piątek, 19 stycznia 2018

Wybrał, których sam chciał...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny obchodzą:
Ksiądz Mariusz Szyszko – mój serdeczny i oddany Przyjaciel jeszcze z czasów wspólnej służby ministranckiej w naszej rodzinnej Parafii; Człowiek, któremu bardzo wiele zawdzięczam i który zawsze jest blisko, aby wspierać i pomagać;
Ojciec Mariusz Rudzki, salezjanin, także pochodzący z naszej rodzinnej Parafii;
Ksiądz Biskup Henryk Tomasik – obecnie Biskup radomski, a wcześniej: Biskup Pomocniczy siedlecki, udzielający mi w swoim czasie święceń diakonatu i mój Profesor w Seminarium;
Ksiądz Mariusz Zaniewicz, Ksiądz Mariusz Korzenecki, Ksiądz Mariusz Lech – Kapłani znajomi i z różnych względów mi bliscy;
Mariusz Kozłowski – mój Kolega z Klasy ze szkoły podstawowej;
Mariusz Niedziałkowski, Mariusz Kłusek i Mariusz Chmielewski – Mężowie i Ojcowie trzech Rodzin, z którymi przyjaźń sięga jeszcze czasów pierwszego mojego wikariatu, w Radoryżu Kościelnym.
Wszystkim Czcigodnym Solenizantom życzę jak najmocniejszej więzi z Bogiem – takiej, jakiej przykład dają nam dziś: Dawid, Apostołowie i Biskup Józef Sebastian Pelczar. Zapewniam o modlitwie!
Moi Drodzy, módlmy się wytrwale o jedność pomiędzy chrześcijanami – o mądrą jedność!
A jutro – słówko z Syberii!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 2 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. Józefa Sebastiana Pelczara, Biskupa,
do czytań: 1 Sm 24,3–21; Mk 3,13–19

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:
Saul zabrał trzy tysiące wyborowych mężczyzn z całego Izraela i wyruszył na poszukiwanie Dawida i jego ludzi po wschodniej stronie Skał Dzikich Kóz. I przybył Saul do pewnych zagród owczych przy drodze.
Była tam jaskinia, do której wszedł Saul. Dawid zaś znajdował się wraz ze swymi ludźmi w głębi jaskini. Ludzie Dawida rzekli do niego: „Właśnie to jest dzień, o którym powiedział ci Pan: «Oto Ja wydaję w twe ręce wroga, abyś z nim uczynił, co ci się podoba»”. Dawid powstał i odciął pokryjomu połę płaszcza Saula. Potem jednak zadrżało serce Dawida z powodu odcięcia poły należącej do Saula. Odezwał się też do swych ludzi: „Niech mnie broni Pan przed dokonaniem takiego czynu przeciw mojemu władcy i pomazańcowi Pana, bym miał podnieść rękę na niego, bo jest pomazańcem Pana”. Tak Dawid skarcił swych ludzi i nie pozwolił im rzucić się na Saula.
Tymczasem Saul wstał, wyszedł z jaskini i udał się w drogę. Powstał też i Dawid i wyszedłszy z jaskini zawołał za Saulem: „Panie mój, królu!” Saul obejrzał się, a Dawid rzucił się twarzą ku ziemi oddając mu pokłon.
Dawid odezwał się do Saula: „Dlaczego dajesz posłuch ludzkim plotkom, głoszącym, że Dawid szuka twej zguby? Dzisiaj na własne oczy mogłeś zobaczyć, że Pan wydał cię w jaskini w moje ręce. Namawiano mnie, abym cię zabił, a jednak oszczędziłem cię, mówiąc: Nie podniosę ręki na mego władcę, bo jest pomazańcem Pana. Zresztą zobacz, mój ojcze, połę twego płaszcza, którą mam w ręku. Przeto że uciąłem połę twego płaszcza, a ciebie nie zabiłem, wiedz i przekonaj się, że we mnie nie ma żadnej złości ani zdrady, ani też nie popełniłem przeciw tobie przestępstwa. A ty czyhasz na życie moje i chcesz mi je odebrać. Niechaj Pan dokona sądu między mną i tobą, niechaj Pan na tobie się pomści za mnie, ale moja ręka nie zwróci się przeciw tobie. Według tego, jak głosi starożytne przysłowie: «Od złych zło pochodzi», ręka moja nie zwróci się przeciw tobie. Za kim to wyruszył król izraelski? Za kim ty gonisz? Za zdechłym psem, za jedną pchłą? Pan więc niech będzie rozjemcą, niech rozsądzi między mną i tobą, niech wejrzy i poprowadzi moją sprawę, niech obroni mnie przed tobą”.
Kiedy Dawid przestał mówić do Saula, Saul zawołał: „Czy to twój głos, synu mój, Dawidzie?” I Saul zaczął głośno płakać. Mówił do Dawida: „Tyś sprawiedliwszy ode mnie, gdyż świadczyłeś mi dobro, podczas gdy ja wyrządzałem ci krzywdę. Dziś dałeś mi dowód, że mi dobro świadczyłeś, kiedy bowiem Pan wydał mnie w twoje ręce, ty mnie nie zabiłeś. Przecież jeżeli kto spotka swego wroga, czy pozwoli na to, by spokojnie dalej szedł drogą? Niech cię Pan nagrodzi szczęściem za to, coś mi dziś uczynił. Teraz już wiem, że na pewno będziesz królem i że w twojej ręce utrwali się królowanie nad Izraelem”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy.
Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy: Synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

