sobota, 18 listopada 2017

Dniem i nocą...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ksiądz Profesor Roman Krawczyk, przez cztery pierwsze lata mojej seminaryjnej formacji – Rektor naszego siedleckiego Seminarium, a do końca pobytu w Seminarium: Wykładowca Starego Testamentu. Dziękując Księdzu Rektorowi za wiele dobra, jakie od Niego otrzymałem, a szczególnie za dwa piękne gesty, które wobec mnie uczynił, a które pokazały mi Go jako człowieka o naprawdę wielkiej klasie i wielkim formacie ludzkim i kapłańskim, życzę Bożego błogosławieństwa w posłudze kapłańskiej i pracy naukowej!
Urodziny natomiast przeżywa Magda Martyniuk, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot. Oboje świętujących zapewniam o modlitwie!
Moi Drodzy, o godzinie 2:39 naszego czasu Ksiądz Marek wylądował w Surgucie. Jak napisał, zastało Go tam atmosferyczne ciepło: tylko minus siedem! Na zdjęciach z lotniska widać sporo śniegu. Dziękujemy Bogu za ten dobry, choć krótki czas pobytu Księdza Marka i zachęcamy, żeby przyjeżdżał częściej, a nie tylko raz do roku!
Dobrego i błogosławionego dnia!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 32 Tygodnia zwykłego, rok I,
Wspomnienie Bł. Karoliny Kózkówny, Dziewicy i Męczennicy,
do czytań: Mdr 18,14–16;19,6–9; Łk 18,1–8

CZYTANIE Z KSIĘGI MĄDROŚCI:
Gdy głęboka cisza zalegała wszystko,
a noc w swoim biegu dosięgała połowy,
wszechmocne Twe Słowo z nieba, z królewskiej stolicy,
jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz,
jak srogi wojownik runęło w pośrodek zatraconej ziemi.
I stanąwszy, napełniło wszystko śmiercią:
nieba sięgało i rozchodziło się po ziemi.
Całe stworzenie znów zostało przekształcone w swej naturze,
powolne Twoim rozkazom,
by dzieci Twe zachować bez szkody.
Obłok ocieniający obóz i suchy ląd ujrzało,
jak się wynurzał z wody poprzednio stojącej:
droga otwarta z Morza Czerwonego
i pole zielone – z burzliwej głębiny.
Przeszli tędy wszyscy, których chroniła Twa ręka,
ujrzawszy cuda godne podziwu.
Byli jak konie na pastwisku
i jak baranki brykali,
wielbiąc Ciebie, Panie, któryś ich wybawił.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi.
W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: «Obroń mnie przed moim przeciwnikiem». Przez pewien czas nie chciał.
Lecz potem rzekł do siebie: «Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie»”.
I Pan dodał: „Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

