwości, kto nie jada mięsa z krwią i oczu nie podnosi ku bożkom izraelskim, nie bezcześci żony bliźniego, nie zbliża się do żony w okresie jej nieczystości, nie krzywdzi nikogo, zwraca zastaw dłużnikowi, nie popełnia rozboju, łaknącemu udziela swego chleba, nagiego przyodziewa szatą, nie uprawia lichwy, nie żąda odsetek, odsuwa swą rękę od nieprawości, sprawiedliwie rozsądza między jednym człowiekiem a drugim, stosuje się do moich ustaw i zachowuje wiernie moje przykazania, postępując uczciwie – ten na pewno żyć będzie, mówi Pan Bóg.
Lecz jeśliby zrodził syna gwałtownika i rozlewającego krew, winnego jednej z tych zbrodni, ten nie będzie żył. Ten na pewno umrze, a odpowiedzialność za krew jego spadnie na niego samego.
Dlatego, domu Izraela, będę was sądził, każdego według jego postępowania, mówi Pan Bóg. Nawróćcie się! Odstąpcie od wszystkich waszych grzechów, aby wam już więcej nie były sposobnością do przewiny. Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy, któreście popełniali przeciwko Mnie, i stwórzcie sobie nowe serce i nowego ducha. Dlaczego mielibyście umrzeć, domu Izraela? Ja nie mam żadnego upodobania w śmierci, mówi Pan Bóg. Zatem nawróćcie się, a żyć będziecie”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Przynoszono do Jezusa dzieci, aby włożył na nie ręce i pomodlił się za nie; a uczniowie szorstko zabraniali im tego. Lecz Jezus rzekł: „Dopuście dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie”. Włożył na nie ręce i poszedł stamtąd.

A OTO SŁÓWKO JAKUBA:

Dzisiaj we fragmencie z Księgi Proroka Ezechiela możemy spostrzec nawiązanie do jednej z prawd wiary katolickiej: „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.” Bóg widzi, że ludzie stosują się do zasady z popularnego przysłowia: Ojcowie jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom. Stara się zmienić to myślenie, gdyż patrzy na każdego z nas indywidualnie. Nie jesteśmy dla niego ogromną masą. Myśli o nas jako o swoich dzieciach i kocha z taką samą, nieskończoną mocą – każdego z osobna.
Pomyślmy sobie: „Jestem synem/córką mojego Boga, Jedynego Pana, Ojca Miłosiernego.” Czyż to nie powoduje zachwytu? Jakże lekko idzie się przez życie z myślą, że nie istnieję bez celu, że nie jestem wegetującą rośliną, która kończy swoją egzystencję wraz ze śmiercią, że mam dla kogo żyć i mam dzięki komu żyć.
Bóg dał mi szansę, pozwolił mi kroczyć po ziemi, rozpoczął moją doczesną wędrówkę. Moim zdaniem, jest to niewyobrażalnie wielki dar. Dar, który był nam dany, bo nasz Bóg jest miłosierny.
Ostatnio, będąc na pielgrzymce usłyszałem od siostry, która prowadziła rozważania, że okazywanie miłosierdzia to okazywanie miłości niezasłużonej. Kim jest człowiek, żeby Bóg go kochał? Nie można porównać naszego najlepszego Ojca z całą Jego potęgą i wielkością – do nas, Jego grzesznych dzieci. Właśnie dlatego Jego miłość można nazwać miłosierną, gdyż jest darmo dana, bezinteresowna, niezasłużona. Jest właśnie tym przeogromnym darem. Ale – według mnie – staje się też zobowiązaniem. Czy za dane nam życie nie jesteśmy Bogu czegoś po ludzku winni? Czy nasze sumienie nie powinno nam mówić: „Odwdzięcz się Bogu za wszystko co dla ciebie zrobił”?
Odpowiedź jest prosta: oczywiście, że tak! Każdy z nas pracuje na swoje konto. Każdy zbiera dobre uczynki jak naręcza kwiatów i będzie odpowiadał za to, z jakim bukietem stanie przed Bogiem. Nie zrobią tego za nas rodzice, nauczyciele, rodzeństwo, księża z parafii, przyjaciele… Nikt nie jest w stanie stanąć zamiast nas samych na sądzie Bożym!
A w tym wszystkim najgorsze jest to, że ludzie nawet sobie z tego nie zdają sprawy. Rozmawiając z kolegą z Rosji, który przyjechał do mojej szkoły na wymianę, usłyszałem taką wypowiedź (fakt, że na temat prawosławia, ale odzwierciedla ona także polskie realia katolickie): „Wierzenie jest dla starszych. Młodzi muszą próbować wszystkiego i myśleć o sobie, a nie o Bogu.” Jakie prawdziwe, czyż nie?
Bóg prosił nas przez swojego Syna, abyśmy przychodzili do niego jak dzieci – tacy czyści, szczerzy i prawdziwi. Bez żadnych masek, bez udawanej pobożności. Pomyślmy, co by to było, gdyby jutro nastał dla nas dzień sądu Bożego? Co bym Bogu powiedział? Czy byłbym w stanie spojrzeć w jego miłosierne oczy bez wstydu, bez zażenowania swoim zachowaniem? Czy nie miałbym problemu ze stanięciem w prawdzie przed Bogiem i przed samym sobą?…