Jeżeli zestawimy ze sobą ostatnie zdanie wczorajszego pierwszego czytania i pierwsze zdanie dzisiejszego pierwszego czytania, to będziemy mieli najlepszą odpowiedź na pytanie, jak Saul dotrzymał słowa, danego Jonatanowi, swemu synowi, iż nie będzie więcej nastawał na Dawida, ani mu zagrażał. Dzisiaj przekonujemy się ewidentnie, że nie tylko sam osobiście, ale całą armię za sobą pociągnął. Jak słyszymy, zabrał trzy tysiące wyborowych mężczyzn z całego Izraela i wyruszył na poszukiwanie Dawida i jego ludzi po wschodniej stronie Skał Dzikich Kóz.
I to właśnie do tej zapewne sytuacji odniósł się Dawid, kiedy w sposób niezwykle dramatyczny i przejmujący wołał: Za kim to wyruszył król izraelski? Za kim ty gonisz? Za zdechłym psem, za jedną pchłą? Pan więc niech będzie rozjemcą, niech rozsądzi między mną i tobą, niech wejrzy i poprowadzi moją sprawę, niech obroni mnie przed tobą. A stało się to po tym, jak Dawid wspaniałomyślnie darował Saulowi życie, chociaż wszystkie okoliczności tak się ułożyły, że się wręcz samo prosiło, żeby odpłacić królowi nie tylko za ten pościg, ale za wiele innych bezeceństw, których dopuścił się wobec Dawida.
Dawid jednak tego nie uczynił i nie tylko, że nie pozbawił życia Saula, ale jeszcze po raz kolejny, w sposób publiczny, uznał jego panowanie, jego królewską godność. A uznał to i publicznie wyraził w chwili, w której sam wiedział, iż został wybrany na króla Izraela i następcę Saula – i kiedy także Saul o tym wiedział. Dawid jednak, pomimo tego, widział w Saulu króla – którym ten zresztą rzeczywiście jeszcze był – i oddał mu wszystkie honory, należne królowi. A nawet w jednym ze zdań nazwał go ojcem!
Zobaczmy w tym wszystkim, o czym tu sobie rozważamy, moi Drodzy, wielką wspaniałomyślność Dawida i jego posłuszeństwo samemu Bogu. Skoro bowiem Bóg kiedyś ustanowił Saula królem i jeszcze go tej godności nie pozbawił, to należało Saula jako króla traktować. Tak tę sprawę widział Dawid, uznając w królu Bożego pomazańca, a więc człowieka wybranego przez Boga. Owszem, zapowiedzi – i to dane przez samego Boga – były jasne i jednoznaczne, ale one w niczym nie zmieniały nastawienia Dawida: w tej chwili to Saul jest królem i choć postępuje w sposób ewidentnie niegodziwy, to jednak Bóg to wszystko widzi i to Bóg sam wszystko rozsądzi.
Dawid nie czuł się w żaden sposób upoważniony do tego, by wchodzić w kompetencje Boga w tym zakresie. I dlatego ze szczerym szacunkiem, a nawet wręcz z miłością odnosił się do człowieka, który na każdym kroku nastawał na jego życie.
Tak się działo, bo Dawid swoje odniesienie do Saula – i zresztą do całej tej dramatycznej sytuacji – wpisywał niejako w swoje relacje z Bogiem. To właśnie osobiste odniesienie Dawida do Boga i głęboka duchowa wieź, jaka pomiędzy nim, a Bogiem zachodziła, sprawiała, że postępował tak, a nie inaczej. On na wszystko patrzył przez pryzmat tych właśnie relacji. Jego osobiste odniesienie do Boga miało bezpośredni wpływ na jego osobiste odniesienie do drugiego człowieka – i to dosłownie każdej sytuacji! Nawet w tak dramatycznej, jak ta, opisana dzisiaj. Nawet w obliczu ewidentnego zagrożenia życia i jednocześnie w obliczu możliwości szybkiego rozstrzygnięcia tej sytuacji – podkreślmy: możliwości, która wręcz sama weszła w ręce – Dawid pozostał wierny Bogu i nie zapomniał o relacji, jaka go z Bogiem łączyła. I to dzięki temu właśnie dzisiaj podziwiamy go jako człowieka o niezwykłej wspaniałomyślności.
Do takiej bardzo bliskiej i bezpośredniej relacji dzisiaj Jezus zaprosił dwunastu ludzi, których wybrał, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy. Dwunastu konkretnych ludzi. Dlaczego akurat tych, a nie innych? Święty Marek odpowiada na to bardzo krótko, stwierdzając: Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I już. Jezus po prostu tych chciał, a oni – po prostu do Niego przyszli. Trudno sobie wyobrazić bardziej lapidarny opis całego wydarzenia.
A jednocześnie – jakieś bardziej logiczne uzasadnienie, dlaczego akurat tak się wszystko stało i dlaczego akurat ci zostali wybrani. Po prostu: Jezus tych chciał. Dlaczego tych, a nie innych? Nie wiemy. Dzisiaj natomiast już wiemy na pewno, że wybrał dobrze. I wiemy, że ludzie ci skorzystali z zaproszenia Jezusa i weszli z Nim w najgłębszą więź – taką więź, która później miała bezpośredni wpływ na wszystkie ich apostolskie działania, a w końcu dała im odwagę do tego, aby swoje życie złożyć w ofierze.
O taką więź, moi Drodzy, módlmy się dzisiaj dla siebie nawzajem. Bo wtedy z całą pewnością nasze życie nabierze nowego kształtu i nowej wartości. A wzorem, jak w codziennej praktyce życia kształtować taką postawę, niech będzie dla nas Patron dnia dzisiejszego, Święty Józef Sebastian Pelczar, Biskup.
Urodził się 17 stycznia 1842 roku w Korczynie koło Krosna. Jeszcze przed urodzeniem został ofiarowany Najświętszej Maryi Pannie przez swoją pobożną matkę. Ochrzczony dwa dni po urodzeniu, wzrastał w głęboko religijnej atmosferze. Od szóstego roku życia był ministrantem w parafialnym kościele. Po ukończeniu szkoły w Korczynie, kontynuował naukę w Rzeszowie. Zdał egzamin dojrzałości w 1860 roku i wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu. 17 lipca 1864 roku, przyjął święcenia kapłańskie.
