wtorek, 23 października 2018

Kryterium czuwania


Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Jakub Zieliński – jeden z moich Lektorów, Grupowych w gronie Szefostwa Służby liturgicznej w Miastkowie, a do niedawna: mój Uczeń. Życzę Jubilatowi, aby na odcinku wiary miał odwagę ciągle dawać z siebie więcej! Aby w ten sposób jak najwięcej zyskiwać. Zapewniam o modlitwie!
Modlitwą otaczam także moją Siostrzenicę Weronikę – w rocznicę Jej Chrztu Świętego.
Życzę Wszystkim błogosławionego dnia!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wtorek 29 Tygodnia zwykłego, rok II,
do czytań: Ef 2,12–22; Łk 12,35–38

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: W owym czasie byliście poza Chrystusem, obcy względem społeczności Izraela i bez udziału w przymierzach obietnicy, nie mający nadziei ani Boga na tym świecie. Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa.
On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur, wrogość. W swym Ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch rodzajów ludzi stworzyć w sobie jednego, nowego człowieka, wprowadzając pokój, i aby tak jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem, w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości.
A przyszedłszy, zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy są blisko, bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca.
A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi oczekujących powrotu swego pana z uczty weselnej, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze.
Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie”.

Kiedy słyszymy w dzisiejszym pierwszym czytaniu słowa Apostoła Pawła, iż Jezus jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur, wrogość, to przychodzi nam na myśl widzialny mur, który w świątyni jerozolimskiej oddzielił dziedziniec Żydów od dziedzińca pogan. Za przekroczenie tego muru, poganinowi groziła kara śmierci.
W czasie, kiedy powstawał i kształtował się Kościół, różnice pomiędzy Żydami a poganami były bardzo mocno podkreślane i wydawały się wręcz nie do przekroczenia. Stąd powstało w młodym Kościele wiele napięć i dylematów, a chociażby i to bardzo ważne pytanie, czy poganie, wstępujący do Kościoła, mają najpierw stać się wyznawcami judaizmu, czy mogą wstępować do Kościoła bezpośrednio?… Zresztą, różnice między jednymi i drugimi były podkreślane na każdym kroku – nawet w niektórych wypowiedziach samego Jezusa.
A jednak dzisiaj słyszymy, iż to właśnie Jezus w swym Ciele pozbawił […] mocy Prawo przykazań wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch rodzajów ludzi stworzyć w sobie jednego, nowego człowieka, wprowadzając pokój, i aby tak jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem, w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości.
Zatem, nie ma już dwóch wrogich sobie społeczności – jest jedna wspólnota: wspólnota Kościoła. A źródłem jej jedności, mocy i świętości jest sam Jezus Chrystus. Apostoł stwierdza: Przez Niego [czyli przez Jezusa] jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca. A stąd wynikają bardzo konkretne skutki, o których Paweł tak pisze: A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus.
Wszyscy razem, w równym stopniu, Żydzi i poganie – w Chrystusowym Kościele – są jednym! Zasadniczym zaś kryterium – jeśli tak można to określić – przynależności do tejże wspólnoty jest… kryterium czuwania! Być może, tak właśnie należy określić ten warunek przynależności do Kościoła, o jakim sam Jezus mówi dzisiaj w Ewangelii. Ukazując obraz sług, oczekujących powrotu swego pana, domaga się od swoich uczniów nieustannego czuwania i pełnej gotowości. Mówi: Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.
I dzisiaj także ta zasada obowiązuje. Bez względu na to, jaką kto w Kościele spełnia funkcję i skąd pochodzi, jakie ma znajomości i osobiste doświadczenia – miarą przynależności do Kościoła jest kryterium czuwania, kryterium pełnej gotowości na wezwanie Pana; kryterium aktywności. To według tej miary można określić, jak bardzo danemu człowiekowi zależy na Kościele i ile z siebie daje, aby ten Kościół współtworzyć, ubogacać…
A jeżeli możemy mówić o jakimś murze, który mógłby kogokolwiek od kogokolwiek oddzielać, to chyba tylko o murze w sercu, który oddziela człowieka od Jezusa. Bo wszelkie zewnętrzne mury i podziały zostały raz na zawsze pokonane przez Jezusa.
Czy jednak my, Jego przyjaciele, nie tworzymy ich na nowo? Czy nie budujemy murów pomiędzy nami a Nim – i pomiędzy sobą nawzajem? Może więc pierwszym wyrazem naszego czuwania i naszej aktywnej gotowości będzie zdecydowane burzenie jakichkolwiek murów, które mogłyby czynić nas nawzajem wrogami – a przynajmniej ludźmi niechętnymi sobie?…
Cóż zatem ja osobiście mogę – ale tak naprawdę szczerze – powiedzieć o sobie: czy burzę owe mury, czy raczej je wznoszę? I czy jestem aktywnym, czy raczej – niestety – ospałym członkiem Kościoła?…

poniedziałek, 22 października 2018

Z Chrystusem - i w Chrystusie!


Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają: Ksiądz Andrzej Kuflikowski, Proboszcz Parafii Świętego Ojca Pio w Warszawie, gdzie przez rok pracowałem, oraz Bartłomiej Przybysz, należący w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot. Życzę Jubilatom, aby całe swoje życie przeżywali z Chrystusem i w Chrystusie – o czym więcej w rozważaniu. Zapewniam o modlitwie!
Moi Drodzy, niech Święty Patron dnia dzisiejszego – Papież Jan Paweł II – będzie dzisiaj obecny w naszych modlitwach i w naszej refleksji.
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 29 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. Jana Pawła II, Papieża,
do czytań: Ef 2,1–10; Łk 12,13–21

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: I wy byliście umarli na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, według sposobu Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu. Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni.
A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni. Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich, w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przemożne bogactwa Jego łaski wykazać na przykładzie dobroci względem nas, w Chrystusie Jezusie.
Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił.
Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”.
Lecz On mu odpowiedział: „Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?”
Powiedział też do nich: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia”.
I opowiedział im przypowieść: „Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: «Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów». I rzekł: «Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra.
I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj».
Lecz Bóg rzekł do niego: «Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?»
Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”.

Święty Paweł, zwracając się do swoich uczniów w Efezie, mówi o przemianie, jaka dokonała się w ich sercach, w ich życiu, w ich ogólnej sytuacji. Otóż, byli oni umarli na skutek [swoich] występków i grzechów, w których [żyli] niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, przez co byli oni – a i Paweł do tej grupy samego siebie zaliczył – potomstwem z natury zasługującym na gniew. Bóg jednak, będąc bogaty w miłosierdzie, wyratował wszystkich z tego stanu.
Dokonał zaś tego – i to chcemy tu podkreślić – w Chrystusie. Czy zauważyliśmy, słuchając dzisiejszego pierwszego czytania, ile razy, w tym dość krótkim tekście, pada to określenie: w Chrystusie, albo: z Chrystusem? Jakby wręcz zależało Pawłowi, aby Efezjanie mocno to sobie wbili do głowy i do serca, że wszelkie dobro, jakie w ich życiu się dokonało, nie inaczej się dokonało, jak właśnie w Chrystusie lub z Chrystusem.
To bardzo ważne, bo pokazuje rolę Jezusa Chrystusa w życiu chrześcijan. Dla nas dzisiaj jest to – jak się wydaje – oczywiste, czy jednak nie powinniśmy sobie tego ciągle i od nowa uświadamiać, że całe nasze życie ma się tak totalnie opierać na Chrystusie i z Nim ma być przeżywane? Bo Bóg także naszego zbawienia dokonuje w Chrystusie i przez Chrystusa.
My tymczasem nieraz ulegamy pokusie przypisywania wszelkich zasług sobie samym, czego przykładem jest postawa głupca z dzisiejszej Ewangelii. Jak słyszeliśmy, zadowolony z siebie samego, już sam nie wiedział, co tu począć? Co zrobić z tak obfitym plonem? Zaplanował więc sobie, że do końca życia będzie już tylko bawił się, pławił w luksusach i cieszył się sam z siebie. Niestety, szybko jednak miał się przekonać, że jego pycha zostanie surowo ukarana, a on sam – okaże się totalnie przegranym.
Moi Drodzy, my także wszystko totalnie przegramy, jeżeli na sobie samych – na swojej zaradności, sukcesach, uznaniu u ludzi, zajmowanym stanowisku, tytułach naukowych lub godnościach honorowych – będziemy opierali swoje życie. Wygramy natomiast wszystko – zarówno tu, na ziemi, jak i w wieczności – jeżeli każdy swój dzień, dosłownie: każdą swoją chwilę, będziemy przeżywali z Chrystusem i w Chrystusie.
Tego uczy nas Patron dnia dzisiejszego, Święty Jan Paweł II, Papież, który w homilii na rozpoczęcie swego Pontyfikatu, dokładnie czterdzieści lat temu, mówił:
Bracia i Siostry! Nie obawiajcie się przyjąć Chrystusa i zgodzić się na Jego władzę! Pomóżcie Papieżowi i wszystkim, którzy chcą służyć Chrystusowi i przy pomocy władzy Chrystusowej służyć człowiekowi i całej ludzkości!
NIE LĘKAJCIE SIĘ! OTWÓRZCIE, OTWÓRZCIE NA OŚCIEŻ DRZWI CHRYSTUSOWI! JEGO ZBAWCZEJ WŁADZY OTWÓRZCIE GRANICE PAŃSTW, USTROJÓW EKONOMICZNYCH I POLITYCZNYCH, SZEROKICH DZIEDZIN KULTURY, CYWILIZACJI, ROZWOJU. NIE LĘKAJCIE SIĘ! CHRYSTUS WIE, „CO JEST W CZŁOWIEKU”. TYLKO ON TO WIE!
Dzisiaj tak często człowiek nie wie, co nosi w sobie, w głębi swojej duszy, swego serca. Tak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Tak często opanowuje go zwątpienie, które przechodzi w rozpacz. Pozwólcie zatem – proszę was, błagam was z pokorą i ufnością – pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. Tylko On ma słowa życia, tak, życia wiecznego!”
Na ile – w konkrecie codzienności – realizuję to wezwanie Świętego Jana Pawła II?…

niedziela, 21 października 2018

Syn Boży przyszedł, aby służyć...


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny obchodzą:
Urszula Wasilewska – z którą znamy się od zawsze, jeszcze z rodzinnej Parafii;
Urszula Adamiak – Prezes firmy „Komunalnik” w Białej Podlaskiej;
Urszula Kobielus – Nauczyciel historii w Liceum im. Lelewela w Żelechowie;
Urszula Bielecka – za moich czasów: Katechetka w Parafii Radoryż Kościelny.
Serdecznie życzę Czcigodnym Solenizantkom, aby zawsze trwały przy Jezusie – bez względu na wszystko. Zapewniam o modlitwie!
A w związku z dzisiejszymi wyborami chcę przypomnieć słowa Jana Pawła II z Adhortacji „Christifideles laici”: „Nowe sytuacje – zarówno w Kościele, jak i w życiu społecznym, ekonomicznym, politycznym i kulturalnym – domagają się dzisiaj ze szczególną siłą zaangażowania ludzi świeckich. Bierność, która zawsze była postawą nie do przyjęcia, dziś bardziej jeszcze staje się winą. Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności”.
Na głęboki i pobożne przeżywanie dzisiejszego dnia – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek

29 Niedziela zwykła, B,
do czytań: Iz 53,10–11; Hbr 4,14–16; Mk 10,35–45

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
Spodobało się Panu zmiażdżyć swojego Sługę cierpieniem. Jeśli wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pana spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie.