Dzisiejsze pierwsze czytanie zostało w komentarzach nazwane „Medytacją o nocy paschalnej”. Rzeczywiście, jasno wynika to z całej jego treści, szczególnie gdy mowa jest o takich zjawiskach, jak obłok ocieniający obóz, jak wynurzenie się z wody poprzednio stojącej, jak droga otwarta z Morza Czerwonego i pole zielone – z burzliwej głębiny. Wszystko to – i wiele innych zjawisk – miało miejsce w czasie wędrówki Izraelitów przez pustynię do Ziemi Obiecanej, która to wędrówka zapoczątkowana została niezwykłymi wydarzeniami właśnie nocy paschalnej.
Dlatego Autor natchniony ukazuje nam dzisiaj tę noc jako czas i przestrzeń niezwykłego działania Boga, ratującego swój naród z krzywdzącej niewoli. Całe zaś rozważanie kończy się takim oto, jakże optymistycznym obrazem: Byli jak konie na pastwisku i jak baranki brykali, wielbiąc Ciebie, Panie, któryś ich wybawił.
Oczywiście, my dobrze wiemy, że w rzeczywistości naród nie tylko nie zawsze wielbił swego Boga, ale często się przeciw Niemu wprost buntował – właśnie w trakcie wędrówki przez pustynię – jednak fakt ten w niczym nie zmienia naszej opinii o wielkości i miłości Boga, który owej nocy dokonał tak niezwykłych rzeczy.
Co ciekawe, ten tekst liturgia Kościoła odczytuje także – choć w nieco skróconej wersji – także w Okresie Bożego Narodzenia. Bo to wówczas także, gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Słowo [Boga] z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc […] nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło w pośrodek zatraconej ziemi.
Tak, to właśnie owej nocy, która zajaśniała blaskiem betlejemskiej gwiazdy i zabrzmiała radosnym śpiewem Aniołów, obwieszczających zdumionym pasterzom chwałę Boga, ukazującą się „w pośrodku zatraconej ziemi” – Bóg także dokonał wielkich rzeczy dla dobra człowieka.
I jeśli weźmiemy pod uwagę słowa Jezusa z Jego dzisiejszej przypowieści: A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę to chyba możemy powiedzieć, że noc jawi się nam tu jako wyjątkowy czas Bożego działania. Owszem, czytając uważnie Pismo Święte zauważymy z pewnością, że Bogu nigdy nie czyniło żadnej różnicy, czy działać w nocy, czy w pełnym blasku dnia, bo przecież Bóg nie musi się niczego krępować i z niczym przed nikim ukrywać. Sam Jezus mówi o tym dzisiaj, wspominając o ludziach, którzy dniem i nocą do Boga wołają, z prośbą o pomoc.
Skoro zatem człowiek woła dniem i nocą, to i Bóg działa dniem i nocą, niemniej jednak noc daje możliwość działania dyskretnego, może bardziej skupionego, osłoniętego przed spojrzeniami ciekawskich, może dokonującego się głębiej w sercu… Może… Trudno to stwierdzić na pewno, natomiast na pewno możemy stwierdzić, że Jezus właśnie nocą chętnie rozmawiał ze swym Ojcem, nocą też rozmawiał z prawym faryzeuszem Nikodemem, szczerze poszukującym prawdy o życiu i o zbawieniu…
Jest więc w atmosferze nocy coś tajemniczego, a z drugiej strony coś niezwykłego, co pozwala – pomimo jej ciemności – dostrzec w jaśniejszym blasku działanie Boga. Bo ta właśnie atmosfera sprzyja głębszemu skupieniu i wyciszeniu. Świat wówczas śpi i nie zagłusza dyskretnego głosu Boga, a swoimi sztucznymi świecidełkami i tanimi odblaskami nie przysłania blasku chwały Bożej… Jest coś niezwykłego w atmosferze nocy…
Dlatego i dla nas noc może być czasem i przestrzenią do nawiązywania głębokiej więzi z Bogiem. Oczywiście, noc została nam przez Boga dana nade wszystko jako czas odpoczynku, co także znajduje swoje wyraźne umocowanie z Bożym słowie, niemniej jednak dobrze wiemy, że są takie noce, kiedy sen nie przychodzi, bo zmartwienia, bo problemy, bo ból straszny wewnętrznie tak nas gnębi, że pomimo największych usiłowań – nie sposób zasnąć.
Wtedy zamiast rozmyślać o tych swoich problemach i samemu poszukiwać ich rozwiązania, zamiast się wewnętrznie „nakręcać” i „dołować”, trzeba całym sercem wołać do Boga! Właśnie w taką noc. Ale i w dzień też. Tak, jak mówił Jezus: dniem i nocą! Bo właśnie ta – powiedzielibyśmy – święta natarczywość, to błogosławione natręctwo zjednuje wreszcie człowiekowi przychylność Boga. I nie dlatego tak się dzieje, że Bóg chce się nami pobawić, chce nasze karki przygiąć do ziemi i pokazać nam, „kto tu rządzi”, lub że sprawia mu przyjemność widok naszego cierpienia. Nie! Bóg chce nas nauczyć bezgranicznej ufności w Jego moc, potęgę i miłość. Chce, abyśmy poprzez to natarczywe wołanie, owo święte natręctwo – powoli, ale jednak skutecznie – samych siebie przekonywali, że poza Bogiem nikt nam nie jest w stanie pomóc!