Podjął pracę jako wikariusz w Samborze, jednak niedługo potem został skierowany na studia w Kolegium Polskim w Rzymie, na których uzyskał doktoraty z teologii i prawa kanonicznego. Oddawał się w tym czasie głębokiemu życiu wewnętrznemu i zgłębiał dzieła ascetyków. Owocem tego stała się jego praca zatytułowana Życie duchowe czyli doskonałość chrześcijańska. Przez dziesiątki lat służyła ona zarówno kapłanom, jak i osobom świeckim.
Po powrocie do kraju, w październiku 1869 roku, został wykładowcą teologii pastoralnej i prawa kościelnego w seminarium przemyskim, a w latach 1877 – 1899 był profesorem i rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obok zajęć uniwersyteckich był również znakomitym kaznodzieją, zajmował się też działalnością kościelno – społeczną. Odznaczał się gorliwością i szczególnym nabożeństwem do Najświętszego Sakramentu, do Serca Bożego i Najświętszej Maryi Panny, czemu dawał wyraz w swej bogatej pracy pisarskiej i kaznodziejskiej. W trosce o najbardziej potrzebujących oraz o rozszerzenie Królestwa Serca Bożego w świecie założył w Krakowie w 1894 roku Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego , czyli Sercanek.
W 1899 roku, został biskupem pomocniczym, a 17 grudnia 1900 roku biskupem diecezjalnym diecezji przemyskiej. Jako gorliwy pasterz dbał o świętość diecezji. Swoją posługę opierał w wielkiej mierze na modlitwie, z której czerpał natchnienie i moc do pracy apostolskiej. Ubodzy i chorzy byli zawsze przedmiotem jego szczególnej troski. Jego rządy były czasem wielkiej troski o podniesienie poziomu wiedzy duchowieństwa i wiernych. W tym celu często gromadził księży na zebrania i konferencje oraz pisał wiele listów pasterskich. Popierał bractwa i sodalicję mariańską. Przeprowadził także reformę nauczania religii w szkołach podstawowych. Z jego inicjatywy powstał w diecezji Związek Katolicko – Społeczny. Zwiększył o pięćdziesiąt siedem liczbę placówek duszpasterskich.
Często przeprowadzał wizytacje kanoniczne w parafiach. W 1901 roku powołał do życia redakcję miesięcznika Kronika Diecezji Przemyskiej. W 1902 roku urządził bibliotekę i muzeum diecezjalne, założył Małe Seminarium i odnowił katedrę przemyską. Jako jedyny biskup w tamtych czasach, pomimo zaborów, odważył się w 1902 roku zwołać Synod diecezjalny po stu siedemdziesięciu dziewięciu latach przerwy, aby oprzeć działalność duszpasterską na mocnym fundamencie prawa kościelnego. Wśród tych wszechstronnych zajęć przez cały czas prowadził także działalność pisarską.
Posiadał rzadką umiejętność doskonałego wykorzystywania czasu. Każdą chwilę umiał poświęcić dla chwały Bożej i zbawienia dusz. Był ogromnie pracowity, systematyczny i roztropny w podejmowaniu ważnych przedsięwzięć, miał doskonałą pamięć. Oszczędny dla siebie, hojnie wspierał wszelkie dobre i potrzebne inicjatywy.
Zmarł w Przemyślu 28 marca 1924 roku w opinii świętości. Beatyfikowany został w Rzeszowie 2 czerwca 1991 roku, przez Jana Pawła II. A już 18 maja 2003 roku, Jan Paweł II kanonizował Błogosławionego Biskupa Józefa Sebastiana Pelczara. W homilii powiedział wtedy: Dewizą życia Biskupa Pelczara było zawołanie: „Wszystko dla Najświętszego Serca Jezusowego przez Niepokalane Ręce Najświętszej Maryi Panny”. To ono kształtowało jego duchową sylwetkę, której charakterystycznym rysem jest zawierzenie siebie, całego życia i posługi, Chrystusowi przez Maryję. Swoje oddanie Chrystusowi pojmował nade wszystko jako odpowiedź na Jego miłość, jaką zawarł i objawił w sakramencie Eucharystii.”
Tyle Jan Paweł II. A sam Święty Biskup Józef Sebastian, w swoim dziele „Życie duchowne, czyli doskonałość chrześcijańska”, tak pisał: „Jaka to chwała, jakie szczęście dla nas, iż Pan Bóg pozwala miłować siebie, iż nas przypuszcza do słodkiej poufałości z sobą i przyjaciółmi nawet swoimi nazywa. […] Jeśli chcesz poznać ogrom tej miłości, rozważaj dzieła Boże, spełnione dla człowieka, a mianowicie trzy wieczne pomniki miłości: żłóbek, krzyż i ołtarz. Szczególnie stań pod krzyżem i przypatrz się miłości Ukrzyżowanego, przypatrz się Ukrzyżowanemu. Stań przed Przenajświętszym Sakramentem i rozważ to niezmierne wyniszczenie się Boga utajonego, tę ogromną ofiarę z siebie, to całkowite oddanie się człowiekowi z miłości bez granic. Wniknij potem do Serca Jezusowego i przypatrz się Jego miłości.
Zaprawdę, żaden rozum nie zdoła pojąć, jak wielki płomień trawi to Serce Najmiłościwsze. Gdyby Mu było polecone nie raz, ale tysiąc razy za nas umrzeć, albo za jednego człowieka to samo wycierpieć, co wycierpiał za wszystkich, miłość Jego byłaby tę śmierć tysiąckrotną chętnie przyjęła i tyle cierpiała dla jednego, ile dla wszystkich. Gdyby było potrzebne, aby Pan zamiast trzech godzin aż do sądnego dnia na krzyżu wisiał, miłość Jego niewyczerpana i to byłaby spełniła. A więc Jezus więcej nas miłował, aniżeli dla nas wycierpiał.” Tyle nasz dzisiejszy Patron.
A my, zapatrzeni w przykład jego świętości, ale też zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się:
Co mogę powiedzieć o mojej osobistej więzi z Bogiem?
Czy ze względu na osobistą swoją relację z Jezusem staram się opanowywać pragnienie zemsty lub przynajmniej odegrania się na drugim za jego złe postępowanie?
Czy w imię tej osobistej więzi z Jezusem daję z siebie „więcej”?