CZYTANIE Z LISTU DO HEBRAJCZYKÓW:
Bracia: Mając arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę w stosownej chwili.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, zbliżyli się do Jezusa i rzekli: „Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy”.
On ich zapytał: „Co chcecie, żebym wam uczynił?”
Rzekli Mu: „Użycz nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie”.
Jezus im odparł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?”
Odpowiedzieli Mu: „Możemy”.
Lecz Jezus rzekł do nich: „Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane”.
Gdy dziesięciu to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich:
Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielki, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.

Jak zrozumieć słowa Proroka Izajasza, wypowiedziane w dzisiejszym pierwszym czytaniu: Spodobało się Panu zmiażdżyć swojego Sługę cierpieniem?… Szczególnie, jeśli Autor Listu do Hebrajczyków dodaje: Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu.
A znowu sam Jezus w dzisiejszej Ewangelii dopowiada: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielki, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu. Jak to wszystko zrozumieć?
Otóż, właśnie! Słowo Boże dzisiejszej liturgii uświadamia nam, że cierpienie, uniżenie, przyjęcie różnych doświadczeń – wszystko to zyskuje sens, jeśli jest widziane z Bożej perspektywy. Wtedy wszystko to nabiera głębokiego znaczenia. Z pewnością, nie jest to łatwe do zrozumienia w dzisiejszym świecie, który akurat bardziej interesuje się powodzeniem, sukcesem, postawieniem na swoim.
Trudno, naprawdę trudno znaleźć gazetę, stację telewizyjną, czy portal internetowy, które mówiłyby z entuzjazmem o osobistym uniżeniu, o przyjmowaniu różnych doświadczeń. Powiedzmy jasno, że tego typu postawy raczej kojarzą nam się z naiwnością, niezaradnością, poczuciem jakiegoś przegrania.
Zresztą, trzeba i to jasno powiedzieć, że cierpienie samo w sobie na pewno nie jest żadną przyjemnością i trudno oczekiwać, aby ktoś cierpienia wyglądał, żeby ktoś marzył o trudnych życiowych doświadczeniach, żeby ktoś dla samej przyjemności uniżał się i ciągle chciał być ostatnim. Wręcz przeciwnie – dążymy do usunięcia ze swego życia cierpienia, próbujemy radzić sobie z trudnościami i przeciwnościami, nie chcemy także na każdym kroku rezygnować ze swojego zdania i bez względu na wszystko, niejako dla samej zasady, przyznawać – w duchu uniżenia – racji temu drugiemu. Nie chcemy tego. I jest to postawa właściwa. Powiedzielibyśmy – normalna.
Trzeba dążyć do opanowania cierpienia, do jego usunięcia; trzeba znajdować sposób na zwycięskie wychodzenie z różnych trudnych doświadczeń – absolutnie nie musimy dobrowolnie uginać się pod ich ciężarem. Mówimy jednak o takich sytuacjach, w których to cierpienie przychodzi niezależnie od nas, a trzeba chyba też jasno dodać, że nie ma wśród nas kogoś takiego, kto mógłby szczerze stwierdzić, że jego to cierpienie omija, że go w ogóle nie dotyczy.
Cierpienie idzie za człowiekiem jak cień i dotyka go – czy to w formie duchowej, czy fizycznej. Przychodzą także różne życiowe doświadczenia. Jak im zaradzić? Jak temu wszystkiemu zapobiec? Chyba właśnie na takie sytuacje Jezus dzisiaj wskazuje.
Oto Sługa Jahwe – o którym tak dużo mówi w swoim Proroctwie Izajasz; Sługa, którego my zwykliśmy kojarzyć z Jezusem – poprzez swoje cierpienie ma nie tylko sam dojść do radości, chwały i światła, ale też innych ma do szczęścia doprowadzić.
Oto Jezus Chrystus, Arcykapłan, o którym mówi nam Autor Listu do Hebrajczyków, poprzez swoje cierpienie wysługuje łaskę dla swego ludu. Dlatego w dzisiejszym drugim czytaniu słyszymy: Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę w stosownej chwili.
Ale synowie Zebedeusza, bohaterowie dzisiejszej Ewangelii, myślą nie tyle o ofiarowaniu czegokolwiek z siebie, ile o tym, żeby zająć poczesne miejsca w hierarchii niebieskiej. Dowiadują się jednak, że jeżeli mają być uczestnikami chwały Jezusa i siedzieć po Jego stronie prawej lub lewej, to też będą pić z kielicha Jezusa. Domyślamy się – przypominając sobie modlitwę Jezusa w Ogrójcu – że chodzi o kielich cierpienia.
A zatem – może tu nie chodzi o to, aby rozpaczliwie walczyć z cierpieniem, żeby „na głowie stawać” w celu jego usunięcia, ale o to, aby mu nadać sens, aby skoro już to cierpienie przyjdzie – przyjąć je i ofiarować Bogu za siebie, za innych czy w jakiejkolwiek innej intencji. Aby z każdego doświadczenia wyjść duchowo bogatszym, mądrzejszym, bardziej wartościowym. Aby godnie przyjętego uniżenia nie traktować jako znaku naiwności, znaku przegranej, ale jako znak miłości, a często także – znak wielkiej mądrości i roztropności.
Jezus nam dzisiaj pokazuje ogromną wartość cierpienia, wartość ofiary. I chce nas przekonać do tego, że jest inny system wartości i inny system zasługiwania, inny system ubogacania się, aniżeli tylko ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Oto bowiem można coś stracić aby jednocześnie o wiele więcej zyskać. Można doznać cierpienia – aby w ten sposób stać się szlachetniejszym, bogatszym duchowo; aby swoim cierpieniem innym pomóc.