I właśnie do takiego przekonania mają nas doprowadzić wszelkie odniesienia do Boga – nasze modlitwy, refleksje, konkretne działania – podejmowane dniem i nocą. Bo każdy czas jest dobry, aby się do Boga zwrócić. On słucha nas i oczekuje w każdym czasie – nie tylko w trakcie porannego i wieczornego „paciorka”. On jest do naszej dyspozycji zawsze, o każdej porze, dniem i nocą.
Pojawia się natomiast inne pytanie – to, które sam Jezus dzisiaj postawił: Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? Otóż, właśnie…
Głęboko w Bożą moc wierzyła i dlatego chętnie w każdym czasie zwracała się do Pana z dziecięcą ufnością Patronka dnia dzisiejszego, Błogosławiona Karolina Kózka.
Urodziła się ona w podtarnowskiej wsi Wał–Ruda, 2 sierpnia 1898 roku, jako czwarte z jedenaściorga dzieci. Pięć dni później otrzymała Chrzest Święty w kościele parafialnym w Radłowie. Jej rodzice posiadali niewielkie gospodarstwo. Pracowała z nimi na roli.
Wzrastała w atmosferze żywej i autentycznej wiary, która wyrażała się we wspólnej rodzinnej modlitwie wieczorem i przy posiłkach, w codziennym śpiewaniu „Godzinek”, częstym przystępowaniu do Sakramentów i uczestniczeniu we Mszy Świętej – także w dzień powszedni.
Ich uboga chata była nazywana „kościółkiem”. Krewni i sąsiedzi gromadzili się tam często na wspólne czytanie Pisma Świętego, żywotów Świętych i religijnych czasopism. W Wielkim Poście śpiewano tam „Gorzkie Żale”, a w okresie Bożego Narodzenia – kolędy.
Karolina od najmłodszych lat ukochała modlitwę i starała się wzrastać w miłości Bożej. Nie rozstawała się z otrzymanym od matki różańcem – modliła się nie tylko w ciągu dnia, ale i w nocy. We wszystkim była posłuszna rodzicom, z miłością i troską opiekowała się licznym młodszym rodzeństwem.
W 1906 roku rozpoczęła naukę w ludowej szkole podstawowej, którą ukończyła w 1912 roku. Potem uczęszczała jeszcze na tak zwaną naukę dopełniającą trzy razy w tygodniu. Uczyła się chętnie i bardzo dobrze, z religii otrzymywała zawsze najwyższe oceny, była pracowita i obowiązkowa.
Duży wpływ na duchowy rozwój przyszłej Błogosławionej miał jej wuj, Franciszek Borzęcki, człowiek bardzo religijny i zaangażowany w działalność apostolską i społeczną. Karolina pomagała mu w prowadzeniu świetlicy i biblioteki, do której przychodziły często osoby dorosłe i młodzież. Prowadzono tam kształcące rozmowy, śpiewano pieśni religijne i patriotyczne, deklamowano utwory wieszczów.
Karolina odkrywała w sobie talent katechetyczny. Nie poprzestawała na tym, że poznała jakąś prawdę wiary lub usłyszała ważne słowo – zawsze spieszyła, by przekazać je innym. Z potrzeby serca katechizowała swoje rodzeństwo i okoliczne dzieci, śpiewała z nimi pieśni religijne, odmawiała Różaniec i zachęcała do życia według Bożych przykazań. Wrażliwa na potrzeby bliźnich, chętnie zajmowała się chorymi i starszymi. Odwiedzała ich, oddając im różne posługi i czytając pisma religijne. Przygotowywała w razie potrzeby na przyjęcie Wiatyku i Namaszczenia Chorych.
Zginęła w wieku zaledwie siedemnastu lat, na początku pierwszej wojny światowej, w dniu 18 listopada 1914 roku. Carski żołnierz uprowadził ją przemocą i bestialsko zamordował, gdy broniła się, pragnąc zachować dziewictwo. Nie było świadków samego momentu śmierci. Po kilku dniach, 4 grudnia 1914 roku, w pobliskim lesie znaleziono jej zmasakrowane zwłoki.
Pogrzeb Karoliny był wielką manifestacją wiary okolicznej ludności, która z wielkim przekonaniem mówiła, że uczestniczy w pogrzebie męczennicy. Karolinę pochowano w parafialnym kościele we wsi Zabawa. W dniu 10 czerwca 1987 roku, Jan Paweł II w Tarnowie ogłosił ją Błogosławioną.
Wpatrzeni w jej świetlany przykład, ale też zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się:
Czy stać mnie na taką ufność wobec Boga, by błagać Go o pomoc dniem i nocą?
Czy zbyt łatwo nie poddaję się i nie rezygnuję z tej modlitwy, w przekonaniu, że Bóg i tak mnie nie wysłucha?
Czy moje nastawienie do życia, do ludzi, do świata – i także do Boga – jest optymistyczne, czy jednak pesymistyczne?