Niech mnie broni Pan przed dokonaniem takiego czynu przeciw mojemu władcy i pomazańcowi Pana, bym miał podnieść rękę na niego, bo jest pomazańcem Pana!

czwartek, 18 stycznia 2018

Ty jesteś Syn Boży!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny i urodziny przeżywa Małgorzata Grzechnik, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot. Modlę się dla Niej o stałą bliskość Pana i podążanie za Nim przez całe życie!
A oto dzisiaj także rozpoczynamy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Módlmy się, moi Drodzy, o mądry ekumenizm, który nigdy nie będzie się sprowadzał do zatraty własnej tożsamości duchowej i religijnej, ale będzie dążył do jedności na tych wszystkich przestrzeniach, na jakich jest to tylko możliwe.
Życzę błogosławionego dnia!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 2 Tygodnia zwykłego, rok II,
do czytań: 1 Sm 18,6–9;19,1–7; Mk 3,7–12

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:
Gdy Dawid wracał po zabiciu Filistyna Goliata, kobiety ze wszystkich miast wyszły ze śpiewem i tańcami naprzeciw króla Saula, przy wtórze bębnów, okrzyków i cymbałów. I śpiewały kobiety wśród grania i tańców: „Pobił Saul tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy”. A Saul bardzo się rozgniewał, bo nie podobały mu się te słowa. Mówił: „Dawidowi przyznały dziesiątki tysięcy, a mnie tylko tysiące. Brak mu tylko królowania”. I od tego dnia patrzył Saul na Dawida zazdrosnym okiem.
Saul namawiał syna swego, Jonatana, i wszystkie sługi swoje, by zabili Dawida. Jonatan jednak bardzo upodobał sobie Dawida, uprzedził go więc o tym, mówiąc: „Ojciec mój, Saul, pragnie cię zabić. Od rana miej się na baczności; udaj się do jakiejś kryjówki i pozostań w ukryciu. Tymczasem ja pójdę, by stanąć przy mym ojcu na polu, gdzie ty się będziesz znajdował. Ja sam porozmawiam o tobie z ojcem. Zobaczę, co będzie, i o tym cię zawiadomię”.
Jonatan mówił życzliwie o Dawidzie ze swym ojcem, Saulem. Powiedział mu: „Niech nie zgrzeszy król przeciw swojemu słudze, Dawidowi! Nie zawinił on przeciw tobie, a czyny jego są dla ciebie bardzo pożyteczne. On przecież swoje życie narażał, on zabił Filistyna, dzięki niemu Pan dał całemu Izraelowi wielkie zwycięstwo. Patrzyłeś na to i cieszyłeś się. Dlaczego więc masz zamiar zgrzeszyć przeciw niewinnej krwi, bez przyczyny zabijając Dawida?” Posłuchał Saul Jonatana i złożył przysięgę: „Na życie Pana, nie będzie zabity!”
Zawołał Jonatan Dawida i powtórzył mu całą rozmowę. Potem zaprowadził Dawida do Saula i Dawid został u niego jak poprzednio.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli.
Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

Chociaż dzisiejsze pierwsze czytanie kończy się pozytywnie i problem zagrożenia dla życia Dawida zostaje rozwiązany, to jednak jest to tylko chwilowe uspokojenie sytuacji. Chwilowe i pozorne. Czytając bowiem uważnie Pierwszą Księgę Samuela, z łatwością przekonamy się, że takich deklaracji, jak ta dzisiejsza, składał Saul jeszcze przynajmniej kilka, a każdą z nich złamał i do końca swoich dni czyhał na tego, o którym domyślał się, a potem już wiedział, że będzie jego następcą.
Wszystko to bowiem – o czym musimy pamiętać – dzieje się już po tym, jak Prorok Samuel obwieścił Saulowi wolę Boga, który postanowił odebrać mu królestwo i przekazać innemu. Saul przez jakiś czas nie wiedział, kto jest tym wybranym przez Boga następcą, dlatego tak, jak później Herod w stosunku do Dzieci Jerozolimskich, tak on postępował wobec wszystkich, którzy mogliby stanowić choćby cień zagrożenia dla jego władzy.