I można się uniżyć, nie stawiać do końca na swoim, nie upierać się za wszelką cenę – a i tak ostatecznie okazać się zwycięzcą. Dziwne to prawidłowości, ale właśnie takimi zasadami kieruje się Jezus i ci, którzy wraz z Nim budują Boże królestwo na ziemi.
Zaiste bowiem, ma sens cierpienie, ma sens uniżenie, ma sens znoszenie doświadczeń. Nie ten bowiem wygrywa, kto zawsze postawi na swoim, nie ten wygrywa, kto żyje modnie i wygodnie, ale ten, kto stawia na wartości największe, nieprzemijające; na wartości prawdziwe. A te nieraz wymagają ofiary, uniżenia, wymagają podjęcia cierpienia, znoszonego z godnością.
Wbrew pozorom – nie jest to wizja smutna. Wydaje się, że jest to wizja pełna prawdziwej nadziei. Oto bowiem kiedy człowiek – tak zwany – nowoczesny układa sobie życie w wygodny sposób, dogadzając sobie za wszelką cenę i inwestując czas, środki, wszystkie siły i całe swoje serce w rzeczy materialne, doczesne i wymierne, wówczas z pewnością uda mu się na tym odcinku wiele osiągnąć. Swoją zaradnością sprawi, że będzie wiódł życie na wysokim poziomie komfortu i przyjemności.
Ale niech przyjdzie tylko jakiekolwiek cierpienie: jakiekolwiek!; niech go spotka najmniejsze choćby doświadczenie – szybko przychodzi załamanie, frustracja, zniechęcenie. I cóż się okazuje? Okazuje się, że na swoje życie targają się ludzie, którzy wszystko mają, którzy wszystkiego mają w nadmiarze, którym naprawdę dobrze się powodzi.
Nie są oni bowiem przygotowani na rzeczywistość cierpienia, nie potrafią przegrywać; w każdej, nawet najmniejszej porażce widzą ostateczną przegraną, nie potrafią z niczego zrezygnować, nie potrafią niczego złożyć w ofierze. Nie mówiąc już o tym, że byliby w stanie dostrzec jakiś sens tego uniżenia, tego niepowodzenia, czy ewentualnie cierpienia. Absolutnie, o niczym takim nie ma mowy, za każdym razem jest to dla nich przegraną, klęską, częstokroć – ostateczną.
Dlatego Jezus dzisiaj chce nam bardzo jasno wskazać motywy nadziei, chce nas przekonać, że tam, gdzie kończą się ludzkie perspektywy; gdzie kończy się zakres widzenia osób wpatrzonych tylko w to, co doczesne, tam ludzie patrzący po Bożemu dostrzegają dopiero początek działania Bożego i swojej osobistej szansy.
Mówiąc inaczej: kiedy ludzie patrzący krótko widzą przegraną, widzą cierpienie, widzą klęskę, ludzie głębocy – ci, o których dzisiaj mowa w liturgii Słowa – widzą zwycięstwo, jakąś wielką szansę; widzą to wszystko, co jest dalej; to wszystko, co można osiągnąć cierpieniem, uniżeniem, przyjęciem doświadczenia. Kiedy dla ludzi małych i ciasnych w tym momencie wszystko się kończy dla ludzi żyjących prawdziwie Ewangelią wszystko dopiero się zaczyna!
Oni nie widzą w tym, co trudne, swojej klęski, ale ofiarując to Bogu w jakiejś określonej intencji – są w stanie i siebie przemienić, i innym pomóc. Wielka jest bowiem moc cierpienia, prawdziwa jest wielkość szczerego uniżenia, wielkim jest bogactwo różnych doświadczeń, przyjmowanych w imię Boże. A wtedy słabość – staje się siłą; chwilowa strata zyskiem na wieczność; a rezygnacja i ofiarowanie źródłem prawdziwego bogactwa.
I może właśnie dlatego Bóg dopuszcza cierpienie i doświadczenie na ludzi zbyt pewnych siebie, aby im przypomnieć o sobie i o tym, co w życiu tak naprawdę najważniejsze – że życie wieczne jest najważniejsze, nie to doczesne.
Kiedyż to bowiem, moi Drodzy, wielu ludzi znajduje drogę do kościoła i do konfesjonału: kiedy im się wszystko doskonale układa, odnoszą sukces za sukcesem, czy kiedy życie tak im da „do wiwatu”, że nie wiedzą, co z sobą zrobić i co z tym wszystkim począć?
Kiedyż to, moi Drodzy nasze kościoły były pełne po brzegi, a na Mszach Świętych, odprawianych przez Księdza Jerzego wierni nie mieścili się na placu przed kościołem i na pobliskich ulicach: teraz, czy za czasów prześladowania Kościoła przez komunę?…
Kiedyż to do konfesjonałów stoją najdłuższe kolejki: na ślubach, czy na pogrzebach, zwłaszcza ludzi odchodzących w sile wieku? Ileż to razy, pytając niektórych, jak często się spowiadają, słyszę w odpowiedzi, że jak jest jakiś pogrzeb w rodzinie. Czyli co? Trzeba się modlić o jak najwięcej pogrzebów w rodzinie, i jak najwięcej trudnych doświadczeń, a wtedy ludzie i do kościoła drogę znajdą, i do konfesjonału – tak? Nie, nie będziemy się o to modlić, ale może trzeba, aby niektórzy zaczęli trzeźwo myśleć!
Może zatem uznajmy, że Bóg wie, co robi, zsyłając cierpienie, aby w ten sposób pomóc niektórym pochylić ich harde karki i zgiąć kolana przed prawdziwym majestatem – przed Bożym majestatem – a nie jedynie przed swoim własnym?…
Niech On sam pomoże nam uświadomić sobie, że to, co trudne – jeżeli jest godnie przyjęte i szczerze Bogu ofiarowane w jakiejś konkretnej intencji – to czyni człowieka wielkim i świętym.
Tego uczy nas wielu, bardzo wielu Świętych, zwłaszcza Męczenników, którzy za życia – zdawać by się mogło – przegrali, a oto teraz okazali się zwycięzcami i Kościół oddaje im cześć jako zwycięzcom.
Tego nade wszystko uczy nas sam Jezus Chrystus. Bo i On, Syn Człowieczy – jak mówi dzisiaj w Ewangelii – nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