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

piątek, 17 listopada 2017

Z dóbr widzialnych - poznać Stwórcę!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Elżbieta Szczot, z którą miałem przyjemność przed laty współpracować w Katedrze Prawa Sakramentów Świętych na KUL. Życzę Drogiej Solenizantce bezbłędnego odczytywania znaków Bożego działania w Jej życiu. Zapewniam o modlitwie!
Moi Drodzy, dzisiaj wieczorem Ksiądz Marek – po tygodniowym pobycie w Polsce – powróci na Syberię. Bogu niech będą dzięki za ten krótki, ale – jak zawsze – intensywny pobyt, oraz za wszystko, co się w jego trakcie dokonało, szczególnie: Chrzest Tomka i spotkanie z Młodzieżą w Miastkowie. Zechciejmy wspólnie towarzyszyć modlitwą Księdzu Markowi w podróży.
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 32 Tygodnia zwykłego, rok I,
Wspomnienie Św. Elżbiety Węgierskiej, Zakonnicy,
do czytań: Mdr 13,1–9; Łk 17,26–37

CZYTANIE Z KSIĘGI MĄDROŚCI:
Głupi już z natury są wszyscy ludzie,
którzy nie poznali Boga:
z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest,
patrząc na dzieła nie poznali Twórcy,
lecz ogień, wiatr, powietrze chyże,
gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie
uznali za bóstwa, które rządzą światem.
Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa,
winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca,
stworzył je bowiem Twórca piękności;
a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw,
winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił.
Bo z wielkości i piękna stworzeń
poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę.
Ci jednak na mniejszą zasługują naganę,
bo wprawdzie błądzą,
ale Boga szukają i pragną Go znaleźć.
Obracają się wśród Jego dzieł, badają
i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą.
Ale i oni nie są bez winy:
jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy,
by móc ogarnąć wszechświat,
jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich.
Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich: tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.
W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je.
Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona”.
Pytali Go: „Gdzie, Panie?”
On im odpowiedział: „Gdzie jest padlina, tam się zgromadzą i sępy”.