I dlatego właśnie – jak dzisiaj słyszymy – przeciwko Dawidowi obróciło się zwycięstwo, jakiego dokonał nad Goliatem. Kiedy – jak by się należało spodziewać – wszyscy cieszyli się, że tak wielkie niebezpieczeństwo zostało zażegnane, a tak groźny wojownik, jak Goliat, pokonany, król Saul zaczął widzieć w Dawidzie konkurenta. Już nie było dla niego ważnym, że przecież sam mógł postradać życie, bo gdyby Goliat wygrał, to Filistyni dopełniliby reszty zniszczenia na całym wojsku izraelskim i król też mógłby tego nie przeżyć – to już przestało być ważne.
Wszystko dobrze się skończyło, Goliat zginął, Filistyni rozpierzchli się, ale przed zazdrosnym i zawziętym Saulem pojawił się nowy problem: ktoś może zagrozić jego władzy, jego pozycji, jego wielkości, jego ego… Dlatego to, słysząc okrzyki kobiet, wołających z podziwem: Pobił Saul tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy, król bardzo się rozgniewał, bo nie podobały mu się te słowa. Mówił: „Dawidowi przyznały dziesiątki tysięcy, a mnie tylko tysiące. Brak mu tylko królowania”. I od tego dnia patrzył Saul na Dawida zazdrosnym okiem. Otóż, właśnie!
Tu jest sedno sprawy, tu jest przyczyna wszystkich możliwych problemów, przed jakimi staje wielu ludzi, ale też wiele wspólnot i organizacji, a nawet instytucji państwowych i kościelnych. O czym mówimy? O jakich problemach, a może nawet dokładniej: o jakim problemie – jednym i konkretnym? Tak, dobrze przeczuwamy: o problemie zazdrości.
Ileż dobrych dzieł, które powstały lub mogłyby powstać, zniszczyła właśnie zazdrość! Bo dlaczego to on ma odnosić sukcesy, a nie ja? Dlaczego to jego mają chwalić, a nie mnie? Dlaczego to jego zasługi wszyscy mają podkreślać, a o moich to nawet nikt nie wspomni, bo może nawet o nich nie wie?… I cóż z tego, że w ten sposób zniweczy się naprawdę wielkie i piękne dzieła, cóż z tego?…
Oczywiście, nikt otwarcie nie przyzna się do tego i nie powie, że to jego własna, szczera i z serca płynąca zazdrość, spowodowała zniweczenie tego lub innego dobra – nie! Znajdzie się wiele innych wytłumaczeń, jednak prawda jest bezlitosna: to zazdrość powoduje, że jeden nie wesprze działań drugiego, że jeden drugiego nie pochwali, nie doceni; nie będzie też jego dobrych działań kontynuował, tylko wszystko po nim poprawiał, bo przecież nic jest nie tak, jak być powinno, wszystko jest źle zrobione…
Moi Drodzy, powiedzmy szczerze, czy naprawdę nie spotykamy się z takimi sytuacjami? Czy też sami nie ulegamy takim pokusom, by w ludziach, wśród których żyjemy, widzieć li tylko konkurentów, a nie współpracowników, siostry i braci, połączonych w jednym, wspólnym dziele?…
A z drugiej strony – czy nie zauważyliśmy takiej prawidłowości, że kiedy człowiek nie szuka własnej chwały, tylko chwały Bożej, i robi solidnie to, co do niego należy, to i tak w końcu zostanie doceniony przez ludzi? I to nawet tym bardziej, im mniej się o to stara?… A ten, kto bardzo zabiega o ludzkie pochwały, w końcu się ich doczeka, ale… No, właśnie… Jak patrzymy na takich ludzi, którzy na każdym kroku zabiegają o uznanie dla siebie i którzy wszystko robią najlepiej i na wszystkim najbardziej się znają?… Co o takich myślimy? A czy i w sobie samych nie odnajdujemy czegoś z tego typu postaw?…
Ewangelia dzisiejsza pokazuje nam przepiękny obraz całych rzesz ludzi, gromadzących się wokół Jezusa. I wszyscy – pełni podziwu dla Niego i Jego wspaniałych dzieł! Przy takim nastawieniu nawet zły duch – jak słyszeliśmy – nie mógł za bardzo namącić, bo był definitywnie wyciszany i odsyłany… no, właśnie, chciałoby się powiedzieć: „do diabła”!
A kiedy ludzie sobie nawzajem zazdroszczą, to nie dość, że żadne dobre dzieło nie może się swobodnie rozwijać, to jeszcze zły duch ma prawdziwe używanie i ogromną, złowrogą radość… Nie sprawiajmy mu tej radości!
Pomyślmy:
Czy drugiego człowieka postrzegam jako brata, przyjaciela, współpracownika – czy konkurenta i zagrożenie dla mojej pozycji?
Czy samego Boga nie postrzegam jako konkurenta?
Czy umiem się szczerze cieszyć z powodzenia i sukcesów innych i szczerze za nie dziękować Bogu?