sobota, 20 października 2018

Odwaga świadczenia


Szczęść Boże! Moi Drodzy, serdecznie pozdrawiam i dziękuję Jakubowi, który pomimo swoich licznych codziennych obowiązków i wczorajszego naszego długiego spotkania w gronie Szefostwa Służby liturgicznej – przygotował dzisiejsze rozważanie. W ramach spotkania obejrzeliśmy w TVP 1 film: „Popiełuszko – wolność jest w nas”, dużo też rozmawialiśmy o tym świętym Kapłanie, stąd też kilka słów na jego temat znajdziemy w rozważaniu. Bardzo dziękuję Jakubowi za dzisiejsze słówko – i Wam za stałą obecność na blogu!

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 28 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. Jana Kantego, Kapłana,
do czytań: Ef 1,15–23; Łk 12,8–12

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: Usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach.
Proszę w nich, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących, na podstawie działania Jego potęgi i siły, z jaką dokonał dzieła w Chrystusie, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym.
I „wszystko poddał pod Jego stopy”, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych.
Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone. Kiedy was ciągnąć będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co mówić należy”.

A OTO SŁÓWKO JAKUBA:

Dzisiejszy fragment Ewangelii według świętego Łukasza nasuwa mi bardzo intrygującą myśl, a mianowicie: Czy są pośród nas, ludzi XXI wieku, osoby cechujący się prawdziwą odwagą? Pytanie może dość dziwne, ale jednocześnie nurtujące. Bo kim tak naprawdę jest człowiek odważny? Pewnie pierwszy na myśl przychodzi rycerz w srebrnej zbroi, który w głowie ma trzy słowa: Bóg, Honor, Ojczyzna. Tak, to jest bez wątpienia dobra odpowiedź, ale czy jedyna?
Jak wiemy, przeszłość wpływa na teraźniejszość, a teraźniejszość dla przyszłości staje się historią i dlatego właśnie wszystko, co robimy, zostaje w pamięci potomnych. Jednym ze znaków tegoż dziedzictwa narodowego w Polsce był ksiądz Jerzy Popiełuszko, człowiek wielkiej miłości, głębokiej wiary i niezłomnej nadziei na lepsze jutro. Człowiek, dla którego Bóg był całym życiem. Człowiek, który dla Polaków był ratunkiem i ostoją, a dla którego dzieci narodu polskiego stały się umiłowanymi dziećmi.
To on zginął za Ojczyznę i pozostał w pamięci jako święty. On, jako jeden z niewielu, czuł się w komunistycznej Polsce wolnym. Wiedział, że Bóg przy jego narodzinach, dał mu wolność nie zakłócaną żadnymi prawami, dekretami i ustawami. On miał odwagę! Za wszelką cenę dążył do całej prawdy, a zło dobrem zwyciężał.
Kolejną odważną postacią był sam święty Jan Paweł II. Wiernie stał przy prawdzie i przy Bogu. Mimo, że był papieżem, dbał o dobro swojej Ojczyzny. Był jednym z najskuteczniejszych nauczycieli patriotyzmu. Prowadził nas zawsze do naszej Królowej – Maryi. On miał odwagę! Nie bał się, wypływał na głębię. Czerpał swą moc od Ducha Świętego.
Teraz często brak nam ludzi odwagi. Cierpimy na niedobór osób, które mają „tak” za „tak”, a „nie” za „nie”, którzy bezgranicznie wierzą w Chrystusa Jezusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego. On sam, Jezus Chrystus, mówi, że kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego. Widać wciąż, że katolicy boją się swojej wiary. Trzeba się podnieść z ziemi, wyrzec się swoich kompleksów i pokazać światu miłosierdzie Boga.
Musimy pamiętać, że świadectwo o Jezusie da Duch prawdy i my także świadczyć o Nim powinniśmy. Czy wierzę w Boga bezgranicznie? Czy Mu ufam i Go kocham? Czy nie mam problemu z pokazywaniem swojej wiary w swoim otoczeniu – w społeczności, w której żyję? Czy mam ODWAGĘ powiedzieć „tak” swemu Bogu?…

piątek, 19 października 2018

Do zbawienia zaproszeni są wszyscy!


Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu wczorajszym imieniny przeżywali:
Biskup Łukasz Buzun – Biskup Pomocniczy Kaliski, z którym miałem przyjemność poznać się na Pielgrzymce Podlaskiej, gdy był Przewodnikiem Grupy 17;
Ksiądz Łukasz Borowski, Ksiądz Łukasz Burchard, Ksiądz Łukasz Kulik, Ksiądz Łukasz Kałaska, Ksiądz Łukasz Tarasiuk, Ksiądz Łukasz Turek – Księża z różnych względów mi bliscy;
Łukasz Sulowski – bliski i życzliwy Człowiek z Lublina;
Łukasz Sokół, Łukasz Ciechański, Łukasz Szarek, Łukasz Osypiuk, Łukasz Bąk, Łukasz Stefaniak, Łukasz Sowa – Członkowie różnych Wspólnot młodzieżowych na przestrzeni wszystkich lat mojego kapłaństwa.
Dzisiaj natomiast imieniny przeżywa Piotr Antosiewicz, za moich czasów: Lektor w Celestynowie i Prezes tamtejszej Służby liturgicznej.
Wszystkim świętującym życzę, aby tak, jak wczorajszy Patron, byli ewangelistami i lekarzami, czyli aby swoim życiem głosili Dobrą Nowinę, a swoim dobrym sercem pomagali ludziom leczyć rany ich serc. Zapewniam o modlitwie!
Moi Drodzy, bardzo serdecznie dziękujemy Księdzu Markowi za wczorajsze słówko z Syberii! I za to mądre podjęcie sprawy samotności w życiu człowieka, w misji apostolskiej… Bardzo ważna sprawa… Trudna, ale chyba dotykająca – na jakimś etapie życia, w jakimś stopniu – każdej i każdego z nas. Myślę, że wszyscy chętnie wesprzemy Księdza Marka modlitwą w jego misji apostolskiej, szczególnie w tych sprawach, o które nas prosił.
A oto dzisiaj, w kilku polskich Diecezjach, jest możliwość dowolnego wspomnienia Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki. Naprawdę, nie mogę zrozumieć – o czym już kiedyś wspominałem – dlaczego nie jest to wspomnienie obowiązkowe, i to dla całej Polski. Przecież świadectwo tego Kapłana jest tak bardzo ważne dla nas wszystkich! Dlatego ja dzisiaj włączam je w rozważanie.
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 28 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie dowolne Bł. Jerzego Popiełuszki, Kapłana i Męczennika,
do czytań: Ef 1,11–14; Łk 12,1–7

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: W Chrystusie dostąpiliśmy udziału również my, synowie Izraela z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli, po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu, my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie. W Nim także i wy, usłyszawszy głoszenie prawdy, Dobrą Nowinę waszego zbawienia, w Nim także, uwierzywszy, zostaliście opatrzeni pieczęcią, obiecanym Duchem Świętym, który jest zadatkiem naszego dziedzictwa na odkupienie, to jest nabycie wyłącznej własności przez Boga, ku chwale Jego majestatu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Jezusa, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach.
Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie.
Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone.
Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”.