Mocne słowa słyszymy w pierwszym czytaniu. Najpierw: Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest. A potem odczytujemy wyraźną krytykę czci oddawanej stworzeniom – zamiast samemu Bogu, będącemu ich Stwórcą. Autor biblijny stwierdza: Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa, winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw, winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił.
Po czym pada zdanie, które chyba dość dobrze znamy, gdyż często i przy wielu okazjach jest cytowane: Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, że słowa te pisane były w czasie, kiedy wiele ludów i narodów oddawało cześć wielu bogom – oczywiście fałszywym – a także siłom przyrody, uznawanym za bóstwa. W tym kontekście nie dziwi, że Stary Testament często podkreślał, iż dzieła stworzone nie mogą być stawiane na miejscu Boga.
Ale z kolei ten fakt może nieco uśpić naszą czujność, bo sobie przecież łatwo wytłumaczymy, że my dzisiaj nie oddajemy w taki prymitywny sposób czci jakimś fałszywym bóstwom, lub ewentualnie stworzeniom. Czy jednak z tego powodu ten tekst w żaden sposób nas nie dotyczy, a zawarte w nim ostrzeżenia nie są do nas skierowane?
Wiemy dobrze, że są. Bo w miejsce takich Bożych dzieł, jak ogień, wiatr, powietrze chyże, którym my rzeczywiście nie oddajemy Boskiej czci, wchodzą inne dzieła – także te czynione na chwałę Bożą i za Bożym natchnieniem, które mogą się stać celem samym w sobie, albo też służyć wywyższaniu się tych, którzy ich dokonują, nad innymi ludźmi, rzekomo słabiej wierzącymi, czy mniej zaangażowanymi.
To taki swoisty paradoks, ale może się przecież zdarzyć, że ktoś tak bardzo zaangażuje się w rozliczne akcje parafialne, ewangelizacyjne, czy w ogóle kościelne, że w tym wszystkim zapomni, komu ostatecznie ma służyć i do kogo ma to wszystko odnosić, natomiast częściej szukać będzie własnej chwały i szacunku dla samego siebie. Tymczasem zaś w całej działalności Kościoła, we wszystkich dziełach, jakie Kościół na wszelkich płaszczyznach podejmuje – mamy widzieć samego Boga!
Kościół jest znakiem Boga żyjącego i działającego w historii. Więcej: Kościół – to jest sam Chrystus, żyjący i działający w świecie i w historii. Tego nie można nie zauważyć! Nie można pomijać tej formy obecności Bożej w naszej rzeczywistości. Podobnie, jak nie można pomijać i nie zauważać szczególnych znaków, zwanych niejednokrotnie znakami czasu – o czym mówi dzisiejsza Ewangelia. Takich znaków jest naprawdę bardzo dużo!
I nie chodzi o to, abyśmy popadali w jakiś fałszywy mesjanizm, czy płytką egzaltację, ale byśmy trzeźwo patrzyli na otaczającą nas rzeczywistość i wyciągali chłodne wnioski z ewidentnych faktów i wydarzeń. Abyśmy się je starali widzieć z Bożej perspektywy, oceniając je według kryteriów ewangelicznych.
A wówczas z pewnością nie ujdzie naszej uwadze, że Bóg naprawdę jest bardzo, ale to bardzo obecny i aktywny w naszej codzienności, w naszej historii. I nie tylko to zauważymy, ale też włączymy się w aktywną współpracę z łaską Bożą!
Tak, jak uczyniła to Patronka dnia dzisiejszego, Święta Elżbieta, Zakonnica.
Urodziła się w 1207 roku, w Bratysławie, jako trzecie dziecko Andrzeja II, króla Węgier, i Gertrudy – siostry Świętej Jadwigi Śląskiej. Gdy miała zaledwie cztery lata, została zaręczona z Ludwikiem IV, późniejszym landgrafem Turyngii. Wychowywała się wraz z nim na zamku Wartburg. Wyszła za niego za mąż – zgodnie z zamierzeniem swojego ojca – dopiero dziesięć lat później, w roku 1221, mając lat czternaście. Z małżeństwa urodziło się troje dzieci.
Po sześciu latach, w 1227 roku, Ludwik zmarł podczas wyprawy krzyżowej we Włoszech. Tak więc Elżbieta została wdową mając lat dwadzieścia. Zgodnie z tamtejszym prawem spadkowym, musiała opuścić wraz z dziećmi Wartburg. Zamieszkała zatem w Marburgu, gdzie ufundowała szpital, w którym sama chętnie usługiwała. Całkowicie oddała się wychowaniu dzieci, modlitwie, uczynkom pokutnym i miłosierdziu. Jej spowiednikiem był Konrad z Marburga, słynny kaznodzieja, człowiek bardzo surowy. Prowadził on Elżbietę drogą niezwykłej pokuty.
W 1228 roku złożyła ona ślub wyrzeczenia się świata i przyjęła jako jedna z pierwszych habit tercjarki Świętego Franciszka. Ostatnie lata spędziła w skrajnym ubóstwie, oddając się bez reszty chorym i biednym. Zmarła w nocy z 16 na 17 listopada 1231 roku.
Sława jej świętości była tak wielka, że na jej grób zaczęły przychodzić pielgrzymki. Konrad z Marburga napisał jej żywot i zwrócił się do Rzymu z formalną prośbą o kanonizację. Papież Grzegorz IX bezzwłocznie wysłał komisję dla zbadania życia Elżbiety i cudów, jakie miały się dziać przy jej grobie. Stwierdzono wówczas około sześćdziesięciu niezwykłych wydarzeń. Sprawę poparło też kilku biskupów. Wziąwszy to wszystko pod uwagę, Papież Grzegorz IX, w dniu 27 maja 1235 roku, ogłosił uroczyście Elżbietę świętą.
A oto relacja wspomnianego przed chwilą Konrada z Marburga o naszej dzisiejszej Patronce: „Odtąd Elżbieta coraz bardziej zaczęła jaśnieć cnotami. Całe życie była pocieszycielką ubogich – teraz poświęciła się całkowicie opiece nad potrzebującymi. W pobliżu jednego ze swych zamków poleciła zbudować szpital, w którym zgromadziła wielu chorych i słabych. Hojnie rozdzielała dary miłości wszystkim, którzy prosili ją o wsparcie nie tylko na tym miejscu, ale na każdym innym podlegającym władzy jej małżonka. Wszystkie dochody, pochodzące z czterech księstw swego małżonka, wyczerpała do tego stopnia, iż w końcu na potrzeby ubogich nakazywała sprzedawać klejnoty i kosztowne szaty.
Dwa razy na dzień, rankiem i wieczorem, miała zwyczaj odwiedzać chorych. Osobiście posługiwała tym, którzy cierpieli na odrażające choroby, podawała posiłek jednym, poprawiała posłanie drugim, niektórych dźwigała na ramionach i spełniała wiele innych dobroczynnych posług. W tym wszystkim podtrzymywał ją błogosławionej pamięci małżonek. Na koniec, po śmierci swego małżonka, starając się o jak największą doskonałość, pośród wielu łez prosiła mnie, abym pozwolił jej wędrować od drzwi do drzwi i prosić o jałmużnę.
W Wielki Piątek, kiedy ołtarze były obnażone, złożywszy ręce na ołtarzu, w kaplicy swego miasta, dokąd sprowadziła Braci Mniejszych, w obecności świadków wyrzekła się własnej woli i tego wszystkiego, co Zbawiciel w Ewangelii zalecał porzucić. Następnie skoro zrozumiała, że mogłyby ją uwieść sprawy świata oraz ziemski przepych, którego doznawała otoczona szacunkiem za życia małżonka, wbrew mojej woli udała się do Marburga. Tu zbudowała szpital i zgromadziła chorych i ułomnych. Zapraszała do swego stołu najbardziej ubogich i pogardzanych.
Wobec Boga stwierdzam, że pomimo jej czynnego życia rzadko spotykałem niewiastę, która by w tak wysokim stopniu obdarzona była darem kontemplacji. Niektórzy zakonnicy i zakonnice zauważali często, iż kiedy powracała z modlitewnego odosobnienia, jej twarz jaśniała niezwykle, a oczy błyszczały jakby promieniami słońca.
Przed śmiercią wysłuchałem jej spowiedzi. Kiedy zapytałem, jak rozporządzić majątkiem i sprzętem domowym, odparła, że wszystko, co jeszcze wydaje się posiadać, należy do ubogich. Prosiła też, abym rozdał wszystko, z wyjątkiem zwykłej tuniki, którą miała na sobie i w której chciała być pochowaną. Po wydaniu tych rozporządzeń przyjęła Ciało Pana. Następnie, aż do godzin wieczornych, mówiła dużo o tym, co najpiękniejszego usłyszała w kazaniach. Wreszcie polecając Bogu z największą pobożnością wszystkich obecnych, jak gdyby zapadając w łagodny sen, oddała ducha.” Tyle z relacji kierownika duchowego naszej Świętej.
Słuchając tego świadectwa, a jednocześnie wpatrując się piękny przykład świętości Elżbiety Węgierskiej, oraz wsłuchując się w Boże słowo dzisiejszej liturgii, pomyślmy:
Czy wszelkie dobro, jakie czynię, jest na chwałę Bożą, czy moją własną?
Czy moje spełnianie religijnych praktyk i jakiekolwiek zaangażowanie w sprawy kościelne także jest motywowane miłością do Boga?
Czy i jak odczytuję znaki czasu, dawane przez Pana w mojej codzienności?

Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę…

czwartek, 16 listopada 2017

Jest bowiem w Mądrości duch rozumny i święty!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa mój Dziadek, Edmund Jaśkowski, dla którego proszę o pomoc Bożą w dźwiganiu krzyża wieku, słabości i choroby. Proszę także o siłę i cierpliwość dla mojego Taty i Jego Rodzeństwa, opiekujących się obecnie swoim Ojcem.
Imieniny przeżywa dziś również Ksiądz Edmund Szarek, Dziekan Dekanatu łaskarzewskiego, a przed laty – Proboszcz Parafii w Serokomli, gdzie rezydowałem w pierwszym roku moich studiów na KUL.
Urodziny natomiast przeżywa Ksiądz Marcin Komoszyński, pochodzący z mojej rodzinnej Parafii.
Niech Wszystkim dzisiaj świętującym Pan błogosławi i napełnia Ich serca swoją łaską i mądrością. Zapewniam o modlitwie!
Moi Drodzy, w dniu wczorajszym unijna dyktatura znowu wydała jakiś pożałowania godny elaborat o rzekomym faszyzmie w Polsce. Czy naprawdę nie czas już najwyższy, aby rozwalić tę wieżę Babel, jaką jest tak zwana „unia europejska” (piszę celowo małymi literami!), struktura zła i całkowicie zdemoralizowana? Czy nie wydaje się Wam, że dla ratowania prawdziwej jedności prawdziwej Europy należałoby wreszcie rozwalić ten szkodliwy i fatalny, zbiurokratyzowany i zdemoralizowany twór, siedlisko wszystkich siedmiu grzechów głównych, począwszy od pychy i arogancji? I zacząć od nowa budować jedność Europy na fundamencie chrześcijańskim?
Dobrego i błogosławionego dnia!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 32 Tygodnia zwykłego, rok I,
do czytań: Mdr 7,22–8,1; Łk 17,20–25

CZYTANIE Z KSIĘGI MĄDROŚCI:
Jest bowiem w Mądrości duch rozumny, święty,
jedyny, wieloraki, subtelny,
rączy, przenikliwy, nieskalany,
jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry,
niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki,
trwały, niezawodny, beztroski,
wszechmogący i wszystkowidzący,
przenikający wszelkie duchy
rozumne, czyste i najsubtelniejsze.
Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu
i przez wszystko przechodzi i przenika dzięki swej czystości.
Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej
i przeczystym wypływem chwały Wszechmocnego,
dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie.
Jest odblaskiem wieczystej światłości,
zwierciadłem bez skazy działania Boga,
obrazem Jego dobroci.
Jedna jest, a wszystko może,
pozostając sobą, wszystko odnawia,
a przez pokolenia zstępując w dusze święte,
wzbudza przyjaciół Bożych i proroków.
Bóg bowiem miłuje tylko tego,
kto przebywa z Mądrością.
Bo ona piękniejsza niż słońce
i wszelki gwiazdozbiór.
Porównana ze światłością uzyska pierwszeństwo,
po tamtej bowiem nastaje noc,
a Mądrości zło nie przemoże.
Sięga potężnie od krańca do krańca
i włada wszystkim z dobrocią.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: «Oto tu jest» albo: «tam». Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was”.
Do uczniów zaś rzekł: „Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: «Oto tam» lub: «oto tu». Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego.
Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie”.