Niech nie zgrzeszy król przeciw swojemu słudze, Dawidowi! Nie zawinił on przeciw tobie, a czyny jego są dla ciebie bardzo pożyteczne.

środa, 17 stycznia 2018

Wyciągnij rękę!

Szczęść Boże! Moi Drodzy, witam i pozdrawiam – i tych, którzy pracują; i tych, którzy się uczą; i tych, którzy „feriują”… I tych, którzy na Księdza po kolędzie czekają… Życzę Wszystkim błogosławionego dnia, obfitego w dobro! I w takie zwycięstwa, jakiego dzisiaj dokonał Dawid nad Goliatem!
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 2 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. Antoniego, Opata,
do czytań: 1 Sm 17,32–33.37.40–51; Mk 3,1–6

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:
Dawid rzekł do Saula: „Niech pan mój się nie trapi. Twój sługa pójdzie stoczyć walkę z tym Filistynem”. Saul odpowiedział Dawidowi: „To niemożliwe, byś stawił czoło temu Filistynowi i walczył z nim. Ty jesteś jeszcze chłopcem, a on wojownikiem od młodości”.
Powiedział Dawid: „Pan, który wyrwał mnie z łap lwów i niedźwiedzi, ocali mnie również z ręki tego Filistyna”. Rzekł więc Saul do Dawida: „Idź, niech Pan będzie z tobą”.
Wziął w rękę swój kij, wybrał sobie pięć gładkich kamieni ze strumienia, włożył je do torby pasterskiej, którą miał zamiast kieszeni, i z procą w ręce skierował się ku Filistynowi.
Filistyn przybliżał się coraz bardziej do Dawida, a giermek jego szedł przed nim. Gdy Filistyn spostrzegł Dawida i mu się przyjrzał, wzgardził nim dlatego, że był młodzieńcem, i to rudym, o pięknym wyglądzie. I rzekł Filistyn do Dawida: „Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijem?” Złorzeczy Filistyn Dawidowi przez swoich bogów. Filistyn zawołał do Dawida: „Zbliż się tylko do mnie, a ciało twoje oddam ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom”.
Dawid odrzekł Filistynowi: „Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i oszczepem, ja zaś idę na ciebie w imię Pana Zastępów, Boga wojsk izraelskich, którym urągałeś. Dziś właśnie odda cię Pan w moją rękę, pokonam cię i utnę ci głowę. Dziś oddam trupy wojsk filistyńskich na żer ptactwu powietrznemu i dzikim zwierzętom; niech się przekona cały świat, że Bóg jest z Izraelitami. Niech wiedzą wszyscy zebrani, że nie mieczem ani oszczepem Pan ocala. Ponieważ jest to wojna Pana, On więc odda was w nasze ręce”.
I oto gdy wstał Filistyn i zbliżał się coraz bardziej ku Dawidowi, ten również pobiegł szybko na pole walki naprzeciw Filistyna.
Sięgnął do torby pasterskiej i wyjąwszy z niej kamień, wypuścił go z procy, trafiając Filistyna w czoło, tak że kamień utkwił w czole i Filistyn upadł twarzą na ziemię.
Tak to Dawid odniósł zwycięstwo nad Filistynem: kamieniem z procy trafił Filistyna i zabił go, chociaż nie użył miecza.
Dawid podbiegł i stanął nad Filistynem; chwycił jego miecz, a dobywszy z pochwy, dobił go i odciął mu głowę. Gdy spostrzegli Filistyni, że ich wojownik zginął, rzucili się do ucieczki.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.
On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Stań tu na środku”. A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Wyciągnął i ręka jego stała się znów zdrowa.
A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Historia, opisana w dzisiejszym pierwszym czytaniu, znana nam jest zapewne bardzo dobrze, bo i w mowie potocznej często mówimy o Dawidzie i Goliacie, kiedy mamy do czynienia ze zderzeniem się dwóch sił – bardzo małej z bardzo wielką, z których jednak to ta mała okazuje się zwycięską. Dzisiaj słyszymy, jak to dokładnie było w przypadku Dawida i Goliata, i przekonujemy się, że działanie Boga było w całej tej sytuacji ewidentne.
We fragmencie, który dano nam do odczytania w liturgii, pominięte zostały niektóre elementy tejże historii, a zapisane na kartach Pisma Świętego, jak chociażby ten, że Dawid usiłował przywdziać zbroję, którą król Saul – głęboko zaniepokojony o los odważnego, ale przecież jeszcze niedoświadczonego wojownika – kazał mu założyć. Szybko jednak okazało się, że zbroja ta jest za ciężka i Dawid nie jest w stanie nawet się w niej swobodnie poruszać, a cóż dopiero mówić o sprawności w walce! Przeto ostatecznie zrezygnował z niej, a uzbroił się – o ile to słowo jest tu w ogóle adekwatne – w kij, procę i pięć gładkich kamieni ze strumienia.
Jest to bardzo wymowny sygnał, moi Drodzy, że kiedy człowiek wyrusza na walkę – jakąkolwiek: duchową lub intelektualną, bo raczej nie mówimy o tej fizycznej – w imię Boga, to nie powinien stosować żadnych ludzkich zabezpieczeń, bo one okazują się wręcz krępujące i ograniczające działanie łaski Bożej. Nie można ufać tylko swoim siłom, tylko swojej inteligencji i rozeznaniu. Trzeba zaufać Panu i doświadczeniu swojej z Nim współpracy. Tak właśnie postąpił Dawid – i wygrał!
Dokonał rzeczy po ludzku zupełnie, ale to zupełnie niemożliwej! Dokonał tego, a tak naprawdę to dokonał tego sam Bóg tyle, że przez Dawida. A dlaczego tego dokonał? Bo Dawid pozwolił Mu na to i bezgranicznie Mu zaufał. Owszem, to Dawid użył swojej zręczności i siły, swojego pomysłu na rozwiązanie problemu, ale we wszystkim był prowadzony przez Boga i przez Niego inspirowany. I dlatego wygrał.
W Ewangelii natomiast mamy do czynienia z postawą gruntownie przeciwną. Mówimy oczywiście o postawie faryzeuszów i zwolenników Heroda. Zwróćmy uwagę już na pierwsze zdania, w których Ewangelista Marek mówi nam: W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. Pomyślmy nad niesamowitym absurdem całej tej sytuacji: oni śledzili Jezusa, aby Go przyłapać na cudzie, czynionym w szabat!
A zatem, nie robiło na nich żadnego wrażenia dokonanie cudu, tylko widzieli problem w tym, że Jezus czyni to w szabat! I faktycznie, kiedy Jezus cudu dokonał, ci omal nie poszaleli z wściekłości! Jak daleko może człowiek zabrnąć w absurdalnym uporze i bezgranicznej głupocie! Jak bardzo może zamknąć się na działanie łaski Bożej! I jak w takim razie Bóg może czegokolwiek dokonywać przy tak fatalnym nastawieniu człowieka?…