Jezus Chrystus, przychodząc na świat, nie chciał nikogo wykluczyć z zasięgu swego działania. Owszem, w czasie swojej ziemskiej działalności nieraz podkreślał, że przyszedł zasadniczo do „owiec, które poginęły z domu Izraela”, ale przecież udzielał swych łask i dokonywał cudownych znaków także wobec innych, a swoich Apostołów ostatecznie posłał na cały świat, aby po tym czasie swoistego seminarium, jakie mieli przez trzy lata, będąc z Nim – już sami, chociaż wsparci Jego łaską, głosili Ewangelię wszystkim bez wyjątku, zapraszając do zbawienia wszystkich bez wyjątku.
Taką właśnie misję spełnia dzisiaj Paweł, który chociaż do ścisłego grona Dwunastu nie należał, to jednak współpracował z nim bardzo ściśle. I oto dzisiaj słyszymy, jak we fragmencie swego Listu do Efezjan ogłasza wieść nie będącą dla nas obecnie czymś zaskakującym, ale w tamtym czasie stanowiącą pewną nowość, a mianowicie iż zbawienie w równej mierze jest szansą dla „synów Izraela”, jak dla tych, którzy dopiero usłyszeli „Dobrą Nowinę zbawienia”, a do narodu wybranego nie należeli. Do wszystkich Jezus Chrystus wychodzi ze swoim zaproszeniem!
I to jest chyba jedna z ważniejszych i piękniejszych prawd chrześcijaństwa, iż zbawienie nie jest zaadresowane jedynie do wybranych. I nie tylko jakaś elita może skorzystać z Bożego zaproszenia – nic z tych rzeczy! Wszyscy mogą dostąpić zbawienia, o ile tylko przyjmą zaproszenie Jezusa, o czym Apostoł dzisiaj bardzo wyraźnie mówi, w słowach: W Chrystusie dostąpiliśmy udziału…; oraz: my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie. A następnie: W Nim także i wy, usłyszawszy głoszenie prawdy, Dobrą Nowinę waszego zbawienia, w Nim także, uwierzywszy, zostaliście opatrzeni pieczęcią, obiecanym Duchem Świętym.
Zatem – jedni i drudzy, w równej mierze, są zaproszeni – ale przez Jezusa! To jest konieczny warunek zbawienia: skorzystanie z zaproszenia Jezusa Chrystusa, a to z kolei wiąże się z koniecznością uznania w Nim Pana i Zbawiciela. Nie czas i miejsce na długie i szczegółowe rozważania kwestii nawrócenia Izraela i uznania przez Żydów Jezusa jako zapowiadanego Mesjasza, niemniej jednak dzisiaj Paweł trochę dotyka tej kwestii. Bo zbawienie przypadnie w udziale tym, którzy zechcą je przyjąć z rąk Jezusa. I tutaj już pochodzenie nie będzie miało znaczenia.
Największe znaczenie będzie miało bezgraniczne zaufanie do Jezusa, całkowite oddanie się Jezusowi. Słyszymy o tym dzisiaj w Ewangelii. Jezus używa dość zaskakujących stwierdzeń: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Jakby już to było mało. A jednak, uwaga uczniów Jezusa ma być cały czas skierowana wyżej i dalej; skoncentrowana na sprawach wiecznych, a nie na kwestiach doczesnych.
Raz jeszcze mamy potwierdzenie tej prawdy, którą tak mocno wyakcentował Apostoł Paweł: ani pochodzenie, ani przynależność do tego lub innego narodu, ani żadne inne zewnętrzne okoliczności lub doraźne zagrożenia – nie staną na przeszkodzie do osiągnięcia zbawienia przez człowieka, który bezgranicznie zaufa Jezusowi, we wszystkim zda się na Niego, w Jego ręce złoży swój los. A będzie stronił i jak najdalej uciekał od złego ducha, który faktycznie może narobić sporej duchowej szkody – jeśli się mu tylko da wolną rękę.
Zatem, nie pozostaje nam nic innego, moi Drodzy, jak tylko trzymać się Jezusa, Jemu ufać, być z Nim zawsze jedno. A wówczas – zbawienie wieczne jest po prostu gwarantowane. Ale też, już tutaj, na ziemi: dużo takiego zwykłego, ludzkiego szczęścia – pomimo doraźnych trudności, spowodowanych przez tych, którzy zabijają ciało, a którzy naprawdę – potem nic więcej uczynić nie mogą.
Po czym konkretnie widać, że nie boję się ludzi i przeszkód z ich strony? Po czym konkretnie widać, że naprawdę – bezgranicznie ufam Jezusowi?…
Jeżeli zaś szukalibyśmy przykładu heroicznego wręcz zaufania do Jezusowi, to z pewnością znajdziemy go w postawie Patrona dnia dzisiejszego, Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki.
Urodził się w Święto Podwyższenia Krzyża Świętego, 14 września 1947 roku, we wsi Okopy, w parafii Suchowola, z rodziców Władysława i Marianny z domu Gniedziejko. W dwa dni po urodzeniu, 16 września, został ochrzczony w kościele parafialnym i tam też bierzmowany w 1956 roku.
Do Szkoły Podstawowej i Liceum Ogólnokształcącego uczęszczał w Suchowoli. Tam również, w parafialnym kościele, był ministrantem. Uzyskawszy świadectwo maturalne, zgłosił się w dniu 24 czerwca 1965 roku do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie, gdzie przygotowywał się intelektualnie i duchowo do kapłaństwa.
Podczas tych studiów musiał odbyć dwuletnią służbę wojskową w specjalnej jednostce dla kleryków w Bartoszycach. Z tego okresu znany jest fakt mężnej postawy Alumna Jerzego, który nie pozwolił odebrać sobie medalika i różańca, za co był szykanowany przez władze wojskowe. Celem tych szykan i obostrzeń w służbie było zniechęcanie żołnierzy – kleryków do powrotu na drogę powołania kapłańskiego.
Jerzy jednak powrócił, ale niemal natychmiast musiał poddać się operacji tarczycy oraz podjąć leczenie choroby serca. Przeżycia w wojsku, choroba i pobyt w szpitalu bardzo uwrażliwiły go na potrzeby, cierpienia i krzywdy bliźnich. Stał się opiekuńczy i zatroskany, zwłaszcza o chorych. W dniu 28 maja 1972 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Po święceniach pracował w Ząbkach koło Warszawy, a następnie w Warszawie – Aninie, w Parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu i w kościele akademickim Świętej Anny, gdzie prowadził konwersatoria dla studentów medycyny, organizował rekolekcje i obozy o charakterze rekolekcyjnym oraz kierował duszpasterstwem pielęgniarek.