Przepiękny poemat na cześć Bożej Mądrości odnajdujemy w pierwszym czytaniu! Bardzo dużo na jej temat jest tam powiedziane, a już nagromadzenie tak wielu przymiotników, określających ten wyjątkowy przymiot Boga, jest z pewnością ciekawym zabiegiem stylistycznym. Kiedy się bowiem odczytuje owe przymiotniki jeden po drugim, to ma się wrażenie, że Boża Mądrość, którą przecież one określają, jest naprawdę wyjątkowa, w jakimś sensie – nieuchwytna, duchowa…
Skoro słyszymy, iż Mądrość […] jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu i przez wszystko przechodzi i przenika dzięki swej czystości, to odnosimy wrażenie, iż jest to rzeczywistość, która wymyka się ona w ogóle człowiekowi i jego możliwości dostrzegania, poznawania, rozumienia… Mądrość Boża przewyższa wszelkie inne rzeczywistości i wszelkie byty, o czym Autor natchniony tak mówi: Bo ona piękniejsza niż słońce i wszelki gwiazdozbiór. Porównana ze światłością uzyska pierwszeństwo, po tamtej bowiem nastaje noc, a Mądrości zło nie przemoże. Sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią.
Możemy zatem powiedzieć, że jest ona jakimś bardzo konkretnym znakiem obecności samego Boga w życiu człowieka i w realiach świata. Znakiem bardzo konkretnym, jednocześnie jednak bardzo specyficznym, swoistym i niepowtarzalnym. Z jednej strony przypominającym odrębny byt, jakby osobę, podejmującą określone działania, z drugiej natomiast – przypominającą ducha, przenikającego i ożywiającego wszystkich i wszystko.
Czyż takie jej ujęcie i pokazanie nie przypomina sposobu, w jaki Jezus dzisiaj ujmuje i pokazuje nam rzeczywistość Bożego królestwa? Zobaczmy: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: «Oto tu jest» albo: «tam». Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was. Po czym zatem ma być ono rozpoznane?
Jezus wyjaśnia: Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: «Oto tam» lub: «oto tu». Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Ale dopowiada też i to: Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie.
I tutaj już nie mamy do czynienia jedynie z rzeczywistością duchową, bo cierpienie, zadane przez ludzi, ma – niestety – bardzo realny wymiar! Bardzo konkretny, namacalny, odczuwalny… Ale właśnie Boże królestwo – jakkolwiek samo w sobie nieuchwytne ludzkimi zmysłami i niewyrażalne ludzkimi pojęciami – wchodzi bardzo intensywnie we wszystkie, także te najtrudniejsze realia życia człowieka! Podobnie, jak Boża Mądrość, ukazana nam w pierwszym czytaniu: sama będąc rzeczywistością duchową, wnika w rzeczywistość ludzką, w rzeczywistość świata, przemieniając ją i odnawiając. I czyniąc ją lepszą…
W taki to właśnie sposób, moi Drodzy, Bóg działa w naszym życiu. W taki sposób dokonuje się nasze zbawienie. Bóg nie działa gdzieś obok nas, gdzieś daleko od nas, skąd wzywa nas, abyśmy się powoli do Niego zbliżali, a On będzie się temu naszemu wspinaniu z oddali przyglądał i albo trochę w nim pomoże, albo nie. Otóż, to nie tak.
Królestwo Boże, do którego zmierzamy, jest już w nas i pośród nas. Bo Jezus Chrystus, przez swoje Słowo i Sakramenty – tu i teraz działa bardzo konkretnie i faktycznie nas przemienia, kształtuje, zbawia… I pomimo że czyni to dyskretnie, wewnętrznie, na płaszczyźnie ducha, to jednak naszym zadaniem jest przeszczepianie tegoż zbawczego działania na twarde realia naszej codzienności. Aby w ten sposób ta nasza codzienna rzeczywistość stawała się rzeczywistością zbawczą – naszą drogą przez doczesność do wiecznego szczęścia w Domu Ojca!
Pomyślmy w tym kontekście:
Czy Dekalog i zasady ewangeliczne są wprost i bezpośrednio programem mojego życia i postępowania?
Czy nie traktuję Nieba i piekła trochę w kategoriach baśniowych?
Jak często – tak sam dla siebie – myślę o Niebie?

Bóg bowiem miłuje tylko tego, kto przebywa z Mądrością… 

środa, 15 listopada 2017

Twoja wiara cię uzdrowiła!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Albert Paszkowski, mój Znajomy, przygotowujący się do kapłaństwa w Seminarium Archidiecezji warszawskiej. Niech Mu Pan błogosławi na drodze realizacji powołania. O to będę się modlił!
A wczoraj w Miastkowie odbyło się fantastyczne spotkanie tworzącej się tu i intensywnie rozwijającej Wspólnoty młodzieżowej GAUDIUM ET SPES z Księdzem Markiem. Zaplanowane początkowo na jakieś dwie godziny, trwało ponad trzy i trwałoby dłużej, gdyby nie to, że Młodzież następnego dnia miała lekcje (niektórzy wycieczkę), a i Ksiądz Marek wybierał się do Warszawy.
Niemniej jednak, atmosfera spotkania była wspaniała, zrobiono wiele zdjęć i filmików, na których Młodzież z Parafii Miastków przesyła życzenia, swoje śpiewy i radosne scenki, Młodzieży na Syberii. Bogu niech będą dzięki za to niezwykłe wydarzenie! Bogu – i Księdzu Markowi, i Młodzieży!
Życzę Wszystkim błogosławionego dnia!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 32 Tygodnia zwykłego, rok I,
do czytań: Mdr 6,1–11; Łk 17,11–19

CZYTANIE Z KSIĘGI MĄDROŚCI:
Słuchajcie, królowie, i zrozumiejcie,
nauczcie się, sędziowie ziemskich rubieży.
Nakłońcie ucha, wy, co nad wieloma panujecie
i chlubicie się mnogością narodów,
bo od Pana otrzymaliście władzę,
od Najwyższego panowanie:
On zbada uczynki wasze i zamysły wasze rozsądzi.
Będąc bowiem sługami Jego królestwa, nie sądziliście uczciwie
aniście prawa nie przestrzegali,
ani poszli za wolą Boga,
przeto groźnie i rychło natrze On na was,
będzie bowiem sąd surowy nad panującymi.
Najmniejszy znajdzie litościwe przebaczenie,
ale mocnych czeka mocna kara.
Władca wszechrzeczy nie ulęknie się osoby
ani nie będzie zważał na wielkość.
On bowiem stworzył małego i wielkiego
i jednakowo o wszystkich się troszczy,
ale możnym grozi surowe badanie.
Do was więc zwracam się, władcy,
byście się nauczyli mądrości i nie upadli.
Bo ci, co świętości święcie przestrzegają,
dostąpią uświęcenia,
a którzy się tego nauczyli,
ci znajdą słowa obrony.
Pożądajcie więc słów moich,
pragnijcie, a znajdziecie naukę.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei.
Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”.
Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni.
Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin.
Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”.
Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