Moi Drodzy, Bóg i dziś także może i chce działać w naszym życiu. Może i chce dokonywać cudów – także w naszych czasach! Ale wszystko zależy od nas – od naszej wiary… Czyli od tego, czy my tak naprawdę chcemy, żeby te wielkie rzeczy się dokonywały. Dziwne to?… Niewiarygodne?… Zapewne. A jednak – przykład postawy Dawida i faryzeuszów nie pozostawia żadnych wątpliwości: Bóg dokona wielkich rzeczy, nawet cudów – w życiu tych, którzy Mu bezgranicznie, z dziecięcą wręcz szczerością ufają.
Przykład takiej właśnie dziecięcej, szczerej ufności odnajdujemy w postawie dzisiejszego Patrona. A jest nim Święty Antoni, Opat.
Urodził się w Środkowym Egipcie w 251 roku. Miał zamożnych i religijnych rodziców, których jednak wcześnie stracił – kiedy miał lat dwadzieścia. Po ich śmierci, kierując się wskazaniem Ewangelii, sprzedał ojcowiznę, a pieniądze rozdał ubogim. Młodszą siostrę oddał pod opiekę szlachetnym paniom, zabezpieczając jej byt materialny. Sam zaś udał się na pustynię w pobliżu rodzinnego miasta. Tam oddał się pracy fizycznej, modlitwie i uczynkom pokutnym. Podjął życie pełne umartwienia i milczenia.
Nagła zmiana trybu życia kosztowała go wiele wyrzeczeń, a nawet trudu. Musiał znosić jawne ataki ze strony szatana, który go nękał, pokazując mu się w różnych postaciach. Doznawał wtedy umacniających go wizji nadprzyrodzonych.
Początkowo Antoni mieszkał w grocie. Około 275 roku przeniósł się jednak na Pustynię Libijską. Dziesięć lat później osiadł w ruinach opuszczonej fortecy Pispir na prawym brzegu Nilu. Miał dar widzenia rzeczy przyszłych. Słynął ze świętości i mądrości.
Jego postawa znalazła wielu naśladowców. Sława i cuda sprawiły, że zaczęli ściągać uczniowie, pragnący poddać się jego duchowemu kierownictwu. Początkowo nie zgadzał się na to, jednak po wielu sprzeciwach zdecydował się ich przyjąć i odtąd oaza Farium na pustyni zaczęła zapełniać się rozrzuconymi wokół celami eremitów. Niektórzy uważają, że mogło ich być około sześciu tysięcy.
W 311 roku Antoni gościł w Aleksandrii, wspierając duchowo chrześcijan, prześladowanych przez cesarza Maksymiana. Tam również z wielkim zaangażowaniem bronił czystości wiary w obliczu tego, że w roku 318 wystąpił – tam właśnie – z błędną nauką kapłan Ariusz, znajdując dla swych teorii wielu zwolenników. Jednym z nich był nawet cesarz. I to w odpowiedzi na te błędy, Antoni podjął żarliwą obronę czystości wiary wśród swoich uczniów.
Cieszył się przy tym wielkim poważaniem. Korespondował – między innymi – z cesarzem Konstantynem Wielkim i jego synami. Zachowane listy Antoniego do mnichów zawierają głównie jego nauki moralne: szczególny nacisk kładzie on w nich na poszukiwanie indywidualnej drogi do doskonałości, wsparte lekturą Pisma Świętego. Według podania, Święty Antoni zmarł 17 stycznia 356 roku, w wieku stu sześciu lat. Jego życie było przykładem dla wielu nie tylko w Egipcie, ale i w innych stronach chrześcijańskiego świata, a jego kult rychło rozprzestrzenił się na całym Wschodzie i w całym Kościele.
W Żywocie Świętego Antoniego”, napisanym przez Świętego Atanazego, biskupa, czytamy między innymi takie słowa: „Po śmierci rodziców Antoni pozostał sam wraz ze swoją młodszą siostrą. Mając wtedy osiemnaście czy dwadzieścia lat, zajmował się domem i opiekował siostrą. Gdy nie minęło jeszcze sześć miesięcy od śmierci rodziców, szedł zgodnie ze zwyczajem do kościoła, zatopiony w rozmyślaniu. Rozważał, dlaczego Apostołowie, opuściwszy wszystko, poszli za Zbawicielem oraz kim byli ci ludzie, którzy – jak podają Dzieje Apostolskie – sprzedawali swe dobra i składali u stóp Apostołów pieniądze, aby oni rozdawali je potrzebującym.
Zastanawiał się także, jakiego rodzaju i jak wielka nagroda została wyznaczona im w niebie. Tak rozmyślając przybył do świątyni, gdy właśnie odczytywano Ewangelię. Usłyszał słowa, które Pan powiedział do bogatego młodzieńca: Jeśli chcesz być doskonałym, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, potem przyjdź i pójdź za Mną, a będziesz miał skarb w niebie. Antoniemu zdawało się, jak gdyby sam Bóg przemówił do niego słowami Ewangelii, jakby czytanie to przeznaczone było dla niego. Wyszedł natychmiast z kościoła i rozdał mieszkańcom wioski odziedziczoną po rodzicach ziemię, aby odtąd nie była dla niego i jego siostry ciężarem. Sprzedał także wszelkie inne dobra, a pieniądze rozdał ubogim. Tylko niewielką ich część zachował ze względu na siostrę.
Przyszedłszy znowu do kościoła, usłyszał słowa Pana z Ewangelii: Nie troszczcie się o jutro. Nie mogąc ich słuchać obojętnie, natychmiast wyszedł i pozostałą część rozdał ubogim. Siostrę oddał na wychowanie i naukę znanym z prawości dziewicom. Sam zaś poświęcił się praktykowaniu życia ascetycznego, mieszkając w pobliżu swego domu.
W ciągłym czuwaniu nad sobą prowadził życie pełne wyrzeczeń. Pracował własnymi rękoma, ponieważ usłyszał: Kto nie chce pracować, niech też nie je. Otrzymaną w ten sposób zapłatę przeznaczał na swoje utrzymanie i na potrzebujących. Modlił się nieustannie, albowiem dowiedział się, że „zawsze należy się modlić”. Czytał tak uważnie, że nic nie uchodziło jego uwagi, ale przeciwnie, zapamiętywał wszystko. Z czasem pamięć mogła zastąpić mu księgi. Wszyscy mieszkańcy wioski oraz pobożni ludzie, z którymi często się spotykał, widząc jego sposób życia, nazywali go przyjacielem Boga – jedni miłowali go jak syna, inni jak brata.”
Tyle z „Żywota” Świętego Antoniego, Opata. Wpatrzeni w jego piękną postawę, a jednocześnie wsłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się:
Czy więcej w nas postawy Dawida, czy faryzeuszów?
Jak staram się kształtować w sobie bezgraniczne zaufanie do Boga?
Co robię, aby połączyć działanie łaski Bożej z moim ludzkim działaniem i trzeźwym myśleniem?