Od 20 maja 1980 roku zamieszkał przy Parafii Świętego Stanisława Kostki na Żoliborzu, gdzie jako rezydent pomagał w pracy parafialnej oraz prowadził zebrania formacyjne dla studentów Akademii Medycznej, prowadził duszpasterstwo pielęgniarek, a co miesiąc urządzał dla lekarzy spotkania modlitewne. Uczestniczył także w przygotowaniu dwóch wizyt papieskich, roztaczając z ramienia Kościoła – wraz ze swoją kilkusetosobową grupą medyczną – opiekę zdrowotną nad Pielgrzymami.
I wreszcie – z czego jest chyba najbardziej znany – bezkompromisowo zaangażował się w duszpasterstwo świata pracy, zarówno w okresie tworzenia się „Solidarności”, jak i później, gdy trwał stan wojenny w Polsce oraz po jego zniesieniu. Pomimo szykan ze strony czynników państwowych i esbeckich oraz pomówień i oszczerstw w środkach masowego przekazu, był rzecznikiem i obrońcą godności człowieka, praw ludzkich do wolności, sprawiedliwości, miłości i prawdy, a także heroldem Pawłowego i papieskiego nauczania, że zło należy zwyciężać dobrem.
Prawdy te głosił wraz ze swym Proboszczem, Księdzem Prałatem Teofilem Boguckim, przede wszystkim podczas nabożeństw za Ojczyznę, urządzanych w kościele Świętego Stanisława Kostki na Żoliborzu od czasu ogłoszenia stanu wojennego we wszystkie ostatnie niedziele miesiąca.
A te serdeczne więzy Księdza Jerzego ze światem pracy, zwłaszcza z pracownikami Huty Warszawa, zadzierzgnięte zostały w sposób niemal przypadkowy, jednak z pewnością opatrznościowy, gdy w sierpniu 1980 roku odprawił na terenie tegoż zakładu Mszę Świętą dla robotników. Oni sami z taką prośbą zwrócili się do Prymasa Wyszyńskiego, a ten wysłał kapelana, aby znalazł do tego zadania jakiegoś księdza. Kapelan natrafił na Księdza Jerzego i jego – jako pierwszego – poprosił. I tak się zaczęło – i tak już zostało, aż do owego pamiętnego 19 października 1984 roku.
Wtedy to bowiem, późnym wieczorem, wracając samochodem z posługi duszpasterskiej w Bydgoszczy, Ksiądz Jerzy został zatrzymany przez trzech funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i uprowadzony. Stało się to na szosie w Górsku, niedaleko Torunia. Nastało wtedy dziesięć dni modlitewnego oczekiwania w wielu świątyniach kraju, zwłaszcza w kościele na Żoliborzu, na powrót kapłana. Niestety, w dniu 30 października 1984 roku odnaleziono zmasakrowane ciało Księdza Jerzego, na tamie we Włocławku.
Pogrzeb, zgodnie z wolą katolickiego społeczeństwa, odbył się w Warszawie 3 listopada 1984 roku. Ksiądz Jerzy Popiełuszko został pochowany w grobie przy kościele Świętego Stanisława Kostki. W dniu 6 czerwca 2010 roku, w Warszawie, odbyła się Jego beatyfikacja.
A oto jego słowa, wypowiedziane w czasie nabożeństwa różańcowego – ostatniego nabożeństwa, odprawionego za życia ziemskiego – w Bydgoszczy, w dniu uprowadzenia i zamordowania, 19 października 1984 roku:
Tylko ten może zwyciężać zło, kto sam jest bogaty w dobro, kto dba o rozwój i ubogacenie siebie tymi wartościami, które stanowią o ludzkiej godności dziecka Bożego. Pomnażać dobro i zwyciężać zło, to dbać o godność dziecka Bożego, o swoją godność ludzką.
Zachować godność, by móc powiększać dobro i zwyciężać zło, to pozostać wewnętrznie wolnym, nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, pozostać sobą w każdej sytuacji życiowej. Jako synowie Boga nie możemy być niewolnikami. Nasze synostwo Boże niesie w sobie dziedzictwo wolności. Wolność dana jest człowiekowi jako wymiar jego wielkości.
Zachować godność, by móc powiększać dobro i zwyciężać zło, to kierować się w życiu sprawiedliwością. Sprawiedliwość wypływa z prawdy i miłości. Im więcej jest w człowieku prawdy i miłości, tym więcej i sprawiedliwości. Sprawiedliwość musi iść w parze z miłością, bo bez miłości nie można być w pełni sprawiedliwym. Gdzie brak jest miłości i dobra, tam na jej miejsce wchodzi nienawiść i przemoc.
Zwyciężać zło dobrem, to zachować wierność prawdzie. Prawda jest bardzo delikatną właściwością naszego rozumu. Dążenie do prawdy wszczepił w człowieka sam Bóg, stąd w człowieku jest naturalne dążenie do prawdy i niechęć do kłamstwa. Prawda, podobnie jak sprawiedliwość, łączy się z miłością, a miłość kosztuje. Prawdziwa miłość jest ofiarna, stąd i prawda musi kosztować. Prawda zawsze ludzi jednoczy i zespala. Obowiązkiem chrześcijanina jest stać przy prawdzie, choćby miała ona wiele kosztować. Bo za prawdę się płaci, tylko plewy nie kosztują. Za pszeniczne ziarno prawdy trzeba czasami zapłacić.
Aby zwyciężać zło dobrem, trzeba troszczyć się o cnotę męstwa. Cnota męstwa jest przezwyciężeniem ludzkiej słabości, zwłaszcza lęku i strachu. Chrześcijanin musi pamiętać, że bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju. Chrześcijaninowi nie może wystarczyć tylko samo potępienie zła, kłamstwa, tchórzostwa, zniewolenia, nienawiści, przemocy, ale sam musi być prawdziwym świadkiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości.
Aby zło dobrem zwyciężać i zachować godność człowieka, nie wolno walczyć przemocą. Komu nie udało się zwyciężyć sercem i rozumem, usiłuje zwyciężyć przemocą. Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości. Najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie zna ludzkość, jakie zna historia, to walki ludzkiej myśli. Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy.” To ostatnie zapisane słowa, jakie pozostawił nam Ksiądz Jerzy – jego swoisty testament…
Wzmocnieni tymi słowami i ubogaceni niezwykłym świadectwem jego świętości, ale też obdarowani słowem Bożym dzisiejszej liturgii, raz jeszcze zapytajmy samych siebie: Po czym konkretnie widać, że nie boję się ludzi i przeszkód z ich strony? Po czym konkretnie widać, że naprawdę – bezgranicznie ufam Jezusowi?…