Jak by nie patrzeć, dzisiejsze pierwsze czytanie to mocne przesłanie, skierowane do ludzi, sprawujących władzę. Określeni tu jako królowie oraz sędziowie ziemskich rubieży, a także jako ci, którzy „nad wieloma panują” i „chlubią się mnogością narodów”, ludzie ci winni bardzo dokładnie przestrzegać Bożego Prawa. Można nawet powiedzieć, że dzisiejsze czytanie to dość surowa przestroga, do nich właśnie skierowana, aby – mówiąc bardzo potocznym i współczesnym językiem – woda sodowa nie uderzała im do głowy.
Pomimo bowiem, że faktycznie została im powierzona władza nad ludźmi, to jednak i nad nimi jest Władca, któremu wszyscy, a więc i oni podlegają. Jak słyszeliśmy przed chwilą, ów Władca wszechrzeczy nie ulęknie się osoby ani nie będzie zważał na wielkość. On bowiem stworzył małego i wielkiego i jednakowo o wszystkich się troszczy, ale możnym grozi surowe badanie. Jak zaś mówił do nich nieco wcześniej Autor biblijny, Bóg zbada uczynki [ich] i zamysły [ich] rozsądzi. Z powodu otrzymanej władzy i zleconej odpowiedzialności za innych, możnym grozi surowe badanie.
Dobrze byłoby, aby dzisiejsi „możni” – zarówno duchowni, jak i świeccy – wzięli sobie te słowa do serca. Podobnie zresztą, jak i ci, którzy owymi „możnymi” bardzo by się chcieli stać. Z omawianego czytania bowiem wynika, że samo posiadanie władzy, nawet bardzo wysokiej i rozległej, nie jest niczym złym, nie jest oznaką jakiejś pychy. Podobnie zresztą, jak dążenie do osiągnięcia takiej władzy – nie musi zaraz oznaczać, że ktoś chce się nad innymi wynosić i traktować ludzi z pogardą. Nie!
Wprost przeciwnie, bardzo by się właśnie chciało, aby ludzie prawi i uczciwi dążyli do władzy i chcieli ją sprawować, podczas kiedy zazwyczaj władza kojarzy im się dokładnie z czymś przeciwnym do prawości i uczciwości. Bo też niejednokrotnie tak właśnie jest sprawowana. Jeżeli jednak nie będą po nią sięgać wspomniani prawi i uczciwi, to należy się domyślać, że w tym potocznym, negatywnym postrzeganiu władzy nic się niestety nie zmieni…
Niech zatem sięgają po nią ci, co świętości święcie przestrzegają, i którzy „pożądają słów Bożych”. Bo to nie w pełnieniu takiego czy innego urzędu tkwi istota całego problemu, nie w posiadaniu takiej, czy innej władzy, ale w osobistej relacji człowieka z Bogiem. Bardzo jasno widać to zresztą w przesłaniu dzisiejszej Ewangelii.
Oto spośród dziesięciu uzdrowionych z trądu tylko jeden powrócił, aby podziękować. Jak raz – było to Samarytanin. I cóż z tego, że w powszechnej opinii narodu wybranego Samarytanie byli postrzegani negatywnie i byli wręcz pogardzani, skoro okazało się, że to właśnie Samarytanin jako jedyny powrócił, aby podziękować Jezusowi i oddać chwałę Bogu. Dlatego – poza słowami podziwu i pochwały – usłyszał także ze strony Jezusa te słowa: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.
Nie wiemy dokładnie, o co w nich chodziło: czy było to tylko potwierdzenie tego, co się już stało, czy było to jednak jakieś większe obdarowanie tegoż człowieka… Tak, czy owak, to właśnie on zasłużył na szczególne uznanie Jezusa. Żadnego znaczenia nie miało to, że był Samarytaninem. A może nawet – z tego powodu – owo uznanie Jezusa było jeszcze większe.
Zatem, moi Drodzy, ani pochodzenie, ani pełnione urzędy i wysokie stanowiska w hierarchii społecznej, a już tym bardziej stan materialnego posiadania – nie określają wartości człowieka, jego mądrości czy świętości. Jedyną i zasadniczą rolę odgrywa w tym względzie osobista – bardzo osobista i bardzo mocna – duchowa więź człowieka z Jezusem! I posłuszeństwo Bożej woli, Bożym przykazaniom, Bożej nauce.
Jeżeli te warunki zostaną spełnione, wówczas nawet dobrze byłoby dążyć do władzy, do pomnażania majątku czy zdobywaniu wysokiej społecznej pozycji, bo będzie wiadomo, że zostanie z nich zrobiony właściwy użytek.
Pomyślmy w tym kontekście:
Co decyduje o mojej osobistej wartości w oczach Bożych i w oczach innych ludzi?
Czy bardziej staram się „być”, czy „mieć”?
Czy z powodu swojej pozycji, swojej wiedzy, życiowego doświadczenia – lub z jakiegokolwiek innego powodu – nie wywyższam się nad innymi?

Pożądajcie więc słów moich, pragnijcie, a znajdziecie naukę!