Tak to Dawid odniósł zwycięstwo nad Filistynem!

wtorek, 16 stycznia 2018

Bóg patrzy na serce...

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny i jednocześnie urodziny przeżywa Włodzimierz Olender, bardzo mi bliski i życzliwy Człowiek z Celestynowa, Ojciec pięknej Rodziny, w tym także – Ojciec mojego Lektora Szymona. Niech Pan błogosławi Solenizantowi i Jubilatowi, niech Mu pozwoli powrócić do pełni zdrowia i codziennie budować świętą atmosferę w swojej Rodzinie! Zapewniam o modlitwie – nie tylko dzisiaj.
A ja o 15:00 znowu wyruszam na wizytę duszpasterską. Zechciejcie wspomnieć w modlitwie całe to piękne dzieło, trwające jeszcze w wielu Parafiach.
Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wtorek 2 Tygodnia zwykłego, rok II,
do czytań: 1 Sm 16,1–13; Mk 2,23–28

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:
Pan rzekł do Samuela: „Dokąd będziesz się smucił z powodu Saula? Uznałem go przecież za niegodnego, by panował nad Izraelem. Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla”. Samuel odrzekł: „Jakże pójdę? Usłyszy o tym Saul i zabije mnie”. Pan odpowiedział: „Weźmiesz ze sobą jałowicę i będziesz mówił: «Przybywam złożyć ofiarę Panu». Zaprosisz więc Jessego na ucztę ofiarną, a Ja wtedy powiem ci, co masz robić: wtedy namaścisz tego, którego ci wskażę”.
Samuel uczynił tak, jak polecił mu Pan, i udał się do Betlejem. Naprzeciw niego wyszła przelękniona starszyzna miasta. Jeden z nich zapytał: „Czy twe przybycie oznacza pokój?” Odpowiedział: „Pokój. Przybyłem złożyć ofiarę Panu. Oczyśćcie się i chodźcie złożyć ze mną ofiarę”. Oczyścił też Jessego i jego synów i zaprosił ich na ofiarę.
Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: „Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec”. Jednak Pan rzekł do Samuela: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”. Następnie Jesse przywołał Abinadaba i przedstawił go Samuelowi, ale ten rzekł: „Ten też nie został wybrany przez Pana”. Potem Jesse przedstawił Szammę. Samuel jednak oświadczył: „Ten też nie został wybrany przez Pana”. I kazał Jesse przejść przed Samuelem siedmiu swoim synom, lecz Samuel powiedział Jessemu: „Pan ich nie wybrał”.
Samuel więc zapytał Jessego: „Czy to już wszyscy młodzieńcy?” Odrzekł: „Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce”. Samuel powiedział do Jessego: „Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie”.
Posłał więc i przyprowadzono go: był rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. Wtedy Pan rzekł: „Wstań i namaść go, to ten”. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Potem od tego dnia duch Pański opanował Dawida. Samuel zaś udał się z powrotem do Rama.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: „Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?”
On im odpowiedział: „Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom”.
I dodał: „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu”.

Przepiękną scenę przedstawia nam dzisiaj pierwsze czytanie. Przepiękną i wręcz wzruszającą. I gdyby nie to, że zawarta została w Biblii, świętej Księdze, to powiedzielibyśmy, że jest to scena baśniowa. Oto bowiem ten najmłodszy, niedoceniany, pomijany przy jakichkolwiek dalekosiężnych rodzinnych planach, zajęty na co dzień wypasem owiec w czasie, kiedy jego bracia pełnili zaszczytną służbę wojskową u boku króla – właśnie ten biblijny Kopciuszek został namaszczony na króla Izraela. Jak zaznacza Autor natchniony: pośrodku swoich braci…
Możemy sobie tylko wyobrazić, jaka mogła w tej sytuacji być ich reakcja, a przynajmniej – wewnętrzne odczucia. Przecież Jesse prezentował przed Samuelem każdego z nich po kolei – i chociaż opis, którego wysłuchaliśmy, jest zwięzły, to jednak możemy domyślać się, że każdego z nich szerzej i dłużej zachwalał, wyliczając przy tym wojenne zasługi każdego z nich. Jednak odpowiedź Proroka za każdym razem była taka sama: to nie tego wybrał Pan.
Pan wybrał tego najsłabszego i w ogóle nawet nie branego pod uwagę przy – mówiąc kolokwialnie naszym dzisiejszym językiem – pierwszym rozdaniu. Bóg wręcz upomniał się o niego przez Proroka, który dopytał Jessego o niego i kazał go przywołać.
To bardzo jasno pokazuje nam, moi Drodzy, że naprawdę nie musimy Boga pouczać w jakiejkolwiek sprawie, ani specjalnie Go instruować, w obawie, że może czegoś zapomniał, albo nie dopatrzył. Owszem, możemy i nawet powinniśmy – tak, jak sam nas uczył – być wytrwali, a wręcz natarczywi na modlitwie. Jednak zawsze ze świadomością, że Bóg dobrze wie, czego nam potrzeba i nigdy nie zapomina o naszych problemach, a także o nas samych, natomiast nasze wytrwałe błaganie ma przede wszystkim nas samych nauczyć wytrwałego i bezpośredniego odnoszenia się ze wszystkim do Boga, ma w nas ukształtować postawę wielkiej ufności!
Nigdy jednak nie jest tak, że coś dzieje się poza Bogiem, poza Jego wiedzą, albo że zapomniał On o kimś i dlatego trzeba Mu to i owo przypomnieć. Nie, w tej kwestii możemy zachować absolutny spokój, że On naprawdę o każdym z nas pamięta – tak, jak pamiętał o Dawidzie i kiedy było trzeba, to specjalnie przywołał go od owiec, aby powierzyć mu panowanie nad swoim ludem.
Na tym polega troska Boga o człowieka i Jego miłość do niego. A także na tym, że to szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Przepisy Prawa Bożego – nawet, jeśli stawiają człowiekowi określone i całkiem spore wymagania – nie mają nigdy na celu pognębienie człowieka czy jakiekolwiek jego poniżenie; niczego go nie pozbawiają, ani o nic go nie zubażają. W żaden też sposób mu nie szkodzą. Bóg zawsze jest po stronie człowieka i zawsze chce jego dobra!
Nawet, jeżeli człowiekowi wydaje się, że jest zupełnie odwrotnie, to jednak tak nie jest: Bogu zależy zawsze na człowieku i wszystko czyni z troski o niego. Nigdy też o nim nie zapomina i nie ma takiej trudnej sytuacji, w której człowiek by się znalazł, a Bóg nic by o niej nie wiedział.
Dlatego, zwracając się do Boga w modlitwie – owszem: ufnej, wytrwałej i intensywnej, a wręcz natarczywej! – i nawet „przypominając” Mu poprzez swoje wołanie o naszych potrzebach i problemach, nigdy nie zapominajmy, że Bóg naprawdę wie o wszystkim, przeto nie musimy Mu niczego ze szczegółami tłumaczyć, nie powinniśmy Go też pouczać, czy wskazywać, co i jak ma zrobić. Mamy wołać z ufnością i bardzo wytrwale – a On już będzie wiedział, jak nam pomóc…
W tym kontekście zastanówmy się:
Czy moja modlitwa nie jest niekiedy takim gorączkowym i spanikowanym „pokazywaniem Bogu palcem”, co ma natychmiast zrobić?
Z jakim nastawieniem wypowiadam codziennie słowa: Bądź wola Twoja?…
Co robię, by nie mierzyć Boga swoimi ludzkimi kategoriami?

Nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce!